| |
Tor Seraken
Handlarz Minko zwany jedorękim, z powodu braku dość istotnej w życiu mężczyzny prawej
dłoni, uliczna kurwa Minde i etatowy żebrak Yigler stali stłoczeni pod kramem i przeklinali
pogodę:
- Psia jej mać jak nie przestanie padać to znowu nic nie zarobie – Minde nerwowo
przestąpiła z nogi na nogę i podrapała się po zadku.
- Minde, przestań gadać te swoje głupoty, bo mi uszy cieprną.
- Zamknij się, ty jednoręka pierdoło.
- Moglibyście się przez chwilę nie kłucić – Yigler dostrzegł potencjalnego klienta,
przybrał zmęczony wyraz twarzy i trzęsąc się na całym ciele wyciągnął błagalnie dłoń
do przechodzącego mężczyzny. Jedyną rzeczą, która dostał była zielona flegma.
- O ty psi synu, a bodajby ci tak członki pogniły.
Odpowiedzią mężczyzny był tylko donośny rechot.
- Co się dzieje na tym świecie, żadnego współczucia dla biednych, czy tego chciałby
Pan?
- Yigler! Znowu zaczynasz te swoje pseudoreligijne wywody? Albo zamkniesz gębę albo
zaraz dostaniesz kopa w tą swoją biedną rzyć.
Kurwa Minde w błagalnym geście wzniosła oczy ku niebu, które w tym samym momencie
przeszyła wielka błyskawica i z łoskotem przepołowiła jedną z wież czarodziejów, jakich w
Tor Seraken były dziesiątki jeśli nie setki.
- No wreszcie jednego psiego syna mniej – żebrak Yigler wyraźnie poweselał
- A ty czemu ich tak nie lubisz co? – w głosie Minka zabrzmiała nuta zaczepki.
- A słyszałeś ty kiedy, żeby czarodziej się do czegoś przydał? Nic tylko siedzą w tych
swoich wieżach i robią te swoje śmierdzące mikstury, cholera ich wie z czego!
- Głupoty gadasz zgrzybiały staruchu, czarodzieje byli, są i zawsze będą potrzebni!
- Ciekawy jestem po jaką cholerę, co?
- Nie wiem, ale na pewno będą potrzebni.
- Filozofia handlarza rozcieńczonym winem, dziurawymi garnkami i innym
badziewiem.
- Lepsza moja, niż śmierdzącego dziada!
Yigler wbił wzrok w mokry bruk.
Nagły podmuch wiatru zdmuchnął dziurawe garnki, butelki z rozcieńczonym winem i reszte
badziewia z kramu Minka.
- Kurwa mać, cały mój dobytek.
- To kara za niedocenianie nauk pana.
- A poszedł precz stary dziadzie, nie podoba ci się pod moim kramem do wynocha na
deszcz!
- Dobra już dobra nie denerwuj się tak Minko.
Wiatr był bardzo dziwny; wiał przez kilka sekund, po czym ustawał zupełnie tylko po to, aby
powrócić za chwilę z jeszcze większą siłą. Nagle przyczyna tego przedziwnego zjawiska stała
się jasna. Nad Tor Seraken nadleciał wielki, złoty smok.
- Yigler zdaje się, że wspominałeś coś na temat przydatności czarodziejów – w głosie
Minka brzmiało zadowolenie.
- Myślałem, że smoki i czarodzieje to tylko bajki.
- To się grubo pomyliłeś mój ulubiony żebraku.
Tymczasem smok, wyraźnie znudzony zawisł spokojnie nad miastem i czekał na rozwój
wydarzeń.
Pewien przygłupi gwardzista imieniem Harmon cisnął w smoka okazałej wielkości
kamieniem, ten jednak odbił się od gada i walnął miotacza w głowę. Po tym nieszczęśliwym
wypadku Harmon do końca życia miał problemu z opanowaniem ślinienia i artykułowaniem
nawet prostych słów.
W mieście powoli acz systematycznie narastała panika, z ogólnej wrzawy co rusz dawało się
wychwycić długie wiązanki plugawych słów. Ludzie zdenerwowani biegali po ulicach; matki
z pierwszymi objawami histerii szukały swoich dzieci, gwardziści szukali siebie nawzajem,
kurwa Minde podobnie jak Yigler szukała klienta (atoli szukali klientów innego rodzaju).
Minko załadował na wózek wszystko co zostało na jego kramie i zarazem przejawiało
jakąkolwiek wartość i popędził do domu, kurwa Minde pobiegła do oberży szukać klinta, a
Yigler nigdzie nie pobiegł bo i nie miał gdzie.
Smok natomiast wyraźnie nabrał ochoty na rozrywkę bo rozwalił ogonem kolejną wieżę.
Jednak tym razem nie zabił żadnego czarodzieja – wszyscy przedstawiciele tego
wzbudzającego tak wiele kontrowersji cechu zebrali się na rynku i romawiali. Smok dostrzegł
ich i zbliżył się.
- Czego chcesz, gadzie? – głos zabrał najstarszy czarodziejów.
- Dobrze wiecie. Nie czytaliście legend?
- Musimy się naradzić.
- Dobrze, macie chwilę na naradę, a ja tymczasem polecę spalić którąś z okolicznych
wiosek.
W kręgu czarodziejów przeważały głosy, iż darowanie smokowi dziewicy będzie ugięciem
się pod szantarzem, a to czarodziejom nie przystoi. Postanowiono walczyć. Po kilku chwilach
smok wrócił nad miasto, jeśli to jest możliwe to zdawał się uśmiechać.
- Jak ja dawno tego nie robiłem. Już zapomniałem jakie to przyjemne. Naradziliście się
dobrzy ludzie?
- Tak, postanowilismy spełnić twoją prośbę.
- Wiedziałem, że rozumni z was ludzie, więc gdzie moja dziewica?
Najstarszy z czarodziejów wziósł ręcę ku górze, a z nich trysnął zielony płomień. Smok
zdąrzył wydać z siebie potworny pisk po czym został uwięziony w bryle lodu, która spadając
na ziemię całkowicie zrujnowała jeden z cieszących się złą sławą przybytków rozpusty.
- Teraz mamy chwilę czasu, Mimert wyczaruj tyle siarki ile zdołasz, Kormin ty
zajmiesz się wyczarowaniem najładniejszego manekinu płci żeńskiej jaki potrafisz,
Erlil zrobi odzienie, a ja będę starał się niedopuścić do rozmrożenia smoka.
Po kilku chwilach komponenty były gotowe i czarodzieje zajeli się najpierw nadziewaniem
manekina siarką, a potem ubieraniem.
- Zrobione – krzyknął, którys spośród magów.
- Dobrze teraz wszyscy rzucamy zaklęcie MIN DEP KLUMET – na trzy: raz, dwa, trzy.
Z różdżek stupięćdziesięciu czarodziejów posypały się iskry, a bryła ze smokiem
powędrowała na niebo w miesce gdzie wcześniej wisiał gad.
- Teraz! – czarodzieje przerwali zaklęcie; bryła lodu natychmiast zamieniła się w
obłoczek pary.
- Jak ja dawno tego nie robiłem. Już zapomniałem jakie to przyjemne. Naradziliście się
dobrzy ludzie?
- Tak, postanowilismy spełnić twoją prośbę.
- Wiedziałem, że rozumni z was ludzie, więc gdzie moja dziewica?
- Oto ona - w góre powoli uniosła się dziewica - manekin.
- Jadałem już ładniejsze. Taka ona jakaś bez wyrazu. Ale niech będzie, następnym razem
załatwicie mi ładnieszą – to mówiac smok połknął „dziewicę" – co ona taka twarda,
ooo mój żołądek! O wy, jak mogliście! To wbrew tradycjom! Spalę to parszywe mia...
– smok nie dokończył potężna eksplozja wstrząsneła murami Tor Seraken, a zielona
smocza jucha ubabrała wszystkie mury w mieście.
Minko wydarł się głośno:
- A nie mówiłem!
Yigler westchnął, a kurwa Minde w oberży wreszcie znalazła klienta.
lecter666
|