[darkgirl||novelettes::=sharp=::]
Wróć do strony głównej Opowiadania
Oczy mojej Mamy...

Obudził mnie jakiś hałas. Przez chwilę leżałam i nasłuchiwałam, jednak dźwięk się nie powtórzył. Było cicho, tak cicho, że wręcz słyszałam szum bezdźwięku. Niesamowite uczucie... Skoro już nie śpię, to pójdę się czegoś napić. Wstałam cichutko i ruszyłam w stronę kuchni, jednak coś mi nie pasowało. Zaczełam się skradać, lekko uchyliłam kuchenne drzwi...

Siedziała w kompletnym milczeniu i ciemności przy stole. Nie poruszała się, prawie nie oddychała. Po prostu była. Patrzyłam na Nią i zastanawiałam się, dlaczego tam siedzi... i nie wiedziałam. Głowę miała opuszczoną tak, że nie widziałam jej oczu ani twarzy. Na ścianach i szafkach lśniły plamy księżycowego blasku. Bałam się poruszyć, zrobić cokolwiek. Chciałam do Niej podejść, coś powiedzieć, ale nie mogłam. Po prostu stałam ukryta za drzwiami.

Wtedy Ona podniosła głowę. Spojrzała gdzieś przed siebie, jednak tak na prawdę nie było Jej w tym pomieszczeniu w tamtym momencie. Była bardzo daleko, Jej myśli błądziły gdzieś po krainach szczęścia i spełnionych marzeń. Tamtą ciszę zapamiętam do końca życia. Wszystko wstrzymało oddech... Ona, ja, świat za oknem... nawet wściekle wyjący całą noc wiatr raptownie ustał, zamilkł. A Ona marzyła. Śniła swój sen na jawie. W tamtych wymyślonych światach mogła być kim tylko chciała, gwiazdą kina, księżniczką, poszukiwaczem skarbów... ale Ona nie chciała tego wszystkiego... Ona pragnęła tylko szczęścia...

Zaczęłam się zastanawiać, czy Ona żałuje. Czy żałuje tego, co zrobiła tak wiele lat temu? Wyszła za mąż, urodziła dzieci, żyła tak jak normalna kobieta. Rodzina, dom, to jest całe Jej życie Czy to może dać szczęście? Czy człowiek mając to wszystko może być szczęśliwy? Ja już znam odpowiedź... Właśnie dzięki tamtej nocy w kuchni poznałam prawdę o Niej.

W mroku udało mi się dostrzec Jej oczy. Są takie smutne... dlaczego? Gdzie jest ten blask który jeszcze tego wieczoru lśnił niczym słońce na błękitnym niebie? Dlaczego teraz widzę same chmury? Tylko od czasu do czasu przemknie spłoszony ptak... wspomnienie przeszłości, dzieciństwa i młodości. To już odeszło, pozostała tylko codzienność, szarość budynków wokół, bury sklep i brudna ulica prowadząca do domu. Pozostała tylko tęsknota... i niespełnione marzenia.

Jest cicho. Zamilkł ujadający na kogoś lub na coś pies sąsiada Nie słychać śpiewu powracających z jakiejś imprezy młodych i szczęśliwych ludzi... to dobrze, nie chcę aby jakikolwiek dźwięk popsuł tą chwilę. I nagle... kap... takie cichutkie "kap".
Czy to kran cieknie? Nie, chyba nie. A więc co? Popatrzyłam na Nią... i już wiedziałam czym było to "kap"... Malutka kropelka lśniła w blasku księżyca na stole. Tylko jedna, taka samotna, maleńka, kropelka deszczu który nigdy nie spadł. Nie płacz... Proszę, nie... będzie dobrze, wszystko się ułoży, życie mimo wszystko może być piękne... prawda? Chcę Jej powiedzieć tyle rzeczy, pocieszyć, wyjaśnić... Ale nie potrafię poruszyć się z miejsca, nie mogę wydobyć z siebie ani jednego słowa.

Nagle poczułam się jak złodziej, jak najgorszy z ludzi... Jakie mam prawo stać tu i patrzeć na Nią? Kto mi pozwolił podglądać te Jej chwile samotności, zaglądać do Jej duszy i wydzierać ukryte tam sekrety? Nikt... ale nie mogę odejść, już nie. Przecież to także moja wina, ten Jej smutek, tęsknota, cierpienie... Ja też zawiniłam, odebrałam Jej wolność, nadzieję...

Tylko jedna łza. Już tylko nikły ślad pozostał na nieskazitelnie czystym blacie. A w Jej oczach ujrzałam wszystko... zobaczyłam życie... tęsknotę, żal, smutek, nadzieję, wiarę w lepsze jutro, wiarę w ludzi... Jak można wierzyć w ludzi po tylu latach bólu? Jak? Powiedz mi, proszę... Ty cięgle kochasz to życie, kochasz męża, dzieci, dom. To ma dla Ciebie ogromne znaczenie... to jest najważniejsze. Pomimo tej ogromnej tęsknoty za czymś innym, lepszym i ciekawszym, Ty ciągle nas kochasz. A ja przyprawiłam Ci tyle zmartwień, Twoje piękne kasztanowe włosy posiwiały z mojej winy... pojawiły się kolejne zmarszczki na Twojej kochanej twarzy... czy mi kiedyś wybaczysz? Czy można wybaczyć komuś, kto odebrał jedyną szansę na lepsze życieś Czy można kogoś takiego pokochać? Nie wiem...

Czuję łzy płynące po twarzy, oślepiają mnie... Potykam się, ale idę do Ciebie, patrzysz na mnie zdziwiona... Twoje dłonie są takie spracowane... takie zmęczone... Obiecuję Ci, że już nigdy więcej nie będziesz sama, zawsze będę przy Tobie. Już nigdy nie zapłaczesz z mojego powodu, od teraz na Twojej twarzy będzie gościł tylko uśmiech. Kocham Cię, mamo. Tak wiele mi dajesz, każdego dnia... a ja tak wielu rzeczy nie dostrzegam... To śniadanie rano, gdy spieszę się do szkoły. Ty wstajesz i mi je przygotowujesz... zamiast pospać jeszcze przez godzinę. A ja nie mówię nawet "dziękuję". Takie małe, głupie "dziękuję"... a ja Ci nie daję nawet tego... A gdy wracam Ty czekasz na mnie z obiadem i uśmiechem. A ja nawet nie odwzajemniam tego uśmiechu... Wybacz mi..
Przepraszam Cię, Mamo...

Tyle złych słów, tyle niepotrzebnego gniewu... tyle zła z mojej strony. A od Ciebie otrzymuję miłość, cierpliwy i smutny uśmiech, czasami przyganę... Dlaczego? Czy nie byłoby prościej, gdybyś na mnie krzyczała, złościła się, gniewała? Byłoby... ale Ty tak nie robisz. Ty mnie kochasz... Mamo, dziękuję. I obiecuję, że już nigdy nie zapłaczesz z mojego powodu...

Obietnice, tak wiele obiecuję... ale czy dotrzymam? Nie wiem... ale zrobię wszystko, aby tak się stało. Dla Niej. Ponieważ dla Niej warto To dzięki Niej, jestem sobą, mogę żyć, cieszyć się słońcem, światem, ludźmi. I choć tyle razy sprawiłam Jej ból, to kocham Ją. Kocham Jej oczy niczym niebo, zmarszczki wokół ust, pogodne czoło i kasztanowe włosy z srebrnymi nićmi. To moja Mama, jedyna.

A czy Ty, drogi czytelniku, kiedykolwiek spojrzałeś w oczy swojej Matki? W oczy kobiety, która dała Ci życie, która troszczyła się o Ciebie, karmiła, pielęgnowała, martwiłaś Wiesz, czasami warto, chociaż na chwilę, zatrzymać się przy kuchennym stole i przytulić do Niej Powiedzieć "kocham"... Nie w dzień matki, ale w taki zwykły, szary i smutny dzień, kiedy listonosz właśnie znowu przyniósł rachunki, na których spłatę nigdy nie wystarczy. Daj jej kwiat miłości, uśmiech. Przecież to nic nie kosztuje, a może dać tak wiele radości... A dla Mamy warto iść choćby i na koniec świata... Dla tej odrobiny radości i słońca w Jej oczach...

Tekst ten powstał pewną jesienną nocą, kiedy zegar sennie wybija coraz późniejsze godziny. Chcę go zadedykować wszystkim Mamom na świecie, a szczególnie mojej Mamie. Jedynej kobiecie, z którą mogę porozmawiać o wszystkim i która mi doradzi a nigdy nie wyśmieje. Kocham Ją za to, że jest... ale tak rzadko Jej to mówię... zbyt rzadko...

"Śpieszmy się kochać ludzi bo tak szybko odchodzą"
- Ks. Twardowski

Mavra

Ps. Jak zwykle pisałam to bardzo późno... i jak zwykle wyszło coś innego niż miało...
Ps2. Mam nadzieję, że Wam się podobało...
Ps3. A jak się nie podobało to piszcie na adres: mavraas@poczta.onet.pl

[darkgirl||novelettes::=sharp=::]

(C) 2001 DarkGirl||darkgirl@net.e.pl