*** P.O.D. - "Satellite" ***


P.O.D. to zespół, który dopiero niedawno wypłynął na szerokie wody. Wiadomość o nowym albumie ucieszyła mnie, choć z pierwszego albumu kalifornijczyków słyszałem tylko świetny utwór School Of The Hard Knocks. Już w listopadzie usłyszałem po raz pierwszy pierwszy singiel do tej płyty - Allive. Później na przełomie stycznia i lutego ukazał się kolejny singiel - Youth Of The Nation, który trochę rozczarował mnie, gdyż nie lubie rapu. Wreszcie pewnego pięknego marcowego dnia miałem się zdecydować czy kupić P.O.D. (znałem 3 wyżej wymienione piosenki) czy Nickelback (znałem The Leader Of Men i How you Remind Me) wygrali Chrześcijanie z P.O.D. Tak, tak ten zespół jest Chrześcijański - taki amerykański 2TM2,3. Zresztą te zespoły łączy coś więcej niż wiara. Oba grają mocną muzykę, ich wokaliści mają dredy, utwór Ridiculous to jakby Tymoteusz. Właściwie można by tu napisać recenzję porównawczą, lecz nie mam na to wystarczająco dużo czasu. Gatunek jaki prezentują Amerykanie to połączenie Hardcoru, Heavy i Nu - Metalu. Co czuć już jest w pierwszej piosence Set It Of, z bardzo dobrym intrem. Po nim następuje wspomniany Allive, piosenka bardzo dobra. Której można słuchać godzinami, bardzo przyjemnie jest słuchać ją np podczas zjazdu na krechę na nartach (dopuki Ci jakiś snowboardzista lub szkółka nie zajedzie, wtedy trzeba wziąść odwet - świetne uczucie). Do tego utworu podobny jest tytułowy Satellite, jednak jest on troszkę gorszy. Zaś trzeci Boom to dla mnie klasyczny hardcore (co prawda Biohazard czy Flapjack grają trochę inaczej, lecz gdy słyszę tą piosenkę to słowo hardcore przychodzi mi zawsze na myśl). O Youth Of The Nation już wspominałem. Poza partiami rapowanymi jest to very nice song. Z pierwszej strony pozostały już tylko The Messenjah - całkiem fajne, Ridiculous - ta sama adnotacja i Celestial (takie sobie). Drugą stronę rozpoczynają akustyczne gitarki w Guitarras de amor, potem zaś czas na Anything Right - świetny utwór na doła, jedna z najlepszych piosenek. Ghetto to niezły utwór, balladowy początek, poźniej wzmocnienie gry, solowka niezbyt ciekawa, ale do tej piosenki pasuje jak ulał i spkojne outro. Masterpiece Conspirancy jest jedna z nielicznych nudnych piosenek, taka rąbanka. Podobna jest następna piosenka do której co dziwne nie zamieszczono słów mimo, że po pozostałych są one. Thinin About Forever rozpoczyna się jak typowa raperska piosenka, mimo to (na szczęście refren jest już śpiewany). Cały utwór jest taką sobie balladką, baardzo zamulającą. Ostatnim utworem jest połączenie debilnej rąbanki i całkiem przyjemnego refrenu. Po właściwie powalającej pierwszej stronie płyty Satellite następuje nudna część druga w której widać jest przebłyski inteligencji, lecz cały czas wydaje mi się, że gdzieś to już słyszałem.

Ocena: 6/10


© The LasT Child