*** O wszystkim, co mnie zdenerwowało ***
To był spokojny, sobotni wieczór. Siedziałem sobie przed kompem, słuchając Katatonii i czytając sieciową wersję AM-Muzyka... W sumie spokojny byłem, nawet jak czytałem wypociny dyskomuła (obraźliwe sformułowanie popieram zawężonym polem widzenia tego osobnika, który z komentowanego tekstu wybrał tylko to, co mu pasowało), który techno nazywa "muzyką XXI wieku" (elektronikę vide Front Line Assembly, NIN, Aphex Twin albo chociaż Prodigy to jeszcze mógłbym tak nazwać), albo następnych faszystów najeżdzających na hip-hop i sk8uff całościowo. Ale nic mnie tak nie wkrzywiło (wiecie jak jest "krzywa" po łacinie, prawda?), jak fragment "riposty" (KM#17) Iommiego na tekst Rahzella (BTW: słyszałem "4 Elements" - wciąż nie wierzę że on to robi bez oprzyrządowania). Pominąłem westchnieniem fakt, że Iommi nie zna Milesa Davisa, co by nie było - legendy jazzu, i czytam dalej. Robiło się gorąco... Mimo woli musiałem zgodzić się z Rahzellem, że Iommi prezentuje często argumentację "dresiarską" (BTW: metale farbują włosy na czarno, nie za często, ale jednak). Dalej ciekawa teoria, że neo-metal (nie lubię jakoś terminu "nu-metal") przyszedł od sk8uff. Interesujące. Dalej o tekstach... Że niby w hip-hopie wszystkie liryki są do rzyci. Cóż, Iommi, podpisać się muszę pod stwierdzeniem, że w tym aspekcie pojęcie masz gówniane. Zresztą mam gdzieś ile osób mnie za to zlinczuje, ale ja hip?hop za muzykę uważam. Wracając do tematu... Iommi stwierdził:
"słuchasz hs-u, znaczy że geniuszem nie będziesz".
O, super... To muzyka już o IQ świadczy. Zacznę więcej poważnej słuchać, będę mądrzejszy... Gościu, zaniżasz poziom. Taka drobna dygresja - "ksywka" Ci trochę nie pasuje, bo wystarczyło przeczytać wypowiedzi T. Iommi'ego w Metal Hammerze, by stwierdzić, że nie jest zakutym łbem, a wręcz przeciwnie. To człowiek otwarty, czego o Tobie powiedzieć się nie odważę. A już na pewno nie pasuje do nazwiska Mistrza stwierdzenie (lub raczej pytanie):
"a czy Ty, matole, pojmujesz że takie pinkolenie Page'a to nic w porównaniu z Wyldem ? spier*** z LZ, i nie mów, że słuchasz Metalu. Pozer jesteś, a ci są najgorsi".
Człowieku, wypada Cię uświadomić, że ciężko nazwać metalem kogoś, kto nie ma co najmniej SZACUNKU dla tego, co robili Led Zeppelin. Nie powiem, Led Zeppelin nie jest moim ulubionym zespołem ale to między innymi oni (razem z Black Sabbath i Pink Floyd) sprawili, że sporo kapel metalowych istnieje. Choćby dlatego, że często idolem gitarzystów był właśnie Page i pragnienie, żeby grać choć w połowie tak dobrze jak on, sprawiło że dziś o nich słyszymy. Ciekawe, co by powiedział Zakk Wylde, gdybyś spytał go o jego zdaniem najbardziej "wpływowych" gitarzystów... Page zapewne byłby wśród nich. Wiesz, kto z was dwóch - Ciebie i Rahzella jest większym pozerem? Ty, bo nie masz szacunku dla korzeni, a wielkiego metala strugasz. Oczywiście o taką pierdołę jak napisanie imienia Jimiego Hendrixa to się przyczepiłeś, ale na LZ to psy wieszasz... Prezentujesz typowo Lepperowską (o którym na własną zgubę raczyłeś wspomnieć) retorykę i rozumienie rzeczy tak jak Ci pasują. I pozbawię cię złudzeń. Z tamtej polemiki nie wynika ani to, że od Rahzella jesteś mądrzejszy, ani bardziej kulturalny (BTW: Rahzell początek miałeś dobry, ale potem zaniżyłeś). Jest to co najwyżej ten sam poziom, ale nie wiem czy mówiąc tak kogoś nie obrażam. Do tego teksty w zamierzeniu zabawne są śmieszne jak taczka gnojówki. A żebyś sobie nie pomyślał, że to jakiś, cytuję,. "zdurniały hs-owiec" po Tobie pojechał, to uświadamiam, że:
- moją największą pasją jest doom i dark metal (Anathema Tiamat i Katatonia), a poza tym masa innych zespołów, jak Opeth, Slayer, The Gathering, Flowing Tears, Static-X, System Of A Down, Samael czy Frontside
- w Spodku na Metalmanii 2002 traciłem głos, wykrzykując słowa "The Sleeping Beauty" Tiamatu,
- Johannowi Edlundowi i spółce dałem do podpisania oryginalną kasetę, bo jeśli dany zespół naprawdę wiele dla mnie znaczy, to staram się go wspierać, na tyle na ile mnie stać.
I co, może jeszcze powiesz, że ja też jestem pozerem? A może dopiero jak dodam, że do tego lubię dobrą elektronikę i takiż hip-hop? O właśnie... Coś mi się przypomniało...
"A ten idiota, Magick czy jak mu tam leci z K44 to taka ciota była, że ze mną w kosza [ a podobno tak kochacie ten sport ] wdupił, frajer jeden :-P"
Za ten tekst należy Ci się solidny wpier*** od pierwszej napotkanej ekipy sk8uff. Więcej szacunku dla zmarłych! Magik był kimś, stworzył coś i wiele przeciwności pokonał. Pełny szacunek dla niego, niech spoczywa w pokoju. Szczerze żałuję tego, że nie usłyszę już czegoś takiego jak "Kinematografia" PFK, bo bez niego to już nie to samo. Wypada zaznaczyć, ze choć The Last Child choć też miał udział w tym faszystowskim zjechaniu, wiedział kiedy przystopować. Sorry Iommi, po przeczytaniu paru Twoich wypowiedzi (m.in. o satanistach i grassie) miałem o Tobie lepsze zdanie, ale w sumie Ciebie to obchodzić nie musi.
A skoro już o tym towarzystwie mówię... Inna sprawa, która mnie szczerze rozbawiła: wynajdowanie przekleństw w utworach Metalliki. Świętoszki się znalazły. Przekleństwa - fuj, imprezy - fuj... Jakbyście nie wiedzieli, to subkultura metalowa jest raczej buntownicza, a nie opierająca się na ugrzecznianiu wszystkiego. Powiedziałbym że opiera się na korzystaniu z nielicznych uroków życia. Ja z racji dekadenckiego (to przez ten doom metal) światopoglądu imprezy bardzo lubię, a piwo w dużych ilościach najbardziej. A i klnę często i w miarę gęsto. I co? To mnie czyni sk8em? Albo pozerem? Czy też może kominiarzem? Wiecie na czym to wszystko się opiera? Na braterstwie, szacunku, wolności i byciu sobą. Nie zrzędziłem jak cała masa niedzielnych satanistów i "tfardych deffofcuff", że "na Metalmanii to tylko Cannibale, Immortal i Dark Funeral, a reszta to geje, komercha, bla bla bla i nie ma sensu jechać"... Ja tam pojechałem, żeby razem z kumplami (i kumpelami :)) delektować się muzyką i klimatem. I nawet na koncercie Immortal dobrze się bawiłem (w samym środku kotłowaniny), choć black metal w większości niezbyt lubię. Z takich też powodów mogę siąść z zaprzyjaźnionymi sk8ami w barze i popijając napój złocisty słuchać najpierw PFK a zaraz potem System Of A Down. I wszyscy są happy, nikt nie ma problemów, wzorcowa koegzystencja.
OK., trochę to podsumuję... Mam w dupie wszystkich muzycznych faszystów i ich pseudo-wynurzenia nt. czy to hip-hopu, czy metalu, czy rocka, czy elektroniki. W tych gatunkach czuje "to cos" i to jest ważne, choć nie wszystko, co jest w obrębie tych gatunków stworzone jest wartościowe. Nie czuję tego "feelingu" w techno (dla mnie techno a reszta elektroniki - industrial, ambient, darkwave itd. to dwie różne sprawy), ale bluzgał nie będę. Natomiast nienawidzę muzyki nazi albo rasistowskiej, dicho z pola i popu w stylu Britney Sprytnej czy Backshit Bojz. "Fak of" dla wszystkich pozerów i zakłamanych palantów. Szacunek i pozdrowienia dla wszystkich normalnie myślących ludzi. I koniec tych wojen... A jak ktoś nie może wytrzymać to niech idzie do WC i tam się wybełta. Rzekłem. Howgh! A jak ktoś widzi niejasności to mu chętnie wyjaśnię. Mail podaję poniżej.
(text ten poświęcam w hołdzie Magikowi i wszystkim tym, którzy mają otwarte umysły)