[darkgirl||novelettes::=sharp=::]
Wróć do strony głównej Opowiadania
Pamiętasz?

Jest środek nocy. Stoję w strugach gor±cej wody. Zalewa mi usta, zalewa oczy, spływa po ciele. Przez małe okienko dymne ws±cza się mleczna poświata lampy halogenowej. Widzę masy pary wodnej wiruj±cej w rozgrzanym powietrzu, namacalne drobiny paruj±cej wody. Jednostajny szum rozbija się na cylindrycznych szkłach kabiny prysznicowej. Błysk czerwieni - zaczyna się. Zbyt krótka chwila bym mógł dostrzec szczegóły. Stoję i czekam. Ciśnienie wody pobudza krew w skroniach. Czerwony błysk, tym razem dłuższy. Opieram się o ścianę. Słyszę poruszenie na zewn±trz. Coś się przesuwa. Widzę lustro i własne odbicie, obc± twarz za tafl± szkła. Stoję na korytarzu. Ostre słońce rysuje prostok±ty okien na podłodze. Stoję dłuższ± chwilę bez ruchu. Przerażenie znika z twarzy mojego odbicia. Poruszam ręk±. Prawa dłoń kreśli drobny znak, ruch palcami by nabrać pewności. Pewności, że widzę siebie. Nabieram powietrza, głęboki wdech. Woda dostaje się do płuc. Krztuszę się przez moment, opieram mocno o ściany kabiny. Już dobrze. Zbyt krótko to trwało. Praw± dłoni± przecieram czoło a lew± popycham zawór reguluj±cy wodę. Po chwili chłodny strumień przywraca mnie tu na dobre. Osuwam się powoli na podłogę brodzika. Znam t± chwilę, kabinę, to lustro. Tamto lustro. Przymykam oczy. Staram się nie analizować, chcę płyn±ć. Robi się zbyt zimno. Przesuwam dłoń do góry, po ścianie, trafiam na owal metalu, zmieniam jego wychylenie i po chwili czuję gor±co. Gęste powietrze. Staram się wyłowić dźwięki dobiegaj±ce spoza ścian. Nic, tylko szum wody. Otwieram oczy. Nie ma czerwieni, nie ma lustra, nie ma kabiny. Mówisz coś do mnie. Podnoszę głowę. Pytasz, czy jestem zmęczony. Przeczę ruchem głowy. Nasze dłonie złożone na stole stykaj± się opuszkami palców. Przestałaś mówić, spogl±dasz gdzieś dalej, ze wzrokiem wędruj±cym ponad moim ramieniem. Okr±gły mały stolik z trójk±tem zielonych serwetek pośrodku czarnego blatu nie dzieli przestrzeni na twoj± i moj±, jest naturaln± części± naszej rzeczywistości. Dalej, za twoimi plecami srebrne rurki oparcia krzesła a za nimi wiruj±ca płaszczyzna zieleni.
- Popatrz jak wszystko wiruje - mówisz.

Obracam głowę powoli, w zwolnionym tempie, w przeciwn± stronę niż smugi przesuwaj±cego się wokół nas świata. Jesteśmy w oku cyklonu, w oku teraźniejszość. Zieleń wiruje na lewo. Jest poprzetykana rozlewaj±cymi się smugami czerwieni, fioletu, żółtych pasm bez ostrej granicy między barwami. Wygl±da to jak gęste farby mieszane w kadzi. Pojawiaj± się miarowe uderzenia dźwięku: podwójne uderzenie, moment ciszy, podwójne uderzenie, cisza, podwójne uderzenie... To koła przejeżdżaj±ce poprzeczne szczeliny, para osi poci±gu. Wszystko ucieka w lewo. Odsuwam czoło od chłodnej szyby, opieram się o oparcie fotela. Przedział wagonu jest pełny. Na kolanach mam ksi±żkę otwart± na stronie 62. Wracam do lektury. Czytam dłuższ± chwilę, lecz nic do mnie nie dociera. Nie widzę przedstawianego tam świata, lecz tylko urywane obrazy, dialogi nie powi±zane ze sob±. - Jeszcze tylko godzina - mówi kobieta w białej koszulce do współpasażerki siedz±cej obok mnie. Z głow± schylon± nad ksi±żk± obserwuję, jak jej palce szybko i rytmicznie uderzaj± po okładce kolorowego pisma dla kobiet przedstawiaj±cego dziewczynę w czerwieni. Wstaję i przepraszaj±c wychodzę na korytarz. Jest tu kilka osób, pięć ł±cznie ze mn±. Na prawo chłopak w koszulce z krótkim rękawkiem, po lewej dwóch facetów zaangażowanych w dyskusję o Lepperze i jeszcze dziewczyna, dalej, na końcu korytarza. Pod sufitem piszcz± lampy neonowe. Jedna, już przepalona, milczy. Świeci ciemności±. Wokół niej lataj± motyle. Za brzegiem drzwi s±siedniego przedziału fioletowa poświata. Chcę podejść i sprawdzić jej źródło, lecz coś mnie zastanawia, coś jest nie tak. Motyle? Podnoszę wzrok na sufit. Nie, nie ma motyli, to coś innego. Faceci z lewej już nie rozmawiaj±, też coś ich zaniepokoiło. Ten młodszy, w garniturze z kamizelk± próbuje otworzyć okno. Chyba jedziemy coraz szybciej. Spogl±dam za szybę, lecz nic na to nie wskazuje. Sk±d więc to wrażenie? Wiem! To podnosz±ce się tony dźwięków, narastaj±ca częstotliwość uderzeń kół o szyny. Drżenie podłogi narasta z każd± chwil± narasta. Już koleś obok zaczyna się rozgl±dać. Nagle szarpnięcie wagonu w lewo. Po chwili ponowne. To przejazd przez zwrotnice, skręcamy. Wibracje zamieniaj± się w ci±głe drżenie. Podnoszę mimowolnie dłoń do czoła, staram się zbadać tętno. Przesuwam palce na prawo, ponad okiem. Jest. Szybkie. Nic dziwnego, jestem zdenerwowany. I nowe odkrycie: krew pulsuje zgodnie z rytmem uderzeń kół poci±gu. Chwila zdziwienia. Tylko chwila, bo zdumiewaj±cy przypadek stał już się norm±. Pisk jarzeniówek. Jest tak, jak by za moment coś miało się stać. Wzrok zmienia ostrość i widzę pasiast± koszulkę chłopaka stoj±cego dwa metry na prawo jak spływa po mojej twarzy krwi± dziewczyny stoj±cej kolejne dwa metry za nim. Jej torebka szybuje powoli obok mnie. Próbuję j± złapać. Wszystko dzieje się tak powoli, lecz wiem, że nie zd±żę. Przelatuje obok mnie. Widzę złot± zapinkę na skórzanym logo i ci±gn±cy się za ni± warkocz zerwanego paska, powoli znikaj±cy za polem mojego widzenia. Znam t± chwilę, ten wagon, szyby, motyle. Przypominam sobie kiedyś wypowiedziane słowa: "nikt nie zd±ży się zdziwić, nikt nie pozna strachu, bilety wykupione - twój także". Gdzie to było?

- Czy masz wykupione bilety? - Szturchnięcie w ramię. - Co ty, przysn±łeś? - Tak, chyba na moment - odpowiadam mruż±c oczy od nadmiaru światła. - Kupiłem wczoraj przed południem.

Rozparty w mocno odchylonym do tyłu fotelu obserwuję betonowe płyty znikaj±ce pod mask± samochodu. Jestem pasażerem. Przemierzam puste wilgotne pola, słucham muzyki mijaj±c czekaj±ce na świeże liście drzewa. Chmury na wschodzie trac± gęstość. Zakręt i znak ostrzegaj±cy przed zmrożon± nawierzchni±. Wyłania się fragment słońca. Iglaste nie trac± zieleni nawet na moment. Najwyżej oddech pod ciężkim śniegiem - raz na jakiś czas. Ale nie dzisiaj, nie teraz. Teraz woda króluje na polach po prawej, rozlewiska dzikiego deszczu, świeża zapowiedz wiosny. Może to ostatnie dziesięciolecia, gdy człowiek nie uregulował jeszcze wszystkiego. Później powstan± rezerwaty gdzie chaos będzie podziwiany, rezerwaty dzikiej matematyki. Zakręt w lewo i zjazd z autostrady. Teraz fragment drogi, na którym od czasu do czasu l±duj± myśliwce NATO. Można tu pędzić z pedałem gazu wciśniętym do końca, na najwyższym biegu, nie zauważaj±c prędkości -- zero przyjemności. Przejechaliśmy pod starym wiaduktem pamiętaj±cym pocz±tki zeszłego wieku. Miasto daleko w tyle. Pół miliona osób czekaj±cych na słońce. Ciekawe czy złapię siec w ruchu? Wyci±gam telefon, sprawdzam zasięg. Jest, na cztery słupki. Ale data na wyświetlaczy jakaś dziwna. Nigdy wcześniej się nie przestawiała. Wchodzę do menu, na pamięć: strzałka, trójka, OK. Układam telefon na lewej nodze i czuję jak wszystko ucieka do przodu. Wybuch ładunków napinaj±cych pasy, uderzenie poduszek powietrznych, czerwień. Ruch nie ustaje. Obracam się bez zdziwienia, poza regułami fizyki. Wiem, że to tylko umowne zasady obowi±zuj±ce, gdy jesteśmy realni inaczej. Rozkładam ręce na boki i wszystko ustaje. Mój ruch, bo zieleń wiruje nadal. Skupiam się na twojej twarzy. Nieruchome usta, nieruchome oczy, wzrok zatrzymany na jedn± chwilę wieczności. Słyszę twój głos. Sam głos, bez przekazu, bez treści. Siedzisz zamrożona. Dźwięk słów wypowiedzianych przed chwil±, drgania powietrza dopiero teraz u celu. Widzę falowanie przestrzeni, widzę, co powiedziałaś, czuję twoje myśli na nadgarstkach, na policzkach, mrowieniem rozpływaj±ce się po karku. Widzę i czuję. Pytanie, to było pytanie. O co pytałaś? Znowu słyszę ten dźwięk. Dochodzi spoza kurtyny zieleni. Biegnie innym torem niż milkn±ce echo twojego zdziwienia. Podnoszę wzrok i widzę, że ta kończy się jakieś dwa metry ponad nami, dalej jest już zwykły sufit restauracji. Wstaję i wyci±gam rękę w kierunku wiru. Jeszcze kilka centymetrów, kilka myśli i palce natrafiaj± na ciepły ruch. Jestem zaskoczony, bo ruch idzie ku dołowi, nie w lewo jak wcześniej s±dziłem. Odwracam głowę, proszę byś się zbliżyła. Powoli się budzisz, powoli świat w naszym kręgu zaczyna ożywać. Przesuwasz dłoń po stole, cięgle jak na spowolnionym filmie, lew± rękę opierasz na krześle, podnosisz się. Błysk czerwieni, jakiś przeskok obrazu, przesunięcie, wszystko powraca do zwykłej prędkości, ginie wiruj±ca ściana, pojawiaj± się strugi letniego deszczu.

- Przecież już ci to mówiłam, tłumaczyłam - kładziesz dłonie na moich ramionach - tak jest od zawsze. Mówiłam ci to kilka minut temu. - Tak, wiem. Ale nic nie pamiętam. Widzę różne rzeczy, w jednej chwili, w tym samym momencie. Opowiedz mi wszystko raz jeszcze, raz jeszcze przypomnij. - Dobrze - mówisz łagodnie - dobrze, więc słuchaj.

Nalewasz do filiżanki z kaw± mleczka, milczysz przez dłuższ± chwilę, zbierasz myśli.

- Zacznijmy od pocz±tku - ożywiasz się maj±c już ułożony na nowo plan rozmowy - pamiętasz mnie?

Filip Likkowski

[darkgirl||novelettes::=sharp=::]

(C) 2001 DarkGirl||darkgirl@net.e.pl