*** Children Of Bodom - "Something Wild" ***


"Coś dzikiego" jest pierwszą płytą młodych, utalentowanych Finów. Od tej płyty spodziewałem się dostać mocnego kopa. Nie będę ukrywał, że jeszcze mnie on boli! Płyta zaczyna się znajomym z Live In Japan Deadnight Warrior. A kończy równierz znnanym mi wcześniej The Touch Like An Angel Of Death. Po środku płyty znajuduje się jeszcze trzeci utwór z LIJ - Lake Bodom. Debiut Wild Childa i spółki jest bardzo imponujący. Nie ma słabych piosenek. Wszystkie są świetne, szkoda tylko, że jest ich tak mało i są krótkie. Najdłuższe The Nail i In The Shadows trwają sześć minut, ale pozostałe nie wychodzą poza cztery i pół. Trudno jest mi wybrać najlepszy utwór. Dlatego wybiorę dwa - Red Light In My Eyes (1), w którym zakochałem się od pierwszego wejrzenia (zaraz HEX powie, że jestem komunistą!) i Lake Bodom. Trochę zawiodłem się na The Touch... , gdyż to piękne intro było tylko na koncertówce! Ale za to mamy po tym utworze trochę popisów keyboardzisty CoB Janne Wirmana. Co tu więcej opisywać, ta płyta jest przebojowa. I nie ważne jest czy napiszę o niej sto słow czy 500 z czystym sumioeniem daję 8/10, była by 9, ale jednak jest za mało utworów.

[HEX2000: Cała płyta [razem z bonus trackiem] ma tylko ok. 35 minut, co - po przesłuchaniu niektórych ponadgodzinnych krążków Maidenów - sprawia, że CD robi wrażenie zbyt krótkiego. Co prawda początkującemu wówczas zespołowi można to wybaczyć, ale chciałoby się posłuchać więcej równie dobrych utworów nagranych przez "bobasków" znad jeziora Bodom...]

Ocena: 8/10


© The LasT Child