"From now on, we are enemies... You and I" - tymi słowami rozpoczyna się pierwsza w życiu płyta Children Of Bodom, którą miałem przyjemność usłyszeć. Jest to wstęp do pierwszego utworu, którym jest 'Warhearth' z wykrzykiwanym chóralnie refrenem (częściowo). Bardzo dobry utwór na początek. Potem przychodzi pora na chyba pierwszą metalową kolendę na świecie - 'Silent Night, Bodom Night'. Dosyć krótkie, ale bardzo energiczne nagranie z chwilowym zwolnieniem około połowy. Później mamy tytułowe nagranie, czyli 'Hatebreeder', które w porównaniu do poprzednich utworów zaczyna się najostrzej. W sumie nie dziwię się już czamu taki jest tytuł całego albumu, a nie inny - ładnie dziaranko i do tego bardzo melodyjne, z chwilą ciszy w środku i odjechanym pojedynkiem solówek na końcu. Później słyszymy spokojne dźwięki gitarki, a po chwili ostre wejście idealnie naśladujące pierwsze dźwięki strun, choć tym razem już zdecydowanie na ostro. Jest to wstęp 'Bed of Razors', nagrania troszkę różniącego się od poprzedniej trójki, ale zarazem wcale nie odstającego od nich poziomem. Ogólnie bardzo fajne. Następny utwór przywita nas ostrym kopem na perkusji, a jest nim 'Towards Dead End' - jeden z moich ulubionych na płycie, z bardzo ciekawym motywem przewodnim i zadziwiającym momencie kiedy Alex wypowiada słowa 'Ya can hurt me...' niczym kobieta. Później jest 'Black Widow', nagranie rozpoczynające się spokojnymi dźwiękami fletu (jeśli się nie mylę) i pobrzmiewającym cicho w tle wiatrem. Po chwili jednak błogi nastrój zmienia się wkroczeniem dźwięków grającej rytmicznie perkusji i dołączających zaraz po niej gitar. Są też chórki, które wzbudzają odpowiednio nastrój i świetny wokal w refrenie, taki basowy... W każdym bądź razie robi na mnie świetne wrażenie. Następnie będzie 'Wrath within' rozpoczynający się miarowym riffem żywo przypominającym thrashowe dokonania niektórych grup i rytmiczna perkusja, a po chwili Laiho zakrzykuje "Let's go!" i panowie z Children Of Bodom zaczynają jazdę. Kolejny świetny pokaz twórczości tego świetnego zespołu. Zaraz potem przychodzi pora na najdłuższy utwór z całej płyty, bo trwa aż 5'13, a nosi tytuł... 'Children of Bodom' i zaczyna się całkiem podobnie do poprzedniego, lecz trochę inaczej. Bardzo mi się to podoba i zapewne wszystkim innym też powinno się spodobać. Świetne nagrani jak na tytułowe dla zespołu. Duży plus. Na koniec panowie możemy usłyszeć 'Downfall', utwór który znałem bardzo dobrze już wcześniej, gdyż miałem go jako mp3. Zaczynają go takie trochę odjechane dźwięki organ i ogólnie całość jest doskonała, ale to nagranie jest od wszystkich na tej płycie jakby cichsze, odbiegające trochę klimatem, co na szczęście nie znaczy, że jest gorsze. Je również trzeba wysłuchać. (Świetnie wypada w wersji koncertowej - po prostu cudo!)
Ogólnie o tej krótkiej płycie (ledwo ponad 38 minut) można powiedzieć, że jest niesamowita. Ma taki świetny, optymistyczny klimat, który mnie osobiście wprowadza w bardzo radosny nastrój, że aż tryskam ochotą do życia. Najbardziej gryzie mnie jednak to, że nie potrafię sobie określić stylu muzyki Children Of Bodom. Po prostu nie ma na niego nazwy - Children Of Bodom, i już! Wydaje mi się, że płyta powinna się spodobać wszystkim osobom, które lubią dużo melodyki i zarazem całkiem ostrą jazdę. Cechy te kojarzą się co prawda z power metalem, tym bardziej, że klawisze odgrywają bardzo dużą rolę w tej muzyce, ale sprawę wyjaśnia wokal Alexa Laiha, który jest taki fajny, jakby to nazwać... Charczący? Nie wiem, mnie kojarzy się jedynie z tym zasłyszanym w Carcass, ale to nie to samo. Tam jest on o wiele brudniejszy, niż w Children Of Bodom, w każdym bądź razie, mnie się podoba i to bardzo. Gorąco polecam ten album wszystkim!
Zakochany od niedawna w twórczości Children Of Bodom
MetFan
© Copyright by MetFan
www.metfan.rapnet.pl