[darkgirl||novelettes::=sharp=::]
Wróć do strony głównej Opowiadania
Come along with me

Siedzę przy stoliku kawiarenki na parterze hipermarketu. Jest prawie pusto. Pewnie tylko o tej porze - przypuszczam - bo jestem tu pierwszy raz. Mam dwie godziny czasu i postanowiłem go spędzić czytając kupioną wczoraj książkę. Są tu trzy kawiarenki. Wybrałem środkową, najbardziej przytulną. Zamówiłem jajecznicę na szynce, pieczywo i herbatę z cytryną - piwa nie podają. Podoba mi się klimat miejsca. Wszystko w drewnie, stonowane barwy, ciepło przedmiotów. Usiadłem na brzegu, tuż przy drewnianej barierce wykonanej z grubego, ręcznie ciosanego drzewa. Z prawej strony niewielka salka, może cztery na sześć metrów. Kilka stolików, barek obwieszony lampami naftowymi. Na jego blacie świecznik z czterema świecami, na szczycie kolekcja starodawnych butelek. W przeciwległym narożniku szeroki filar stylizowany na piec kaflowy, obok niego maleńkie krosno tkackie. Dalej oparte o ścianę drzwi dwuskrzydłowe wyciągnięte z jakiegoś upadłego dworku. Przy ścianie dwa stoły. Nad jednym z nich obraz. Lustruję go przez moment starając się rozpoznać miejsce, pustą ulicę starego miasta. Nigdy tam nie byłem. O ile to w ogóle rzeczywiste miejsce. Obok, na podłodze, drewniany wieszak z zakrętasami z giętego drewna a przy nim drugi stolik. Zajęty przez dziewczynę. Zatrzymuję na niej wzrok, przyglądam się. Ustalam w myślach, że bardziej trafnie będzie ją określić jako kobietę. Ile może mieć lat? Dwadzieścia trzy, dwadzieścia cztery? Zamówiła śniadanie lub wczesny obiad (jest jakieś pół godziny przed południem), bo kelnerka niesie dla niej spaghetti z ananasami. Całkiem spora porcja. Dziewczyna ma długie, ciemne włosy o odcieniu przechodzącym w czerwień. Tak mi się wydaje, bo oświetlenie tu mało jaskrawe. Obcisły, wiśniowy sweter, chyba wełniany. Na nogach wytarte dżinsy i buty o grubej podeszwie. Nie lubię takich kosmicznych butów.

Przyszła para staruszków, siadają przy stoliku obok niej. Kelnerka przynosi moje śniadanie. Odsuwam na bok notatnik i książkę. Cały czas obserwuję sąsiadkę (teraz pije herbatę). Staram się być dyskretny. Kończy jeść chwilę przede mną. Zapala papierosa. Nie lubię papierosów, ale jakoś nie drażni mnie to u niej. W niesamowity sposób trzyma papierosa pomiędzy smukłymi, długimi palcami prawej dłoni, balet, gdzie tego uczą? Nie mogę oderwać wzroku. Analizuję profil jej twarzy, prosty nos, mocno zarysowane policzki, delikatne usta, lekko wysunięty podbródek. Śniada cera nie wygląda na opaleniznę, ale nie jestem znawcą. Obróciła się do tyłu, wyciąga portfel z wiszącej na wieszaku kurtki. Żółta kurtka puchowa, właściwa na takie mrozy. Chociaż od kilku dni odpuściły. Sam zostawiłem część ciuchów w samochodzie. Teraz manipuluje przy kieszeniach, widzę całą jej twarz. Musi być starsza niż sądziłem, może o dwa, trzy lata. I włosy ma czerwone. Głęboka czerwień, właściwie mahoń. Wstała, spojrzała w moim kierunku. Podniosła torebkę i idzie do wyjścia. Zapomniała o kurtce. Już chcę jej zwrócić na to uwagę, lecz... Idzie w moim kierunku!

- Można? - pyta wskazując na krzesło po drugiej stronie stolika.
- Tak, proszę - odpowiadam kryjąc zdziwienie.

Obserwuję jak siada, nic nie mówię. Czekam. Wiesza torebkę na oparciu krzesła, składa ręce na stole, opiera się wygodnie i kieruje na mnie wzrok. Patrzy i milczy. Spoglądamy na siebie dłuższą chwilę. Zbyt długą jak dla mnie. Ale ciągle jestem twardy, nic nie mówię. Wpatruję się w jej w oczy. Są brązowe. Dostrzegam ślad uśmiechu na twarzy. To milczeniem trwa już zbyt długo.

- Obserwowałeś mnie, prawda?
- Myślałem, że robię to dyskretnie - odpowiadam czując ulgę.
- Kobieta zawsze wyczuwa takie zachowania, spojrzenie - mówi spoglądając znacząco - trudno je ukryć.
- Hmm, będę pamiętał.

Nie czuję się speszony jej słowami, podoba mi się sytuacja. Jest dla mnie mocno niezwykła.

- Co piszesz? To o mnie?
- Tak, o tobie - odpowiadam bez zastanowienia. - Właściwie o chwili, która jest teraz, o moich wrażeniach.
- Pokażesz?

Podaję jej kartkę. Zaczyna czytać. Obserwuję ją czekając na jakąś reakcję. Podnosi wzrok znad papieru i pyta.

- Naprawdę dawałeś mi dwadzieścia cztery lataś Mam profil dwudziestoczterolatki?

Uśmiecha się teraz szeroko. Jest rozbawiona i... Dostrzegam coś jeszcze w jej twarzy, coś, czego nie potrafię wychwycić i nazwać.

- Pomyliłem się? - Próbuję wybrnąć z sytuacji, która za moment nastąpi: wiem co kilka wersów dalej pisałem.
- Tak, pomyliłeś się. Niewiele się pomyliłeś - oddaje mi kartkę. - Niewiele, ale i bardzo mocno - dodaje.

Zabieram notatki, wkładam do notesu i zamykam okładką.

- Nie będziesz już pisał?
- Nie teraz - odpowiadam zadowolony, że zmieniła temat - wolę z tobą rozmawiać. Nie potrafię jednocześnie mówić i pisać.
- Dobrze, ja też tak wolę. Czułabym się zignorowana, gdybyś sobie coś pisał na boku.

Spoglądam na jej dłonie bawiące się końcówką serwetki-maty wykonanej z trzciny. Muszę przejąć inicjatywę, myślę.

- Co tu robisz? Czekasz na kogoś?
- Czekałam na ciebie - odpowiada. Przygląda mi się teraz uważnie.

Uśmiecham się mimowolnie: podoba mi się taka odpowiedź, choć w życiu bym się jej nie spodziewał. Słowna rozgrywka, zabawa.

- Jak długo czekasz?
- Kilkanaście minut. Mogłam przyjść punktualnie, ale chciałam coś zjeść. I być tu przed tobą.
- Bym mógł ciebie obserwować?
- Chyba tak. Wiedziałam, że to zrobisz. Po tym ciebie rozpoznałam.

Siedzimy bez słowa. Rozbroiła mnie. Często opowiadam głupoty rozmawiając ze znajomymi, lecz nie robiłem tego jeszcze podczas spotkania z całkiem obcą osobą. I to ona jest prowodyrem. Patrzę jej w oczy, ona w moje. Teraz gra bez słów, gra w milczenie, wytrwałość. Czy chce mnie przetrzymać? Sprawdzić, kto lepiej panuje nad sobą? Jest mi to obojętne - bawię się chwilą. Dostrzegam iskierki rozbawienia w jej oczach. Gubię spojrzenie i zaczynam wędrować wzrokiem po twarzy. Usta zaznaczone delikatnie pomadką. Poruszyła nimi prawie niezauważalnie, jak by chciała coś powiedzieć. Lewy policzek skryty częściowo pod pasmem włosów. I znowu oczy, ciągle spoglądające wprost w moje.

- Podobam się tobie?
- Tak. Jesteś piękna.

Coś się dzieje ze mną. To, co jeszcze moment temu wydawało się osobliwe jest całkiem naturalne. Świat odpływa, staje się tłem. Prawdziwy świat jest tylko tu, przy stoliku. Kilka metrów dalej zaczyna się scenografia.

- Czujesz, co się dzieje? - mówię. - Wiesz, że nic innego nie istnieje, tylko to miejsce i chwila?
- Wiem - odczytuję z ruchu jej warg. - Widzę.

Siedzimy przed sobą jak gdyby to było rzeczywiście zaplanowane spotkanie, jak byśmy się znali od lat. Czy my rozmawiamy?

- Znamy się, prawda? - Mówię. - Wiem, że się znamy, od zawsze.
- Tak - wynagradza mnie uśmiechem - znamy się tysiące razy. Od zawsze i na zawsze. To nie jest nasze pierwsze spotkanie.

Czuję ją całym sobą. Wiem, że mówi prawdę, że to nie jest przypadek, nie jest zabawa - takie rzeczy się nie zdarzają. Czuję znacznie więcej. Bliskość, bliskość jej ciała, bliskość jej myśli, istnienia, sekundy rozciągające się na Wieczność.
Pochyla się nad stołem w moim kierunku. Otacza mnie zapach perfum. Subtelny, słodkawy zapach przypominający jakiś owoc. Kokos? Przysuwam się bliżej. Obserwuję kosmyk jej włosów. Chcę nim być. Zapach, twarz, policzek. Gdzieś na granicy innej świadomości pojawia się zdumienie: siedzimy tu razem raptem kilka chwil, pierwszy raz się widzimy, co się dzieje, jak to możliwe?

- Stół jest zbyt szeroki na pocałunek - mówi szeptem. - Nie dziw się niczemu i nic nie mów. Bądź tu jutro przed południem. Muszę iść.

Jestem prawie zdruzgotany tymi słowami. Potakuję głową.


- Ale czekaj - mówi - chcę usłyszeć jedną rzecz. Będziesz o mnie myślał?
- Bez przerwy.

Prostuje się szybko i wstaje. Próbuję się podnieść, lecz gestem pokazuje, bym został. Podchodzi do wieszaka, ubiera kurtkę. Przejeżdża lewą dłonią po karku by wydostać włosy spod kołnierza. Przechodzi obok stolika, zabiera torebkę przewieszoną przez oparcie krzesła. Czekam na ostatnie spojrzenie. Nie ma go. Obserwuję jak się oddala mając pewność, że spojrzy na mnie. Znika za filarem ubranym w świąteczno-noworoczne ozdoby. Nie odwróciła się. Siedzę bez ruchu a z głośników sączą się słowa piosenki:


Come along
Come along with me
And let's seize this day
Oh, Come along with me...

Filip Likkowski

[darkgirl||novelettes::=sharp=::]

(C) 2001 DarkGirl||darkgirl@net.e.pl OFIARA DLA POKOJU