*** Van Halen - "1984" ***
Z całym szacunkiem do Eddi'ego Van Halena, ale ta płyta jest kiepska ! No, może troszkę przesadziłem. Słuchałem jej dużo swego czasu, ale jak spojrzę na nią z perspektywy kilku lat, od razu rzuca się w oczy [uszy?] popowy klimat albumu.
Jak na mój gust za dużo na niej elektroniki. Cały czas przewijają się klawisze co akurat w tym przypadku dobrze nie robi. Szczytem jest już sam wstęp czyli tytułowy 1984. Pamiętam, że nawet kiedy VH bardzo mi się podobał, przy tej płycie startowałem od razu z numeru drugiego.
A był to kultowy już dzisiaj numer Jump. W Polsce przeżył swój renesans kiedy Małysz zaczął zdobywać nagrody :-) Ten utwór zna chyba każdy, pamiętam że na lekcji angielskiego nauczycielka podała go kiedyś jako przykład ... nie bardzo mogę sobie przypomnieć czego ... ważne że ona też znała Jump.
Do Jump powstał też teledysk. Był średni. Może powiedziałbym nawet że przyzwoity gdyby nie fakt, że na zawsze pozostanie w cieniu wideo do Hot For Teacher. Ten jest po prostu g_e_n_i_a_l_n_y. Nie powstał jeszcze lepszy rockowy teledysk ! Historia w nim opowiedziana jest niesamowita. Sami zobaczcie jaka przyszłość czaka na Edwarda :-)
Ten utwór to jednocześnie mój ulubiony kawałek na płycie. I choć żako mi się to zdarza, wyraźnie adoruje go w stosunku do pozostałych.
Dziwne, że dysopnując takim wokalistą jak David Lee Routh i taki gitarzystą jak Eddi, zespół poszedl w kierunku elektroniki, która poniekąd ukrywa zalety wyrzej wymienionych artystów. No cóż, płyta jest słaba. Co nie znaczy że nie warto jej posłuchać. Może właśnie tobie się spodoba? Jeśli lubisz spokojne, rockowe klimaty z domieszką popu, to spróbuj.