*** Black Sabbath - "Paranoid" ***


"Paranoid" to płyta kultowa. Każdy szanujący się fan metalu słyszał choćby tytułowy utwór. Nieważne w czyim wykonaniu [po Black Sabbath wykonywali go między innymi Megadeth i Pantera]. Po prostu nie sposób uciec od tej piosenki :)

"Paranoid" to druga płyta brytyjczyków z Black Sabbath. Choć wydana w tym samym roku co pierwsza, prezentuje troche zmienione brzmienie. Sabbaci wyzbyli się bluesowych naleciałości i nagrali porządny heavy metalowy materiał.

Ogólny zarys każdej piosenki jest dość prosty. Ciężkie riffy uzyskane poprzez zniżenie tonacji gitar, głos Ozzy'ego przeplatany partiami solowymi Tony'ego ... teoretycznie nic trudnego, jednak efekt końcowy jest zadziwiający i możliwy do uzyskania tylko w tym jedynym przypadku. Choć wiele późniejszych zespołów próbowało grać w ten sposób - nikt nie podołał.

Już rozpoczynający "War Pigs" jest wykonany właśnie wedle tego schematu. Jednek ten zntymilitarny manifest przyspożył płycie troche kłopotów, ale zarazem rozgłosu. Dokładniej : "Paranoid" miała pierwtnie nosić właśnie tytuł "War Pigs", ale panująca jeszcze w 1970 roku cenzura skutecznie
odsunęła panów z BS od tej koncepcji ...

No i utwór tytułowy - Paranoid - ma w ten sposób numerek 2. "Paranoid" jest chyba jedną z najlepszych piosenek tej grupy. No i najczęściej coverowanych ... nie tylko przez gigantów dzisiejszej sceny metalowej, ale i przez małe, lokalne zespoły grającye po klubach i pubach.

Za to "Planet Caravan", która teoretycznie nie powinna budzić żadnych zastrzeżeń, przynajmniej pod względem tekstu czy tytułu, wprawia słuchacza w dziwne wrażenie. Dym z marihuany prawie gryzie w gardło podczas słuchania tego utworu. Przy nim Jimi Hendrix może wyrzucić swoje "Purple Haze" do kosza, "Planet Caravan" jest utworem o najbardziej naćpanym klimacie jaki dane mi było usłyszeć ...

Potem z kolieji rozbrzmiewają "brudne" gitary i elektroniczny głos z nieśmiertelnych hasłem : "I am Iron Man". Bardzo chwytliwy riff którego niesposób zapomnieć. Wykuwa się w pamięci słuchacza na zawsze i za kazdym razem, kiedy gdzieś usłyszymy ten riff nasz mózg zaczyna wrzeć! "Iron Man" pomimo swojej prostoty jest utworem tak bogatym w doznania, że niesposób tego opisać. To trzeba usłyszeć!

Kolejne utwory wprowadzają znów moroczniejszy klimat. Pozostający jeszcze w elektronicznych klimatach "Electric Funeral" i obrazujący fatalną wizję Świata "Hand Of Doom" to utwory dobre, jednak pozostające jakby w tle przy takich gigantach jak wspomniany "Iron Man", "War Pigs" i "Paranoid".

Na plycie znalazł się też jeden utwór instrumentalny, dwu i pół minutowy "Rat Salad". Tytuł dość oryginalny [pol. "Sałatka ze szczura", "Szczurza sałatka"], muzyka przednia. Bardzo dobra gitara wspomagana przez jeszcze lepszą perkusję. Na prawde, perkusja w "Rat Salad" zapewnia Wardowi miejsce wśród najlepszych perkusistów wszechczasów, szczególnie solo w okolicach
początka drugiej minuty!

Na ochłonięcie Ozzy i spółka proponują nam dość zabawny utwór "Fairies Wear Boots". Znowóż narrator męczony jest przez różne zjawy, udaje się do doktora, który radzi mu aby ten przestał wreszcie ćpać i zrobił coś pożytecznego. No cóż ... ja też wierzę że wróżki jednak noszą buty ;)

"Paranoid" nie musze polecać. To po prostu *trzeba* mieć. "Paranoid" stanowi klasę sama dla siebie, jest nie do przebicia, nie da się też jej porównać do innych, bo niemożliwe jest stworzenie płyty tak prostej i złożonej zarazem. W tym właśnie tkwi geniusz Tony'ego i za to właśnie tak go sobie cenię.


© +iommi+