| [darkgirl||novelettes::=sharp=::] |
|---|
| Wróć do strony głównej | Opowiadania |
|---|---|
|
Nikt za to nie zamyka
Lubię dostawać maile. Wiele jest rzeczy, które lubię robić, wiele nie lubianych. Myślę, że to bełkot, to, co piszę. Albo nie. Jeśli się weźmie pod uwagę, że wszystko jest bełkotem. Bełkot to coś bez znaczenia a wszystko jest bez znaczenia. To dlatego, że nie jesteśmy uczestnikami żadnej gry, żadnego planu, nic po sobie nie zostawimy. Nie ma znaczenia, co Mozart robił, bo go już nie ma. Mało znaczy, że teraz o nim piszę, dla niego mało. Wszystko jest po to by w miarę miło spędzić czas, który mamy. Ludzie boj± się śmierci. Też się okropnie bałem. Może to złe określenie 'okropnie bałem'. To raczej strach przed nieuchronnym. Nie możesz nic zrobić, nic, takie coś paraliżuje umysł. Ale teraz się już nie boję. Boisz się lat dwudziestych zeszłego stulecia? Nie. A przecież nie było Ciebie wtedy, to tak jak byś miała śmierć wpisan± w swoje istnienie jeszcze przed narodzinami. Nie było chyba źle? Przynajmniej ja źle się wtedy nie czułem - też mnie nie było. Tym samym jest śmierć po życiu. W najgorszym przypadku tym samym. W lepszym, przebudzeniem do innej rzeczywistości. No, może się jeszcze tak okropnie złożyć, że tu siedzimy, bo to jest jakiś raj wyśniony i uciekamy w ten raj, jak najdalej od prawdziwej rzeczywistości, która z tego miejsca może się jawić jak piekło. Ale nie wiem. Chciałem napisać, że nie chce mi się w to wierzyć. Ale teraz już nie wiem. W takiej korespondencji najlepsze jest to, że nie masz pojęcia czy mówię serio czy też żartuję. Dlatego mogę sobie pozwolić na całkowit± szczerość. Nie mogę Ciebie w żaden sposób skrzywdzić bo samo myślenie nie jest krzywd±. Tak, to bełkot. Ale lubisz dostawać maile a ja lubię pisać, więc jakaś symbioza. Ja też lubię dostawać a Ty pisać, więc symbioza na maxa. Twój ostatni mail zainspirował mnie. Właściwie ten tekst o samobójstwie. Takie samobójstwa sieciowe to przykra sprawa, gdy ktoś się mocno w sieć angażuje. Niektórzy się temu dziwi±, mówi± o uzależnieniu. To hipokryzja, bo uzależnienie jest głównym czynnikiem naszego życia. Jesteśmy od masy rzeczy uzależnieni, lecz nikt tego tak nie nazywa. Nie słyszysz wyrzutów, że znowu musiałaś spać, że znowu się napiłaś, że znowu oddychasz. Nikt nie wyrzuca Tobie, że chcesz żyć. Dlatego, że to nie s± uzależnienia, lecz funkcje konieczne. To jest po prostu dyktatura myślenia mas. O swojej schizofrenii myślałem poważnie. To jak widzę czasami świat sprawiało, że byłem o niej prawie przekonany. Myślałem sporo i wiem, że jest inaczej, podobnie jak z uzależnieniami: nie ja mam schizofrenię, lecz wszyscy j± mamy. A to, co jest norm± nie jest postrzegane jako choroba. Wszyscy maj± schizofrenię. Jestem tego pewien znaj±c sposób, w jaki wpędzałem się w te stany. To pranie mózgu. Gdy myślisz intensywnie o czymś, myśli otaczaj± Ciebie mocno. Im bardziej się zagłębiasz, tym mocniej staje się to Twoim światem. To właśnie pranie mózgu. Kiedyś nie wierzyłem, że świat opisany np. w "1984" Orwella jest możliwy. Wiem dzisiaj, że jest. S± przynajmniej dwa czy trzy kraje daj±ce temu świadectwo. To wie każdy. Ale nasz świat też jest skażony. Religie to zbiorowa schizofrenia. Dzieciom wmawia się od maleńkiego, że istnieje coś, czego nikt nigdy nie widział na własne oczy. Dowodzi się, że to naturalny stan rzeczy, że nie może być namacalnych dowodów. I masa osób w to wierzy. To jest przecież schizofrenia zbiorowa. Tak samo, jeśli chodzi o systemy prawne, ekonomiczne, o pracę, o masę funkcji codziennie spełnianych w społeczeństwie. Nie będę z tego robił jakiegoś wykładu, wiesz, o co mi chodzi. A teraz jesteś Ty, jednostka. Uwierz w jakieś bóstwo, uczyń z niego swojego Boga, powiedz o tym rodzicom, znajomym, w szkole. Skieruj± Ciebie do lekarza. Jeśli okaże się, że to nie bajer, że naprawdę w to wierzysz, przyczepi± łatkę chorej psychicznej. Jak kilka miliardów w coś wierzy to jest to wiar±, jak wierzy jedna osoba, to chorob±. Taki mój punkt widzenia. Dlatego nie uważam swojego wewnętrznego świata za chory. Tak skaczę z tematu na temat, ale to dramatyczny przekaz, końcowe posłanie dla pozostałych :). Kiedyś bałem się śmierci a dzisiaj już nie, pisałem, dlaczego. To tylko słowa. Chcę się przekonać, jak będzie naprawdę poza tym wszystkim. Chore? Każdy się kiedyś przekona, czy to chore. To naturalne. Mówi się, że wybór jest czymś lepszym od bezwolnego poddawania losowi. Dlaczego o śmierci się tak nie myśli? Przecież wszyscy wcześniej czy później zejdziemy, dlaczego nie ma to być własnym wyborem? Bo ludzie się boj± tej śmierci, maja jej obraz jako czegoś nieodwracalnego, tajemniczego, czarna dziura, z której nikt nie powrócił. Nie wierzę w to. Nie jest możliwe by tak było. Zbyt mało prawdopodobne by wśród ogromu czasu, ogromu przestrzeni teraz akurat trafiło się miejsce i czas, w którym istniejemy, to prawie niemożliwe. Jeśli czas rozci±ga się do przodu w nieskończoność, do tyłu w nieskończoność, to trwa bardzo długo, nie? Jeśli dane jest Tobie żyć dajmy na to 100 lat, to jakie jest prawdopodobieństwo Twojego istnienia? Sto / nieskończoność = zero. A przecież jesteś, myślisz i czujesz. Więc coś tu jest nie tak. Albo matematyka jest zła, albo coś innego. Wierzę w matematykę, zawsze się sprawdza. Prawdopodobieństwo tego, że istniejesz jest równe jedności, wiesz to. By tak było, licznik musi być równy mianownikowi. Więc albo Ty żyjesz przez czas równy nieskończoności albo nie ma nieskończoności w mianowniku, lecz czas równy długości Twojego życia. Tak czy siak wszystko sprowadza się do Tego, że żyjesz wiecznie. Nie wiem czy to jakaś reinkarnacja, czy zapętlenie czasu, czy może czasu wcale nie ma? Te operacje na nieskończoności, spekulacje, s± mocno uproszczone, ale liczyłem to na różne sposoby i zawsze wychodzi to samo - jesteśmy wieczni. Bardziej istotne s± założenia brzegowe, dotycz±ce istoty czasu, czy jest nieskończony, czy można taki model matematyczny zastosować akurat w tym przypadku? To już dywagacje. Sprawdzić można w jeden tylko sposób - doświadczalnie. Każdy się tego boi. Sam też się kiedyś bałem a uwierz mi - myślę o tym sporo. Od kilku lat jestem ci±gle na krawędzi, nie wiem, co zrobić ze sob±. Słucham muzyki, wprawiam się w nierealne stany. Kocham kilka osób i to tylko mnie jakoś trzymało mocniej po tej stronie. Ale miłość to kolejna forma identyczna ze schizofreni±. Popatrz, jak widzenie świata zmienia się pod wpływem zakochania. To kliniczny obraz choroby psychicznej. Nikt za to nie zamyka, każdy chce być chory, każdy to w taki b±dź inny sposób ceni. Ja chyba też. Ale to bez sensu. Ważne jest to by iść dalej. A dalej jest to, czego nie da się sprawdzić inaczej jak tylko empirycznie.
Likaon 2002-03-27
|
| [darkgirl||novelettes::=sharp=::] |
|---|