Nie rób tego!

Spis Rzeczy :

- Odkrycie grobowca Tutenchamona
- Na tropie potopu

Biografie:
-Alexander Macedoński

"Odkrycie grobowca Tutenchamona"
Lord Carnarvon był bogatym Anglikiem cierpiącym na nieuleczalną astmę. Z powodu tej choroby lekarze doradzili mu udać się do Egiptu, gdzie tamtejsze suche i gorące powietrze miało ulżyć w cierpieniu. Słuchając ich rady Carnarvon udał się do państwa nad Nilem, gdzie bardzo zainteresowały go starożytności tego kraju. Do tego stopnia, że postanowił zamieszkać tu na stałe i poświęcić cały swój majątek poszukiwaniom archeologicznym. Początkowo chciał prowadzić prace na własną rękę, jednak szybko zdał sobie sprawę, że brak mu naukowego przygotowania. Dobrał sobie zatem współpracownika - Howarda Cartera. Teodor Davis, odkrywca mumii Echnatona odstąpił Anglikowi koncesję na prowadzenie prac wykopaliskowych w Dolinie Królów będąc w przekonaniu, że wszystko zostało już tam odkryte. Jakże się mylił... Carter trafnie stwierdził, że w Dolinie musi znajdować się jeszcze grobowiec Tutenchamona, dotąd przez nikogo nie odkryty.

Gdy Carnarvon i Carter dotarli na miejsce, przywitał ich zniechęcający widok. Ogromna kotlina zawalona była gruzami, kamieniami czy zaspami złomu. O przekopaniu całego obszaru nawet nie mogło być mowy. Carter był tu uprzednio i odnalazł parę przedmiotów rzekomo należących do Tutenchamona. Dlatego też panowie oznaczyli granicę prac między miejscami, w których ongiś spoczywały znaleziska. W roku 1917 w końcu przystąpiono do prac. Najęto brygadę robotników arabskich. Niestety przez zabójcze upały wykopaliska można było prowadzić tylko zimą. I tak robota szła przez... sześć sezonów! Przez te wszystkie lata natrafiano jedynie na zasypane baraki robotników, kopiących niegdyś te wszystkie grobowce. Carter stracił nadzieję na odnalezienie czegokolwiek i w 1922 roku podjął decyzję, że rozpoczyna ostatnią zimę prac. Nadszedł dzień 4. listopada, gdy robotnicy nagle przerwali prace i stojąc spoglądali w świeżo wykopany dół. Widząc to Carter natychmiast podbiegł i oniemiał. Dziura odsłoniła wykuty stopień. Arabowie gorączkowo kopiąc odkrywali kolejne partie schodów, aż w końcu znaleźli zapieczętowane drzwi! Pieczęć zamykająca grobowiec głosiła, że za wrotami spoczywa nie kto inny, jak Tutenchamon oraz wyraźnie świadczyła, że grobowiec - jako jedyny - nie padł ofiarą rabusiów. Carnarvon przebywał akurat w Anglii, a Carter nie chciał otwierać grobowca w jego nieobecności. Wysłał więc telegram do Brytanii i czekał na przyjazd szefa 3 tygodnie.

Za pierwszymi drzwiami znajdował się korytarz, a za nim finał ekspedycji - nieotwarty grobowiec. Po rozebraniu drzwi Carnarvon i Carter wkroczyli do środka. Oto po ponad trzech tysiącach lat ludzka stopa ponownie stanęła w tym miejscu. Pierwszy widok był oszałamiający - złoto, wszędzie złoto. Niezliczone przedmioty wielkiej wartości: posążki, figurki, a nawet całe rydwany

Carter zdawał sobie sprawę, jak ciężka czekała go praca przy zabezpieczaniu skarbów. Każdy przedmiot nalezało sfotografować, odrysować, wymierzyć, zapakować, wynieść z grobowca i odstawić do laboratorium w Kairze w celu podjęcia prac konserwatorskich. Potrzebny był także cały sztab ludzi: uczeni, historycy, egiptolodzy i chemicy, a także stosy skrzyń, opakowań i samochody. Opróżnianie przedpokoju zajęło 7 tygodni. Co ważne, żaden przedmiot nie uległ zniszczeniu.

Na oficjalne otwarcie komory grobowej zostało zaproszonych wielu gości - najwybitniejsi uczeni z całego świata oraz przedstawiciele rządu egipskiego. Carter rozebrał wrota i wreszcie dostał się do środka. Za komorą znajdował się skarbiec ze złotem, a w samej komorze sarkofag w wielkiej złotej skrzyni. Przed jej otwarciem należało usunąć 4 skrzynie - parawany złożone z kilkudziesięciu łamliwych części. Ich rozbiórka zajęła... 3 miesiące! W końcu jednak udało się dotrzeć do mumii, która aktualnie znajduje się w muzeum w Kairze.

Największą ciekawostką całe tej historii jest nagłośniona klątwa Tutanchamona. Otóż w niedługim czasie od otwarcia grobowca zaczęli umierać coraz to nowi współpracownicy i znajomi Cartera. Lord Westburry popełnił samobójstwo, sekretarz Cartera zmarł na nieznaną chorobę, A.Reid padł martwy prześwietlając mumię, brat Carnarvona popełnił samobójstwo, córka umarła ukąszona przez nieznanego owada, a finałem była śmierć samego Carnarvona, który stracił życie ukąszony przez moskita. Co ciekawe, sam Carter zmarł śmiercią naturalną na długo po otwarciu grobowca.


"Na tropie potopu"
Ciąg dalszy tekstu "Asyryjski potop", który ukazał się w zeszłym numerze.

Z góry można założyć, że powódź była tylko wytworem ludzkiej wyobraźni. Jednak - jak powszechnie wiadomo - każda legenda cawiera ciut prawdy. Przekonał się o tym angielski archeolog Wooley, prowadzący prace wykopaliskowe w Ur.

U stóp muru warownego znajdowały się góry śmieci i odpadów, czyli pradawne wysypisko. Takie śmietniska są rajem archeologicznym, gdyż znajdowane tu przedmioty świadczą o kulturze dawnych ludów.

Wodey rozpoczął prace od wykopu szybu zwiadowczego. Robotnicy wyrzucali łopatą gruzy, śmieci, sadzę, ceramikę i inne. Na dnie szybu Anglik dokonał rewelacyjnego odkrycia; pod czternastometrową wartwą odpadów znajdowało się cmentarzysko. Tak stare, że Sumerowie o nim zapomnieli i zaczęli zasypywać je tonami odpadków. Co ciekawsze, cmentarz był w tak sędziwym wieku, że groby leżały na sobie dwoma, trzema a nawet sześcioma piętrami! Odkryto tu między innymi grobowiec wczesnych królów sumeryjskich miasta-państwa Ur. To odkrycie nie zadowoliło Wooley'a. Koniecznie chciał wiedzieć, co kryje się jeszcze niżej, czyli to, co istniało tu na setki lat przed założeniem cmentarzyska. Dalsze wykopy doprowadziły do jeszcze ciekawszej niespodzianki. Pod cmentarzem znajdowało się... wysypisko! O wiele starsze od grobów. Musiało pochodzić z najwcześniejszego okresu Ur. Po przedrążeniu grubej warstwy śmieci, robotnicy natrafili w końcu na zwarty pokład mułu naniesionego tu niegdyś przez wodę, bez śladu działalności człowieka. Kopacze stwierdzili, że nie ma sensu dalej kopać. Wooley był podobnego zdania, jednak jak się okazało, warstwa wody była położona dalece wyżej od poziomu okolicznej płaszczyzny. Trudno było przypuszczać, że dno zbiornika leżało wyżej niż otaczająca go płaszczyzna. W tej sytuacji archeolog ponowił kopanie. Początkowo nic nie zapowiadało sensacji, jednak już na głębokości 2.5 metra ponownie natrafiono na gruzy i śmieci! Wooley od razu rozpoznał w ceramice, że te pozostałości należą do innej cywilizacji aniżeli Sumerów, żyjącej tu na długo przed nimi.

Jak tłumaczyć obecność 2.5 metrowej warstwy mułu oddzielającej dwie odrębne epoki osadnictwa ludzkiego?! Oczywiście - powódź. I to nie ot, taka sobie zwyczajna. Mamy do czynienia z kataklizmem o niebywałych rozmiarach i tragicznych skutkach dla wszelkiego rodzaju życia na powierzchni. By nagromadzić taką wartwę mułu, woda musiała tu stać przez ponad 8 miesięcy. Przy takim poziomie rozlewisko musiało rozciągać się na przestrzeni całego kraju, od pustyni Iraku po podgórza Elan, od Babilonu do Zatoki Perskiej. Znaczy to, że powódź nie była zjawiskiem globalnym, jak chcą tego sumerskie i hebrajskie podania, lecz wydarzeniem lokalnym w basenie Eufratu i Tygrysu. Jednak dla tamtejszych mieszkańców cały świat zamykał się na tym obszarze.
Alexander Macedoński

W bitwie pod Cheroną w 338 roku p.n.e. siły Filipa II Macedońskiego pokonały wojska sprzymierzonych miast-państw południa. Przeciwko wojsku wroga Filip wysłał falangę piechoty, za którą podążała kawaleria. Jej dowódcą był osiemnastoletni syn Filipa - Aleksander. W 2 lata później, po śmierci ojca został władcą, a jego lśniewająca kariera spowodowała, że na stałe zapisał się w historii.

Aleksander obeznany był zarówo z rzemiosłem wojennym Macedonii, jak i jej sztukami pięknymi, a nauczał go sam Arystoteles. Jednak młody władca był przede wszystkim genialnym dowódcą. W rok po śmierci ojca Aleksander krwawo stłumił powstanie w Tebach, po czym dokładnie splądrował miasto, wzmacniając macedońskie wpływy w Grecji Środkowowej.

W 334 roku p.n.e. wkroczył na tereny Azji Mniejszej i pokonał Persów w bitwie nad rzeką Granikos, w 6 lat później już cała Persja należała do Macedonii. Posuwając się dalej na wschód, Aleksander podbił także Sogdianę (dzisiejszy Uzbekistan), Baktrię (Afganistan) i dotarł aż do Indii, lecz jego wyczerpani żołnierze nie byli już w stanie iść dalej.

Po powrocie do Persji w 324 roku p.n.e. postanowił połączyć ją z Grecją, jednakże spotkał się z bardzo silnym sprzeciwem. Zanim udało mu się przeforsować swoje plany, zmarł na malarię mając zaledwie 33 lata.

Imperium, które stworzył, szybko upadło, gdyż generałowie podzielili je między siebie na małe państwa. Macedonia miała jednak jeszcze dość duże znaczenie w Grecji do czasów, gdy Rzymaianie pokonali pod Pydną jej ostatniego niezależnego władcę - Perseusza - w 167 roku p.n.e.

Źródło: "Grecja" (wyd. Wiedza i życie)