Po powrocie do lasu Ilex natychmiast zjechał windą
na dół do swej sekretnej kryjówki. Nie zawitał w domu nawet
na chwilę. Wysiadł na pierwszym,najpłycej pod ziemią
umieszczonym piętrze. Mały pokoik był pusty,jesli nie licząc
stolika
z wideofonem. To właśnie do niego podszedł Ilex i przytrzymał
klawisz z piątką. Na wyświetlaczu pojawił się czerwony pasek
ładowania,a głos sekretarki powtarzał: "Łączę rozmowę".
Pojawiła się twarz profesora Oak'a.
- Witaj,profesorze.
- A,witam,witam,mistrzu Ilex.
- Wiesz po co dzwonię,Sammuelu. Czy są jakieś wieści?
- Niestety. Poszukiwania utkwiły w martwym punkcie. O ile
legendy i stare kroniki mówią wyrażnie o istnieniu tego
miejsca,nigdzie nie ma adresu,ani telefonu kontaktowego,hehe.
- Szukaj dalej. Dzięki za pomoc przyjacielu. Air City pozostaje
nadal poza moim zasięgiem.
- Przykro mi. Znam twój pęd do eksploracji świata,ale nie
wiadomo,czy w ogóle ono istnieje.
- Jestem tego pewien. Najpotężniejszy z trenerów musi mieć
gdzieś siedzibę. Przeszukałem cały Pokemon World,ale nigdzie
nie znalazłem śladu po PokeGod. Bóg musi gdzieś być,a
najprawdopodobniejszym "adresem" wydaje się zaginione
Air City.
- Powodzenia,Ilex.
- Rozłączam się.
Po naciśnięciu wyłącznika mistrz oparł się o stolik i
westchnął. Cały czas nic. Jedyną nadzieją pozostaje już
tylko wielka biblioteka na szczycie Góry Shirogane,szczytu o
srebrzystych skałach. Nieiwielu ludzi wiedziało w ogóle o jej
istnieniu. Ale budynek niustępliwie wznosił się na stromych
stokach góry. Suchość,bardzo rozrzedzone powietrze powodowały,że
księgi nie psuły się i były zdatne do użytku. Ilex tylko raz
był w bibliotece i nie widział tam człowieka. Ale kiedy chciał
wynieść kilka książek,aby zabezpieczyć je w pomieszczeniach
swej kryjówki coś powstrzymało go. Był wtedy jeszcze słaby,więc
nie zdołał się przeciwstawić. Rzucił książki i wybiegł z
krzykiem prawie spadając z góry. Teraz miał pewne niejasne
podejrzenia co do "bibliotekarza" i zamierzał się z
nim zmierzyć. Tylko tam mógł znależć coś o PokeGod i jego
przybytku - mitycznym Air City.
Podróżował nocami,aby nie wzbudzać sensacji na
terenach,nad którymi przelatywał. Nie byłoby nic
dziwnego,gdyby leciał na Pidgeot lub na paralotni,ale Ilex
siedział po turecku na grzbietach kilku lecących blisko siebie
Heracross'ów. Ogromne żuki ciagnęły całą chmarą za niosącymi
mistrza. Wyglądało to,jakby człowiek siedział na
wielkiej,czarnej chmurze wydającej warkot dziesiątek skrzydełek.
Po dwóch nocach lotu Pokemon'y zaczęły stopniwo
obniżać lot,aż w końcu wylądowały przed budynkiem Centrum
Pokemon w kraterze u podnóża góry. Tu mógł już bez obaw
poruszać się za dnia. Ludzie znali go,a wieści stąd zawsze
wzbudzały tylko niedowierzanie wśród ludzi spoza krateru. A
zjawiska zachodzące u podnóża i na samej górze mogły je
rzeczywiście wzbudzać. Wiele razy mieszkańcy obserwowali,jak
trawa gnie się pod naporem niewidzialnej siły,która pozostawiała
piękne wzory z położonych roślin. Widzieli też wiele razy
zorzę,dziwne nie znane Pokemon'y,a nawet kiedyś wioska została
zniszczona przez ogromnego Tyranitara. Potwór został jednak w
porę poskromiony. Ilex trzymał go teraz w swej kryjówce. Do
schwytania go musiał użyć MasterBall. Ale było warto. Od tej
pory ludzie z krateru odnosili się do niego życzliwie. Mógł
liczyć na pomoc w wejściu na Shirogane. Lecz nie potrzebował
jej.
Pomimo,że w kraterze było zawsze ciepło i przez
okrągły rok trwały żniwa u podnóży Shirogane,Ilex musiał
założyć kurtkę. Tam gdzie już doszedł było zimno,a na skałach
leżały czapy śniegu. Droga była dośc niebezpieczna,ale chłopiec
posuwał się szybko i pewnie.
Po kilku godzinach marszu musiał przystanąć. Nogi
odmawiały posłuszeństwa. Usiadł na skale i zaczął jeść
kupione na dole zapasy. Gdy skończył rozejrzał się wokół
siebie. Już wcześniej uwagę Ilex'a zwróciły śmieci leżące
w miejscu jego postoju. Pozostałości po ognisku świadczyły,że
jeszcze całkiem niedawno ktoś tu obozował. Ludzie z osady nie
wchodzili tak wysoko,a nikt inny nie wiedział o bibliotece. Chłopak
uznał jednak,że jest zbyt podejrzliwy.
Spokojnie dotarł na sam szczyt. Pogoda dopisywała
i wszystkie przeszkody usuwały się spod nóg chłopca. W końcu
zastukał do wrót biblioteki. Ogromne,rzeżbione odrzwia
przedstawiały historię powstania budynku na szczycie.
Masywne,grube ściany chroniły księgi wewnątrz. Nie widać było
żadnego okna. Nikt nie odpowiadał na pukanie,więc Ilex naparł
całym ciałem na drzwi. Ustąpiły nadspodziewanie lekko.
Wiedział o strażniku,pamiętał nauczkę jaką dostał
poprzednim razem. Naprzeciwko drzwi stało ogromne biuro. Podszedł
do mebla i przeszukał szuflady. Stary,spróchniały zeszyt
rozsypał mu się w rękach. Ruszył ostrożnie ku regałom. Zdjął
plecak i wyjął płócienny worek pełen żółtych kul. Chciał
jak najszybciej opuścić to miejsce. "Bibliotekarz" mógł
nie żyć,wyjść,mógł zrobić wszystko,ale mógł stać dalej
na straży zbiorów.
- Pędż,ItemBall - zawołał Ilex i rzucił specjalnym
PokeBall'em w pierwszy z brzegu regał. Urządzenie wchłonęło
w siebie księgi i mebel i wróciło do właściciela. Ilex zrobił
to jeszcze dziesięć razy. Wyczyścił z książek cały jeden
rząd. Cały czas czuł na sobie czyjś nachalny wzrok,ale nie
zwracał na to uwagi i coraz szybciej zaczynał zbierać książki
do zabrania. Nagle nie wytrzymał i odwrócił się. Pod sufitem
Ilex dostrzegł niewyrażny kształt. Wyglądało to,jakby
przyczajony człowiek kucał na jednej z belek pod sufitem.
- Kto tam jest? - zapytał głośno,ale głos zadrżał mu
nieznacznie.
Bez odpowiedzi. Kształt pod powałą rozmył się i znikł. Ilex
odwrócił się szybko i spostrzegł cień przemykający się między
regałami. Bez słowa rzucił ItemBall'e w kolejne trzy regały.
Kule wpadły same do plecaka. Została jeszcze połowa półek.
To między nimi ukrywał się strażnik.
Ilex przestał chwytać księgi.
- Jestem Ilex Dainties z puszczy Ilex. Byłem tu już kiedyś i
natknąłem się na coś. Księgi,które chciałem zabrać musiałem
zostawić. Teraz wróciłem tu po nie. Kim jesteś?
Kiedy przebrzmiało echo tych słów między regałami,pod
sufitem i przy wrotach rozbrzmiał chichot i pojedyncze słowa,których
nie sposób było zrozumieć. Ilex rozglądał się nerwowo.
- Oto sztuka fantomizacji chłopcze !
Ilex znów nie dostrzegł nikogo. Naokoło zaczęły pojawiać się
zjawy,które rozmazywały się i znikały,po to aby znów się
pojawić po kilku sekundach.
- Znam tą technikę. Wiele Pokemon potrafi ją wykonywać. Nie
zadziwisz mnie czymś takim.
- Pokemon! Jestem człowiekiem. Czy znasz kogoś kto to potrafi?
- Nie.
Cisza aż drażniła Ilex'a. Chciał dowiedzieć się kim był
bibliotekarz. Żaden człowiek na świecie nie potrafił być aż
tak szybki. Nawet Chuck z Cianwood,najlepszy wojownik w Pokemon
World,nie potrafił tak walczyć.
- Jam jest Ursubar! Najpotężniejszy wojownik na świecie.
- A ja Ilex! Najpotężniejszy trener Pokemon na świcie -
odkrzyknął gdzieś pod sufit.
- Czy znasz moje imię,mistrzu? Ursubar,Trener Bez Pokemon'a
znalazł swe przeznaczenie.
- Trener Bez Pokemon'a. Znam cię. Żaden z nich nie był tobie
przeznaczony. Żadnego nie mogłeś schwytać,ani żaden nie
chciał przyłączyć się do ciebie. Znalazłeś wreszcie
przewodnika duchowego?
- Tak.
- Więc wyjdż i rozegrajmy mecz.
Znów cisza zaległa między regałami. Ilex rozglądał się wokół
siebie. Czekał na odpowiedż lub atak.
Nagle obok jego stóp rozbrzmiał metaliczny pogłos.
Spojrzał i od razu otworzył oczy szerzej. W kamienną podłogę
wbiły się trzy shurikeny - broń ninja w kształcie gwiazdki. Z
czego musiały być zrobione,aby nie złamać się na posadzce.
Ursubar musiał być też niewiarygodnie silny. Ilex czuł
strach,ale wiedział,że dla pozostałych ksiąg warto zaryzykować.
- Cały czas atakujesz z ukrycia,dlaczego nie wyjdziesz do
otwartej walki? Niech zobaczę twego niezwykłego Pokemon.
- Ja ustalam zasady. Będą trwać dwie walki w tym samym czasie.
Mój Pokemon na twojego i ja sam przeciw tobie. Obie walki zakończą
się śmiercią któregoś.
- Nie. Bez zabijania.
- Nie będzie więc walki,a ja i tak cię zabiję.
Ilex rzucił się do worka z pozostałymi ItemBall'ami i szybko
zaczął rzucać nimi w regały. Prawie wszystkie znajdowały się
już w plecaku wraz z łupem kiedy pod powałą rozległ się
dziki śmiech.
- Nie ujdziesz z tymi książkami. Są w nich zawarte tajemnice
niewyobrażalne dla śmiertelnika...
- Nie jestem śmiertelnikiem - wrzasnął Ilex.
Cisza znów ubodła chłopaka. Zabrał już wszystkie półki
wraz z księgami. Wór z łupem zapakował do plecaka i zarzucił
go na plecy. Pobiegł w stronę wyjścia. Otworzył drzwi i już
był jedną nogą na zewnątrz,kiedy spadła na niego krata.
Stopa znajdowała się między grubymi prętami. Cofnął ją i
zacisnął pięści w geście bezradnej wściekłości.
W końcu zrzucił plecak i zawołał:
- Niech tak będzie. Chcesz walki dostaniesz ją. Jednak ja cię
nie zabiję. Wezmę inną nagrodę za swe zwycięstwo. Zobaczysz
jaką. A teraz chodż. Czekam.
Na środku opustoszonej biblioteki zmaterializował się kształt.
Był to ogromny człowiek z długimi czarnymi włosami. Na
szerokiej piersi wisiał naszyjnik z pazurów jakiegoś Pokemon'a.
Miał na sobie tylko cienkie spodnie ze skórki. Na stopach miękkie
mokasyny. Na żebrach po prawej stronie widniały szerokie blizny
pozostawione przez szpony.
- Ursubar. Trener bez Pokemon'a - stwierdził mężczyzna.
- Słuchaj,pozwól mi odejść,te księgi nie przydzadzą ci się...
- Nie chrzań. Ja potrafię czytać. Wiem,co w nich jest.
- Nie wyglądzasz na takiego co w ogóle coś wie. Kim jest twój
przewodnik?
- Potężny Ursaring. Kim jest twój? Caterpie? A może Magikarp?
- Kimkolwiek by nie był,nie użyję go do walki z tobą. Jest
zbyt silny. Jest boski,a ty nie miałbyś szans.
Bez słowa Ursubar wypuścił Ursaringa. Niedżwiedż przewyższał
swego ogromnego pana o trzy głowy. Pierścień z jaśniejszego
futra na jego brzuchu srebrzył się tak,jak jeszcze nigdy Ilex
nie zaobserwował u tego gatunku. Ilex również
w milczeniu wypuścił swego Pokemon'a. Był to malutki Pichu.
Elektryczny maluch skrzył się i czasem lekko wyładowywał
moc,która wręcz rozsadzała mu policzki.
- Heh,to będzie łatwe zwycięstwo,Ursaring! Do ataku!
Pochlastaj tego małego.
- Pichu,unikaj jego pazurów,bo jeden jego cios zabije cię!
Doprowadż go do wściekłości unikami,ale... - Ilex nie dokończył,bo
potężny cios niewiadomo skąd oderwał go od ziemi. Nie zauważył
kiedy Ursubar zniknął. Teraz wojownik stał za chłopakiem i
podrzucił go w górę kopnięciem. Mężczyzna zamachnął się
i potężnym ciosem pięści posłał spadającego Ilex'a na
stare biurko. Wojownik uśmiechnął się pogardliwie,gdy ciało
znieruchomiało pośród popękanych desek. Jednak po chwili
podszedł do ofiary i schylił się po nią. Potężna dłoń
zacisnęła się na kurtce chłopaka unosząc go do góry jak
lalkę. Na oczach miał lima,z nosa i ust leciała krew,brakowało
też jednego zęba z przodu. Puchowa kurtka została rozdarta
przez ostre odłamki biurka. Ursubar zaśmiał się,gdy Ilex
otworzył sine oczy. Wojownik potrząsnał nim lekko i roześmiał
w głos.
- No,proszę,jeszcze dycha. Rzeczywiście jesteś twardy,skoro to
przeżyłeś. Ale już niedługo. Jakieś ostatnie życzenie?
- Uuuuchh...Jasne - Ilex uśmiechnął się z bólem - Chciałbym,abyś
teraz... - zakaszlał wypluwając krwawe balony - odwrócił się...
Hehe... Uuuch...
Pichu stanął naprzeciw ogromnego przeciwnika.
Rzucił się do przodu i w ostatniej chwili skręcił przed
ciosem uzbrojonej w pazury łapy. Kolejny zamach Ursaringa także
chybił. Po nim Pichu znikł. Ogromny niedżwiedż zastygł w
bezruchu. Małego nie było,chociaż wyrażnie wyczuwał go
bardzo blisko. Ursaring rozglądał się nerwowo,ale przecież
nie było już żadnych regałów,więc nie miał się gdzie ukryć.
Nagle usłyszał cichutkie: - Pi. Pi. Pipi. Pipipipi. Chuuuuuuu!!!
Przerażający okrzyk pochodził gdzieś z dołu. Ursaring
zamachał łapami i spostrzegł,że wróg jest uczepiony jego
lewej łapy. Tej,którą niedawno się zamachnął. Wrzask Pichu
nie był bezpodstawny. Poprzedzał on jego atak i oto teraz
prosto w pysk wroga uderzył potężny piorun kulisty. Pichu
zgrabnie zeskoczył w momencie,gdy Ursaring zaczął się chwiać
i po chwili padł na posadzkę biblioteki z głośnym plaśnięciem.
Pichu zaiskrzył triumfalnie i rozejrzał się w poszukiwaniu
Ilex'a. Krzyknął,gdy zobaczył swego przyjaciela w ręku
wojownika. Szybko doskoczył do powalonego Ursaringa i zaczął
klepać go po pysku. Gdy niedżwiedż słabo otworzył oczy malec
pokazał mu całą długość swego języczka i uciekł. Rozwścieczony
przeciwnik poderwał się i z głośnym wrzaskiem rzucił się w
pogoń. Pichu uciekał klucząc aż stanął bezpośrednio za
Ursubarem. Niedżwiedż widząc,że malec nie ma gdzie uciec
zamruczał ironicznie i uderzył otwartą łapą w potężną
pierś. Zahuczał grożnie i otworzył paszczękę. Między kłami,pod
podniebieniem zaczęły pojawiać się malutkie drobinki energii.
Cząsteczki krążyły coraz szybciej aż w końcu zaczęły złoto
błyszczeć. Wtedy Ursaring lekko się nachylił i rzygnął w
kierunku Pichu ogromną wiązką energii. Hyper promień z
grzmotem leciał w kierunku małego Pokemon,a.
- No i po grzyba? To i tak cię nie uratuje! Jesteś
już trupem.
- Dobra,ale... huh*,spójrz za siebie...
Ogromny wojownik z krzykiem puścił Ilex'a. Pichu i jego pan
odczołgali się szybko na bok kiedy ogromna fala mocy Ursaringa
uderzyła w Ursubara. Mężczyzna z wrzaskiem poddał się
naporowi ataku. Niedżwiedż ryknął żałośnie rozumiejąc już
co zrobił. Jego pan wyleciał przez dach przebijając własnym
ciałem dachówki. Ursaring rzucił się na leżącego w krwii
Ilex'a i chciał wbić w niego szpony,.ale Pichu powstrzymał go
lekkim wyładowaniem. Pamiętając poprzedni atak malca Ursaring
cofnął się. Padł na podlogę i zaryczał głęboko. Ilex uniósł
się słabo na łokciu i odpiął jeden PokeBall z pasa. Podał
go Pichu,a ten podbiegł z kulą do płaczącego Ursaringa i wyciągnął
ją do niego. Niedżwiedż z mokrymi oczami spojrzał na
Ilex'a,który teraz z powrotem położył się.
- Pi,chu,pichu.
- Ursaring,ursa... - rzekł z wściekłością,ale widać było,że
jest w rozpaczy.
- Pichu,pi - przekonywał maluszek.
- Ring?
- Pi,pi,pi.
-Ri,sa,ur,ing !!! - wrzasnął niedżwiedż i ochoczo poddał się
promieniowi z PokeBall.
Mały Pichu podszedł do Ilex'a i podpiął kulkę pod jego pas.
- Hej,Pichu?
- Pi?
- Co on powiedział na...koniec? Bo nie zrozumiałem...huh,hunh...
- Pi,pichu,pika.
- Heh,więc jednak wy też macie to przysłowie... Huh,hunh,hehe...
* - huh to dżwięk kaszlnięcia. Nie dało się po prostu lepiej zobrazować tego dżwięku,a był potrzebny do wzbogacenia tekstu. To chyba lepsze od "kaszl".