Nie znam się na kalafiorach, ale to nic, bowiem mam mimo wszystko jakieś doświadczenie z pewnym kalafiorem. Otóż nie więcej, niż dwa lata temu jadłem gotowanego kalafiora. Kalafior był ugotowany i polany jakąś tłuszczową bułką, leżał na talerzu i czekał na moje pożarcie. Nie ruszał się i nie wydawał żadnych dźwięków, zresztą nic dziwnego - w końcu był tylko kalafiorem i do tego ugotowanym. Postanowiłem mimo to przyjrzeć mu się z bliska. Po mojej wnikliwej obserwacji zauważyłem małe czarne punkciki tkwiące w jego dorodnym kwiatostanie. "Czy aby na pewno wszystko jest w porządku z tym kalafiorem?" - pomyślałem. Pytanie, które zostało pomyślane nie doczekało się pomyślnej odpowiedzi, a to zaowocowało podejrzeniem w stosunku do leżącego przede mną kalafiora. Postanowiłem rozkroić go na pół aby przyjrzeć się mu od środka. Tak też zrobiłem. W środku kalafiora był... najzwyklejszy środek kalafiora, nic szczególnego. Znaczyło to zapewne, że ten kalafior był najzupełniej zdrowy - przynajmniej od środka. No to sekcja ugotowanego kalafiora zrobiona, ale co to za czarne małe drobinki?? Czy to aby jest normalne u takiego ugotowanego kalafiora?? Przed skonsumowaniem tej rośliny postanowiłem zaistniałą sytuacje zbadać osobiście.
    Najpierw zaprzestałem pożerania owego osobnika, zaniosłem go do kuchni i delikatnie spłukałem wodą bułeczkowy tłuszcz. Po lekkim osuszeniu wsadziłem go do plastikowego woreczka i włożyłem do lodówki. W ten sposób zabezpieczyłem go przed dodatkową infekcją (bo mogła to być infekcja kalafiora), przy okazji udaremniłem mu kontakt z otoczeniem dla dobra otoczenia - ostrożność przede wszystkim.
    Teraz postanowiłem sprawdzić jak sobie żyje kalafior przed ugotowaniem. Wybrałem się w tym celu do ogródka z warzywami, gdzie między innymi rosły sobie kalafiory. Było ich tam dokładnie osiem. Osiem białych kalafiorów tkwiło w samym centrum tego "osiedla warzywnego". Moja wizyta była niezapowiedziana, dlatego na pewno niczego się nie spodziewali i zajście moje odbyło się w naturalnych warunkach. Czas na dłuższą obserwacje.
    A pal licho z dłuższą obserwacją! Wystarczył rzut okiem oraz drugi, potwierdzający rzut okiem, aby dokonać strasznego odkrycia. Zobaczyłem niemal identyczne czarne punkciki, co w ugotowanym kalafiorze, z tą różnicą, że te tutaj punkciki ruszały się! Te punkciki to były jakieś małe, czarne robaczki, czy jakieś muszki, które gnieździły się w żywym (ale pewnie już nie długo) kalafiorze! To straszne! Omal nie zjadłem gotowanego kalafiora z jakimś ugotowanym robactwem. Nie jestem jakimś Chińczykiem, aby wcinać gotowane robale, tym bardziej, gdy nie wiem czy nadają się one do jedzenia! Moje myśli obfite w sceny przyprawiające o mdłości dobiegły szybko końca w momencie gdy zaczęło przyprawiać mnie o mdłości. Pobiegłem czym prędzej do domu napić się czegoś orzeźwiającego. Po jakimś czasie było mi już trochę lepiej, ale do czasu - do czasu, kiedy dowiedziałem się, że mój odizolowany kalafior został przeznaczony na pożarcie przez jednego z domowników.
    Ów domownik rozchorował się w następnym dniu, ale zaraz wyzdrowiał. Cała choroba trwała pół minuty i polegała na częściowym zaniku słuchu. Bałem się, że zaraz wyjdzie z ucha larwa robala, ale na szczęście nic się nie stało. Oczywiście zaprzestałem jeść gotowane kalafiory, a tym bardziej surowe. Chciałbym też prosić o dokładne oględziny gotowanych kalafiorów przed skonsumowaniem. Unikniecie nieprzewidywalnych skutków ubocznych.
 
JakBym
 
JakBym@poczta.onet.pl