Istoto ludzka. Przystań na chwilę i wsłuchaj się w epicką
opowieść o zapierających dech w piersiach przygodach Zenka -
ucznia klasy 3 :)
Ucznia (znanego innym bardziej a innym mniej) mającego szeroko
rozumiane pojęcie o szkole. Ale było to tak.....
Zenio (tak go nazywali rodzice) miał już 7 latek. Potrafił wiązać
sznurówki, bujać się na huśtawce do tzw. ,,rygi" i był
nawet raz sam w sklepie na rogu. Pewnego ciepłego dnia kiedy
wracał właśnie z podwórka (a bywał tam codziennie w porach
przed obiadowych ) zaczepiła go mama. Ba! Gdyby go tylko zaczepiła.
Ona powiedziała 2 słowa, które całkowicie zmieniły
nastawienie Zenka do świata a brzmiało to mniej więcej tak: ,,
Jutro idziesz do szkoły!". No nie były to może 2 słowa
ale jak na siedmioletnie dziecko Zenio nie umiał jeszcze dobrze
liczyć. Kiedy doszedł do siebie (a do chodzi tam zawsze w
okolicy godziny 19:00 kiedy puszczają dobranockę) przypomniał
sobie słowa mamy. Jutro miał iść do szkoły. Ale co to właściwie
jest ta szkoła? - zastanawiał się biedaczyna. Nigdy nie był w
przedszkolu (bo jego tata kręcił coś z jakimś Kuroniem czy Za
Siłkiem) a tym bardziej w szkole. Faktem jest, że słyszał już
kiedyś te słowo. Nie mógł jednak sobie przypomnieć kiedy to
słyszał więc ochoczo zabrał się za ambitniejszą ,,lekturę"
od dobranocki - mianowicie Cartoon Network. Później poszedł
spać. Rano gdy się obudził (a budził się chłopak wcześnie)
spostrzegł, że wokół niego robi się jakieś zamieszanie.
Tata biega z żelazkiem w jednej ręce a jego spodniami w drugiej.
Mama właśnie wróciła z kwiaciarni z bukietem róż a starszy
brat, jak to zwykle bywało o 7:00 odsypiał wczorajszą imprezę.
I wtedy właśnie przypomniał sobie kiedy to prędzej słyszał
słowo ,,szkoła". Mianowicie ów wyraz padł z ust jego
starego kolegi Jasia (uważanego w podwórkowym półświatku za
szychę co się zowie). Przypomniał sobie jak Jasio tłumaczył
mu jaka to szkoła jest zła, jacy w niej źli nauczyciele, jakie
duże korytarze, jak mało zostaje czasu na naukę i jak to w ogóle
jest źle. Zenio nic sobie wtedy z tych słów nie robił (bo
niby za jakie grzechy rodzice mieliby go posyłać do takiego
strasznego i odrażającego miejsca) ale teraz?! Stał w obliczu
zagrażającej mu klęski. Stał i mało by się z tego
wszystkiego nie posikał gdyby nie podwójne Pampers Ultra Baby
Max v. 3.09 które mama zakłada mu od urodzenia (tak dla świętego
spokoju). Postanowił działać. Na początek wprowadził w życie
plan numer 1, który polegał na tym, że najdroższe rzeczy w
jego domu nagle się tłuką. Ekhm. Po wykonaniu tego planu stłukła
się też tylna część ciała u Zenka (a to za sprawą skórzanego
paska taty). Malec wiedział jednak co robić w takich sytuacjach
- wyjął kieszonkową komórkę (a miał ją od 3 roku życia,
kiedy tata postanowił wprowadzić w XXI całą rodzinę) i wybrał
numer do Jasia. Powiedział mu tylko jedno zdanie: ,, Jasiek mają
mnie! Dzwoń po Morfeusza." Po czym nacisnął przycisk z
zieloną słuchawką i schował aparat do kieszeni. Spojrzał na
zegarek - dochodziła 8. Nie lubił tej godziny. Zawsze kojarzyła
mu się ona z czymś złym. Nagle zadzwonił dzwonek. Tata
otworzył drzwi i oczom Zenka ukazały się 2 postacie w czarnych
płaszczach, z czarnymi okularami i czarnymi aparatami
ortodontycznymi. To oni - pomyślał. W tej chwili nie zostało
mu już nic do stracenia. Postanowił, że ucieknie tym gościom
i to za wszelką cenę. Na początek zdjął swoje Pampersy (wraz
z nieprzyjemną zawartością, którą zdążył zrobić przed
chwilą) i niczym z procy wystrzelił w kierunku ,,czarnych".
Jakie było jego zdziwienie gdy pocisk wylądował na twarzy taty
wie tylko on sam. Nie było dobrze. Aż tak bardzo źle też nie
było bo w telewizji leciała bajka i faceci w czerni zajęci
byli oglądaniem. Zenek skorzystał z tego faktu i zadzwonił (oczywiście
ze swojej komórki) do Jasia. Jasiu na opowieść Zenek o
kolesiach w czerni powiedział: Poprowadzę cię! Faktycznie,
poprowadził go aż pod samą ubikację. Co teraz? - zapytał
Zenio. Skorzystaj ze zdalnego sterowania i odpal pociski ziemia -
ziemia. Oki! - odparł Zenek po czym włożył rękę do muszli
klozetowej, trochę przy czym pomanipulował i wyjął bliżej
nie określoną mi rzecz. Pobiegł z tą rzeczą do pokoju gdzie
siedzieli obcy i zrobił wielki bumm!
2 godziny później siedział z kajdankami na rękach w
policyjnej furgonetce. Od współwięźnia dowiedział się za co
go posadzili - nie chciał iść do szkoły. W więzieniu wszyscy
czuli respekt do Zenek . Mówili ,,patrzcie to ten co z budy
nawalił i to pierwszego dnia!" Skruchę zaliczył nawet
dyrektor paki. Zenek miał wszystko - własny telewizor, osobną
celę, ping-pong a nawet własny nocnik! Słowem luksus. Żyłby
pewnie tak do dnia dzisiejszego gdyby nagle się nie obudził.
Co? To wszystko był pic? To był sen? Tak jak w nisko budżetowych
filmach? Nie miałem porządnego zakończenia więc to sobie tu
wstawiłem?
Może tak a może nie....
I pamiętajcie przed szkolą nie uciekniecie - ona i tak was
dopadnie.
Kamil