| |
...:::OSTATNI TAKI SMOK:::...
"Ostatni z najpotężniejszych"
+++
Część pierwsza
"Od gór wroga do gór przyjaciół"
***
Rozdział drugi
"Sąd"
Wreszcie nadszedł ten czas. Przyszło po niego dwóch krasnoludów. Byli to Norb i Tret. Obaj nic do niego nie mówili, tylko zerkali jak wygląda elf, zapewne w ostatnich chwilach swojego życia.
Zawiedli go przed Perta, który właśnie pożywiał się.
-Ktoś ty? -zapytał donośnym głosem -Jednak niczym mu nie odpowiedział, szarpał się tylko w sobie, jakby walczył w środku ciała. Wtedy Harold przypomniał sobie o zaklęciu.
-Nic z niego nie wyciągniesz, to zwykły złodziej. Elf powoli zaczął się żegnać z życiem. Jednak mag dodał jeszcze:
-Prędzej ci lustro odpowie niż on, i kiwnął przy tym dłonią. Wtedy o dziwo Olen złapał oddech. Głęboki oddech, niczym topielec.
-Panie wybacz mi -rzekł zwijając się z bólu w klatce piersiowej- Jednak pomimo usiłowań nie udało mu się go opanować wiec cały czas jęczał, charczał i wzdychał. A wszystko przez leżenie na tym potwornym stworzeniu, koniu. Po co oni się właściwie tak śpieszą? Pomyślał elf.
-Ktoś ty! -z wyraźnym gniewem krzyknął Pert- A trzeba wam wiedzieć, że łatwo się unosił, zwłaszcza w sprawach takich jak ta.
-Elf, Olen, szlacheckiego pochodzenia, bogaty, panie odpłacę ci się, ile chcesz tyle dostaniesz! -wyrzucił z siebie jednym tchem prawie obłąkany ze strachu elf-
-Nic nie chce, do czego była ci moja sakiewka?
-Panie wybacz, to był przypadek, wybacz to się nie powtórzy! -ze strachem odpowiedział Olen-
-Do czego! -wrzasnął Pert podnosząc z ziemi swój ciężki topór, który ważył zapewne więcej niż elf-
-Wybacz, kradnę, kradnę dla rodziny głoduje -wydusił z siebie więzień, widząc w toporze swoja śmierć-
-Kłamiesz, mówiłeś że jesteś szlachcicem, co to za bajka, jeszcze chwaliłeś się swoim bogactwem!
Widząc, że kłamstwem nic nie wskóra elf załamał ręce i powiedział:
-Jestem złodziejem, kradnę sakwy, potrafię kraść wszystko, ot nawet pierścienie -wskazując na palec, na którym był wielki pierścień -od sakiewek przez pierścienie po poduszki podczas snu. Powiedz panie co mam zrobić a zrobię to. Wystarczy, ze powiesz co chcesz mięć a będziesz to miał.
Pert, widząc w oczach elfa strach i jednocześnie hardość spytał się:
-Jak się nazywasz?
-Olen...
-Kłamiesz! -wtrącił krasnolud- mów prawdę bo... -wstając z pnia, na którym siedział.
-Dobrze, nazywam się Hubert, byłem cyrkowcem, jednak zbiegłem z stamtąd, i od tej pory trudnię się kradzieżą -twardo i wyraźnie powiedział dumny z siebie elf-
-Wiesz co czeka za kradzież? Przyznajesz się do niej? -spytał z uśmiechem Pert
-Wiem -z przerażeniem jęknął Hubert-
-A wiec Hubercie, podaj mi choć jeden powód aby cię nie ukarać według prawa?
-Mogę ci pomoc panie!
-O a w czym możesz mi pomoc? -spytał z ironią krasnolud-
-Mogę zbliżyć się do konsula na 5 kroków, a on sam nic nie będzie o tym wiedział, nie dowie się skąd go wołam, ani od kogo jestem, jednak dowie się o wiadomości -dumnie wykrzyknął skazaniec-
-Skąd wiesz, że chce przekazać wiadomość konsulowi?
-Kiedy próbowałeś się zbliżyć do niego ukradłem ci sakiewkę
-A wiec przyznajesz się do kradzieży?
-Tak!
-To ty?
-Tak! Tak ja! -odpowiedział zrozpaczony i przerażony Hubert-
-Dobrze przyznał się. Pert wstał, wziął topór, następnie zaczął podchodzić do złodziejaszka. Elf widział gniew na jego twarzy, jego ściągnięte brwi, czuł jak drżała ziemia pod nim. Bał się, że nie wytrzyma...
Pomimo iż się śmiertelnie bał, a serce kołatało mu w piersi, nie upadł, pomimo iż tak naprawdę nie był szlachcicem postanowił nie splamić honoru. Klęczał z głowa uniesiona wysoko patrząc na postać olbrzyma. Ten podszedł, przyjrzał się mu.
-Wstań! -ryknął na niego z góry głos potężny niczym północny wiatr na Lodowej Pustyni- Wstał, powoli z drżeniem serca, chwiejnie i niepewnie. Zawiódł go przed pień, na którym siedział. Położył jego głowę na szczycie byłego siedziska, dał znak jednemu z towarzyszy aby położył szmatę z przodu pniaka.
Elf wznosił wzrok ku gwiazdom, do których miał zaraz powędrować...
Pert wyprostował się splunął na rękawice, i powiedział:
-Do widzenia! Wtedy wziął zamach i...
Elf dalej nic już nie pamiętał...
Koniec rozdziału drugiego
Łukasz Dywicki
|