Statek płynął powoli po bezkresnym oceanie. Słońce
oświetlało jego pokład,na którym nikogo nie było,oprócz śpiącego
z głową na sterze marynarza. Nagle drzwi kajuty otworzyły się
i na deski wyszedł mężczyzna ubrany w pomarańczową koszulę
i kremowe spodnie. Na plecy opadała burza włosów. Podszedł do
śpiącego sternika i położył dłoń na jego ramieniu.
Marynarz natychmiast otworzył oczy i chciał poderwać się na
nogi.Budzący powstrzymał go.
- Nie spiesz się,panie Jones. Dopiero świt,a wyspa daleko przed
nami.
- Zasnąłem. Ale tylko na chwilę! - zastrzegł się Jones.
- Idż i obudż wszystkich. Wezwij,Umio,mego wnuka.
- Już się robi,kapitanie! - marynarz uderzył się kantem dłoni
w głowę i pobiegł pod pokład. Kapitan odprowadził go
wzrokiem i odpiął od nabijanego ćwiekami pasa PokeBall. Kula
powiększyła się w dloni reagując na ucisk i otworzyła się
wypuszczając na pokład dużego Pidgeot. Ptak rozpostarł skrzydła
i krzyknął.
- Witaj,Pidgeot! - kapitan zasalutował.
- Pidgeoooo!
- Leć,Pidgeot i zobacz,czy nie ma gdzieś w pobliżu wyspy,na której
moglibyśmy uzupełnić zapasy wody. Pokemon odleciał zataczając
przedtem kilka kręgów nad okrętem. W momencie,w którym na pokład
wszedł opalony chłopiec w błękitnej koszulce ptak zniknał na
horyzoncie. Chłopak,zakładając na szyję łancuszek z
zawieszonymi dwoma płytkami,podszedł do kapitana.
- Jak daleko,jeszcze?
- Jeszcze jeden dzień i dopłyniemy. Wysłałem Pidgeot na
poszukiwanie wody.
- Pozwól mi też poszukać wyspy,dziadku!
- Nie. Nie popłyniesz przecież wpław - mężczyzna zaśmiał
się lekko,gdy chłopiec zmarszczył brwi.
- Mam przecież Pokemon'y - powiedział chłopak wyciągając
przed siebie ręce z PokeBall.
- Dobrze,idż. Tylko nie oddalaj sie za bardzo.
Umio uśmiechnął się i wyskoczył za burtę. Pod wodą wypuścił
Gyarados'a i po chwili obaj wypłynęli na powierzchnię. Kapitan
obserwował parę. Nie krył dumy. Ciężko jest wytrenować
dobrze Gyarados'a,a jego wnuk dokonał tego. Pracował długo i
cierpliwie,ale udało mu się.
Przez kilka minut chłopiec płynął obok Pokemon'a.
Ale potem wsiadł na jego kark. Gyarados zanurkował i wynurzył
się z jeżdżcem prawie dwieście metrów od statku. Ogromny wąż
morski pruł wodę. Zniknęli w tym samym miejscu widnokręgu,co
Pidgeot kapitana. Tymczasem ptak odkrył małą wyspę. Głośnym
krzykiem ogłosił to całemu morzu. Krążył nad lądem łagodnie
opadając w kierunku strumienia między drzewami. W końcu
zanurzył dziób w chłodnej wodzie i upił kilka łyków. Nagle
poderwał się. W cieniu krzewów siedział młody chłopak.
Pogryzał jakiś owoc. Uniósł dłoń i pozdrowił Pokemon'a.
- Pidgeot! - powiedział Pidgeot.
- Ilex! - powiedział Ilex.
Obaj pogrążyli się w dotychczasowych czynnościach. Zęby chłopca
zatopiły się w miąższu,a dziób ptaka w wodzie. Nie trwało
to długo. Ogryzek upadł na ziemię nieopodal Ilex'a. Pidgeot
podniósł głowę i zaczął obserwować człowieka.
Z plecaka wyjęty został PokeDex. Nie był zwykły. Cały złoty
ze srebrzystymi smużkami. Urządzenie zreferowało Pokemon'a i
zamilkło.
- Czy chciałbyś się przyłączyć do mnie? - spytał grzecznie
chłopak.
- Pidge! - odpowiedział Pokemon.
- Szkoda. Zresztą,mam już takiego jak ty. Spójrz! - po tych
slowach z PokeBall wystrzelił w powietrze Pidgeot chłopca. Ptak
załopotał skrzydłami i krzyknął - Witaj,Pidgeot! Chciałem
ci przedstawić mojego nowego znajomego.
- Pi!
- Tak,nie można powiedzieć,aby wyglądał na silnego,ale nie sądż
po pozorach - z przekorą pokiwał palcem Ilex. Pokemon kapitana
statku nie dał się sprowokować i wzbił się w powietrze. Puścił
mimo uszu dalsze komentarze trenera i odleciał w kierunku,z którego
przybył.
Gyarados mknął szybko.Nie przeszkadzał mu ciężar
na karku. Umio głaskał Pokemon'a i od czasu do czasu zwilżał
mu morską wodą łeb. Nagle zwolnili i z radością przywitali
widok wyspy. Chłopak pomachał do lecącego przed nimi powracającego
do pana Pidgeot. Morski smok zrzucił trenera z grzbietu i
zanurkował. Umio spostrzegł,że stoi na mieliżnie. Zawrócił
Pokemon'a i ruszył w kierunku plaży. Brnął powoli zapadając
się w piachu. W końcu dotarł na ląd i padł na ziemię. Biały
piaseczek był nagrzany i sprawiał przyjemność jego dotyk. Po
chwili chłopak wstał i poszedł w kierunku drzew,aby odszukać
strumień,który musiał odkryć Pidgeot.
Zerwał po drodze kilka owoców. Sprawdził ich
twardość i natychmiast ugryzł. Nie spostrzegł się kiedy
natrafił na rzeczułkę. Usiadł na kamieniu. Poczeka tu na
dziadka,który na pewno tu przypłynie.
Po godzinie Umio,najedzony i wypoczęty,wyszedł na
plażę,gdzie z zaskoczeniem zarejestrował obecność chłopaka
w swoim wieku. Koszula z długimi rękawami okrywała plecy
nieznajomego. Rozpięta była na piersi ukazując czarną koszulkę
z logo Ligi Pokemon. Miał też czarne spodnie i równie czarne
buty ze skóry. W ogóle nie zwracał uwagi na Umio. Patrzył na
fale rozmarzonym wzrokiem. Nagle stwierdził,mówiąc nie wiadomo
do kogo:
- Nie lubię wody.
- W takim razie jak tu dotarłeś? - spytał Umio siadając obok
chłopaka.
- Powietrzem oczywiście - stwierdził,tak jakby mówił,że
teraz świeci słońce.
- Jesteś trenerem Pokemon? - spytał Umio.
- Tak. Wiesz,niedawno widziałem tu Pidgeot. Rozmawiałem z nim.
- To ptak mego dziadka. Podróżujemy statkiem po morzach.
Cisza.
- Słuchaj,jak mogłeś rozmawiać z Pokemon'em? - przerwał
milczenie Umio.
- Każdy dobry trener rozumie nie tylko swoje Pokemon'y,ale
wszystkie inne też. Pokemon rozumie człowieka,ale sam nie może
mówić. Chociaż...znałem kiedyś gadającego Pokemon'a,Meowth.
- Mozna nauczyć mówić Pokemon'a?
- Oczywiście. Ale to on sam musi chcieć. Tobie nie może to
nawet przyjść do głowy. Niektóre z nich,te doświadczone i
potężne,porozumiewają się z trenerem myślami.
- To ciekawe. Jesteś tak młody jak ja,a wiesz tak dużo.
- Nie jestem aż tak młody. Poza tym,jestem mistrzem - powiedział
chłopiec.
- Mistrzem? Nie wyglądzasz!
- Nieważne jak wyglądam,ważne że nim jestem. Chyba nic o tym
nie wiesz.
- O czym? - spytał poważnie Umio.
- O Pokemon,o treningu i meczach.
- Możemy to sprawdzić.
- Nie chcesz tego.
- Chcę! Walczmy - Umio zerwał się podrywając w powietrze
drobiny piasku.
Nieznajomy bez słowa wstał,otrzepał się i czekał.
- Na co czekasz?
- Jakie warunki?
- Trzy Pokemon'y. Trzy "stadiony". Walczymy w wodzie,na
plaży i w lesie.
- Dobrze. Zaczynajmy.
Umio wszedł do wody po kolana. Przeciwnik podwinął spodnie,zdjął
buty i pobrodził,aż znalazł się na przeciwko młodego
marynarza. Nagle obaj sięgnęli do pasków. Wybrane PokeBall
powiększyły się w rękach obu chłopaków. Ilex wyciągnął
przed siebie kulę.
- Pędż,Gyarados! - krzyknął Umio i rzucił PokeBall na głęboką
wodę.
- Idż,Golduck - spokojnie rzekł drugi trener.
Oba Pokemon'y stanęły naprzeciw siebie. Gyarados przewyższał
Golduck'a wagą i rozmiarem.Pokemon Ilex'a był prawie pięć
razy mniejszy.
- Gyarado! Humunga Dunga! Tylko jeden cios! - rozkaz ten wywołał
uśmiech na twarzy Ilex'a.
- Golduck! Opanuj!
Ogromna fala wzniecona przez smoka morskiego rzucała cień na
Pokemon'a i mistrza. Umio zdziwił się,że chłopak nie czuje
strachu. Przecież to Humunga Dunga. Na niej surfował jeszcze
wczoraj na pełnym morzu. Najlepszy atak Gyarados'a.
- Spokojnie opanuj! - powtórzył Ilex.
Golduck wyskoczył wysoko w powietrze i łagodnie opadł na
grzbiet fali. Jego oczy zapłonęły niebiesko. Humunga zawróciła
pod naporem psychicznej siły w kierunku jej stworzyciela.
- Ekran! - wrzasnął panicznie Umio.
Gyarados wytworzył lekko połyskującą ściankę. Woda z hukiem
runęła na ekran i po chwili roztrzaskała go. Piana zalała
Umio i Pokemon'a. Gyarados wynurzył się na powierzchnię. Ryknął
wściekle. Smok dyszał z gniewu i poniżenia. Golduck prężył
się kpiąco i co chwila pokazywał uniesiony kciuk. Ilex śmiał
się głośno wraz ze swym Pokemon'em.
- Hahaha! Jak tam? Żyjecie? - zawołał zwijając dłoń w trąbkę
trener Golduck'a.
Umio wściekle otarł twarz z piany i przytaknął. Wskoczył do
głębszej wody i pogłaskał swego Pokemon'a. Gyarados był gorący.
Woda wokół niego leciutko parowała. Smok płonął w środku.
Chłopak wrócił na płyciznę.
- Dobrze,Gyarado. Teraz pokaż mu smoczy gniew.
Wąż morski zassał powietrze do paszczy. Na języku,podniebieniu,a
także w gardzieli zaczęły lekko połyskiwać drobinki energii.
Smok ruszył do przodu wprost na przeciwnika.
- Golduck - stwierdził tylko Ilex,a Pokemon kiwnął głową.
Pędzący Gyarados rozrzucał całe masy wody na boki. Nagle
zatrzymał się i wypluł z paszczy słup czystej energii. Smoczy
gniew był straszny. Woda parowała na drodze,którą przebywało
pasmo. Golduck w ostatniej chwili wyciągnął obie dłonie i
rozcapierzył połączone błoną palce.
Ogień uderzył. Pokemon cofnął się trochę
wzniecając tumany piachu. Umio krzyknął zdziwiony. Energia cały
czas uderzała w ręce Golduck'a. Na dziobie Pokemona'a widoczny
był tylko mały grymas bólu. Ilex zacisnął pięść i rzekł:
- Przepuść i otumań.
Golduck zanurkował przepuszczając strugę energii w powietrze.
Płynął trochę,aż jego oczom ukazał się zanurzony w wodzie
korpus Gyarados'a. Wyskoczył ponad wodę i stanął na szerokim
łbie przeciwnika. Ilex spokojnie patrzył,gdy Umio szalał.
- Zrzuć go,Gyarado! Nurkuj!
Po chwili wynurzył się,lecz cały czas z przeciwnikiem na głowie.
- Użyj swego wiru! - wrzasnął Umio.
Smok zaczął się kręcić stwarzając wiry wodne. Golduck mocno
chwycił wąsy Gyarados'a. Pociągnął do siebie jak lejce.
Trzymał się dzielnie. Wir osiągnął już meritum. Prawie nie
było już widać robiącego go Pokemon'a. Cały smok zniknął
pod zwałami wody i piany.
Nagle Golduck puścił się i wyleciał w powietrze.
Leciał,wyrzucony siłą odśrodkową,wprost na swego trenera. W
czasie lotu Pokemon położył palce obu rąk na klejnocie czołowym.
Mimo,że Golduck nie mógł go widzieć Ilex kiwnął głową.
Z czerwonego klejnotu wytrysnął strumień energii. Był to słoneczny
promień Golduck'a. Uderzony napływem wody przemieszanej z wyładowaniami
mocy Gyarados poszybował nad Umio i upadł na plażę wzniecając
kurzawkę. Ogromne cielsko sunęło gładko,aby po chwili uderzyć
w pierwsze pnie drzew. Kilka złamało się pod naporem smoka
przepuszczając go wgłąb puszczy. Umio pobiegł i dogonił
szybko swego Pokemon'a. Uklęknął przy nim i zajrzał w oczy.
Gyarados był otumaniony i pokonany. Chłopiec zawrócił go do
PokeBall. Za sobą usłyszał kroki. Odwrócił się i zobaczył,że
Ilex i jego Golduck stoją niedaleko.
Umio przeszedł obok przeciwnika bez słowa,wyrażnie
wściekły.
- Pokemon przejmuje cechy swego trenera - ze zrozumieniem
powiedział Ilex i uścisnął wyciągniętą dłoń Golduck'a.
- Co masz na myśli? - gwałtownie odwrócił się Umio.
- Nie panujesz nad uczuciami. Twój Gyarados przegrał,bo pozwolił
by opanowała go wściekłość. Zrobił to,bo wyczuł twój
gniew. Poza tym dobry trener musi kochać swego Pokemon'a bez
względu na wynik meczu.
- Dość tych przemów,tatuśku! Kocham Gyarado. Ale to nie
wystarczy. Muszę trenować jeszcze więcej.
- Mój Golduck to przyjaciel,nie obrońca,czy wojownik. Nie jest
bezwolną maszyną gotową na każde moje skinienie. Sam osądza,czy
może coś dla mnie zrobić.
Umio milczał. W końcu oparł się o drzewo.
- Jak twój Golduck wytrzymał smoczy gniew?
Ilex zaśmiał się. Przeszedł obok Umio bez słowa. Golduck
dreptał koło trenera z rękoma założonymi za głowę.
- Kontynuujmy mecz - rzekł Ilex - Jeśli chcesz,oczywiście.
Kiedy byłem młody byłem podobny do ciebie.
- Nie mów tak. Mimo wszystko jesteś tak młody jak ja. Wierzę
swoim oczom.
- Tjaaa...- Ilex ruszył na plażę. Umio pobiegł za nim.
- Walczysz dalej? - spytał szybko młody marynarz.
- Nie masz dość? Poza tym sądziłem,że to był twój jedyny
Pokemon - odpowiedział Ilex.
- Żle sądziłeś.
- Dobrze. Trening czyni mistrza.
Vaporeon Umio i wybrany przez Ilex'a Pichu stały
naprzeciw siebie. Mały Pokemon mistrza stroił miny,udawał inne
Pokemon'y i prężył mięśnie,których prawie nie miał.
- Przecież to dziecko! - zawołał Umio drwiąco.
- Coż,nie chce dorosnąć. Ja także lubię jego postać.
- Vaporeon! Szybki atak! - nagle krzyknął Umio.
- Pichu! Bądż tak słodki jak tylko ty potrafisz!
Pokemon z syrenim ogonem pędził jak burza. Jego uszy położyły
się na karku nadając głowie opływowy kształt. Nic nie mogło
powstrzymać Vaporeon'a. Pichu zaczął śpiewać piosenkę w
swym włąsnym języku :
- Pichuuuu,chu,chu,chu,pi,pi,chu,chu,chu...
I nagle zza jego pleców zaczęły wylatywać różowe,eteryczne
serduszka. Pastelowe chmurki uderzały pędzącego Pokemon'a
i coraz bardziej spowalniały go. W końcu Vaporeon zatrzymał się
i zaczął się łagodnie ocierać o małego Pichu. Dziecko
Pokemon głaskało go po pysku i łagodnie powtarzało słowa
swej piosneczki.
- Vaporeon! Atak ogonem!
- Nic z tego. Twój Pokemon tak polubił mojego,że nie zaatakuje
- stwierdził Ilex.
- Przegrałem? - spytał spokojnie Umio.
- Jeśli potrafisz wybrnąć z tej sytuacji,to nie.
- Vaporeon! Spójrz na mnie! - zawołał chłopak. Pokemon
obejrzał się na trenera,ale jego oczy były zasnute różowawą
mgłą.
- To nasz przeciwnik,Vaporeon. Musisz walczyć. Nie daj się zwieść
sztuczkom.
I udało się. Pokemon otrząsnął się z odrętwienia. Odskoczył
od małego Pichu,a jego uszy podniosły się. Zawarczał.
- Uspokój się,Vaporeon. Wskocz do wody. Niewidzialny!
Rzeczywiście. Gdy tylko syreni ogon dotknął powierzchni cieczy
natychmiast zniknął cały. Po chwili już nie było widać
w ogóle Pokemon'a. Umio triumfował,lecz Ilex spokojnie siedział
po turecku na piasku. Pichu podbiegł do swego trenera i wspiął
się mu na kolana. Chłopak szepnął mu coś i maluszek podbiegł
do brzegu wody. Włożył ogonek do wody. Umio natychmiast zawołał:
- Wodna broń!
Strumień wody,wystrzelony z niewidzialnej paszczy
Vaporeon'a,uderzył Pichu w korpus. Pokemon odturlał się kilka
metrów od brzegu. Podniósł się i zaczął iskrzyć. Naokoło
zaczęły się leciutkie wyładowania elektryczne. Ilex podszedł
do swego Pichu i klęknął obok niego na jedno kolano. Położył
dłoń na jego ramieniu. Czekali. Obaj zastygli jak posągi.
Iskry elektryczne sprawiły,że włosy stanęły na głowie
Ilex'a. Umio nie wytrzymał:
- Vaporeon! Jeszcze raz wodna broń!
Strumień wytrysnął znikąd. Ilex wstał szybko i rozszczepił
dłonią strugę. Woda obryzgała go,ale Pichu nie stała się
krzywda. Maluch tymczasem był już na brzegu. Zamoczył ogonek i
popatrzył na trenera. Mokry,oblepiony piaskiem chłopak przytaknął.
- Elektroatak!
Przez policzki,a potem także całe ciało,aż do ogona popłynął
prąd. Złotoniebieskie smugi zetknęły się z wodą. Całe
wybrzeże zostało porażone. Vaporeon nie chciał się ujawnić,ale
musiał. Nie mógł wytrzymać ataku spotęgowanego przez wodę,
w której stał. Dymiące ciało ciężko upadło. Umio podbiegł
po piachu do wody,ale został zatrzymany przez małego Pichu stojącego
mu na drodze z zaciśnietym pyszczkiem i wyciągniętą przed
siebie łapką. Chciał go odtrącić,ale po nodze przebiegł mu
lekki wstrząs elektryczny.
- Porazi cię. Jesli wbiegniesz do wody. Zawróć Vaporeon'a z
plaży - doradził Ilex.
Umio zrobił to. Odwrócił się wściekle. Zacisnął dłoń na
PokeBall'u.
- Zwariowałeś? Pieprzony mistrz! - Umio podbiegł do chłopaka
i chciał go uderzyć. Jego pięść zatrzymała się kilka
centymetrów przed twarzą przeciwnika. Powietrze wokół Ilex'a
zaświeciło się niebiesko. Ból w ręce Umio był tak wielki,że
chłopiec zagryzł na niej zęby.
- Kim ty,do cholery,jesteś?
- Ja nie daję szans. Nigdy nie zabiłbym twego Pokemon'a. Uspokój
się już. Po prostu jesteś słaby. Chodż,Pichu. Idziemy
z tej wyspy.
- Stój! - rzekł Umio - "Ja nie daję szans" to nie
imię. Kim jesteś?
- Ilex Dainties. Mógłbym powiedzieć do usług,ale nie zrobię
tego.
- Masz dowód na mistrzostwo?
- Tak,przegrałeś ze mną dwa razy. Czy to nie wystarczy?
- Nie bardzo - zaprzeczył Umio lekko drżącym głosem.
- Spójrz,oto moje odznaki - w tym momencie Ilex rozpostarł poły
koszuli ukazując połyskujące na słońcu medale. Było ich
ponad dwadzieścia. Wiele z nich było nieznane Umio. Kiedy ktoś,kto
żyłby ponad setkę lat był na miejscu młodego marynarza też
by ich nie rozpoznał.
- Na którym stadionie zdobyłeś tę odznakę? - spytał Umio
wskazując jedną z nich,w kształcie oka z wyrażnie
zarysowanymi złotymi obwódkami.
- Na stadionie wyspy Alexiantree.
- Gdzie ona jest? Nigdy nie slyszałem...
- Nie ma jej już. Nie ma stadionu. To jedyna pamiątka
wszystkich ludzi na tym świecie po tej wyspie.
- Co robisz?
- Jak to?
- No,jaki jest twój cel?
- Chcę rozegrać mecz. Z najpotężniejszym trenerem na świecie.
Szukam go.
- Kim on jest?
- Ha! Tego nie wiem. Ale wiem,że kiedyś go odnajdę.
- Jeśli chcesz,możesz podróżować z nami. Nauczyłbyś mnie
czegoś. A poza tym,wydajesz się samotny,Ilex.
- Mam przyjaciółkę. Jest tak różna ode mnie,jak to tylko możliwe,ale
to właśnie dlatego jest tak dobrze. To dlatego zawsze wygrywamy.
My,a nie ja.
- Dobrze. Jeśli będziecie chcieli kiedyś płynąć z nami,to
miło będzie mi was zobaczyć.
- Zapamiętam to,szczególnie,że znam trochę twego dziadka.
Po tych słowach Ilex Dainties odleciał na swym Pidgeot. Umio
został sam na plaży,ale już po chwili witał marynarzy swego
dziadka. Pomógł im napełnić beczki wodą ze strumienia i odpłynęli
wszyscy. Wyspa stała się tak samo bezludna jak jeszcze tego
samego dnia rano. Jedynym śladem po walce były połamane drzewa
po cielsku Gyarados'a.
< --- Poprzednia
strona Kolejna strona
--- >