*** Iron Maiden - "Rock In Rio" ***
Tuż po wydaniu Brave New World Bruce powiedział że zanim Dziewica wejdzie do studia wyda album koncertowy. Zaczęło się oczekiwanie i spekulacje co znajdzie się na konceertrówce - sądzono że będzie to zlepek utowrów z EdHunter Tour i Metal Tour 2000. Później okazało się że będzie to kompletny zapis koncertu nagranego podczas 3 edycji festiwalu Rock in Rio. Wg. zapowiedzi Bruce'a album miał ukazać się we wrześniu 2001, wyszedł 25 marca 2002 ( można było go kupić kilka dni wcześniej ). Lista utworów nikogo specjalnie nie zaskoczyła - zwykły set + Run to the hills które ukazało się 11 marca na singlu. Album otwiera znane wszystkim intro - chóry wymieszane z orkiestrą. Po nich nadchodzi Wicker Man - pierwsze rozczarowanie. Jeśli słyszeliście jak to naprawde brzmiało w Rio to bez trudu zauważycie fragmenty refrenu "doklejone" w studio. Sam utwór zagrany jest świetnie - chociaż gitara Dave'a jest ciut za głośna ( w refrenie ), ale ogólnie oki. Następny jest Ghost of the Navigator - solidnie zagrany utwór, nic poza tym. Zaraz po nim wchodzi Brave New World ( klip do tegóż znalazł się na płycie ). Utwór ten zagrano naprawde świetnie - bez zbędnych przedłużeń, zwolnień i innych niepotrzebnych pierdół. Teraz mamy powrót do "ery jurajskiej" - Wrathchild. Tuż po nim Blood brothers. Oba utwory wykonaniem nie zaskakują, ot Maideni trzymają swój poziom.Następny jest Sign of the cross. Dopiero tu się do tego utworu przekonałem - wersja ze Scream for me Katowice nie przypadła mi do gustu ( tak prawde mówiąc olewałem ten utwór - nawet go nie słuchałem a teraz nie wyobrażam sobie dnia bez niego ;)). Jest to piękny, nastrojowy utwór a wersja z Brucem na wokalu dodaje mu tego klimatu jeszcze sporo. Next is Mercanery - utwór w wersji koncertowej powala swoją energią. Zagrany naprawde solidnie - brzmi o niebo lepiej od wersji z albumu. Następny wchodzi the trooper - hmm -wersja niezła ale znam lepsze. Dream of mirrors - spoko. Następny The Clansman - piękny utwór z ery Blaze 'a ( tak jak sign...) z Brucem brzmi o wiele lepiej. Evil that men do i Fear of the dark - cienko, choć nienajgorzej. Iron Maiden - no tego to się chyba nie da źle zagrać;PPP Number of the beast zresztą też. Hallowed be thy name - jeden z najlepszych utworów Harrisa - mimo to nie zachwyca (When the priest... - ten fragment Bruce zwolnił - po jaką cholere?!?!?!)Sanctuary - hm, jak zawsze. I końcowe Run to the hills - najlepszy utwór na albumie ( szczególnie moment gdy Bruce gada do czaszki;))) i... koniec :(((. Ogólna zasada do rozpoznania wklejonych fragmentów ( a jest ich sporo - bo nie uwierze że w Iron Maiden Brucer zaśpiewał słowa Iron Maiden - kto słucha zrozumie ) - gdy Bruce mówi żeby śpiewać coś a sam to śpiewa to znaczy że coś wklejono - nie wiem po co. Ogólnie album jest całkiem fajny ale zbyt długo czekałem i spodziewałem się sam już nie wiem czego. Mogło być lepiej. Daleko temu koncertowi do Live at Donington niestety.
Ocena 7/10