Wstępniak
Recenzje
Stare, ale jare
Małe Gierki
THPS2 Center
THPS2&3 Center
Sims Corner
TNT
Stuff
Gadanie
Listy
Redakcja
Historia

Exit


Arcanum

Kilka lat temu wyszła na rynek gra, która wstrząsnęła wszystkimi cRPC. Tak, dobrze myślicie... Słowa "War... War never changes..." pamięta każdy, kto odpalił aplikację Fallout.exe.

Fuzja dwóch światów

Przyznam się, że oczekiwałem od tej gry potężnej dawki przygód. Grafika i dźwięk musiały stać na wysokim poziomie. To w końcu twórcy Fallouta, prawda? Coś się graczom należy! Z małym podnieceniem instalowałem grę. Tutaj muszę się poskarżyć, bo na moim DVD gra instalowała się pół godziny. Troszkę mnie to zdziwiło. Fakt. Mam czytnik delikatny, ale żadna z gier tak mi się nie instalowała. Udało mi się zrobić herbatę, przeczytać artykuł w gazecie, zjeść obiad (!) i pokłócić się z sąsiadką. Hm... gdybym chciał zabawiać się w gospodynię domową, to bym poszedł na gastronomię. Zignorowałem jednak kłopoty techniczne i przystąpiłem do polonizacji. Tutaj też komputer postarał się mnie wpienić, bo wyrzucił komunikat i nakazał jeszcze raz zainstalować łatkę.
I wreszcie, po wielu herbatkach, udało mi się odpalić grę. Przywitał mnie, bardzo nostalgiczny, obrazek lokomotywy z napisem "Ładowanie..." Łezka się w oku kręci... Fallout kochany. Ale nie taki diament piękny, jak o nim mówią (moje zdolności poetyckie są powalające). Kolejnym miłym zaskoczeniem był krótki filmik, który wprowadza nas do menu. Hm... wydawać by się mogło, że pospolity. Dwóch rycerzy, walka... magiczny miecz, pistolet... Pistolet?! Dziwne połączenie... W menu znajdziemy zwykłe opcje, takie jak rozpoczęcie gry od single i multi. Poszperamy też w opcjach, gdzie radzę podkręcić muzykę trochę głośniej i zmienić poziom trudności oraz Tryb Walki. Dobra, dobra... już wam nie przeszkadzam. Zagłębmy się w samej grze, ale najpierw... tworzenie postaci. A tu jest ciekawie... możemy wybrać gotową (co odradzam) lub stworzyć swoją własną. Gdy już zdecydujemy się na kreatora, ustalamy imię i rasę. Ta ostatnia rzecz daje nam możliwość wybrania człowieka, elfa, półelfa, krasnoluda, gnoma, niziołka, półorka, półogra. Wybór wydawać by się mogło prosty, ale trzeba pamiętać, że np. krasnoludy lubują różne mechanizmy, a elfy zaś bawią się magią. Oczywiście, możemy zrobić z krasnoluda maga, ale jednak nie będzie on tak potężny jak elf. Gdy wybierzemy już rasę, czas na coś w rodzaju klasy. Ale haczyk tkwi w konsekwencjach wyboru. Chodzi o to, że każda opcja ma swoje dobre i złe strony. Ojojoj! A jest tych klas bardzo dużo! I każdy znajdzie tu coś dla siebie... Ja wybrałem Maga Nieba. Ale przejdźmy dalej... Kreator przenosi nas na kolejny ekran, bardziej urozmaicony. Aż się przeraziłem. :) Mamy 5 pkt do rozdzielenia. I zgroza! Te pięć punktów trzeba dobrze rozdzielić pomiędzy: Siłę, Kondycję, Zręczność, Urodę (!), Inteligencję, Siłę Woli, Percepcję i Charyzmę. To tylko atrybuty, a możemy nasze pkt przeznaczyć na PŻ i Punkty Zmęczenia (coś jak mana), oraz Umiejętności, które dzielą się na wiele pod grup (np. bojowe czy złodziejskie), na Szkoły Magiczne (czyli zaklęcia, a tych jest wiele kanonów) i Dziedziny Technologiczne. I wtedy już się bałem, że dostanę mocno po głowie za pierwszym razem. Pięć punktów na tak dużo parametrów. Oczywiście wybieramy te przydatne, ale jednak... Aha. Moja porada to inwestowanie w złodziejstwo. Nawet postacie magiczne powinny się tym bawić... No właśnie. Przy kreatorze stoi długa belka, która wskazuje, jak nasz bohater jest stworzony. Bardziej technologicznie czy może magicznie. Ciekawe, podobny licznik dotyczy natury gracza, która zmienia się z naszymi postępowaniami.
I ostatnim ekranem edytora jest sklep! To już wyróżnia grę od innych. Czy był sklep w BG2? Czy był w Fallout? Nie... a tutaj mamy i musimy odpowiedni stuff sobie sprawić. Zakupujcie to, co jest związane z kierunkiem waszej postaci... Po całej zabawie w tworzenie pojawiamy się na planszy, obok wraku UFS ZEFIR. Od razu razi nas w oczy okropna grafika. PANOWIE! Wiem, że Fallout był piękny, że unikalny, ale dlaczego powtórzyliście to, co nie powinno zostać powielone - grafikę. Wprawdzie Fallout miał szczegółowość i starsza grafika mu pasowała, ale teraz mamy erę super nowości. Grafika to teraz coś, co powinno stać przynajmniej na standardowym poziomie. Ale dobrze... lecimy dalej. Poruszam postacią i... mój mag nie chodził. On skakał. BLEE! Dlaczego postacie mają mniej niż 10 klatek?! Co, zabrakło?! A podczas walki, gdy nasza postać obrywa, w ogóle się tym nie przejmuje. Stoi jak słup. Mało tego, podczas bezczynnego stania, nasz heros, jak i inni, nie rusza nawet ręką. Czasami mam wrażenie, jakbym zrobił Print Screen i oglądał obraz w Paint'cie. Daję Panom duży minus za grafikę...
Ale oczywiście eRPeGi to coś więcej niż tylko grafika. Tak więc fabuła gry przedstawia się ciekawie. Po katastrofie wspomnianego sterowca, nasza postać znajduje przygniecionego gnoma, który wręcza mu sygnet. Każe jej on dostarczyć go chłopcu. Wkrótce gnom umiera i my stajemy się jedynym, który ocalał z katastrofy. Na początku spotkamy dziwnego wyznawcę Panarii i razem ruszymy w wielką wędrówkę, w której dowiemy się o przepowiedni i przeznaczeniu bohatera. Nie będę opowiadał co się dzieje dalej, ale powiem, że robi się ciekawie. Już w pierwszej wiosce, Zamglone Wzgórza, otrzemy się o śmierć, gdy wynajmiemy sobie pokój.
Jeśli chodzi o zadania postawione nam na drodze przez twórców, to tutaj jest znacznie lepiej. Jak to pewien serwis o Arcanum powiedział: "Setki dodatkowych zadań, które zmuszą Cię do opuszczenia ubitych traktów Arcanum" - i ja się z tym w pełni zgadzam. Po godzinie grania miałem tak naładowane w dzienniku z questami, że mi się w oczach mieniło. To wspaniale, że twórcy tak urozmaicili grę pobocznymi zadaniami. Problem tkwi jednak we wspomnianym dzienniku. Otóż gdy przyjmiemy kilka zadań i chcemy się zabrać za ich wykonanie, normalnie wchodzilibyśmy do dziennika, jak to np. było w Baldur's Gate 2. I tutaj jest spis questów, ale... co wam mówi takie zdanie: "Benjamin Gershwin prosi o dostarczenie czaszek bliźniąt syjamskich Ren'rar". O to cały wpis zadania. Do tego dochodzi jeszcze data przyjęcia questu. A teraz pomyślcie sobie, jeżeli masz 20 zadań w dzienniku. Jak możesz pamiętać, kto to jest Benjamin, w jakim mieście ci to zlecił, gdzie masz szukać czaszek, po co mu te kości i co za to dostaniesz? Jest to bardzo denerwujące... Lepiej sprawa się ma z mapą. Można je podzielić na kontynenty (świata) i lokacje. Mapa świata jest zrobiona bardzo ładnie w sposób pergaminu. Tam też planujemy dalszą drogę i podróżujemy. Trzeba pamiętać, że tutaj, w odwrotności do Fallouta, nie możemy sobie przejść łańcucha górskiego. Tutaj trzeba się namęczyć :)
Mapa lokacji to także dobre rozwiązanie. Gdy w mieście odwiedzimy jakiś budynek, jego nazwa automatycznie zjawi się na mapie. Ułatwia to nawigację i wyciąga z depresji, gdyż wiele razy mi się zdarzało, że wykonałem zadanie, a nie mogłem znaleźć zleceniodawcy.
Oczywiście! Nasz heros ma swój plecak. I choć mamy tutaj do "zapełnienia" kratki, (tak jak w Diablo) towar, który możemy unieść ogranicza siła. Sprawdzajcie, czy noszony przez was ekwipunek nie obciąża. Jeżeli jestem już przy ekwipunku, to musicie wiedzieć, że przedmiotów jest niesłychanie dużo. Głównie znajdywać będziemy "śmieci" dla postaci technologicznych. Ludzie! Tu nawet śrubę z torów można znaleźć! Wkrótce zabrakło mi miejsca w plecaku i musiałem oddać część drużynie.
Świat gry, jak już kilka razy przeczytaliście, to fuzja dwóch stron. Hm... Fuzja to nieodpowiednie słowo. Mamy tutaj bowiem konflikt tych stron. Coś w rodzaju ery industrialnej i magicznego średniowiecza (ale to zabrzmiało :-)). Obie strony się nienawidzą. Postacie magiczne będą w Tarancie wywalane z "metra", a technologiczne, gardzone przez magów. Wszystko to powoduje, że gra jest za każdym razem inna (a przynajmniej mamy dwie drogi). Wielokrotnie, przyjmując pierwsze zadanie, stracimy możliwość przyjęcia zadania od drugiej strony. Jak to ktoś tam powiedział: "Życie pełne jest wyborów" :)
Wyżej wspomniałem już, że grafika w grze Arcanum jest cienka i, nie oszukujmy się (jak to robią niektórzy ludzie), taka oprawa wizualna powinna być tylko dostępna dla amatorów. A jak wiadomo, Panowie z firmy Troika, to zawodowcy, choć niedawno założyli swą stajnię. Ale jedno mnie powaliło (pozytywnie). Muzyka... Grając w Fallouta odkryłem w sobie pociąg do starszych muzyczek. Grając w Arcanum, zakochałem się w starszych muzyczkach. I choć obie oprawy muzyczne tych gier różnią się od siebie, klimat jest podobny i niepowtarzalny. No, chyba że tworzą grę panowie od Falloutów, wtedy klimat jest powtarzalny :) Ha! Idealność w grach (pod względem muzycznym) osiągnął Final Fantasy, ale szczerze powiadam wam, Arcanum stoi na równi mimo, że muzyka obu gier jest zupełnie inna.
Jeśli zaś chodzi o dźwięki, to moim zdaniem są dobre. Nie jest to rozwinięte jak w Jagged Alliance 2 (nabój odbijający się rykoszetem o drzewa i ściany), jednak zadowala. Dialogi są dobre i nie mam zastrzeżeń, a przynajmniej, nie po tym, co usłyszałem w Seriousie czy Diablo 2: LoD'zie.
Tak oto, przedzierając się przez legiony wrogów, dotarłem do końca tej recenzji. Jak można zakończyć opis gry, która skrywa jeszcze tak wiele elementów. To w końcu cRPG! O czymś to świadczy. "Gry dla myślących", bo tak nazywa się je w moim otoczeniu, to gry wypełnione ciekawymi pomysłami, posolone magicznym światem i podane z wielowątkową fabułą. Ostatnie zdanie o Arcanum: Jest to gra bardzo dobra pod względem świata i części "humanistycznej" :), ale trochę denerwuje grafika, choć muzyka jest wspaniała. Uff...

© Reksio Dogi <reksiorulez@wp.pl>

Copyright 2002 by Games Corner. Webdesign by Jocker. All rights reserved.