*** Dirty Deeds - "Real World" ***
Trzy lata minęły od wydania pierwszego albumu. W 1999 Dirty Deeds wydali swoją, jak na razie ostatnią, płytę Real World. Jest ona podobna do poprzedniczki tyle, że ... jest jeszcze lepsza!
Nagrywana ciągle w prywatnym studio Steve Harissa w Essex, płyta tym razem ma innago producenta. Jest nim Doug Hall. Jakość jest porównywalna z poprzednią, czyli wysoka.
Tym razem zespół z jakże charakterystycznie wyglądającym perkusistą, zaprasza nas do krainy Prawdziwego Świata. Oczywiście na samym początku gorąco nas witają [Welcome To The Real World]. Hmm ... ten utwór powstał co prawda już w 1997, ale jego siła i szybkość jest porywająca. Prowadzący riff bez wątpienia inspirowany jest tym z piosenki 5 Minutes Alone Pantery. To naprawde świetne otwarcie i zapowiedź nadciągających emocji.
W kolejnej kompzycji Kill The Pain riffy są trochę chaotyczne i jakby nie skoordynowane, nadaje to numerowi troche dziwnego klimatu, raczej nie spotykanego w dobrze zaplanowanych i ułożnych piosenkach Dirty Deeds. Ale może to i dobrze ... Następna, Long Way Down tematycznie zbliżona jest do poprzedniej, opowiada o człowieku, który w jednej chwili stracił cały majątek i balansuje nad krawędzą życia zastanawiając się nad samobójstwem. Muzycznie te piosenki są jednak baaardzo różne, stanowią dwa różne biegóny.
Później kolejne utwory są w standardowym klimacie heavy metalowych Deedsów, aż do Killing Time. Ta bardzo zbliżona jest do ... speed metalu! Tak, tak. Deedsi zwiększyli szybkość i wyszło tak jak wyszło ... heh. Później kolejne czysto Deedsowe kompozycje wśród których najbardziej przypadła mi do gustu Cyberbabe. Może trudno to wywnioskować z tekstu, a raczej trudno skojarzyć tekst z postacią o której on jest. A opowiada on o pannie ... Larze Croft!
Album kończy się znakomitym Never Give In. Posiada bardzo fajny motyw zagrany na perkucji, solidne rockowe riffy i ciekawa linia basu.
Klejna udana płyta DD. Czekam na następną.