Mój nauczyciel języka polskiego.


Chciałbym przedstawić Wam jak najbardziej nietypową sytuację, która zdarzyła się w mojej klasie już dwa razy. Chodzi o moją nauczycielkę od języka polskiego. Raz ofiarą tej sytuacji byłem ja, a drugi raz mój kolega. Oba incydenty polegały na tym samym.

Otóż oddałem pracę nauczycielce (już nie pamiętam, czy była to praca domowa, czy pisana na lekcji - w każdym bądź razie - wypracowanie), aby ta po kilku dniach oddała ją z powrotem już sprawdzoną. I tak się stało. Tylko, że jest jedno małe (w zasadzie duże) ale! Nie dostałem piątki ;) Nie no - to to nie jest może powód do myślenia, że to wina nauczyciela, a nie moja. No dobra, no więc patrzę co zrobiłem "nie tak". Szukam czerwonego pisma i znalazłem. Napisałem (ja) długie zdanie, gdzie było kilka przecinków. Nauczycielka uznała, że jest ono za długie i w pewnym miejscu zamiast przecinka postawiła kropkę. A na marginesie (w linijce, gdzie znajdowało się to zdanie) napisała "ort". Nie wiedziałem o co chodzi i z jakiej racji stał tam ten wkurzający chyba wszystkich uczniów skrót. Nie pamiętam już teraz, czy doszedłem do tego (czemu niby zrobiłem błąd ortograficzny) sam, czy dopiero po "rozmowie" z nauczycielką. W każdym bądź razie było to tak: W tym miejscu, gdzie stała czerwona kropka na niebieskim (lub czarnym - nie pamiętam :)) przecinku kończyło się nowo stworzone zdanie przez moją nauczycielką. OK., nie mam nic przeciwko. Po tej kropce niebieska mała litera napisana przeze mnie została poprawiona tę samą literą, tyle, że czerwoną i wielką. I właśnie dlatego nauczycielka uznała, że popełniłem błąd ortograficzny. Według niej powinienem chyba przewidzieć, że ona postawi w tym miejscy swoją kropkę. A ja postawiłem tam małą literę. Co ona sobie wtedy o mnie pomyślała? "Jakiś nieuk - stawia małą literę na początku zdania". Echhh, szkoda gadać.


Przypomniała mi się jeszcze jedna sytuacja z tą samą nauczycielką. Również popełniłem wg niej błąd ortograficzny. Teraz pamiętam dobrze, że była to praca domowa. Nie chwaląc się wspomnę, że z wypracowań domowych dostaje zazwyczaj piątki. No bo trudno zrobić błąd ortograficzny w domu, nie? Przecież mam słownik :). No, ale jak widać nie wystarczy słownik :(. Przekonacie się zaraz sami. Otóż w tym wypracowaniu, które napisałem w domu, a potem oddałem nauczycielce do sprawdzenia, napisałem słowo "nieopodal". Nie byłem pewny jak się je pisze, więc wcześniej w domu spytałem się mamy :) i upewniłem się korzystając ze słownika. W słowniku było napisane, że można napisać zarówno razem jak i oddzielnie. Napisałem razem. Muszę się pochwalić, że przewidziałem, że może się coś nie podobać nauczycielce i wziąłem słownik na tę lekcję, kiedy miała ona oddawać prace. Okazało się, że poprawiła mi ona z "nieopodal" na "nie opodal". To ja do niej, że można pisać i tak i tak. Ona do mnie z pretensją, że ją pouczam. Pokazałem jej słownik, z którego korzystałem w domu. Był on z 1995 roku. Ona trochę zdziwiona popatrzyła na słownik i stwierdziła, że jest on "zły". Myślałem, że wybuchnę śmiechem, ale się powstrzymałem. Ja do niej na to, że żaden słownik nie może zły, czy jakoś tak. Ona do mnie na to, żebym popatrzył który wyraz w słowniku jest napisany pierwszy. Chodziło jej o to, że najpierw był napisany wyraz "nie opodal" a potem (obok) po jakimś tam znaczku (który oznaczał "lub") "nieopodal". Ja do niej na to, że to bez różnicy, bo obie formy są poprawne. To ona do mnie, żebym poszedł do biblioteki po najnowszy słownik jaki tam jest. Bardzo się ucieszyłem, że o to mnie poprosiła, bo byłem pewny, że wg tego najnowszego słownika też będę miał rację. Wziąłem słownik i już po drodze sprawdziłem. Okazało się, że w tym słowniku jest tylko jedna forma, oczywiście "nieopodal". Przed wejściem do sali specjalnie zamknąłem słownik, żeby ta wariatka sama sobie znalazła to, czego chce. I tak niech się cieszy, że poszedłem do biblioteki) wtedy byłem mały i głupi - to się posłuchałem :)). Jak se coś chce, to niech sama lata... Znalazła to, czego szukała i zdziwiła się niesamowicie! Żebyście widzieli jej minę. Muszę tutaj uświadomić Wam, że jest to nauczycielka starej daty (zdecydowanie). Podniosła nagle głowę, przez chwilę nic się nie odzywała i nagle szybko, głośno i z pewnym oburzeniem zaczęła mówić, że nowe słowniki oszukują, teraz ludzie tylko dla pieniędzy robią słowniki i piszą tam głupoty, ją uczono kiedyś inaczej i ona wie, że "nieopodal" pisze się oddzielnie, a nie razem. Kazała mi iść po jakiś stary słownik. Serio! Nie pamiętam teraz, czy tak się wkurzyłem, że nie poszedłem, czy może poszedłem. W każdym bądź razie "stary słownik" znalazł się w sali (możliwe, że to ona po niego poszła - już nie pamiętam). W starym słowniku "nieopodal" było napisane oddzielnie, czyli tak" "nie opodal". I ona już wtedy zadowolona tłumaczyła mi, że nie mam racji chyba z 15 minut. I co chwilę pytała mnie, czy ma rację, czy nie. Byłem tak wkurzony, że NIC jej nie odpowiadałem. W ogóle się na nią nie patrzyłem. Potem nawet nie słuchałem.

Być może nie zechcecie mi uwierzyć, ale tak było naprawdę! Jeśli mi nie wierzycie, to Wasza strata.

I jeszcze jedno wyjaśnienie: Dlaczego w starym słowniku było napisane "nie opodal", w tym z 1995 "nie opodal" lub "nieopodal", a w najnowszym "nieopodal"? Bo kiedyś pisano i uczono pisać "nie opodal". Potem zmieniono na "nieopodal". Przez kilka lat można było pisać i tak i tak (okres przejściowy) - dlatego w słowniku z 1995 było napisane, że można oddzielnie albo razem; a w tym najnowszym już tylko razem.

Ja w każdym bądź razie do końca życia zapamiętam, że "nieopodal" pisze się RAZEM i Wam też to mówię! No, chyba, że za ileś tam lat znowu się to zmieni :). Mówię Wam też, że nie dajcie się nauczycielom, jeśli to Wy macie rację, a nie oni. Ja się w sumie dałem, bo oficjalnie to temat się niby skończył na tym, że to ona miała rację. W końcu dostałem za to wypracowanie 4, a nie 5...

Mulder
www.gry.komputerowe.prv.pl