Pamiętam jak dziś (no w sumie to nic dziwnego, bo było to 2 godziny temu :D), jak czytałem tekst Szwindy zatytułowany 'Harry Potter a komercja'. Przyznaję, że zgadzam się z nim w pełni i że teraz mam do tego raczej większe prawo, niż wtedy, kiedy wyzewnętrzniałem się na ten temat w moim arcie co go 'Last Caress' zatytułowałem, bo jestem już po lekturze wydanych dotychczas czterech tomów przygód o tymże właśnie chłopcu (dobra, kończę, bo mi się to zdanie trochę wydłużyło bardziej, niż bym tego chciał, a właśnie dalej to robię... :P). A dlaczego tak właściwie piszę? Powód jest prosty, a znajdziecie go poniżej, bo nie chcę nic więcej do wstępniaka wrzucać :PPP
Wszystko zaczęło się pewnego słonecznego dnia, ledwo po skończeniu raczej mało intensywnych opadów w tenże dzień, kiedy to oderwałem siem od maine computer, żeby przygotować sobie jakąś prawdziwą słowiańską strawę (w tym miejscu pozdrawiam gorąco wszystkich czytających i nieczytających ten tekst Słowaków - świetni ludzie jesteście!), czyli niedźwiedzia, którego wcześniej upolowałem na moim skleconym pośpiesznie łuku Tamże (czyli w poprzednim nawiasie) i włączyłem sobie płytę zespołu co to się zowią Metalove Lica (świetna kapelka, co to prosto z gór pochodzi, tylko ileśtam set kilometrów dalej) i lubi jeździć na świetle, czyli, jak mi tłumaczyli, skakać przez ognisko i opiekać kiełbaski, to się trochę zdziwiłem, bo mi zamiast tego poleciało w łepetynie moje nieśmiertelne już w niektórych kręgach umarłych: "Mariola walczy w kisielu, bo budyń skończył się." lub też wersja z dnia następnego po wytrzeźwieniu: "Mariola tańczy w kisielu, bo budyń skończył się.", ale po chwili usłyszałem pobrzdękiwania na instrumeńcie ludowym, co się gitara zowie, tylko podłączonym do kontaktu i zaczołek sobie łebem machać, gdy nagle sobie przypomniałem, że sobie niedźwiedzia na rożen nie wstawiłem (wbrew wszelkim pozorom nie byłem i nie jestem wstawiony - to medved jest wstawiony na rożnie i się opieka), więc poszedłem to uczynić i wtedy z nudów spojrzałem na jakąś księgę magiczną, co to je nie dla vsytkich przedstawiona, i co ja tam zobaczyłem - oj, oj, oj! - od razu się za głowę chwyciłem bo mi się znowu zaceła telepać (to podobno nie choroba sieroca, bo rodziców mam i to nawet pod tą samą strzechą) i ze zgrozom rzuciłek się do maine machine, co to ją ludzia potocnie kompiutrem siakowymś nazywajom i zaczołem stukać po takich białych prostokącikach, bo klamek nie ma, a to ostatnie małe okno mi zamurowali jak się przezeń chciałem przecisnąć ("- Siostro w kaftan tego pana proszę!"), ale im się nie dałem i poleciały nogi, ręce, flaki i nawet golizna była, ale dopiero od 18 lat, więc nie widziałem i w końcum zobacył co oni predaju: ano Harry'ego Pottera (z angielskim akcentem) sprzedają i to w każdym możliwym wymiarze i rozmiarze, i na cym sie tylko da, dlatego teraz zamiescam Wam, drodzy ludzie i ludziska, co tam ja uwidziaju i za ilek: Fasolki Berty'ego w różnych smakach za 6,49; nietłukącą zastawę stołową z oblicem HP, 21 zł/talerz; bidon z tymże czarodziejkiem za 23zł; czarna szata z emblematem Hogwartu (29zł), kapelusz czarodzieja (15 zł) i UWAGA - różdżka w komplecie z okularami za 84zł(!) oraz miotłe Nimbus 2000 (nie wiem po co komu Nimbus, jak teraz się na Błyskawicach dziarga...) za 179zł (!!!) i te dwa poprzednie elemnty są do tego z plastiku - to zakrawa na istną paranoję, bo taką zaiste jest, jakem pochodzem ze słowiańskiego praplemienia, co to się z moich praojców zrodziło i takem pozostane po wse casy i jeden dzień dłużej, jakby to powiedział pewien ubrany na czerwono-żółto pan, a na dodatek jeszcze mieszają słodycze ze słodyczami, robiąc z tego jakieś (dzieci! prosze nie patrzać, bo będzie brzydkie słowo) gówno (na pewno nie tak dobre jak mój własnołucznie upolowany medved, albo misz - jako kto woli...) i dając do rubryki z przepisami na dzień - eee... to nie miał być dzień dziadka, tylko... ehmm... rozmyslam... wiem - dziecka, i to mnie najbardziej wkurza, że z Harry'ego Pottera zrobili machinę do robienia pieniążków (jak to się nie powinno mówić :P) i jadą z tym równo, przez co wielu z tych, którym by się spodobało, tylko nań psioczy (lub obwiesza psami - wedle uznania, lub też poznania, ewentualnie Poznania, w którym nigdy nie byłek), co już samo w sobie jest bardzo złe, jakem ja zły jest, a nie jestem, dlatego HP traci sporom część fanów, jakich by nie tracił, gdyby tak nie było, choć z drugiej strony medalu, gdyby nie reklama, było by gorzko, dlatego wybiream trzecią stronę medalu i kończę to najdłuższe w całej długiej historii Action Maga zdanie {nie wiem czemu ci faceci mają taką obsesję na punkcie długości... Najpierw ARCHWIMILIMIŁOPOTOPOCZERPACZKIWICZANIN, teraz MetFan, echhh ;P - Phnom} - mam nadzieję, że udało mi się w nim przekazać, co o tym sądze (tamacie mojego arta) i co w chwilach obecnych (kedy to pisze) czuje i się dzieje w mojej chorej łepetynie i ide zeżreć mego medveda, bo mi się chyba przypala, a dlugo jeszcze na Slovakie nie pojadóm. Howgh! (albo Ciao! - jak kto woli, a tak mówią pewne bardzo fajne Słowaczki, które tutaj gorąco pozdrawiam, czyli kolejno w innej kolejności niż poprzednio, czyli nie wiem jakiej - Adja, Tonka, Tonka, Mira i Lenka)
© Copyright by MetFan
www.metfan.rapnet.pl