| |
Skok
By³o bezwietrznie. Chmury na niebie sta³y w miejscu. S³oñce na zachodzie rzuca³o ostanie krwawe blaski na horyzont. Ob³oki mieni³y siê ró¿nymi odcieniami czerwieni. By³o gor±co. W powietrzu mo¿na by³o wyczuæ zapach lata. Gdzie¶ w oddali jecha³ leniwie traktor. Na tle s³oñca na wielkim mo¶cie sta³ z roz³o¿onymi rêkami jaki¶ m³odzieniec. Sta³ na balustradzie i spogl±da³ w dal.
Widzia³ odleg³e ³±ki i lasy. Czu³ zapach ¶wie¿o skoszonej trawy. Na pó³nocy znajdowa³y siê kominy pobliskiej elektrowni, która kontrastowa³a ze swoim otoczeniem. Zwyk³e ma³e miasteczko, szykuj±ce siê w³a¶nie do snu. Panowa³ wszechobecny spokój. Rolnicy ¶ci±gali w³a¶nie do domów. Gdyby nie te kominy mo¿na by pomy¶leæ ¿e cofnê³o siê w czasie o jakie¶ sto lat. Sto lat - tak du¿o a ma³o zarazem. Ca³y okr±g³y wiek. Kilka ludzkich pokoleñ.
Jeszcze tak niedawno te wszystkie tereny by³y takie .... czyste, nieska¿one jakimkolwiek wp³ywem nowoczesnego ¶wiata. Nie dostrzega³o siê na ka¿dym kroku techniki. ¯ycie toczy³o siê w³asnym leniwym tempem. A co teraz? Drzewa nie s± ju¿ takie jak kiedy¶, ta rzeczka to ju¿ nie to samo co jakie¶ kilkana¶cie lat temu. Niebem nie w³adaj± ju¿ dumne ptaki lecz jakie¶ sztuczne, bezduszne maszyny zwane samolotami. Wszystko siê odwróci³o do góry nogami. Dym z kominów unosi siê tworz±c szare ob³oki, którym wiele brakuje do bieli tych naturalnych.
Pod mostem bieg³ droga krajowa. Jej nawierzchnia by³a niezmiernie sfatygowana, zreszt± podobnie ma siê przecie¿ sytuacja z ka¿dym innym traktem w Polsce. Nie panowa³ zbyt wielki ruch. Gdzie¶ w g³êbi ³±ki zar¿a³ koñ. Kilka krów prze¿uwa powoli trawê.
Na barierce obok m³odzieñca usiad³ w³a¶nie szary go³±b. Zatkn±³ dziób za skrzyd³o i trwa³ tak przez chwile, nastêpnie zacz±³ starann± higienê swojego upierzenia. Czy¶ci³ piórko po piórku, ka¿de starannie i z wielk± uwag±. Na koniec za³atwi³ swoj± potrzebê, która nastêpnie spad³a na przedni± szybê jakiego¶ sportowego samochodu przeje¿d¿aj±cego poni¿ej. Ptak poderwa³ siê w powietrze i poszybowa³ w stronê poddasza jednego z domków, w którym pewnie mia³ uwite gniazdko.
Na lokalnym boisku odbywa³ siê w³a¶nie jaki¶ bardzo "wa¿ny" mecz. Jeden z zawodników wyk³óca³ siê z sêdzim o to czy by³ spalony. W koñcu to by³a sprawa istotna.... Nie cierpi±ca zw³oki. Sprawa priorytetowa. By³ to mecz o prze¿ycie, miejscowa dru¿yna walczy³a o utrzymanie siê w lidze okrêgowej.... Paru sympatyków owego teamu sta³o teraz za lini± boczn±, rzucaj±c obra¼liwe wyzwiska pod adresem sêdziego.
Sta³ z roz³o¿onymi rêkoma. Mia³ zamkniête oczy, jego twarz by³a pogodna. Na ustach widnia³ delikatny u¶miech. £agodny wietrzyk, który dopiero co siê zerwa³, porusza³ jego ubraniem. Rozmy¶la³ w³a¶nie nad tym czy ma skoczyæ czy nie. Od twardej drogi dzieli³a go odleg³o¶æ zaledwie dwudziestu metrów. U³amek sekundy i bêdzie po wszystkim. Wystarczy teraz tylko jeden krok. Ten jeden jedyny....
Pod wiaduktem przejecha³o w³a¶nie jakie¶ japoñskie auto wyposa¿one w drogi sprzêt graj±cy, który nieustannie wydawa³ piskliwe d¼wiêki, przeplatane basowymi uderzeniami. Samochód by³ stuningowany, o czym ¶wiadczy³ odg³os jaki siê wydobywa³ z t³umika. D³ugo po tym jak "japoñczyk" znikn±³ z pola widzenia, s³ychaæ by³o tubowy odg³os.
S³oñce zd±¿y³o siê ju¿ na dobre schowaæ na zachodzie, zaczyna³o siê robiæ ciemno. Zerwa³ siê silniejszy wiatr. Samochody zaczê³y je¼dziæ z w³±czonymi reflektorami. Mecz w³a¶nie dobieg³ do koñca. Miejscowa dru¿yna "cudem" utrzyma³a siê w lidze. Teraz kibice pod¶piewywali razem z pi³karzami, zmierzaj±c w stronê jedynego baru w okolicy. W koñcu nale¿a³o im siê, so³tys obieca³ ka¿demu z graczy piwo. Krowy by³y teraz prowadzone przez jak±¶ staruszkê do zagrody. Z racji tej, ¿e nadchodzi³a noc kominy zaczê³y produkowaæ coraz wiêcej truj±cego dymu, bo przecie¿ teraz nikt go nie zobaczy. Na strychu pobliskiego domku zwanego tutaj na ¦l±sku potocznie "familokiem" rozlega³o siê weso³e gruchanie pary go³êbi.
Na tle ostatnich blasków dnia wygl±da³ niesamowicie. By³ taki majestatyczny. Przypomina³ ten s³awny pos±g w Rio..... z tymi wyci±gniêtymi na boki rêkoma. Jego smuk³a sylwetka rzuca³a teraz niewyra¼ny i rozmazany cieñ na nawierzchniê drogi. Ruch praktycznie usta³.
Dlaczego zamierza³ skoczyæ? Chcia³ co¶ tym sobie udowodniæ? Chcia³ byæ dostrze¿ony przez innych? Powód zna³ tylko on sam jeden.
Wygl±da³ na szczê¶liwego. Teraz to wszystko od niego zale¿a³o jak siê potocz± dalej sprawy. To on by³ panem sytuacji.
Drog± nadje¿d¿a³o dwóch rowerzystów. Jeden z nich spostrzeg³ m³odzieñca szykuj±cego siê do skoku. Natychmiast przy¶pieszy³ i zatrzyma³ siê pod mostem. Mówi³ co¶, potem krzycza³.......
On ju¿ nie s³ucha³. Podniós³ powieki, spojrza³ na oba pasy jezdni i jednym pewnym susem zeskoczy³ g³ow± w dó³..........
AAAAAAAAAAAA!!!!!! - krzykn±³. Ca³e ¿ycie przelecia³o mu przed oczami. Lina przywi±zana do jego nóg rozci±gnê³a siê pod ciê¿arem swego brzemienia. Teraz to siê rozci±ga³a to kurczy³a. M³odzieniec przywi±zany na jej koñcu unosi³ siê raz w górê raz w dó³. Odetchn±³ z ulg±. To by³o niesamowite. Pokona³ w³asny strach.
- Eh. Ta dzisiejsza m³odzie¿. - pokiwa³ z politowaniem g³ow± starszy cz³owiek na rowerze.
- Ty przecie¿ te¿ kiedy¶ by³e¶ m³ody....... - skarci³a go staruszka, która by³a pewnie jego towarzyszk± ¿ycia.
Royal Gryffin ( phantazm@interia.pl )
|