*** Hip Hop full stop??? ***
Przeglądając ostatnio AM trafiłem na artykuł SZkodka o tym jaki to hip hop zły, bezsensowny itd. Powiem szczerze, że tekst trochę mnie rozśmieszył. Ale wracając do tematu. Jak wiadomo będzie to polemika, więc głównie skoncentruje się na oddalaniu zarzutów.
Już na samym początku "zjechał" cała kulturę, "styl bycia", "blokowiska" itd. Co w tym górnolotnego nie wiem, zwykłe stwierdzenia, zwroty powstałe właśnie z kultury hip hopowej. Zdenerwowało mnie już całkowicie nazwanie skejtów i hip hopowców subkulturą, ale o tym zaraz.
Dalej mamy "opis" wspomnianej grupy. Że palą, piją, źli są i ogólnie za całokształt. Widać autor ma jakieś uprzedzenia do skejtów (może z dzieciństwa, nie wnikam). Jednak gdy wspomina o prochach i tlenionych blondynkach to ja już spadam z krzesła :). Dlaczego, to proste. Podany wyżej opis można usłyszeć od każdego, kto nie ma pojęcia (choć autor zaznaczył, żeby tego mu nie wypominać) o co w ogóle chodzi. Dla innych skejci (nie zaliczam się akurat, ale szanuję) to małolaty, co piją i palą i jeszcze prochy biorą. Niestety najbardziej utarty stereotyp jak znam. Słowem wyjaśnienia, CAŁA kultura nie ćpa, nie pije itd. Są "odłamy", ale takowe można znaleźć wszędzie, czy to w polityce, muzyce czy innych kulturach. Tak było zawsze. Ale osądzanie całej kultury po paru gościach spod bloku to błąd.
Dalej mamy rozważania na temat fenomenu tej muzyki. Jedno z pytań nawet mnie nie zdziwiło, cytuję: "Jak to się dzieje, że co trzeci nastolatek słucha tej muzyki?". Odpowiedź prosta (znowu). Moda i tyle. Po raz kolejny jestem pewien, że autor odnosi się wyłącznie do własnego otoczenia (choć Wola to fajna dzielnica) i kieruje się stereotypem. Warto zwrócić uwagę na tych prawdziwych. To oni kształtują kulturę, oni się udzielają itd. Słuchają hip hopu od zaczątków (choć nie znaczy to, że młodsi są źli), znają muzykę i wiedzą co i jak. Analiza tekstów rozwaliła mnie znowu. Bo są lipa i już. Łatwo zauważyć u SZkodka brak zdolności interpretacji owych tekstów. Bo dla mnie takie stwierdzenia jak: "ulotne chwile łapię jak ulotka", a potem wyjazd z tym, że autorzy nic nie robią tylko na blokach siedzą i śpiewają o tym jak trudno. Interpretacja tekstu chyba oczywista. Chodzi bowiem o dogłębne korzystanie z życia, tego co daje.
Teraz będzie dłużej i poważniej. Autor porusza temat utworów. I dziwi mnie tutaj znowu jego dwojaka interpretacja. Jak sam mówi, słyszy się tylko o tym jakie życie złe, jak to trudno, że przeklinają za dużo. Niestety znowu (po raz kolejny) widać brak obeznania w temacie. Nie można ocenić wszystkiego na podstawie 5 piosenek z MTV. Faktem jest oczywistym, że sporo jest piosenek o życiu i jego trudach. Ale jak śpiewać to prawdę. Pewnie, można zaśpiewać, że jest OK, że wszyscy mają kasę i ogólnie znakomicie. Tylko po co, komu to potrzebne. Hip hop to nie jest jakaś organizacja mająca na celu podnoszenie morale w społeczeństwie. Wracając do samych tekstów. Można w nich znaleźć odpowiedzi na wiele spraw, tylko trzeba trochę posłuchać. Jak kogoś odstrasza pierwsze przekleństwo (choć nie mówię, że popieram jego nadmiar) i wtedy pada osąd na wszystko, to czemu się dziwić. Teksty te mają różne przesłania, ukryte metafory. A zresztą śpiewając o życiu chyba można przekląć, bo jak Ty drogi autorze nie przeklinasz to mam tylko 2 wnioski, albo masz 5-6 lat (choć dzieci w tym wieku znają już kilka "słówek"), albo Twoje życie ogranicza się do kompa i ciągłego grania (w końcu na boisku jesteś spalony :P). Kolejny raz spadłem z krzesła po tych słowach: "Krasicki w swoich satyrach także nie przedstawiał programu pozytywnego, ale jego teksty były głębsze, miały podwójne dno" - ludzie dajcie spokój. Hip hop ma tyle wspólnego z Krasickim, co Wałęsa z Kwaśniewskim (w pierwszym przypadku, tylko rymy, w drugim obaj byli prezydentami). Takie porównanie jest nie na miejscu. Nie można porównać pisarzy epoki pozytywizmu, z naturalistami itd. Łączy ich tylko pisanie, ale tworzyli w innych epokach dziejowych, posługiwali się innymi stylami, wypromowali inne kanony typowe dla okresu. Czy teksty hip hopowe są płytkie, powiem raczej, ze płytka jest wiedza autora. Hip hopu w szkole nie uczą i pani nie wytłumaczy, że Krasicki poprzez swoje satyry ośmieszał innych, czy fraszki Kochanowskiego miały ukryte znaczenie. Wielu po przeczytaniu tych dzieł nie miało pojęcia co i jak, dopóki ktoś im tego nie wyjaśnił. Hip hop trzeba zrozumieć i już, dopiero wtedy można dywagować na temat sensu tekstów i ich przesłania. Już nie wspominam tematu Hip hop - Krasicki, bo naprawdę nie tędy droga. To jak porównanie Mickiewicza z Tolkienem, łączyło ich pisanie, tworzenie ale nic poza tym. Mieli inne poglądy na świat, tworzyli zupełnie co innego. Tyle na temat porównań.
Dalej mamy to, że hip hopowcy żyją tylko na blokowisku itd. Tylko, że Ci, którzy mają już szacunek na scenie i sławę, grają koncerty w takich miejscach, gdzie autor pewnie nie był (ogólnie występy w całej Polce i za granicą, faktycznie bardzo okrojone horyzonty). Jest mnóstwo tekstów o pięknie życia, o jego plusach. Wielu MC rymuje o tym, że życie jest zbyt cenne by je "przepuścić" przez palce. W kwestii robienia muzyki nie zgadzam się zupełnie i już. Czy hip hop może robić każdy, czy każdy może śpiewać, pisać, czy każdy ma talent do tego - nie. Odziwo dla niewtajemniczonych na hip hop składa się kilka rzeczy. Trzeba umieć rymować, tworzyć podkłady, bity itd., czy każdy to może, na pewno nie. Widać to choćby po samym hip hopie. Wielu próbuje, ale i wielu przegrywa. Co jednak nie oznacza, że można komuś zabronić spróbować. Mamy demokracje, wolny kraj, więc każdy ma wolną drogę (w zakresie prawa oczywiście :)). Jak mówię, wielu chce, próbuje, ale wielu przegrywa, tak było i będzie zawsze, niezależnie czy w hip hopie czy gdzie indziej. Dalej kolejne zaprzeczenie jak dla mnie. Cytuję: "Kiepski materiał czy kalkowanie innych grup obniżają poziom danego gatunku muzycznego" - owszem, tak jest, że obniżają, ale to nie znaczy, ze nie można spróbować. Czy tylko tak jest w hip hopie, bzdura. Wiele różnych dziedzin życia przechodzi coś podobnego. Czy mamy wszystkich polityków znakomitych, czy mamy same znakomite kapele muzyczne, czy mamy same dobre samochody - nie. Zawsze są ci lepsi i gorsi. Kolejny cytat: "Robiąc marny hip hop, ośmieszacie tą muzykę i samych siebie" - pisząc marne artykuły (vel' SZkodek) ośmieszamy publicystów, ucząc się źle ośmieszamy szkołę itd. itp. - za dużo by wymieniać.
Teraz sprawa poprawności językowej. Tutaj niestety musze autorowi przyznać rację, ale.... Często zdarza się, że jest nadmiar powiedzmy słów z błędami fonetycznymi czy językowymi. Jednak u tych najlepszych jest to rzadkość, która praktycznie zaginęła. Stosowanie takich form ma służyć bardziej dokładnemu oddaniu sytuacji, momentu, poprzez rymy. Wielcy poeci też nieraz "naciągali" polszczyznę by ładne brzmiało, ale to inna rzecz, ja porównywać tego nie będę. Co do wykształcenia polskich eMCe - znów brak słów. Owszem nie są to rzesze ludzi po kończeniu szkoły muzycznej, jednak sporo ma doświadczenie w dziedzinie muzyki. A tak na marginesie, co ma do rzeczy, że hip hop tworzą amatorzy? Tego nie rozumiem. Jeśli ktoś robi coś dobrze, ale nie ma wykształcenia to już jest beee? Czyli większość tekstów w AM czy na stronach internetowych jest zła i do kitu, bo piszą to amatorzy, uczniowie szkół średnich itd. Nie trzeba być dziennikarzem, żeby napisać artykuł.
Hip hopowcy nie olewają szkoły. Ja bynajmniej tego nie słyszałem. Jakie jest ich nastawienie to rola poszczególnych wokalistów. Jedni mieli w szkole luz inni wręcz odwrotnie. Co do muzyki, każdy słucha tego co chce i trzeba zaznaczyć, że hip hop jest stosunkowo młody. I nie jest tak, że z rocka czy techno przechodzi się na hip hop, bo te style znane są dłużej. Jak autor sam pisze, sporo licealistów słucha rocka itd, a co to ma do rzeczy. Czy hip hop osiągnął jakieś rozmiary globalnego zjawiska, że trzeba go zwalczać. Sam wolałem kiedyś, gdy było spokojnie, każdy wiedział o co chodzi. Teraz jest inaczej, bo przyszła moda i już, pewnie niedługo wszystko się zmieni. Apropo co do słów autora: "Prosty przykład: kiedyś chciałeś być policjantem (i tu każdy sk8 krzyczy: HWDP! ;-P), a teraz prawnikiem, dziennikarzem itp" - nie będę tego komentował, bo nic do tego nie mam, ale na marginesie ma być CHWDP - w słowniku tego nie ma, ale ortografia widzę u autora leży :P. Zagłębiając się coraz dalej w tekst pana SZkodka, coraz bardziej nie wiedziałem co ja czytam. Dowiedziałem się, że po 3 latach słuchania HH cofnę się w rozwoju :))). Już mi się nawet z krzesła nie chciało spadać. Dla mnie hip hop jest bardzo ważny i pomocny. Nieraz jakiś teks pomógł, poprowadził w życiu. Jednak zmierzam do zasadniczej sprawy. Czy KAŻDY musi ulegać presji?. Nikt nie powiedział, że słuchają HH musisz być już zły, parodia dosłownie. Czy jak grasz w gry komputerowe to już będziesz zły, bo parę botów w Quake'a rozwaliłeś? Pewnie, że nie wszystko zależy od samokontroli i charakteru. Jak ma się słaby to można się nawet od lizaków uzależnić itd. :).
Dalej kolejna kwestia, niejakiego buntu. Czemu wielu uważa hip hop, za jakiś bunt czy coś. Zgadzam się większość jego słuchaczy to młodzież w okresie buntu, ale czemu od razu łączyć te dwie kwestie. Ja już bodaj kilka lat słucham HH i jakoś jestem normalny (bynajmniej badania lekarskie to poświadczą ;)). Teraz mały prezent dla autora, najpierw cytat: "Chciałbym kiedyś zobaczyć takiego 40-latka rapującego o tym, jaki to świat jest zły" - Wilku, i bez komentarza. Jeden z członków Molesty, bodaj 38 lat - wszystko jasne. Pewnie, że nie będzie każdy po 30 rymował. Ale teraz ogólna moda jest na młodszych wykonawców i na tych starszych, ale bardzo znanych (U2, REM czy Leonard Cohen). Teledyski hip hopowe to nie filmy. Są adekwatne do tematu. Większego sensu dla mnie nie ma robienie teledysku niezwiązanego z tematem utworu. Byłoby to co najmniej dziwne. Fajnie by wyglądał, ktoś śpiewa o "czerwonych tulipanach", a łazi po polu marchewki - parodia.
Idąc dalej zobaczyłem małe światełko w tunelu. Autor pochwalił HH, a dokładnie Fisza (akurat nie przepadam). Ale na temat. Chodzi bowiem o muzykę. Radziłbym sięgnąć po kilka najnowszych produkcji, gdzie dominują różne instrumenty. Ciągłe wzorowanie się na kilku przedstawiciela nie da nic. Zwłaszcza, jeśli akurat słucha się tych początkujących. Ocenia sie prekursorów, nadających ton, a nie tych co startują.
Teraz będzie o skejtach. Temat nie do końca mi znany, bo akurat nie obracam się w jakimś szerokim gronie owej grupy. Nazwanie skejtów (cytat) "dziecinni aż do bólu samozwańczy macho z deskorolkami" to już spore przegięcie. Wielu skejtów ma wielkie uznanie na wiecie (mowa o polskich). To co robią jest znakomite. Owszem zdarzają się tacy, co deskę noszą pod ręką by "ładnie było", ale powtarzać się nie będę, po prostu indywidua. Czy Tonego Hawka, Campela, Costna, Muska można nazwać "macho z deską pod ręką"? - chyba żart. Radzę choćby zobaczyć filmiki z THPS3. To jest sztuka i odwaga. Jak dla ciebie to szpan, hmm Twoja wola. Tak samo jeśli chodzi o dziewczyny. Wszystko jakby wyssane z palca. Czy związki powiedzmy "zwykłych" ludzi nie rozpadają się (czy zwykłe koleżeńskie czy już małżeńskie), tak musi nieraz być. Inne poglądy, niezgoda itd. Wkurza mnie właśnie, że wszystko co złe auto widzi tylko w hip hopie i związaną z nim kulturą (skejtów w tym przypadku).
Teraz będzie polemika co do pointa autora i moja końcówka. Że hip hopowcy zarabiają za to kasę to ich rzecz. Nikt nie broni nikomu próbować czegoś. Chcesz sprzedawaj lemoniadę, albo pisz programy komputerowe. Teraz kolejna uwaga (wpierw cytat :)) "Znalazł już pracę (zajmuje się "muzyką" - celowo piszę w cudzysłowie ;-P), jest popularny, ale dalej narzeka na system, władze i te sprawy" - czy cenią oni jakoś popularność, czy narzekają na system. Wielu pewnie tak, wielu pewnie nie. Oni nawet jeśli piszą teksty to nie twierdzą, że robią to dla siebie, bo im się nudzi. Słyszy się o chęci zarobienia kilku groszy. Ale naprawdę nie chcę mi się już tłumaczyć, że to nic złego. Nikt nikomu nie karze kupować płyt hip hopowych, nikt nie karze tego słuchać, a że oni mają talent i wykorzystują go - takie dziwne?
Miał być koniec, będzie zaraz. Teraz jeszcze tylko o komercji. Owszem hip hop staje się komercyjny, ale to nic dziwnego. Do Liroya nic nie mam, ceniłem go za pierwsze 3 albumy, potem było różnie. Jednak na temat. On faktycznie rozpoczął komercję w polskim HH, to co mieli robić inni, zostać z tyłu i twardo stać bykiem? Bezsens. Żadna firma nie wygra teraz nie prowadząc konkurencji, a zespoły hip hopowe nie miałyby szans, jeśli by nie komercja. Zresztą nawet się cieszę z tego powodu. Hip hop staje się coraz bardziej dostępny i zauważalny, czy to źle - jak dla kogo. Teraz już koniec. Autor prosił o polemikę, proszę bardzo. Nie najeżdżam bynajmniej na inne kultury i style, bo mam szacunek do takowych i bez argumentów nikogo nie będę bluzgał czy coś w tym stylu.
PS. Co do kultury hip hopowej, może innym razem coś napiszę. Narazie pozdrawiam.