Szkoła
Najłatwiej szkolę określić cytatem z bardzo starej encyklopedii: „szkoła, jaka jest każdy widzi...”
Ale dla mnie to nie wystarczy wiec pisze dalej ;-) Wiec, uważam ze szkoła w dzisiejszych czasach trochę pobłądziła.
Dziecko wybierając się pierwszy raz do podstawówki nie ma pojęcia, co go czeka. Ile stresów, nieprzyjemności ze strony kolegów a także nauczycieli.
Zauważyłem coś w rodzaju wzrastającego poziomu trudności dla kolejnych roczników. Przykładem niech będzie nawet nauka alfabetu przez uczniów klas pierwszych. Mnie uczono go przez cały pierwszy rok. A teraz? Przerabiają ten materiał w trzy- cztery miesiące... Czy to dobrze? Ci na górze, tzn. ministrowie mogą sobie mówić „oczywiście, należy podnosić poprzeczkę, szybciej naucza się potrzebnych rzeczy.” Ale spójrzmy na to oczyma dziecka. Siedzi w szkole wiele godzin. Wraca do domu a tutaj praca domowa, która zajmie mu druga część dnia. A gdzie czas na dzieciństwo, zabawę z rówieśnikami? Przecież już do końca życia będą mieli obowiązki. Dlaczego maja one spadać na malucha już teraz?
Wiec takie dziecko uczy się. Uczy się coraz więcej i więcej, w kolejnych klasach jest coraz więcej materiału. A rodzice, których w dzisiejszych czasach tak naprawdę obchodzą jedynie wyniki a nie to, w jaki sposób się do nich dochodzi. Dziecko żyje w coraz większych stresach. Kiedy dochodzi do wieku gimnazjalnego w szkole spędza już po 7-8 godzin. Wraca do domu a tutaj nauki na kolejne 4 godziny (oczywiście mowie o tych, którzy się w ogóle uczą).
Nie ma czasu na odpoczynek, na przyjemności, na przyjaźnie i inne czynności. Sam jestem w 3 klasie gimnazjum. W tym roku mam egzaminy do szkol średnich.
Śpię po 5 godzin na dobę, żeby wyrobić się z nauka. Uczę się tyle nie dlatego ze mam problemy z nauka. Nie, po prostu tyle jest tego materiału. Wystarczy mi ze raz przeczytam i już umiem, ale jeżeli materiał z jednej lekcji historii to 20 stron.... Do tego każdego dnia dochodzi sześc. innych przedmiotów! No i jeszcze przygotowania do egzaminów. Trzeba sobie przypomnieć wszystko z poprzednich 9 lat. Kiedy ja to zrobię? Aha mam jeszcze poza tym wszystkim treningi Taekwondo i Capoeiry. Wracam po takim treningu do domu o 20. I lekcje robię nie rzadko do początku dnia następnego. Oczywiście rano trzeba wstać o siódmej.
Ech ludzie! Litości! Jeszcze wredny nauczyciel potrafi się naprawdę uprzeć żeby postawić ci tróje! Moja nauczycielka matematyki to za przeproszeniem powinna pracować w najlepszym wypadku w schronisku dla bezdomnych chomików, a nie w szkole. Czy ktoś kiedyś widział żeby nauczyciel na lekcji używał gorszych słow. niż panowie z filmu „Psy”? Nie? No to zapraszam na moja lekcje matematyki do Białej Podlaskiej (gimnazjum nr 4 :).
Klasówki. Ze potrzebne to wiem, to jest sposób na sprawdzenie, czego się nauczyliśmy przez te lata. Są pewne ograniczenia- trzy klasówki w tygodniu.
Tak? A g... prawda. Nikt tych zasad naprawdę nie przestrzega. Dla przykładu tydzień temu miałem 4 plus dwie kartkówki z tej matmy.
No chyba starczy o nauce. Teraz ina sprawa dotycząca szkoły.
Tzn. przemoc. Mam to szczęście ze po pierwsze jestem wysoki i raczej mięsisty wiec problemów z obrona nie mam. Ale często widzę jak mocniejsi terroryzują słabszych. A nauczyciele na dyżurach nic nie robią! Rok temu na nasze szkolne „podwórko” przyszli uczniowie z drugiej szkoły z kastetami na rękach i pobili 4 naszych z czego jedna dziewczyna trafiła do szpitala z wstrząsem mózgu i złamanym nosem! Kogo te szkoły wychowują? Tylko niech mi nie zwalają winy na telewizje, radio i komputery. To ze nie potrafią wychować młodzieży to już tylko ich wina. Bo jeśli uczeń rzuca się na księdza?!
Pewnie niektórzy z was sobie teraz myślą: „jeshu do jakiej on szkoły chodzi?” To ja wam powiem ze oczywiście nie wszyscy są tacy. W każdej szkole jest przemoc, może po prostu nie chcą tego zauważyć....
Wandalizm- duży problem. Szkoła musi być dosyć często od zewnątrz malowana bo zaraz pojawiają się jakieś napisy w stylu: „szkola kżtalci i wyhowóje”-w najlepszym wypadku. A w szkole, wewnątrz? Drzwi od WC to chyba dwa razy w miesiącu musza być naprawiana. A i sam sedes raz został w powietrze wysadzony (nie pytajcie jak ;). Trzy razy gaśnica została otworzona i jej zawartość wypuszczona na korytarz. O pomazanych ławkach i krzesłach nie wspominam nawet.
Teraz o wiele poważniejszy problem- papierosy, alkohol, narkotyki.
Zaraz ktoś mi pewnie powie ze w jego szkole nie ma tego problemu.... a wiecie co ja na to: BUHAHA. Jeżeli tak uważasz to jesteś zapewne ślepy albo masz poważna wadę wzroku.
Dla porównania w mojej kochanej klasie, która jeszcze zachowaniem nie jest najgorsza: (32 osoby) 9 pali papierosy, 5 regularnie pije alkohol, 13 bierze lub miało styczność z narkotykami, tylko 11 osób nie miało styczności bezpośredniej z tymi używkami. Bilans wypada tragicznie.
Papierosy pali się u nas w WC, na boisku, albo w okolicznych klatkach schodowych w blokach. Alkohol- zdarza się nawet ze uczniowie przyniosą do szkoły i w szkole pija!
A narkotyki? Najgorszy problem. Mamy wśród uczniów dwóch dealerów. Jeden z nich sam jest ćpunem i zawsze chodzi zadżumiony. Oczywiście dyrekcja do niczego się nie przyznaje. A kiedy raz u jednego chłopaka znaleziono trawkę to dyrektor mu powiedział żeby po prostu chował się z tym i nie afiszował! I czego nas uczy ta szkoła?!
No ale żeby nie było samej krytyki to jednak uczy nas samodzielności, bo przecież przyda nam się wiedzieć ze możemy liczyć tylko na siebie, przyda nam się tez wiedza ze wszędzie znajdziesz wrednych ludzi, ze przepisy są po to żeby je łamać i ze tak naprawdę życie polega na tym żebyś lepiej oszukiwał niż twój przeciwnik....
Autor: rikii