Wojna w Wietnamie


Porażka Francuzów pod Dien Bien Phu zostawiła Indochiny praktycznie na pastwę komunistów. Układy paryskie na szczęście pozostawiły kraj podzielony na komunistyczną Północ i prozachodnie Południe. Już prezydent USA D. Eisenhower w 1953 r. stwierdził, że Zachód nie może dopuścić do utraty Indochin, gdyż pociągnie to za sobą groźbę wejścia komunistów do Indonezji, a nawet na subkontynent indyjski. Stąd należy rozumieć poparcie USA udzielone prozachodniemu reżimowi Ngo Dinh Diema do 1963 r., a później jego następcom aż do 1973 r. Zaczęło się niewinnie, od obecności doradców amerykańskich i dostaw sprzętu dla południowowietnamskiego rządu. W 1963 r. w Wietnamie było 23 tys. żołnierzy amerykańskich, a w 1967 r. już ponad 500 tys. Wojna wietnamska była dla Amerykanów najdłuższym konfliktem w ich historii. 
Była to dziwna wojna - bez znaczących bitew, wojna typowo partyzancka w wydaniu komunistycznego przeciwnika Viet Congu oraz w późniejszym okresie armii północnowietnamskiej. Dyktatorzy Wietnamu Płd. nie potrafili zjednoczyć społeczeństwa wobec komunistycznego zagrożenia. Wietnamczycy byli bowiem skłóceni pod względem religijnym i na tle różnic majątkowych. Ponadto przeciętny Wietnamczyk z północy wierzył, że wojna na południu to dalszy ciąg walki narodowowyzwoleńczej przeciwko "imperialistycznej agresji". Amerykanie zastosowali w Wietnamie taktykę obliczoną na zmęczenie przeciwnika, a dyrektywa prowadzenia walki na jak najmniejszą skalę wciągnęła ich w nie mającą końca wojnę partyzancką bez perspektyw na sukces. W rezultacie okazało się, że komuniści zamęczyli Amerykanów.
Była to też dziwna wojna, biorąc pod uwagę jej obraz w USA. Prezydent L. Johnson chciał dla niej jak najmniejszego rozgłosu. Przeciwnicy wojny byli bardzo hałaśliwi, a rząd nic sobie z tego nie robił. Ameryka podzieliła się. Dla jednych uczestnicy wojny byli bohaterami, a dla innych ludźmi godnymi pogardy. Niejednokrotnie dochodziło do gloryfikacji komunistycznych partyzantów i "biednych" Wietnamczyków z północy. W dobrym tonie było wymigiwanie się od służby w wojsku i wysłania do Wietnamu. Do dziś mamy reminiscencje tego w życiu politycznym USA. Były wiceprezydent USA z ekipy G. Busha, Dan Quayle, był oskarżany o to, że uchylił się od służby w wojsku za czasów wojny wietnamskiej. Podobny zarzut był kierowany w stosunku do B. Clintona. Wojna wietnamska była ściśle związana z nazwiskiem Roberta MacNamary, który w administracjach J.F. Kennedy'ego i L. Johnsona był sekretarzem obrony USA. Sam MacNamara już po latach przyznał, że wojna ta była błędem, a on sam informował prezydenta L. Johnsona o tym, że nie można jej wygrać. Z drugiej strony fakt amerykańskiego zaangażowania w Wietnamie należy wiązać z ówczesną sytuacją polityczną w skali globalnej. Wyznaczały ją: kryzys berliński, rewolucja kubańska F. Castro, a także ruchy partyzanckie w Birmie, na Filipinach czy Malajach. To spowodowało, że Amerykanie podjęli się kolejnej krucjaty antykomunistycznej. Wojska wysłał do Wietnamu J.F. Kennedy, bombardowanie Północy rozpoczął L. Johnson, chociaż obydwaj byli demokratami. Z Wietnamu wojska USA wyprowadził R. Nixon, czyli republikański prezydent, który w swojej działalności politycznej nie był określany przecież mianem "gołębia pokoju". 
Znamienna była także postawa Amerykanów już po zawarciu porozumienia w Paryżu w styczniu 1973 r. Zostawili oni na pastwę losu rząd południowowietnamski i jego armię - było to więc wydanie na byłego sojusznika wyroku śmierci. W ostatniej tylko bitwie armia sajgońska straciła 32 tys. ludzi. Upadek Sajgonu w 1975 r. i zjednoczenie Wietnamu pod egidą komunistów było tylko tego konsekwencją.
W latach wojny Ameryka była podzielona. Te podziały funkcjonują do dnia dzisiejszego i był może zakończą się z naturalnym odejściem generacji zaangażowanej w ów konflikt w latach 60. i 70. 
Uważam ,że ta wojna, jak i każda inna toczyła się niepotrzebnie. Ginęło wiele pokoleń ludzi przez "głupią" ideologię. Każdego roku każde państwo przeznacza koło10% swojego budżetu na wojsko. Tak wielka suma powinna być przeznaczana
na ochronę zdrowia, czy oświatę. Niestety ,człowiek od wieków toczył wojny. Wojna w Wietnamie nie doszłaby do skutku, gdyby ludzie nie byli tak krótkowzroczni. USA jest mocarstwem, które prawie zawsze wtrącało się w cudze
sprawy. Tak samo było z wojną w Wietnamie- USA nie chciało dopuścić komunistów do władania w Indochinach, więc rozpoczęło naloty na Pn. Wietnam.
Dla ludzi najważniejsze są pieniądze i władza. Gdyby człowiek nie był zachłanny, to na świecie panowałby pokój. Niestety tak nie jest...