*** Black Sabbath - "Vol 4" ***
"Vol 4", to jak sama nazwa wskazuje, czwarta studyjna płyta zespołu Black Sabbath. Czwrata wydana w ciągu trzech lat ! Słychać na niej, że od roku 1970, kiedy to muzycy zadebiótowali płytą "Black Sabbath", muzycznie dojrzali. Nie słychać już tak wielu błędów. Technicznie płyta jest o kilka poziomów lepsza od poprzedniczki ["Master of Reality"], ale za to traci powoli klimat ... jeszcze nie jest to tak bardzo odczuwalnie, chociaż zespół nieuchronnie zmierza ku zgóbnym eksperymentom, które na o wiele późniejszych albumach wyjdą im "bokiem" ...
Jednak Vol 4 to kawał dobraj roboty. Wzbogacone o nowe instrumenty, w tym o gitarę akustyczną ["Laguna Sunrise", "Wheels Of Confusion"] czy fortepian ["Changes"], utwory zachwycają brzmieniem. Ale przecież nie ma Black Sabbath bez Ozzy'ego [tak, tak ... po jego odejściu to już zupełnieinny zespół ...] i to właśnie jego harakterystyczny głos jest duuużym atutem płyty.
Bardzo fajnie prezentuje się kompozycja zatytułowana "Changes". Melodia napisana przez Tony'ego, który w ogóle nie potrafił wtedy grać na fortepianie a wpadł na nią stukając od niechcenia w klawisze [to się nazywa geniusz artystyczny!] do tego tekst o nieszczęśliwej miłości [!] i głos Ozzy'ego który nijak nie powinien pasować do ballad, wbrew wszelkim gdybaniom potrafi wywołać ciarki na plecach. Dużo później Ozzy wykonywał ten utwór na solowych koncertach, wtedy za klawiszami zasiadał Zakk Wylde, który zresztą światnie sprawdza się i w tej roli ...
Bardzo dziwne, i jak dla mnie zupełnie niepotrzebna są dźwięki z "FX". Takie przerywniku według mnie psują jedynie klimat płyty. Na szczęście płyty CD ułatwiają znacznie "przezkakiwanie" do następnego utworu :-)
Kolejnym utworem, który ponownie wywołał troszke kontrowersji wokół zespołu jest "Snowblind". Dzisiaj mało kto zwróciłby na to uwagę, ale te 30 lat temu w prasie aż chuczało. "Ten niedobry Ozzy i jego banda znowu śpiewają o prochach!". Heh ... jednak kiedy przysłuchać się dokładnie, wiadomo, że jest to właśnie *protest* przeciwko twardym narkotykom. Ale ostatecznie każdy widzi w muzyce, to co chce zobaczyć.
"Vol 4" to dobry, dopracowany album. Poprzez to dopracowanie nie ma już "garażowego" posłuchu który toważyszył wcześniejszym nagraniom. Jest to fakt, który należy interpretować dowolnie, gdyż dla niektórych moze okazać się plusem, dla innych zaś minusem. Trzeba przekonać się samemu.