Polsat w klimatach disco polo

Niedzielny poranek. Z nudów biorę pilota do ręki... W telewizji jak zwykle - nic ciekawego. Na dwie sekundki zatrzymuję się na TVP2, później Polsat wita mnie jakąś melodyjką. Disco polo?! Pamiętam jeszcze pierwszą "dyskotekę" - zabawę koło domków kempingowych, na której średnia wieku bawiących się przy dźwiękach "Mydełka Fa" wahała się pewnie między 6 a 8 lat i szczerze mówiąc plasowałam się raczej w tym dolnym przedziale. No, ale to było ponad 10 lat temu! Przysiadłam zdumiona, że ktoś jeszcze tego dzisiaj słucha. Było coś w okolicach trzeciego miejsca jakiejś idiotycznej listy przebojów. Sto pierwszą piosenką śpiewała właśnie Shazza (na szczęście realizatorzy pomyśleli o podpisie...). Potem jakaś piosenka, chyba dla młodszych słuchaczy, co wnioskuję po pogodnych kolorach, radosnej gromadce dzieciaków i tytule "Pikatony". Niezależnie od tego, czy melodia była wolna czy szybka, wesoła czy smutna, wykonawcy śpiewali identycznie. Do tego jeszcze ten irytujący akompaniament zdecydowanie kojarzący się melodyjkami z keabordu... Pół biedy, gdy "piosenkarz" śpiewał po angielsku - puste słowa typu "I love you" nie rzucały się aż tak w oczy... No, a takiej parodii Enrique Iglesiasa jeszcze nie widzieliście!
Polsat chyba lubi "klimaty" oscylujące w granicach disco-polo. Te ich reality show, kreskówki z pokemonami... Byle maksymalnie cukierkowo, sympatycznie i schematycznie. Przy tym TVN z "Milionerami" i "Big Brotherem" wygląda jak niekomercyjna telewizja dla elit - pomyślałam.
Zdenerwowana wyłączyłam telewizor. Włączyłam radio. Akurat śpiewał Enrique i Britney Spears. Odetchnęłam z ulgą.

Tawananna