| Witajcie! Otóż tu ReeVio, który nadal jest przekonania, iż ewolucja jest faktem. Niejaki pan Pasibrzuch w artykule natomiast przedstawił swoją opinię na temat genezy życia. I dobrze, przynajmniej jest o czym gadać :). Ale do rzeczy.
mój poprzedni art - kolor
purpurowy
dopisek Pasibrzucha - pogrubiony
purpurowy
mój komentarz - czarny
"...[ktośtam - P] nie wierzy w ewolucję i zastanawia się, jak rośliny zdążyły wytworzyć systemy podtrzymujące ich życie na lądzie. Otóż ewolucja przebiegała skokowo i (jak powszechnie wiadomo :) zmianom ulegały całe populacje..."
Jak to rozumieć? Nagle wszystkim roślinkom wyrosło oprzyrządowanie do życia na lądzie? Skokowo zamieniły się w roślinki lądowe?
R: Rośliny początkowo żyły wyłącznie pod wodą. Gdy opanowały to środowisko wystarczająco, mogły zdarzać się sytuacje, gdy np. pewna grupa roślin żyła w płytkiej wodzie, przy brzegu. Gdy załóżmy urosły, wystawały ponad powierzchnię wody (przykładem dziś jest trzcina wodna). Dzięki temu mogły przystosowywać się do warunków lądowych. Następnie mogła zdarzyć się regresja morza lub utworzenie laguny z zatoki w
której żyły takie rośliny. Poziom wody opadł i zostawił rośliny na lądzie. Te jednak były przystosowane i przeżyły, wydając na świat następne pokolenie itd.
To oczywiście jedna z hipotez. Są inne, ale też obracają się w
okolicach izolacji rozrodczej, np. hipoteza, w której odizolowana część
populacji danego gatunku zmienia się, dzięki mutacjom (te z kolei są
akceptowane lub nie - tzw. dobór naturalny). W 1900r. odkryto, że
mutacje w organizmach żywych nie są tak subtelne, jak przewidywał
Darwin. Były one większe niż sądzono - zachodziły skokowo.
"...Tak więc rośliny nie wyszły najpierw na ląd, a potem "myślały" nad stworzeniem odpowiednich systemów, ale już prawdopodobnie w wodzie ulegały odpowiednim przekształceniom, by móc przeżyć w trudnych warunkach lądowych..."
Skoro żyły pod wodą to po co im były te systemy? Czyżby rośliny umiały myśleć i rozumowały tak: ty, wodorost, zróbmy sobie aparaty szparkowe do użytku lądowego to wtedy wyjdziemy z tej przeklętej wody?
R: Najwyraźniej były zmuszone do opuszczenia wody. Dziś trudno powiedzieć, co kazało organizmom żywym wyjść z wody, być może taka jest już cecha życia - chce zawładnąć wszystkimi środowiskami.
(A te twoje wodorosty to nawet nie rośliny...).
"...Aby do tego doszło, część populacji roślin podwodnych musiała zostać odizolowana rozrodczo, gdyż to jest warunkiem powstawania nowych gatunków..."
Ach, czyli to buntownicza grupka wodorostów wychodowała sobie nowe systemy do życia na lądzie, gdzieś na boku - żeby inne wodorosty tego nie widziały?
R: Dokładnie. Aby doszło do powstania nowego gatunku (być może już przystosowanego do życia na lądzie), część populacji gatunku - matki musi zostać odizolowana rozrodczo. Wtedy ta grupa, jeśli tylko znajdzie się w innych warunkach, przystosowuje się do nich. W wyniku tego procesu tak się owa grupa zmienia (w przestrzeni wielu pokoleń osobników naturalnie), że nie można powiedzieć, że to nadal ten sam gatunek. Istnienie tego typu zjawisk w przyrodzie udowodniono naukowo. Jeśli Cię to bliżej interesuje, to poczytaj o biocenozie wysp Galapagos lub Australii - tam była taka sytuacja i dzięki temu gatunki tam żyjące są niespotykane gdzie indziej (np. kangur).
"...Jednak samo pytanie, po co wyszły na ten ląd, pozostaje bez odpowiedzi. Widać jest jakaś ukryta siła napędowa, która każe jej się zmieniać..."
Bóg?
R: Być może i Bóg. Tego nie wiem. Wybacz, ale kiedyś jak widziano zaćmienie Słońca, to też myślano, że to sprawka bóstw. Innymi słowy - czego jeszcze nie wyjaśniła nauka, wyjaśnia to wiara. Zapytam jeszcze, jeżeli uważasz, że za innymi zjawiskami przyrody też kryje się Bóg, dlaczego na kościołach montują piorunochrony? Czyżby Bóg chciał zniszczyć swoją
świątynię piorunem?
"...Choć niewykluczone jest, że rośliny mogły mieć gorszą sytuację pod wodą, np. mało tlenu To wyjaśniało by, dlaczego "uciekły" one na powierzchnię..."
Skoro żyły sobie pod wodą, to widać było im dobrze. A niby skąd mogły wiedzieć, że na lądzie będzie im lepiej? Hej, koleżanki, na lądzie jest więcej tlenu więc zacznijmy milionletni proces przystosowania do warunków lądowych? A może jedna roślinka zmutowała, wyszła (?) na ląd i powiedziała reszcie, że tam jest fajniej? A skoro tak, to dlaczego część została pod wodą?? Niedowiarki???
R: Nie wiadomo, dlaczego rośliny wyszły na ląd, ale nie wątpisz chyba, że na lądzie istnieją, więc wyjść musiały.
"...Widać ptaki są wynikiem jakiejś bardzo skomplikowanej i daleko idącej mutacji lub życie dążyło do opanowania każdego środowiska na Ziemi. Lecz nie można twierdzić, że ptaki nie powstały od gadów, gdyż znaleziono na to namacalne dowody..."
Uprzejmie proszę o przekazanie mi informacji o tych dowodach, abym mógł te namacalne dowody osobiście namacać. :)
R: Uprzejmie proszę - pierwsza, lepsza książka zoologii, którą możesz
macać ile chcesz. Znajdź w niej budowę zewnętrzną i wewnętrzną gada, potem budowę zewnętrzną i
wewnętrzną ptaka. Mimo wielu różnic, znajdziesz tam też całe mnóstwo podobieństw. Pierwsze lepsze podobieństwo to np. obecność łusek na nogach ptaków. Jest to spadek po ich łuskowatych przodkach - gadach właśnie. Znajdziesz tam też inne podobieństwa. Świadczą one o jednym - ptaki pochodzą od gadów. Jakby tego jeszcze było mało, znaleziono również okazy szkieletów zwierząt będących etapami przejściowymi pomiędzy gadami a ptakami, np. Arechaeopteryx
- niewielkie stworzenie pokryte piórami i posiadające zęby. Miał też
skrzydła, na których zachowały się pazury. Innymi słowy - pół gad,
pół ptak.
"...Swoją drogą, nie mogę zrozumieć, dlaczego nie wierzysz w ewolucję. Przecież są na nią jasne i oczywiste dowody nie budzące wątpliwości..."
Nie ma żadnych jasnych i oczywistych dowodów. Popatrzmy zresztą...
"...Są to: zróżnicowanie form życia (przecież tak skomplikowane organizmy nie mogły powstać nagle same z siebie)..."
Zróżnicowanie form życia to efekt geniuszu stwarzającego je Boga. Proste.
R: Jeśli chcesz zastanawiać się nad fundamentalnymi rzeczami w świecie przyrody, nie patrz na nie przez pryzmat
wiary. Zróżnicowanie form życia bierze się z odmiennych warunków w jakich żyją organizmy, ze stopnia ich zaawansowania ewolucyjnego (różnica między np. ślimakiem a człowiekiem) oraz z mutacji, które przyjęły się i zostały przekazywane następnym pokoleniom.
"...podobieństwa form życia (patrząc na budowę wewnętrzną różnych gatunków, można u nich zauważyć wiele cech wspólnych, choćby np. w układzie pokarmowym).."
Warunki życia na Ziemi implikują pewne cechy, które muszą występować u wszystkich ziemiskich stworzeń. Proste.
R: W tym momencie wygląda jakbyś się przyznał do tego, że wierzysz w ewolucję. Jeśli chcesz wiedzieć, to przystosowywanie się do warunków otoczenia, to jeden z silników napędowych ewolucji. Podobieństwa wynikają również z tego, że nowe gatunki powstają ze starych. Muszą więc być do siebie w pewnym stopniu podobne.
"...oraz dowody kopalne (z nich możemy dowiedzieć się, jak po kolei następowała ewolucja biernego układu ruchu)..."
Kopaliny nie dowodzą prawdziwości ewolucji. To, że żyły sobie kiedyś np. dinozaury nie znaczy jeszcze, że Darwin miał rację.
R: Jakże się mylisz. Dinozaury to akurat najmniej trafny przykład. Znaleziono natomiast setki innych szkieletów - form przejściowych między jednymi gromadami a drugimi. Owszem, są jeszcze braki w tej systematyce (brakujące ogniwa), ale czas pokazuje, że szybko się one zapełniają. Skamieniałości
dowiodły nawet, że życie powstało z jednokomórkowych organizmów żyjących
na Ziemi przed 3,5 mld lat temu (znaleziono je w Grenlandii i Afryce) \.
Znalezione kopaliny zostały gruntownie zbadane i wykluczono możliwość
błędu. Znaleziono setki skamieniałości etapów pomiędzy jednymi
grupami organizmów, a drugimi. Najwięcej odkryto skamieniałości
udowadniających formy przejściowe między małpą a człowiekiem. Na ich
podstawie stwierdzono, że prezentują one cztery stadia ewolucyjne człowieka.
W praktyce jednak przejścia pomiędzy tymi stadiami są tak płynne i tak
delikatne, że specjaliści spierają się, gdzie wytyczać granice tych
czterech etapów. Jest to najważniejszy dowód na istnienie ewolucji.
"...Jeśli nie wierzysz w ewolucję, to może wyjaśnij, jak powstało życie na Ziemi i dlaczego dziś mamy do czynienia z tak dużą bioróżnorodnością organizmów żywych?..."
To nie była prośba do mnie, ale pozwól że odpowiem. Otóż dowody ewolucjonistów nie są dziś wcale mocniejsze od bilbijnych wersetów. Dlatego wierzę w to, że życie na Ziemi stworzył Bóg. Tak po prostu. Nie wykluczam możliwości, że uczynił to przez ewolucję i nie przekreślam zupełnie teorii ewolucjonizmu, ale na dziś dzień nie dysponuje ona zbyt twardymi dowodami na swoją słuszność. Mam więc prawo nie wierzyć w Darwina i jego poronione - moim zdaniem - koncepty...
R: W takim razie przedstaw mi argumenty biblijne. Ewolucjoniści mają ich setki, natomiast teoria stwarzania
nie. Przez cały swój artykuł nie wymieniłeś ani jednego argumentu, który potwierdzałby lub chociaż wskazywał na to, że życie powstało w skutek stwarzania. Wierz w co
chcesz, ale wiedz, jaka jest sytuacja. Nie rozumiem natomiast twojej postawy. Wyżej, brzydko
mówiąc, dowalasz się do teorii ewolucji poprzez szydercze wytykanie jej wybrakowań, a na końcu stwierdzasz, że być może Bóg stworzył życie przez ewolucję właśnie
(jeśli tak, to na pewno nie jest zadowolony z twojej postawy :). Dodajesz jeszcze, że nie przekreślasz całkowicie teorii ewolucji, a finalnie piszesz, że uważasz koncepty Darwina za "poronione". Być może masz swoją teorię ewolucji, tylko nie chcesz jej przedstawić światu? Jeśli chodzi o dowody na ewolucję, to jest ich z pewnością więcej, niż dowodów na teorię stwarzania. Na przyszłość, jeśli rozpoczynasz polemikę, to staraj się używać
argumentów, a nie jedynie
kpin z niedoskonałości teorii Darwina, bo twoja riposta ma kilka znaczących błędów. Wynika z nich, że negujesz coś, o czym właściwie na masz pojęcia. Sam
zresztą piszesz w innym swoim artykule: "Jego teoria ewolucji jest ponoć
dziurawa jak sito." Dowodzi to, że w gruncie rzeczy nie wiesz, czy
owa teoria jest dziurawa, czy nie. Radzę poczytać coś o ewolucji, być
może jakaś porządna książka rozwieje twoje "wodorostowe"
niejasności.
Muszę jeszcze dodać, że w swoim artykule przeciwstawiasz ewolucję stwarzaniu. A wcale obie teorie nie są ze sobą sprzeczne. To znaczy zależy, czy ktoś bierze Biblię dosłownie, czy nie. Jeśli uważasz, że Bóg stworzył świat w sześć dni, to nigdy nie uwierzysz w ewolucję. A faktem jest, że teologowie większości światowych religii nie widzą sprzeczności między tymi
teoriami, czego i Tobie życzę.
"W najmniejszym nawet stopniu nie wątpiłem
w dosłowną prawdę Biblii."
Karol Darwin
ReeVio |