Nieinfo_rmatyka

Wiecie, co? Zawsze podziwiałem ludzi, którzy potrafią zainteresować innych, tym o czym piszą, nawet jeśli sprawa jest nudniejsza od wpływu oddychania i defekacji embrionów na regulacje nerwową-hormonalną u pasikonika. Ponieważ ja takiego daru osobiście nie posiadam, możecie już teraz nacisnąć przycisk Wstecz w swojej przeglądarce ;).

Jeszcze jesteście? No dobra, wypadałoby w końcu rozpocząć od czegoś ten art, skoro jednak ktoś to czyta. A dzisiaj porozmawiamy sobie o czymś piekielnie faaaaascynującym i wałkowanym chyba na łamach Action Maga ze sto razy - tak, tak, informatyce. OK, skoro mam już całkowitą pewność, że wszyscy już sobie poszli, zaczynam moje wielce inteligentne przemyślenia na temat tego przedmiotu.

Osobiście informatykę w mojej szkole uważam za dno pedagogicznych zdolności. Szczerze mówiąc, ciekaw jestem, czy inni nauczyciele równie 'doskonale" znają się na przedmiotach, których uczą, co większość informatyków. Jeżeli tak, to nic dziwnego, że jesteśmy tak do tyłu w porównaniu z innymi krajami Europy (oczywiście nie bronię tu tych debili, dla których kawałem stulecia jest napełnienie prezerwatywy moczem i rzucenie jej w nauczyciela - pozdrowienia dla Maćka :).

Chodzi głównie o to, że lekcje informatyki nie uczą praktycznie niczego, co mogłoby się przydać. Komu w końcu może przydać się umiejętność rysowania figur geometrycznych w Cabri (tłukliśmy to 4 miesiące!), albo nauka POLSKIEGO języka programowania - Logo Komeniusza? Rozumiem fakt, że należy poświęcić parę godzin na naukę obsługi pakietu Office, ale czemu to już trwa prawie pół roku, a jesteśmy dopiero przy Excelu? I nie chodzi tu o mało zgraną czy niedouczoną klasę (mamy średnia 4.5, największą w powiecie), tylko o sposób układania PROGRAMU. Zamiast wyjść po trzeciej klasie gimnazjum z wkutym HTMLem, C++, Pascalem i umiejętnością tworzenia serwera, będę wiedział tylko jak narysować kółko w Paincie bądź jak stworzyć nowy dokument i - tu sensacja - coś w nim napisać! Żałosne...

Ale to, co do tej pory napisałem wie każdy uczeń gimnazjum. Jest jednak coś gorszego, w co wtajemniczeni są tylko nieliczni. Chodzi o miejsca, gdzie spotykają się belfrowie różnych maści, by przejąć wiedzę od Wielkiego Belfra. Tak, tak - to sale wykładowe. Miałem (nie)przyjemność przyglądać się jednej takiej (moja mama też przeszła na Ich stronę) i z ogromnym smutkiem muszę wam przyznać, że są po prostu żałosne. Wielki Belfer bredzi coś o "operacjach audiowizualnych" czy "składowych usługach graficznych jądra systemowego", które w wolnym tłumaczeniu oznaczają "wyświetlenie obrazka w Paincie". Oczywiście nauczyciele udają, że wszystko rozumieją (skąd ja to znam? ze szkoły? ;)), a gdy wychodzą mają jeszcze większą pustkę w głowie, niż przed wejściem. Poniekąd usprawiedliwia to fakt, że na informatyce przez całą lekcję uczymy się kopiować pliki, a - o dziwo! - wszystko to, co nam z takim zapałem dyktuje pani do zeszytu, znajduje się słowo w słowo w najnowszym numerze Komputer Świata :).

Jeżeli dotrwałeś aż tutaj bez niczyjej pomocy i omijania fragmentów tekstu, muszę ci szczerze pogratulować. Masz wystarczająco dużo cierpliwości, by uczęszczać na zajęcia informatyczne. Ja poczekam ze 20 lat - może, jak moje pokolenie już dorośnie, informatyka nie będzie się już kojarzyła z pogrywaniem w Sapera, kiedy pani nie patrzy i notowania tekstów w stylu "aby skopiować plik, kliknij prawym przyciskiem myszy..." etc. Czego wam serdecznie życzę, Dobranoc.
Jasió
P.S. Proszę moją panią od informatyki o nie obniżanie mojej oceny z tegoż przedmiotu do niedostatecznej :)
P.S. 2 Pozdrawiam Archwimilimiłopotopoczerpaczkiwiczanina - wszyscy na informie czytają twoje teksty!