Witam serdecznie czytelników AM! Zapoznawszy się z artem Szkodka z AM nr. 23 pragnąłbym troszkę podważyć część argumentów podanych przez autora, znieważających i czyniących z hip-hop'owej kultury jedynie puste i w sumie niewiele warte "pobrzdękiwanie" w sferze muzycznej oraz "blokowiskowo - machowe" życie ludzi, którzy do owej kultury należą. Ja słuchałem polskiego (WYŁĄCZNIE!) hip-hop'u przez 6 lat obserwując jego powstanie (przyjmijmy, iż był to rok 1995 i (nie)sławny Liroy Alboom) , a raczej "wynurzenie się" z podziemia, z domów i garaży na ogólnopolską, komercyjną (TAK, TAK!) scenę, a następnie rozwój i dość szybką ewolucję aż do obecnej postaci. Swą bardzo ciekawą, budującą światopogląd i ukazującą drogę przez dojrzewające życie (wcale nie mówię, iż drogę właściwą) przygodę z HH zakończyłem wraz z samobójczą śmiercią Magika (vel. Mag Magik I) oraz pierwszym albumem Paktofoniki w ręku.
Uważam jednak, iż moja wiedza na ten temat jest wystarczająca aby choć z częścią zaprezentowanych przez Szkodka racji się nie zgodzić.
Acha, zanim zacznę jakąkolwiek polemikę chciałbym poinformować Cię, iż należałem do kultury HH WYŁĄCZNIE poprzez muzykę! Szerokie spodnie nigdy nie gościły w mej szafie, a coś takiego jak deskorolka i widok ogolonego na łyso chłopaka gnającego na niej na złamanie karku zawsze przyprawiał mnie o dziwną niechęć.
Więc do dzieła...



HIP HOP? FULL STOP!!!

Motto na dziś: Nad własną dróżką się zastanów
nie chadzaj w stadzie baranów
(bodajże J. Kochanowski)

Motto na jutro : " Wiąż wyrazy niedbale dobrane:
Nic droższego od przymglonej piosenki,
Gdzie w upojeniu łączą dźwięki
Z Wyrazistym Niezdecydowane "
( Paul Verlaine " Sztuka Poetycka" )



Tak, yeah... Ja robię sensację, a ty rap w miasto puszczasz...
Czego to ja się nie nasłuchałem o polskim hip-hopie! "Styl bycia", "kultura blokowisk", "prawdziwa rzeczywistość", "prawdziwe życie"... Mocne słowa, takie górnolotne, podniosłe... Takie mocne, że wywołują u mnie odruch wymiotny. Czemu?

A ja mógłbym tu rzec identycznie jak Ty: czego to ja się nie nasłuchałem o metalach, o rockmenach! " Nadzieja na przyszłość", " prawdziwa i jedyna miłość ", " wiara (tu nie wyróżniam w jakie bóstwo) " itd, itp. I spójrz, to jeszcze mocniejsze! A czemu również umie spowodować odruch wymiotny?

OSTRZEŻENIE: Jeżeli jesteś zagorzałym skejtem/hiphopowcem: dalej czytasz na własną odpowiedzialność!!!!!!
W tym artykule wielokrotnie będę niepochlebnie wypowiadał się o tych subkulturach/grupach społecznych, o ich muzyce, stylu bycia, zachowaniu w określonych sytuacjach.

Nie jestem już ani zagorzałym hiphopowcem ani skejtem (bo do tych mam nie pojętą antypatię;), a jednak potrafiłeś wzbudzić we mnie nutkę zdenerwowania tym, iż nie dostrzegłeś jednego: punkt widzenia zależy od punkt siedzenia! Pomyśl, dla mnie to Twoja subkultura, jakakolwiek by nie była, może być okropna i denna! Czemu więc tak zagorzale "wrzucasz" na tych zwariowanych "szerokospodniowców"?

Zacznijmy więc od tego, że nie lubię skejtów. Nie lubię i tyle. Moja szkoła podstawowa była pełna skejtów (od pozerów po tych najbrdziej radykalnych), na podwórku królują jeszcze dresy ;-), ale i skejtów jest niemało. Zaznaczam od razu, że nie należę do żadnej subkultury, więc na podwórku jestem skończony ;-(. A nawet, gdybym należał, to i tak byłbym zerem, gdyż: nie palę, nie piję, nie lubię łatwych tlenionych blondynek, a wręcz nienawidzę prochów.

No i tu uwidacznia się Twoje stereotypowe podejście do kultury HH jaką nakreśliły media (no i trochę sama muzyka, to trzeba przyznać). Czy uważasz, że skejt czy też hiphopowiec to ćpun, pijak, lump i (za przeproszeniem) "ruchacz" łatwych panienek? No spoko, czyli na przykład taki metal to satanista, sado-masochista i kanibal? Pamiętaj, iż w każdym gronie, jakiekolwiek by ono nie było, znajdzie się czarna owieczka i to w tym pozytywnym sensie! Jakaś wrona może krakać na inną nutę niż całe stado! Piszesz, iż gdybyś należał do tej subkultury to byłbyś zerem bo nie palisz itd. Hm, a pomyśl, gdybyś należał to pewnie byś to robił! Bo słuchałbyś takiej samej muzyki jak ci z Twojego podwórka, miałbyś inny światopogląd, więc palnie, ćpanie i picie byłoby dla Ciebie normalnością!
A tak zupełnie BTW, współczuję szczerze podwórka, gdzie króluje dresland...;(((


Pytacie, na jakiej wsi mieszkam, że obowiązują tu takie, a nie inne zasady? Otóż pomieszkuję sobie w... Warszawie, 20 minut autobusem od centrum (dzielnica Wola)! No ale odbiegam od tematu, więc...

I tu zdziwiłem się BARDZO. Warszawiak nie zakochany w swej rodzimej muzie? W słynnej " warszawce "? ( tu polecam kawałek Slums Attack pt.: "Robić się nie chce tylko szpanować", jeśli ktoś nie lubi W-wy i jej bezapelacyjnej dominacji w polskim HH) Przecież właśnie stolica to kolebka blokowisk, "eleganckich bali" i ogólnie hiphopu (bo wcześniej to był rap, a ten narodził się w Kielcach)! I nie znam Warszawiaka ( osobiście niewielu, ale na irc można spotkać Was mnóstwo) w wieku nastoletnim, który by tak zaciekle atakował dumę młodzieżowej kultury tak prężnie działającą w swym mieście! Widzisz, jesteś swoistą czarną owieczką!

Wielokrotnie starałem się zrozumieć fenomen polskiego hiphopu. Jak to się dzieje, że co trzeci nastolatek słucha tej muzyki? Analizowałem teksty - lipa i tyle! Słowa typu: "ulotne chwile łapię jak ulotka" (cytuję z pamięci) nie są dla mnie zbyt interesujące. Ponadto większość składów (bynajmniej nie drewna czy też węgla) lubi w swoich utworach przeklinać. Niektóre piosenki okraszone są rozmaitymi "och", "ach", "hę", "yee", itp., co oczywiście zwiększa ich wartość artystyczną.
Największego szału dostaję jednak na słowa: "śpiewają o prawdziwym życiu"! Co to za bzdura!!!

W sumie to niepierwszy atak na teksty hiphopowe z jakim się spotykam (vide Lista Dyskusyjna tegoż maga) i znów stanę twardo w ich obronie.
Na pierwszy ogień więc Paktofonika i ich "Chwile Ulotne"? Proszę bardzo. I tu primo: nie ulotka, a fotka;) Czyli "ulotne chwile łapię jak fotka"! Nie wiem w sumie czemu samej PFK się czepiasz? Akurat ich teksty można uznać za ambitne i w sumie zawierające w sobie jakiś tam artyzm. Wyżej wspomniana piosenka mówi przecież w swej głębi (której istnieniu w dalszej części tekstu zaprzeczasz) o przemijaniu, o tym, aby spróbować choć raz dostrzec to, czego na codzień zabiegani i zapracowani nie dostrzegamy. Dostrzec i nacieszyć się tym, nim to przeminie bezpowrotnie. Iść dalej? Chwile są ulotne, więc trzeba się nimi cieszyć? Przykład z życia? Zerwałeś z dziewczyną... Co cię boli, to, iż nie będzie już wspólnych chwil spędzanych na pocałunkach i przytulaniu się! Więc trzeba było nacieszyć się nimi, póki jeszcze były i zapamiętać je, złapać w swej pamięci jak fotkę, zdjęcie, aby pozostały na zawsze w niej, bo w rzeczywistości ich już nie uświadczysz.
I naprawdę kompletnym bezsensem jest tu udowadnianie Ci, iż wiele, naprawdę mnóstwo tekstów piosenek hiphopowych ma sens, i to bardzo głęboki sens! Znów uciekam się do PFK. "Priorytety" czy to nie jakaś mała podpowiedź jak tu sobie poukładać wartości w życiu? Zrozumieć, iż coś jest ważniejsze, a nawet i to najlepsze ma swe wady? Oczywiście odwróćmy kota ogonem i pokażmy to miejsce, gdzie futerko może bywać nieładnie sklejone... Gro tekstów to jednak chała, jak napisałeś lipa i tyle! Poprostu zwykły śmierdzący chłam! "Eleganckie Bale" V.E.T.O. to już poprostu szczyt, nie wspominam już nawet o jednym z kawałków TeDe gdzie szczytem twórczości artystycznej był stwierdzenie typu: " (...) mylą ci się napisy poprzestawiane na ścianach, wyje***łeś ku***a alkoholowy napój o smaku banana, a ona najeba***a tańczyła na stole, a my napierd****eni o żesz ku****a, ja pierdo***ę (...)" itd. Więc jak już mówiłem wcześniej wśród potoku lirycznej niemocy twórczej da się znaleźć naprawdę sporo tych pozytywnych czarnych owieczek, które tu się stają symbolem.
Przeklinanie, do dziś chyba główny powód jakże rzadkiej obecności HH w komercyjnych stacjach zarówno radiowych jak i telewizyjnych. Rzadko który skład chce nagrywać tzw. "radio edit" gdyż uważane to jest za "komerchę" no bo przecież dajesz mediom do rąk materiał, którym mogliby cię wypromować, nieprawdaż...? A źródło takiego a nie innego słownictwa? To zdecydowanie geneza tej kultury, czyli ulica. I to nie polska ulica, która czasami straszy tylko w nocy, a ulica murzyńskich osiedli w USA, która straszy i jest niebezpieczna dla życia 24 godziny na dobę. To przecież stamtąd wywodzi się hip-hop! Tam właśnie tak się mówi, tak się żyje, jak to nasi "tekściarze" opisują w swym marnych tekstach. TAM to NAPRAWDĘ zdaje egzamin i jest odzwierciedleniem codziennej rzeczywistości! Jednak nasza rzeczywistość zaadoptowana na potrzeby kanonu "zajawek" w tej muzyce jest zbyt infantylna i nudna. Dlatego dla wielu ludzi ten bogaty świat dup, prochów, "melanży" i najebek jest zwykłym pieprzeniem o niczym, o sprawach które ich nie dotyczą, albo których istnienia wręcz nie zauważają, bądź też o nim wcale nie wiedzą. I dla nich właśnie bluźnierstwo jest w HH niezrozumiałe, bo niepotrzebne. A w końcu jest to przecież nieetyczne, by słuchały tego dzieci, nieprawdaż?;P Nie w muzyce to w szkole...
Jeśli chodzi o te "achy", "yeeee" i najczęściej w końcu "a-a-a-a-a" to zjawisko charakterystyczne chyba only polish hh! Ale mogę się mylić. W każdym razie stykając się z Cypress Hill czy też Eminemami i jemu podobnymi nie spotkałem się z a-aniem. Ja wytłumaczę Ci to tak: to poprostu taka klima;) Gdy jesteś zakręcony tą muzą i poczujesz jej beat swoim a-a wpadasz jakby w jej rytm i ułatwia to znacznie rymowanie. Stało to się nieodzownym elementem dla "luzackich" MC's. Szczególnie lubowali się w tym Joka i Dab z K44. Ale ileż składów wogóle nie używa a-ania? Przykład? W Witrynach Odbicia może? Więc nie jest to "podwyższanie wartości artystycznych" a jedynie jeden z "dziwacznych" elementów kultury mówionego słowa, jakich każda z kultur ma mnóstwo.


Drodzy hiphopowcy: czy życie to tylko zło? Dlaczego większość zespołów śpiewa (a raczej gada, bo śpiewem tego nazwać się nie da) o złych rzeczach? Piosenki: "Wyścig szczurów", "Nie jest tak źle" i wiele innych tytułów (te znam z MTV) emanują pesymizmem większym niż twardość diamentu w skali Mohsa (jeśli nie wiesz, co to, odsyłam do podręczników geograficznych do liceum). Ludzie!!!! Dostrzeżcie najpierw jasne strony życia, zanim coś napiszecie. Przecież powszechnie wiadomo, że jest wiele zła, że narkotyki i alkohol niszczą rodziny, że ludzie ogołacają się z wartości moralnych dla kariery. Po co więc o tym śpiewać? Przypomina mi to politykę rządu Leszka Millera: wiemy, co jest źle, więc o tym mówimy, ale nie wiemy, jak zrobić, żeby było dobrze, więc o tym nie mówimy. :-) Znajdź mi człowieku rozwiązanie problemów, o których śpiewasz, to będzie dobrze. Krasicki w swoich satyrach także nie przedstawiał programu pozytywnego, ale jego teksty były głębsze, miały podwójne dno. Teksty hiphopowców są zaś płytkie niczym dziecięcy brodzik. Żadnej głębi, żadnego przesłania. "Nie jest tak źle, choć mogło by być lepiej" - co ty powiesz, stary! Niemożliwe! Pierwsze słyszę! Prawdziwe życie, głębia... taaak. Utwory Krasickiego uczyły, kształtowały postawy ludzkie... Co daje hip hop? Nic! Absolutnie nic! No, może oprócz poszerzania zasobu przekleństw i szerzenia pesymizmu.
Druga uwaga: CZŁOWIEKU!! ZANIM NAPISZESZ JAKIŚ TEKST WYJDŹ Z BLOKOWISKA I SPÓJRZ NA ŚWIAT POD INNYM KĄTEM! Większość hiphopowców pisze tak, jakby całe wieki żyli tylko w jednym miejscu - na blokowisku. No, może czasem wychodzili do wagonowni, by pomalować jakiś pociąg ;-) Są naprawdę jasne strony życia, wystarczy tylko odejść od trzepaka i "wypłynąć na głębię". Rozejrzyj się? I co? Od razu lepiej? To może przelejesz to na papier?

Oj, teraz to troszkę przeginasz. Człowiecze GDZIE KRASICKI A GDZIE NIEDOUCZONY NASTOLATEK Z BLOKOWISKA??????? Nie wymagaj od faceta dla którego największym marzeniem jest fura, skóra i komóra (no i wyblondzona rura;) aby pisał poezję o podwójnym dnie, ukrytym znaczeniu i zakręconej puencie! Zresztą teksty są jakie są. Mają opisywać codzienne życie nastolatka (bez perspektyw naturalnie) na blokowisku, a że jest ono nudne jak flaki z olejem takież same wychodzą teksty. Narzekasz na pesymizm. A jakież inne mieć odczucie gdy nie ma się roboty, pieniędzy, zapewne w życiu tych ludzi brakuje też jakiegoś głębszego uczucia, wszystkie "mądre" zabawy dawno już się znudziły a jedyną rozrywką pozostaje marihuana, "sztuki" (czyli kobiety) i chlanie, no i jeszcze ewentualnie bicie się z policją na meczach, bo w tym chłopaki z Molesty się lubowali ("(...) tam my jesteśmy górą, gradową chmurą, z deską w ręku żegnam się z kulturą (...)"). Więc czym tu się cieszyć? Sami są sobie winni bo takie życie wybrali, a skoro siedzą już w bagnie to nie chce się im z niego wychodzić i brodzą w nim roztrząsając jakie ono złe i bezprzyszłościowe! Zrozum, iż oni nie wyjdą z blokowiska bo nie opuszczą środowiska, w którym są pewni siebie i w którym są kimś, mimo, iż do bycia autorytetem lub znaczącą personą nie mają żadnych podstaw. Bloki to ich nora, z której nikt się nie wynurza. A jeśli chodzi o dobijającą wręcz prostotę i tzw. "walenie prosto z mostu" w hiphopowych tekstach? Tu znów ucieknijmy się do genezy, do czarnej amerykańskiej ulicy. Takie właśnie miało być założenie! Prosty, dosadny tekst napisany językiem ulicznego żula, członka gangu, analfabety, poprostu niziny społecznej, to dla niego właśnie ta muzyka miała być zrozumiała i pomagać mu w trudnych chwilach. Piszesz dalej, iż:

Jedynym argumentem, który przedstawili mi słuchacze hh, było to, że tą muzykę może robić praktycznie każdy. Prawda.

No i oto właśnie chodzi! Muzyka od każdego DLA KAŻDEGO! Ona miała być prosta, łatwo wpadająca w ucho a nie nieść ze sobą przesłanie na dalsze egzystowanie ludzkości na tej planecie! To w końcu MUZYKA a zadaniem takowej jest przede wszystkim BAWIĆ! Czemu zatem nie czepiasz się piosenek, które śpiewali powiedzmy polscy partyzanci w czasie drugiej wojny podczas powstania w stolicy? Przecież tam tekst był kompletnie denny i żałosny. Kilka naiwnych rymów skleconych na kolanie i muzyka często powstająca jedynie w wyobraźni autora. Głupi przykład? Może i owszem, bo porównanie okoliczności żadne, ale spójrz. Ta muzyka miała misję, którą właśnie doskonale spełniała dzięki swej banalnej wręcz prostocie! Na drugi dzień cała W-wa szła do boju z najnowszą partyzancką pieśnią na ustach! Tak też właśnie jest z HH! Prostota i dosadność jest najlepiej zapamiętywana i najkrótszą drogą trafia do odbiorcy pochodzącego przecież najczęściej z tego samego środowiska co twórca. Taki skejcik łatwiej zrozumie "ku***a ch***u wypier****" niż "przepraszam pana bardzo, czy mógłby pan odejść" prawda?


Po przesłuchaniu kilku kawałków widać, że jakiś koleś chciał być cool
(przepraszam, tu się wtrącę. Czy bycie "cool" jest założeniem HH? Chyba to raczej domena ludzi typu "britnejoiglesiasowych"?), założył własny skład, skrobnął parę tekstów (oczywiście o prawdziwym życiu ;-P), zmiksował na kompie i uważa się za twórcę. Hmm. Rozumiem radość tworzenia (no przecież po to piszę do AM ;-)), ale w większości samodzielnie nagranych kawałków nie dostrzegam niczego ciekawego. Kiepski materiał czy kalkowanie innych grup obniżają poziom danego gatunku muzycznego. Wyobraźcie sobie, że ktoś chciałby grać jak Chopin, ale nie miałby talentu. Jak by to wyglądało, gdyby wydał płytę z kopiami utworów mistrza lub swoimi, całkowicie chybionymi, kompozycjami? Wniosek: Każdy może robić hip hop, ale nie każdy musi, bo do tego trzeba mieć TALENT. Robiąc marny hip hop, ośmieszacie tą muzykę i samych siebie.

Brawo za ostatnie stwierdzenie! Naprawdę słuszna uwaga. Bo możesz wierzyć, iż nawet skrobnąć takie głupawy tekst o prawdziwym życiu nie jest łatwo. A piosenki typu "Pędzi pędzi renifer" by Karol Krawczyk wyjdą każdemu, jednak chyba nawet w disco relax (tak to się zwało?) tego nie puszczą. Acha, i tu jedna sprawa, piszesz o kopiowaniu cudzego stylu. To w hip-hopie NAJWIĘKSZE przewinienie! Nic nie przynosi takiej hańby jak powtarzanie cudzych tekstów czy prezentowanie muzyki łudząco podobnej do cudzej. Ktoś kto by się odważył wogóle coś takiego zrobić byłby kompletnie spalony już na samym starcie. Zresztą jeśli chodzi o ogólny poziom polskiej sceny to jest on wciąż żałosny. Może mamy w kraju ze dwadzieścia składów, które podchodzą do sprawy profesjonalnie (studia, media, muzyka i cała otoczka) i prezentują naprawdę wysoki poziom. Składów, które (UWAGA!) są w przynajmniej 80% KOMERCYJNE! Tak, tak, jeśli chce się być najlepszym pod każdym względem to niestety trzeba na to pieniędzy, a za co je brać jeśli nie za muzykę? I jeśli teraz popukałeś się w głowę drogi entuzjasto niekomercyjnego HH to wiedz, że takie istnieje coprawda, ale w marginalnych ilościach. Bo cholernie trudno być niekomercyjnym. Nagrywanie dla ziomali, na fatalnej jakości sprzęcie (jamnik i atari?;) i wydawanie tego na zasadzie "kumpel rozprowadza na starych taśmach z piwnicy" a wspaniała okładka razi kiepskiej jakości papierem ksero szybko przestaje mieć sens, bo jeśli jesteś dobry to wiesz, że możesz być wyżej a tu już puka do ciebie kontrakt, reklama, a więc komercja...
Czemu napisałem wyżej komercyjne w 80%? No bo zawsze w (tak to nazwijmy) "artyście" pozostaje coś takiego jak osobista satysfakcja z wykonanej pracy, jak radość z dawania radości i zabawy innym. To jest coś, czego nie mierzy się w pieniądzach. Dla wielu jednak świadomość bycia w czymś dobrym, potrzebnym itp. jest dużą motywacją do działań i wielką nagrodą za pracę, niechaj to będzie to 20%.


Kolejny punkt to poprawność językowa. Rozumiem, że tekściarz jest artystą i może np. tworzyć neologizmy, ale jeśli słyszę słowa: "wziąść", "włanczam", "już DLA mnie czeka" itp. to chyba mam do czynienia z niestarannością i lenistwem (np. niesprawdzanie w słownikach, które formy są poprawne). No dobra, śpiewajcie o czym chcecie, ale nie kaleczcie polszczyzny!

I znów się powtórzę: SPECYFIKA TEGO GATUNKU i pochodzenia jego twórców! To jest muza, która przemawia dla ziomali, a więc i językiem ziomali! Weź szanowny Szkodku do ręki płytę Molesty pt.: Skandal i posłuchaj! Będziesz wykrzywiał uszy na wszelkie strony a wielu słów może nawet i nie zrozumiesz. Bo to charakterystyczny slang hiphopowców z (nawet) jednej dzielnicy W-wy! Zresztą często można spotkać tam teksty typu: "nie wiesz co to znaczy? To weź się ku***a dowiedz!". Z drugiej strony idąc dalej w rozumieniu w/w tekstu można by rzec; "nie należysz do naszej kultury (nie czaisz rymu;) to wypier-papier". no, ale nie o tym tu mowa. Więc nie czepiaj się nieodzownej cechy czegoś, co krytykujesz, bo zachowujesz się tak, jakbyś wszedł w stado świń i miał wielkie pretensję, że sobie chrumkają a nie mówią piękną francuszczyzną...

A propos: nawet muzycy disco polo mają jakieś wykształcenie muzyczne. Z tego co wiem, na palcach jednej ręki możemy policzyć wykształconych pod kątem muzycznym hiphoperów
(HIPHOPOWCÓW!). No patrzcie, niby taka ambitna muzyka, a tworzą ją AMATORZY!
A co do wykształcenia hiphopowców: niewielu ma nawet średnie... Ale aby być cool, trzeba olewać szkołę, yeah... Że co? Na znak protestu przeciw systemowi? G***o prawda! Można się trochę pobuntować (taki wiek, panie dziejku, ho ho! ;-)), ale w końcu trzeba porzucić image nabuzowanego nastolatka. Łącznie z prostą, zrozumiałą dla wszystkich muzyką. Pragnę też zauważyć, że większość licealistów słucha innych gatunków muzyki (metal, rock rulez!!!). Im człowiek dojrzalszy emocjonalnie, tym ambitniejsze cele sobie stawia, szuka swojej drogi (także muzycznej). Prosty przykład: kiedyś chciałeś być policjantem (i tu każdy sk8 krzyczy: HWDP! ;-P), a teraz prawnikiem, dziennikarzem itp. Słuchasz hip hopu rok, dwa, trzy - zatrzymałeś się w rozwoju. I nie szukaj głębi w tekstach hh - to bezskuteczne. Hip hop po prostu ogłupia. Co z tego, że dużo gadają, skoro gadają właściwie o niczym? Non progredi est regredi (kto nie idzie naprzód, cofa się). Jeśli nadal będziesz "chadzał w stadzie baranów" (tzn. nie będziesz szukał indywidualności), pozostaniesz wiecznie sfrustrowanym 14-latkiem z podwórka. Tego chcesz?

Oh my gosh;) Widzę, iż wkraczasz w sferę rozpaczliwych apeli do dojrzewającej młodzieży? Daruj sobie i tak Cię oleją. Jeśli słuchają HH zostaniesz jeszcze może i w myślach (oby tylko) wyklęty, a ci co nie słuchają to i tak apel ten nie do nich;) Więc jeśli chodzi o wykształcenie muzyczne. Tu rzeczywiście niewielu jest po szkołach muzycznych, ale zasłonię się kolejny raz prostotą tej muzyki! HH jest w końcu grany przez DJa z winylowych płyt! A do obsługi zestawu gramofony + mikser szkoła muzyczna nie jest potrzebna! Tak samo do sklejania sampli na kompie! Tu nie ma przecie żywych instrumentów, po co więc jakakolwiek umiejętność gry na nich? Wystarczy jakikolwiek słuch muzyczny, aby jakoś to brzmiało i już! Powtarzam, to nie francuska sztuka! To nie perfekcyjne origami! TO ULICA! Wraz ze wszystkimi jej wadami, którymi ona nawet się szczyci! A jeśli mowa o wykształceniu szkolnym, to jednak już troszkę chybiłeś! Większość to chłopaki po wieku maturalnym (po zawodówkach, ale zawsze coś), a studiować nie każdy musi, zresztą dla nich jakby większym szpanem jest robota i to ciężka, bo takie jest prawdziwe życie, które daje po dupie;P Mimo to nikt się do niej nie garnie jeno narzeka, jak to ciężko.
A piszesz tu o metalu... HAHAHAHAHHAAH, wybacz mój śmiech. Niestety mam wątpliwą przyjemność mimowolnego obracania się w tym towarzystwie i jestem z tymi metalami (takimi "prawdziwymi", a nie od Metallici) w dość bliskich kontaktach osobistych nawet. I wiesz co? Większych POJEBAŃCÓW (przepraszam) to ja na oczy nie widziałem. Uważają się za zatwardziałych satanistów, noszą jakieś naszywki, pentagramy, krzyże odwrócone do góry nogami itp. a większość z nich nie widziała nawet Czarnej Biblii na oczy. Ubierają się dość odmiennie, ale to już specyfika kultury, którą broniłem HH, więc nie będę atakował metalu. Najbardziej chodzi mi tu jednak o destrukcyjny wpływ metalu na psychikę takiego nastolatka! Piszesz, że HH ogłupia, w takim razie metal chyba odmóżdża! Stwierdzasz, iż słuchając HH zatrzymujesz się w rozwoju? Błąd, akurat od strony muzycznej ta muzyka niesamowicie ewoluuje! Za to metal... to jest dopiero cofnięcie się w rozwoju. W zasadzie robię błąd, gdyż miałem tu jedynie spróbować wytłumaczyć Ci, iż ten HH nie jest taki zły, ale pragnę Ci powiedzieć, iż stawiając tym sfrustrowanym czternastolatkom za przykład metal popełniasz jeszcze większy błąd. Teraz dla skejta max szpan to wypasiona decha i wyblondzona laseczka. I niech tak pozostanie bo szpan dla metala to jak największa depresja, jak najwięcej sznytów na całym ciele i myśli samobójcze na porządku dziennym! Daj spokój! Zresztą nawet pokazując palcem ogólny stereotyp metale mają jeszcze gorszą opinię w "poprawnych środowiskach" niż hiphopowcy. Więc przykład raczej bardzo mocno chybiony! Dalej piszesz o indywidualności. To ten rock i metal jest taki niesamowicie indywidualny tak? W dzisiejszych czasach gdy globalizacja i show-biznes ingerują w każdą sferę naszego życia jak tu pozostać indywidualnym? Zresztą człowiek jest stworzeniem stadnym i chcąc, nie chcąc MUSI przejąc jakieś stereotyp zachowań od innych. Czemu więc i w muzyce miałby być kompletnym odmieńcem. Szukamy cech, które nas łączą i zbliżają do siebie, asymilujemy się z ludźmi najbliższymi, czemu więc nie przez muzykę. No chyba, iż Ty jesteś z tych komputerowych odludków, co to uważają się za ekscentryków itp., ale wątpię! I hiphopowcy nie gadają o niczym, gadają ...o życiu! I nie spadaj z krzesła. Gadają o życiu swoim, a dla innych może ono być niesamowicie nudne i puste.



Z tego co wiem, hip hop tworzy młodzież. A inne gatunki? I młodzi, i starzy (vide U2 czy REM). Założę się też, że za kilka lat obecni hiphopowcy (teraz dwudziestoparoletni) nie będą już ani tworzyć, ani słuchać hh. Powiem więcej: będą się tego wstydzić! Kto to widział, żeby trzydziestolatek się buntował? Przeciw czemu? A wiele zespołów rockowych/metalowych powraca po latach itp. Chciałbym kiedyś zobaczyć takiego 40-latka rapującego o tym, jaki to świat jest zły. Może jeszcze będzie kiwał się i gestykulował, jak w klipach? Ciekawe, który się na to zgodzi, ewentualnie sam wyjdzie z taką inicjatywą? Czekam z niecierpliwością.

Oj misiu. Co Ty bredzisz? A po cholerę się takiemu staruszkowi buntować? Wtedy z tej całej postawy pozostaje jedynie... muzyka. Niechaj przykładem z HH będzie Liroy (chociaż dla sceny to żaden hiphopowiec). Patrz, Liroy ma pieniądze, nie siedzi w środowisku ulicy, ma nawet i rodzinę oraz trochę latek na karku. I co? Dalej gra, dalej macha łapami i dalej jest w tym bardzo dobry, wcale się tego nie wstydząc! Tak się cieszysz, że zespoły rockowe wracają. No to dobra, poszukajmy na naszym podwórku, hm, Perfect, może być? Też powrót, też już z siwymi włoskami, ułożonym życiem rodzinnym i też z zabezpieczoną sytuacją materialna. No i co? NIC im nie zostało z lat młodości prócz muzyki właśnie! Nie ma już łyku alpagi, nie ma ćpania, nie ma zaliczania panienek po koncertach, nie ma już symbolicznej walki z komuną, NIE MA! Jest tylko i wyłącznie muzyka. I co, też porzucone właściwie wszystko, czym kiedyś się szczycili, co było ich KULTURĄ ROCKOWĄ! Czemu więc ten minus przemijania dostrzegasz jedynie w przypadku hip-hopu?


Wrócę jeszcze do teledysków. W prawie wszystkich występuje motyw blokowiska, a śpiewają obcięci na łyso goście (z takimi bałbym się spotkać w ciemnej ulicy). Cały czas wykonują agresywne ruchy (machają łapami itp.). Ta atmosfera bardziej odstrasza, niż zachęca do hip hopu. No chyba, że ktoś jest właśnie takim podwórkowcem i odpowiadają mu te klimaty... Jego sprawa.

Hieiehei, no dobra, zaczynasz opuszczać swój poziom. Bo powyższe stwierdzenie jest poprostu zdeczka głupawe. Szkodku: to właśnie jest dla takich podwórkowców! Właśnie dla nich, i im to bardzo odpowiada, nie odstrasza a przyciąga, jak magnes, cieszy i bawi! Ktoś kto doznaje rozkoszy przy dźwiękach Chopina nigdy nie zrozumie tego, ktoś kto kiwa się przy HH uśnie przy jakimkolwiek utworze muzyki poważnej! Idź na stadion Legii i dziw się niemożebnie dlaczego kibice nie są w szalikach Polonii? To jest nieodzowny element tej kultury, machnie łapami w HH, jak i kibicowanie dla kibica! Jak bardzo byś się zdziwił słysząc i oglądając teledysk hiphopowy traktujący o tym jak różowe są dziś kwiatki i, że Ala ma długie warkoczyki a cały teledysk w scenerii pięknych połaci kwiatów zasnuwających całe pola? Szczene byś zbierał z podłogi! Wiesz, to ja Cię spytam, skoro słuchasz metalu: dlaczego metalowcy na teledyskach krzyczą do mikrofonu jakby ich brzuszek bolał i nie noszą różowych wstążeczek na swoich długich włosach??????;PPPP

Zresztą jeśli chodzi o teledyski to sprawa jest prosta i stara jak świat: PIENIĄDZE! Zdajesz sobie chyba sprawę, iż chłopaki w mamonie nie pływają i nie podcierają sobie dupska setkami $. A niestety teledysk kosztuje i to sporo. Samo nakręcenie czegoś to już ciężko a potem jeszcze montaż, studio, wydanie, starania o publikację itp. To NAPRAWDĘ jest mnóstwo ciężkiej i kosztownej roboty, więc miej to na uwadze.

A teraz z innej beczki: chciałbym pochwalić Fisza za to, że swoimi textami udowadnia, że hh to nie tylko głupie teksty. Wyróżnienie należy się również tym hiphopowcom, którzy do "stukania" (bitów) dodają inne instrumenty (np. jakieś trąbki w "Jeszcze będzie czas"; autorów zapomniałem). Większość robi to tylko w refrenach, a szkoda, bo większa ilość instrumentów zagłusza badziewne teksty i pozostawia lepsze wrażenie.

Ręce mi opadły. "Jeszcze będzie czas" to kawałek chłopaków z "W Witrynach Odbicia", kojarzysz?;) A co do Fisza to nie wiem, ile słyszałeś, ale jego teksty to w sumie dopiero zawiłość;) Odbiega to troszkę od kanonu, ale jest bardzo pozytywnie postrzegane zarówno przez ludzi "z branży" jak i spoza niej. Jednak jeśli chodzi o sample to... jest to indywidualna sprawa każdego DJa! Jednego kręci lekki big beatowy rym a drugiego zarzynający hard step (troszkę się tu technicznej muzy wkradło;) więc teraz już tylko i wyłącznie od słuchacza zależy jaką muzę preferuje. A w 95% zawsze coś się zaplącze w beat. Kawałków granych na zasadzie beat+scratch jest raczej mniej niż więcej. Zresztą zauważ, iż coraz więcej DJ's próbuje coś grać więcej niż na dwa gramofony (mówię tu o muzie na żywca) gdyż zestaw beat + scratch jest im niewystarczający (troszkę się tu mądruję bo o graniu hh z czarnych płyt mało wiem, ale o zwiększaniu liczby gramofonów mogę Cię zapewnić), a wszystko to dla większego urozmaicenia muzyki! Więc pogratuluj większości łamania beatu czymś odmiennym. A jeśli chodzi o W-wę. No właśnie, taki styl jednostajności ostatnio się tam wkradł. Właściwie szczytem tego była płytka WYP3 pt.:"Centrum" (kilecką kapelą Wzgórze jest jeno z nazwy;) i choć to stare dzieje ta monotonna młócka długo tam królowała, jednak ostatnio jest znaczna poprawa. Polecam Ci bardzo materiał TeDe S.P.O.R.T. Od strony lirycznej to raczej głębi tam nie znajdziesz, jednak od strony muzycznej jest to naprawdę produkcja niesamowicie ciekawa i różnorodna! Aż zdziwiony byłem, iż W-wa daje słuchaczowi do ręki coś tak w sumie nie warszawskiego... A jeśli chodzi o zagłuszanie słów przez muzykę... TAK! Śmiejemy się teraz, prawda hiphopowcy? Szkodku, czy HH jest często nazywany kulturą miksowanej muzyki czy ...rymowanego słowa? O właśnie! W HH to SŁOWO jest NAJWAŻNIEJSZE! Beat można właściwie uznać za dodatek, podkładkę pod rym!

Teraz będzie trochę o skejtach. Dawno, dawno temu przeglądając okładki czasopism w empiku natrafiłem na tytuł: "Skejci - chłopaki w dechę!". Artykuł zamieszczony był w jakiejś gazecie typu bravogirl, co świadczy o jego poziomie. Ale większość nastolatek i tak to przeczyta, a hasło "sk8 is gr8" zakorzeni się im w łepetynach. Gdybym dorwał autora/autorkę tego teksty, zlinczowałbym go/ją bez skrupułów. Przecież większość skejtów to dziecinni aż do bólu samozwańczy macho z deskorolkami,

Tolerancja rulz! (tja, i kto to mówi, co Troy;D ) A ja przepraszam, który człowiek należący do jakiejkolwiek kultury nie jest samozwańczy? Hm... ŻADEN! Chyba, że ktoś jest w sekcie wbrew własnej woli... Przecież to Ty wybierasz sam do jakiej kultury chcesz należeć! Pewnego dnia dostajesz od kumpla kasetkę w HH i mówisz: "bede skyjtem!" albo łapiesz się za jakiegoś Behemota i zostajesz metalem! Wziąłeś do ręki czasopismo preferujące tą kulturę i do niej należące (choć pisma typu bravo to chyba pop?) i masz pretensje do autora, że ją chwali! To weź do ręki "Niedzielę" i czepiaj się autora, że twierdzi, iż seminarzyści są w dechę ( i nie wnikajmy w "głębię" tego stwierdzenia;)) a nastolatek natychmiast zostanie księdzem! Piszesz, iż skejci to ludzi tacy a tacy. No to patrz: przecież metale to naiwni, niedowartościowani, samookaleczający się, szerzący anarchię ludzie! I powiedz mi, że nie ma w tym zdaniu choć jednego celnego stwierdzenia! ( a ja czuję moim kobieco-męskim instynktem, że u metali to ja już mam przefikane...)


traktujący kobiety jak kolejne panienki do szpanowania przed ziomalami. I naprawdę tego chcą dziewczyny? Co z wrażliwością, kulturą osobistą itp.? Że co? Że są kulturalni skejci? Jak ktoś, kto ma w zamyśle olewanie wszystkiego i eksponowanie własnego ego może być kulturalny? Śmiechu warte... Toż to czysta tautologia... Buahahahahahahaha... Dziewczyny chcą trwałych związków, tak? A chodzenie ze skejtem trwa miesiąc, może dwa. I tak cię rzuci, jak mu się znudzisz. A potem znajdzie sobie inną panienkę. Tak zakłada, bo dla siebie samego jest superprzystojny i w ogóle cool. A dla płci pięknej to nadal "chłopak w dechę"... Czy to dziewczyny schodzą na psy, czy to ja zwariowałem?

Idźmy na całość: Ty zwariowałeś a dziewczyny nie tylko dawno zeszły na psy lecz już poruszają się po kanałach. Znów lecisz po stereotypach. A pokazać Ci paluchem skejta, zatwardziałego jak nie wiem co, który jest z dziewczyną dobre dwa lata już? I to wcale nie ze skejciarą (tak to się odmienia?). Symbol czarnej owieczki powitajmy znów! Skejci nie mają w zamyśle olewanie wszystkiego. Dla niech ważne jest to, co dla Ciebie może być wogóle nie istotne, a oni leją na to, co Ty cenisz pod niebiosa, więc kolejny raz okaż szacunek dla odmienności od swego ja! I pojęcie kultury ostatnio można łatwo nagiąć. Dla jednego kulturą będzie biała koszula codziennie do szkoły, dla drugiego powiedzenie "sorcia" bo beknięciu w towarzystwie podczas spijania kolejnego wina. Na zbyt wielkie rzeczy się tu porywasz. Hm, problem dziewczyn... Wiesz, nie wiem czy można znaleźć jeszcze ładna i sympatyczną dziewczynę, której to nie uderzyło do głowy. Bo z tego co ja wiem to uroda bije dziewuchom do łba i mają się z niewiadomo jakie "panienki" a coś takiego jak stały związek uwarunkowany jest stałym dopływem kasy z portfela. Człowieku, daj spokój mi tu z dziewuchami, właśnie jestem po prawie rocznym związku (bardzo poważnym) i mam dość jakichkolwiek dziewuch na drugie tyle! Poprostu teraz miła i ładna dziewczyna o nieprzerośniętym mniemaniu o sobie to rzadkość i to duża. A jeśli Ty piszesz o takich dla których skejt to chłopak w dechę to ja podziękuję. Bo mogą to być tylko skejciary albo poprostu panny, które nie mają własnych rozumów a myślą za nie czasopisma z kolorowymi okładkami - a dla takich to tylko telewizja i wibra.... (yyyyy) płakanie do poduszki, gdy się opamiętają!



A teraz pointa: wiecie, dlaczego tak czepiam się do tekstów? Otóż taki koleś przez 3 minuty gada o tym, jaki on to jest biedny, że pracy nie ma, dziewczyna go rzuciła itp., a potem zgarnia za to kasę. Znalazł już pracę (zajmuje się "muzyką" - celowo piszę w cudzysłowie ;-P), jest popularny, ale dalej narzeka na system, władze i te sprawy.

I poraz kolejny: taka kultura! Jeśli znasz kawałek "Szare Dni" Warszafskiego Deszczu to właśnie tam masz doskonały przykład narzekania. ("ty byś mógł mieć rozje***ne FSO 1500, gdybyś tylko gotówki miał więcej" itd.) Tu poprostu trzeba narzekać. A czemu skoro ktoś ma pieniądze i sławę musi natychmiast akceptować panujący system? Przecież skoro był zły gdy byłeś biedny to chyba nie odmieni się natychmiast po wzbogaceniu się?


Hip hop także jest muzyką komercyjną (vide MOLESTA).

A czemu upatrzyłeś sobie Molestę jako przykład komercyjności? Akurat moim zdaniem trochę chybiony przykład. Prędzej wskazałbym na takiego Fisza! Toż to raczej muza robiona właśnie pod publikę i celowo wykonywana w takie sposób aby była "jadalna" nie tylko dla hiphopowca ale i dla "szarego" słuchacza!
Zresztą powiem tak: każdy skład jest komercyjny! Każdy, który wydał LEGALNIE swój materiał, bo nie ma co ukrywać, zrobił to dla kasy przedewszystkim.


Wiem, że słuchacze hh znienawidzili Liroya za to, że się skomercjalizował,

Czy słuchacze? Raczej nie słuchacze bo płyty Liroya wciąż idą jak świeże bułeczki, sprzedają się naprawdę świetnie w porównaniu do tych "niekomercyjnych" składów. Piotra Marca (bo tak nazywa się Liroy, hm, chyba się nie pomyliłem..., ale byłby obciach;))) znienawidziła raczej słynna "Pierwsza Polska Scena Hip-Hop'owa". Za co? Ano tłumaczenia były różne, że za stary, że po dorobieniu się wyniósł się z ulicy na salony itp. A jak zapewne wiesz Liroy ma to wszystko gdzieś i nagrywa dalej, nie wstydzi się komercji (ma zresztą kontrakt z wielką firmą jaką jest BMG Poland) i robi to cholernie dobrze! Przyznam Ci rację, iż komercja zdecydowanie pomaga w podniesieniu swego poziomu, ale o tym pisałem już wcześniej.

ale nie zauważają, że w komercyjnych TV jest coraz więcej klipów hiphopowych.

No nie wiem, czy tak dużo. Właściwie czy ktoś prócz polskiej VIVY i MTV daje HH? Nie! W Polsacie hula disco-polo, w jedynce różne pop-gwiazdki itd. HH w tych naprawdę "max komerchach" nie ma i raczej nie będzie. Przyczyną może też być to, iż mało który HHowy składzik da swój klip do jedynki...

Ponadto hiphopowe utwory niekomercyjne są gorsze niż komercyjne (czyli tragiczne/fatalne/dołujące - niepotrzebne skreślić).

Mmmmmm, to przecie OCZYWISTE! Różnicą jest mieć kasę i nagrać coś w profesjonalnym studiu a różnicą robić nagrywki w domu. Zresztą na niektórych płytkach hiphopowych (vide "Nastukafszy" Warszafkiego Deszczu) zamieszczane są obok utworów studyjnych także te z czasów amatorki i tam jak na dłoni widać różnicę poziomów.

Ludzie! Klapki z oczu! Ten świat JEST komercyjny i nic na to nie poradzicie. Na razie tylko Grammatik to rozumie.

Tja, Grammatik to jakby oddzielny rozdział polskiego HH. Chlubny niewątpliwie rozdział. Żadnego ściemniania, że nie są tym, kim są, wspaniała muza i brak tego największego minusa, nad którym tak tu ubolewałeś: dennych tekstów. Oni są naprawdę niesamowici jeśli chodzi o muzykę i choć ich lirykę również przepełnia pesymizm to mają w sobie to "coś" co prócz profesjonalizmu (czy komercji, zwijcie to jak chcecie) jest wyznacznikiem sukcesu. Ja śmiało nazwałbym to Wielkim Talentem ( i to przez największe "T") do robienia Hip-Hopu!

Ja sam jestem kimś na kształt antymaterialisty, ale nie będę się wygłupiał i protestował przeciw temu, gdyż przypomina to walkę z wiatrakami. Kapitalizm be? To przywróćmy socjalizm i będzie fajnie! Już nie mogę się doczekać powrotu kartek na mięso!

A tu odbiegasz od tematu. To niby z HH będzie wszystko w porządku jak będzie socjalizm? Nie pojmuję.

Myślę, że wśród czytelników AM są i skejci, więc powinny pojawić się głosy przeciwne moim poglądom. Może ktoś przeciwny mojemu zdaniu będzie bluzgał na inne subkultury. Od razu zaznaczam - nie należę do żadnej z nich. Dzięki temu mogę rozmawiać z kim chcę i zachowuję swoją indywidualność.
Reasumując - jestem przeciwnikiem kultury hiphopowej. Niemniej jednak chciałbym wywołać polemikę na temat tejże. Może temat zejdzie np. na rolę subkultur itp. Z niecierpliwością czekam na ROZSĄDNE polemiki (tzn. jeśli napiszesz, że się nie znam, że nie rozumiem tekstów i że hh jest cool, po prostu zignoruję Cię).

Drogi szacowny Szkodku, jak możesz twierdzić, że nie należysz do ŻADNEJ subkultury? Owszem, należysz do tej, która do żadnej nie należy! I widzisz, wpakowałem Cię! Jak też mogę tak stwierdzić, że nie należałem do kultury HH bo nie nosiłem szerokich spodni, obcowałem z ludźmi innej subkultury itp. Ale słuchałem Hip-Hopu, więc chcąc, nie chcąc byłem z nią w jakiś sposób związany! Chociażby tylko przez muzykę! Czy zatem rock i metal (bo takie gatunki muzyki wymieniłeś jako tolerowane przez Ciebie) uznajesz za muzykę "bezsubkulturową"? I widzę, że ponad wszystko masz się za indywidualistę, a więc w swoim mniemaniu jesteś inny od wszystkich, lepszy? A tak ganisz hiphopowców za wysokie mniemanie o sobie! Zapamiętaj: NIGDY nie będziesz indywidualistą, bo indywidualista to odmieniec! Czy stać Cię na to i jesteś na tyle silny psychiczne aby robić inne rzeczy niż większość? Inaczej się ubierać, zachowywać? Jakie środowisko wtedy Cię zaakceptuje? I pamiętaj, jeśli ktoś nie ma czegoś takiego jak inni to dla tych innych nie ma NIC!

Reasumując próbowałem troszkę obronić muzykę hiphopową sam jednak wytykając jej błędy i niedociągnięcia. Ostatecznie pozostawiam Wam czytelnikom i Tobie Szkodku krótką myśl: sami wybierzecie to, czego chcecie słuchać i to, co dla Was jest dobre w WASZYM mniemaniu. Przynajmniej postarajcie się aby nikt Wam nie narzucał tego, jacy macie być.
Ja widzę w rymach HH przesłanie i głębię większości tekstów, Szkodek jej dostrzec nie potrafi - gdzie zatem racja? O tym rozstrzygniecie już sami.


SZkodek (np. Myslovitz "Bunt szesnastolatki")
szkodek@poczta.fm


Aha, jeszcze jedno. Jeśli chcesz mnie skontrować "Sensacją" Fenomena, to nawet nie próbuj. Teledysk jest taki sam jak inne, text - denny i podkreślający wysokie mniemanie o sobie hiphoperów. "Nie masz pojęcia, czym jest kultura hiphopowa..." - no pewnie, ze nie mam i się tym szczycę. BTW: a co to jest według Ciebie?

Mogę Cię o coś spytać? Skoro nie masz pojęcia czym jest kultura hip-ha.o.pe to jakim kur... de prawem śmiesz ją krytykować?!?! Najpierw może ją poznasz a potem będziesz sobie po niej jeździł? Jednak mam pewne podejrzenia, iż mocno bronisz się przed "Sensacją" z jednego powodu: jej tekst jest kierowany WPROST DO CIEBIE! To zupełnie jak z zatwardziałym antysemitą. Zabiłby każdego kto nawet przypomina żyda, a co wie o ich kulturze? Yyyy, w mordę NIC! I weż do serca sobie słowa TeDego: "Ty możesz nie rozumieć z tego nic, poprostu tak musi być!".


A teraz mały szok dla Ciebie Szkodku: skoro ganisz HH za pewną pustkę, która przez tą muzykę przemawia co w takim razie sądzisz o drum'n'bass'ie, którego ja ostatnio słucham? Szczytem głupoty jest dla Ciebie? Słów brak, tylko MC coś tam pobredzi czasem, przesłania żadnego i jedynie beat+bass. A powiem Ci jedno: wszystko to jest ROZRYWKĄ i ma nas bawić, a zbytnie angażowanie się w odbieranie zjawiska show-biznesu jest wyjściem niezbyt mądrym ani poprawnym. Trzeba być sobą (w sensie zachowania własnego ego, a nie takiej indywidualności aż do odmienności) bez względu na to, co do nas dociera z zewnątrz, szkoda jedynie, iż jakże ogromna część młodzieży zatraciła się w kopiowaniu produktów tegoż interesu! Nie są już Markiem, Darkiem i Justyną a Britney, Enrikiem, czy chociażby i Fiszem...


Jeśli ktoś się ze mną twardo nie zgadza to ja również bardzo zapraszam do polemiki albo via mail albo na łamach maga.

Polemizował z niewiadomym skutkiem:
Dzej
jedenastka@pf.pl


A ja sobie pozdrowię, jeśli pozwolisz Qn'ik?

No to pozdrawiam:

Wszystkich zajaranych polskim HH, zajaranych dram i basem, a w szczególności: WSZYSTKIE ekipy z Łodzi (szczególnie Triadę [Charly, Krusty, Dusky, Apach], Weekenders, Ketle Drums, MC Komet, MC Maniac), DrumTown (Bydgosz+Toruń), ludzi z chata Soniców, MC Pikadę, Hypnotica, ludzi z #bg (Wasiek, Asta i Cash_THC), reszta mord (Florek- zielone światełko?;), ekipa AM: HEXio, Qn'ik (dzięki za wszystko) Do następnego przeczytania!

I jeśli jeszcze mogę: jeśli ktoś lubi techniczną muzę (szczególnie d'n'b) a za bardzo nie ma jak się do niej dostać (mieszka np: w małym mieście) a ma dostęp do neta to może zajrzeć na
stronę i posłuchać w real audio muzyki miksowanej NA ŻYWO przez DJ'ów w każdy piątek od 0.30 do 6.00!!!!