*** Iron Maiden - "Powerslave" ***
Iron Maiden - "Więzień mocy"
*** PODNIEBNE ASY ***
Intro (klip i koncerty):
"Powinniśmy zrobić to do końca
Powinniśmy pomóc Francji
Powinniśmy walczyć na morzach i oceanach
Powinniśmy walczyć w powietrzu z rosnącą siłą i ufnością
Powinniśmy bronić naszych wysp
Powinniśmy walczyć na plażach
Powinniśmy walczyć w miejscach lądowań
Powinniśmy walczyć na polach i ulicach
Powinniśmy walczyć na wzgórzach
Powinniśmy nigdy się nie poddawać"
Winston Churchill - "Deklaracja Wojny"
Syrena ostrzega o nalocie
Nadciąga dźwięk wystrzeliwywanych pocisków
Kawałek dalej wsiadamy do samolotów
Do góry, ku nadciągającemu atakowi
Siadam do kabiny i odpalam silniki
Usuwam blokady kół - nie ma czasu do stracenia
Nabieram prędkości, odrywam się od pasa startowego
Muszę wzlecieć zanim będzie za późno
Pogonie, walki, loty
Beczki, zwroty, pikowanie, jeszcze raz
Pogonie, walki, loty
Beczki, zwroty, pikowanie
Uciekaj, żyj by latać, lataj by żyć, rób to lub giń
Nie uciekaj, żyj by latać, lataj by żyć, podniebny asie
Wlatuję w ogień i strumień bomb
Wkoło latają odłamki, więc zawracam
Beczka, następna runda i pędzę na nich
Kieruję się za nimi i znów strzelam
Dranie na ósmej godzinie lecą na nas
10 ME-109 od strony słońca
Lot w górę i zwrot w ich stronę
Gdy naciskam spust, pociski lecą prosto w nich
Beczki, zwroty, pikowanie
Beczki, zwroty, pikowanie, jeszcze raz
Beczki, zwroty, pikowanie
Beczki, zwroty, pikowanie
Uciekaj, żyj by latać, lataj by żyć, rób to lub giń
Nie uciekaj, żyj by latać, lataj by żyć, podniebny asie
*** 2 MINUTY DO PÓŁNOCY ***
Zabijaj by zarabiać lub strzelaj dla zabawy
Nie interesują nas twoje motywy
Złota gęś jest wolna
I zawsze jest na nią sezon
Część płonie w środku
Pod powłoką mordercy
Oto moja broń i beczka śmiechu
Z pozdrowieniami od żyjącej śmierci
Chleb morderców lub ziarno demonów
Urok, fortuna, ból
Wracaj na wojnę, krew plami wolność
Ale więcej nie módl się za mą duszę
Dwie minuty do północy
Ręka przeznaczenia
Dwie minuty do północy
By zabić nienarodzonych w łonach
Ślepiec odgania potwory
Pokażemy niewierzącym
Ludzie krzyczą wśród płonącego napalmu
Najwyższy czas na ucztę
Wytniemy im mięso i zrobimy sos
Smarujemy szczęki machiny wojennej i karmimy ją naszymi dziećmi
Chleb morderców lub ziarno demonów
Urok, fortuna, ból
Wracaj na wojnę, krew plami wolność
Ale więcej nie módl się za mą duszę
Dwie minuty do północy
Ręka przeznaczenia
Dwie minuty do północy
By zabić nienarodzonych w łonach
Skórzane walizki i strzępy naszych dzieci
Mózgi tych, którzy cię obrażali
Wariat bije nas słowami i każe nam tańczyć jak gra
By zmusić głodujące miliony do tworzenia lepszej broni
Chleb morderców lub ziarno demonów
Urok, fortuna, ból
Wracaj na wojnę, krew plami wolność
Ale więcej nie módl się za mą duszę
Dwie minuty do północy
Ręka przeznaczenia
Dwie minuty do północy
By zabić nienarodzonych w łonach
Północ, północ trwa całą noc
Północ, północ trwa całą noc
Północ, cała noc
*** BŁYSK OSTRZA ***
Jako młody chłopiec tak zawzięcie zabijałeś smoki swym drewnianym mieczem
Byłeś świętym Jerzym, byłeś Dawidem i zawsze pokonywałeś potwora
Czas szybko przemija i musiałeś wcześnie dorosnąć
Zmusiły cię płonące ruiny domu i ciała u twych stóp
Chcesz umrzeć tak jak żyłeś
Z mieczem w dłoni
Nie gdzieś w kącie, zapomniany
Żyłeś dla zemsty
By czuć stal w dłoni
Człowiek i jego honor
Zapach żywicy i skóry, żelazna maska
Gdy ciąłeś, pchałeś, parowałeś pod okiem mistrza
Nauczył cię wszystkiego, co wiedział o strachu
A teraz mordujesz dla zemsty, przy krzykach ludzi
Chcesz umrzeć tak jak żyłeś
Z mieczem w dłoni
Nie gdzieś w kącie, zapomniany
Żyłeś dla zemsty
By czuć stal w dłoni
Człowiek i jego honor
Chcesz umrzeć tak jak żyłeś
Z mieczem w dłoni
Nie gdzieś w kącie, zapomniany
Żyłeś dla zemsty
By czuć stal w dłoni
Człowiek i jego honor
Chcesz umrzeć tak jak żyłeś
Z mieczem w dłoni
Nie gdzieś w kącie, zapomniany
Żyłeś dla zemsty
By czuć stal w dłoni
Człowiek i jego honor
*** POJEDYNKOWICZE ***
Rzucił ci rękawicę, przyjąłeś wyzwanie
Podniosłeś ją, jesteś skończony
Wybór - pistolety czy walka na miecze
Broń już wybrana
Sekundanci was ustawiają, zaraz się zacznie
Wiesz, że nie masz szansy
Oh, walcz za honor
Walcz dla sławy
Walcz dla przyjemności
Oh, walcz za honor
Walcz dla sławy
Walcz, by żyć
Gotowi do startu, pojedynek się zaczyna
Niech wygra lepszy
Już dostałeś, płuco przebite
Cięcie w klatkę piersiową i upadasz
Czuje napięcie, zaraz nadchodzi ból
I występuje ci pot na czole
Oh, walcz za honor
Walcz dla sławy
Walcz dla przyjemności
Oh, walcz za honor
Walcz dla sławy
Walcz, by żyć
Walczący ożyli, zapadła cisza
Szermierze zaczęli się obchodzić
Cięcia, flinty, parady, ataki
Przebił ci serce, upadłeś
Anioł śmierci słucha twego ostatniego oddechu
A śmierć podnosi kosę
Oh, walczyłeś za honor
Walczyłeś dla sławy
Walczyłeś dla przyjemności
Oh, walczyłeś za honor
Walczyłeś dla sławy
Walczyłeś, by umrzeć
*** POWRÓT NAD WIOSKĘ ***
Obróć światła na tłum
Obróć tarczę, zjedz robaka
Wykorzystaj szansę, zniszcz silnik
Zrzuć bomby i pozwól im skończyć
Białe smugi wystrzeliły w górę
Samolot zaczyna płonąć
Wstrząsy w kadłubie
Poprzewracane wyposażenie
Wracam nad wioskę
Znów nad wioskę
Znów wracam nad wioskę
Rzucam kości, toczą się
Widzę tylko szóstki
W czarnej dziurze, zaczynam wirować
I moje skrzydła znowu dostają
Pytania są obciążone
Odpowiedzi się więżą
Wstrząsy w kadłubie
Płonące wyposażenie
Wracam nad wioskę
Znów nad wioskę
Znów wracam nad wioskę
Skończyły się uderzenia na zewnątrz
Kratery i płonące stodoły
Jak wilk wśród owiec
Albo morderca między psami
Pytania są obciążone
Odpowiedzi się więżą
Wstrząsy w kadłubie
Płonące wyposażenie
Wracam nad wioskę
Znów nad wioskę
Znów wracam nad wioskę
Ale ciągle wlatuję nad dolinę
Reszta próbuje ugasić ogień wewnątrz
Płoniemy mocniej niż przedtem
Nie jestem numerem, jestem człowiekiem
Wracam nad wioskę
Znów nad wioskę
Znów wracam nad wioskę
Wracam nad wioskę
Wracam nad wioskę
Znów wracam nad wioskę
*** WIĘZIEŃ MOCY ***
Spadam do otchłani - oko Horusa
Widoczne pośród nocy - obserwuje mnie
Zielone oczy świecą jak kocie - w tym więzieniu
Narodzi się Ozyrys - po raz kolejny
Powiedzcie, czemu mam być więźniem mocy
Nie mogę umrzeć, jestem bogiem, czemu nie mogę normalnie żyć
Gdy Dawca Życia umrze, wszystko wokół zniszczeje
I w mojej ostatniej godzinie będę więźniem śmierci
Gdy żyłem - bawiłem się strachem
Ludzie czcili mnie, padali przede mną na kolana
Więc niech dadzą mi krew i wino dla mego następcy
Który jak ja jest człowiekiem i bogiem - i też chce umrzeć
Powiedzcie, czemu mam być więźniem mocy
Nie mogę umrzeć, jestem bogiem, czemu nie mogę normalnie żyć
Gdy Dawca Życia umrze, wszystko wokół zniszczeje
I w mojej ostatniej godzinie będę więźniem śmierci
Teraz moje ciało umarło, ale duch żyje
Panująca cisza terroryzuje - wszystko wokół jak kamień
Powłoka człowieka - boga wytrzymała 1000 lat
Otwórzcie bramę mego piekła - chcę powstać z grobu
Powiedzcie, czemu mam być więźniem mocy
Nie mogę umrzeć, jestem bogiem, czemu nie mogę normalnie żyć
Gdy Dawca Życia umrze, wszystko wokół zniszczeje
I w mojej ostatniej godzinie będę więźniem śmierci
Więźniem śmierci...
Więźniem śmierci...
Więźniem śmierci...
Więźniem śmierci...
*** OPOWIEŚĆ DAWNEGO ŻEGLARZA ***
Posłuchaj opowieści dawnego żeglarza
Zobacz, już został sam
Opowiedzianej przez jednego z gości weselnych
Siądź i posłuchaj o morskich koszmarach
Grała muzyka, panna młoda czekała
Owładnięta jego urokiem, a żeglarz opowiadał
Wyprawa do krainy lodu i śniegu
Do miejsca, gdzie nie ma ludzi
Poprzez śnieżną mgłę leciał albatros
Modlili się do boga, z nadzieją, że to sprowadzi szczęście
Statek płynął dalej na północ
A przez śnieg leciał za nim albatros
Żeglarz zabił ptaka dobrej wiadomości
Jego załoga krzyczała, widząc co on robi
Lecz gdy opadła mgła, usprawiedliwili go
I tym samym przejęli na siebie część winy
Płynęli dalej i dalej na północ przez morze
Płynęli dalej i dalej na północ, aż ustał wiatr
Albatros zaczął się mścić
Zaczęła się męka pragnienia
Marynarze winili za to żeglarza
Na którego szyi wisiał martwy ptak
"Dzień po dniu, nic nie robimy
Bezczynni, jak kolorowy statek na oceanie farby
Woda, wszędzie woda, a jedzenie się kończy
Woda, wszędzie woda i ani kropli do picia"
Tak wołał żeglarz
Nagle pojawił się jakiś statek
Lecz czemu płynął, skoro nie było wiatru ani fal
Patrz, zbliża się
Nadciąga od strony słońca
Patrz, nie ma załogi
Nie ma tam życia, czekaj jest dwóch
Śmierć, a oni żyją śmiercią
Patrz, rzucili kości w naszą załogę
Pokonali żeglarza, jego życie zależało od nich
Wtedy marynarze, jeden po drugim
Padli martwi, dwustu ludzi
Oni żyją w śmierci
Dali żeglarzowi żyć, żeglarz jest wybrany
"Jeden po drugim, w świetle księżyca
Za szybko na jęki i krzyki
Na każdej twarzy było widać straszny ból
Każde oczy mnie przeklinały
Chwila i wszyscy ludzie
(I nie słyszałem żadnych jęków)
Z ciężkim uderzeniem, z chrzęstem kości
Popadali, jeden po drugim"
Przekleństwo w ich oczach wciąż żyło
Żeglarz wolał umrzeć
Niż być sam z morskimi potworami
Lecz wciąż żył
Przy świetle księżyca
Modlił się, by nie nadeszło przeznaczenie
Błogosławił z głębi serca
Wszystkim boskim stworzeniom
Czar zaczął się rozpraszać
Albatros spadł z jego szyi
Wpadł do wody, jakby pokazując drogę
Wtedy zaczął padać deszcz
Słychać było jęki jego martwych towarzyszy
Zaczęli ruszać się i wstawać
Ciała podnosiły się, napełnione dobrym duchem
Odzyskali mowę i siły
Zemsta ciągle czekała, gotowa zacząć od nowa
Wpadła w trans i dźwigała koszmary
Przekleństwo się skończyło
Żeglarz ujrzał dom
Dusze ostatecznie opuściły martwe ciało
Poszły do światła, żeglarz został sam
Łódź zaczęła płynąć w kierunku domu
Nie mógł uwierzyć w swoje szczęście
Pilot łodzi - jego syn oraz kapłan
Przywróceni dożycia podbiegli do niego
Łódź zaczęła tonąć, podążać za albatrosem
Kapłan zaczął spowiadać żeglarza
Żeglarz przerwał swą opowieść
Opowieść o swych wyprawach
Tłumaczył słowa boga na swym przykładzie
Musieliśmy kochać wszystko, co bóg stworzył
Weselny gość to smutny i mądry człowiek
A opowieść trwa i trwa i trwa