Inteligentny inaczej
Zanim zabrałem się do pisania tego tekstu, pomyślałem sobie, że nie warto
bawić się w żadne ripostowanie. Nie lubię tego I już. Owszem, kiedyś zdarzyło mi
się to raz czy dwa, ale później, widząc w AM szeregi I całe rzesze przeróżnych
odpowiedzi na ten sam temat zbrzydła mi tego typu twórczość.
W tej chwili, do odstępstwa od zasady unikania ripost sprowokował mnie tekst
"Inteligencja" z AM24.
Nie będę ukrywał, że nie do końca wiem jak się do tego tekstu ustosunkować. Wiem
natomiast, że nie jestem w stanie powiedzieć, żebym się zgadzał z jego autorem.
A to z tego powodu, że nie uważam, aby inteligencja człowieka była w
jakimkolwiek stopniu warunkowana przez środowisko. Nie chciałbym używać zwrotów
ciężkich, ale uważam taką teorię za bzdurną.
Co z tego, że - jak podaje przykład pierwszy w wspomnianym tekście - przykładowy
człowiek odpada przy asach narzekających na średnią 5.0? Przede wszystkim, ilu
takich ludzi może się trafić? Poza tym, średnia ocen nie zawsze świadczy o
inteligencji.
Być inteligentnym nie znaczy mieć najwyższą średnią ocen (a przynajmniej nie
zawsze). Nawet jeśli będę miał średnią ocen 3.0, to wciąż wśród ludzi
posiadających w indeksach wartość wyższą o dwa punkty pozostanę inteligentny.
Pod warunkiem, że taki się urodziłem.
Inteligencja, to nie wiedza a umiejętność jej przyswajania. Ludzie inteligentni
potrafią bez problemów rozumieć, uczyć się, wyciągać właściwe wnioski, myśleć
logicznie, itd. Intelektu nie nabywa się w szkołach I na uczelniach. Człowiek
się z tym rodzi, a potem dopiero kształtuje I rozwija.
Znam osoby, które mając średnie utrzymujące się w granicach 3.0 są ludźmi
inteligentnymi. Nie mają problemów z przyswajaniem wiedzy I gdy im się w końcu
zachce przysiąść fałdów, to potrafią osiągnąć naprawdę imponujące wyniki.
Spotkałem też takich, których wyniki w szkole średniej przyprawiały o zawrót
głowy. Czerwony pasek na świadectwie, to był standard I nie do pomyślenia było,
żeby taki człowiek dostał złą ocenę.
Co dziwne jednak, takie sytuacje zdarzały się I to wcale nie rzadko. Powód był
banalnie prosty, to nie intelekt, ale długie I mozolne ślęczenie nad książkami,
oraz kucie wszystkiego "na pałę" kształtowały ich wyniki. Tam, gdzie potrzebne
było bardziej elastyczne myślenie ich wiedza zawodziła. Czegoś nie doczytali,
czegoś się nie douczyli I tu polegli, bo zabrakło umiejętności samodzielnego
myślenia I wyciągania potrzebnych wniosków. Wiadomo, że bez posiadania
odpowiedniej wiedzy wnioski do niczego się nie przydadzą. W ich przypadku jednak
tej wiedzy nie brakowało. Brakowało za to umiejętności przetwarzania jej tam,
gdzie zawiodła pamięć.
W drugim przykładzie swojego tekstu autor napisał o człowieku, który na początku
zachwycając wszystkich swoją wiedzą spadł po jakimś czasie I zaczął odnotowywać
straty. Moim zdaniem, ten przykład nie ma nic wspólnego z inteligencją.
Osobiście uważam, że takiego człowieka można najwyżej nazwać zarozumiałym. Nie
jest wielką sztuką wejść z odrobinę wyższym poziomem wiedzy pomiędzy ludzi,
którzy dopiero przymierzają się do zdobywania jej podstaw. Prawdziwą sztuką I
kaskaderskim popisem jest wejść pomiędzy ludzi posiadających wiedzę dużo wyższą
I potrafić ich w krótkim czasie dogonić.
Poza tym, że opisanego w drugim przykładzie człowieka można nazwać zarozumiałym,
dokładam jeszcze słowo "leniwy". Pomyślał, że jest już I tak mądry, więc
przestał się uczyć. A skutki okazały się później opłakane.
Często słyszy się, jak nauczyciele mówią o uczniu "Zdolny, ale leniwy". Co to
oznacza?
Zazwyczaj oznacza to, że taki delikwent nie wyskakuje wyżej niż 4.0, ogólnie
woli się nie ujawniać I wysoko ceni sobie chwile, w których nauczyciele chcąc
przetestować wiedzę swoich podopiecznych pomijają (po raz kolejny) jego
nazwisko. Jest to też człowiek, który po powrocie ze szkoły do domu znajduje co
najmniej kilka ciekawszych zajęć, niż odrabianie lekcji czy wkuwanie dwóch
tematów na lekcję biologii. W końcu jednak jest to też człowiek, który na
maturze zaskakuje wszystkich poziomem pracy z polskiego czy matematyki, na
studiach osiąga wyniki raczej średnie, ale wykładowcy cenią go, jako człowieka
myślącego. Nie chce mu się uczyć, ale przynajmniej rozumie to, co się do niego
mówi.
Być inteligentnym, to niekoniecznie osiągać najlepsze wyniki, bo to potrafią też
ludzie, których ciężko za takowych uznać. Z pewnością jednak oznacza to potrafić
udowodnić, że wysokie wyniki są dosłownie na wyciągnięcie ręki, pstryknięcie
palcem, czy co kto woli.
Temat inteligencji jest rozległy I wydaje mi się, że pojawi się jeszcze wiele
głosów w tej kwestii. Ja napisałem to, co przyszło mi do głowy na bieżąco. Nie
chciałem zostawiać sobie czasu na bardzo dokładne I głębokie zastanawianie się
nad tym tematem, bo w końcu doszedłbym do wniosku, że nie chce mi się ładować w
żadne spory na łamach magazynu I niech kto inny się tym zajmuje, bo ja mam
lepsze rzeczy do roboty. Spodziewam się, że po skończeniu tego tekstu przyjdzie
mi do głowy jeszcze kilka rzeczy, o których warto byłoby wspomnieć. Mam tylko
nadzieję, że nastąpi to jeszcze przed wysłaniem go do AM. Gdyby jednak stało się
inaczej - cóż, trudno się mówi, może jeszcze się odezwę.
Eddie
eddi@GO2.pl