*** Hate clouds our minds ***
Ostatnio zasiadłem do czytania Action Maga(tudzież Kącika Muzycznego) i naszła mnie chwila zastanowienia: czy znowu będzie tam dawka obrzucania błotem hip hopowców przez metali i vice versa(defensywa HH jest w rozproszeniu a ARTyleria wali w pobliski las :)? Jako osobnik słuchający "wszystkiego a zarazem niczego" mam ten komfort, że nie jestem skrępowany lub, jak kto woli, zaślepiony poprzez należenie do jakiejkolwiek "subkultury". Dzięki temu zbieram doświadczenia ze słuchania wielu rzeczy(choć nie starczyło mi tolerancji żeby słuchać disco-polo ;). Z obserwacji artów w KM(i paru w AM-ie) można dojść do wniosku, że:
- "metal" to drący się psychopata z ciągotami satanistycznymi, rzępolący na swej gitarce(lub bezlitośnie łojący w bębny) jakieś ultra szybkie i chaotyczne "melodyje" (bo melodia dla nich to pojęcie abstrakcyjne) dla rzeszy mega-super-duper-komercyjnych klientów myślących jedynie o 30 sposobach na popełnienie efekt(y)(o)wnego samobójstwa, oczywiście po uprzednim odprawieniu czarnej mszy ku chwale Belzebuba ewentualnie Szatana(Mefistofelesa nie lubią, skomercjalizował się występując w "Fauście" :). Typowy ubiór: buty glany, model wyprofilowany do skakania po skinach, wdzianko oczywiście czarne z pentagramem lub kozłem albo mega kombo, to wszystko + wizerunek ulubionej kapeli satanistyczno-kapitalistycznej ociekający krwią(dziewicy ma się rozumieć) -
- skejt vel skate vel sk8 vel ...(tu miejsce na twoją inwencję) - tutaj też jest ciekawie - hip hopowiec to degenerat z typowego blokowiska, palący blunty, skręty(czy blunt = skręt? Bo ja się już pogubiłem;), chlejący hektolitry wody ognistej, nieokrzesany cham(wulgaryzmy), hedonista mający problemy z trzymaniem khe hem za przeproszeniem kału. Typowy ubiór: chodzi "ujarany" 24h na dobę w swym bajerancko-luzacko przewiewnym raperskim sweterku, do kompletu ze spodniami model "Nie trzymam kału więc idę pomału" mamrocząc pod nosem rymy zrozumiałe jedynie dla siebie ewentualnie dla innego autochtona jego "wioskowego" osiedla.
Tyle tytułem wstępu ;). Hip hop syf, metal syf. Tylko tyle macie do powiedzenia, Ci którzy piszecie arty? Dyskusja jak widać jest zdominowana (tylko troszkę ;) przez metali, ale jest to jedynie spowodowane biernością przedstawicieli nieobecnych gatunków muzycznych. Czyżby panowie hip-hopowcy nie potrafili spłodzić niczego "sensownego" prozą?! Jak na razie niezłe dostajecie baty. Tutaj słowo do osób z taką przyjemnością pastwiących się nad tym biednym hip-hopem i z uporem piszących hip-hop -> hIP-hOP, nie jest to wcale takie "cool" a pokazuje jedynie nieuzasadniony brak szacunku piszącego. Uciekacie się ("metale") do stwierdzeń, że hip-hop to nie muzyka i po prostu shit(swoją drogą "hip-hop" to nie muzyka jako taka, tylko "zjawisko kulturowe", trochę to zawiłe, spytajcie swoją panią od muzyki ;)).
Ciekawostka:
Muzyka - sztuka organizacji dźwięków, które w realizacji przebiegają przede wszystkim w czasie; źródło dźwięku: głos ludzki, instrumenty muz., generatory elektr.; współczynniki muzyki: melodia, rytm, harmonia, dynamika, agogika, artykulacja, koloryzacja, forma; muzyka może łączyć się ze słowem ( utwory wokalne i wokalno-instrumentalne, melodeklamacje) (...)
-Encyklopedia PWN (wydanie. 20)-
Jak widać metal(jego wszystkie przedrostki:black, death, trash, doom itd. ) tak jak i hip-hop (najprawdopodobniej ;) załapują się pod definicję "muzyka". Przeciwnicy hip-hopu zazwyczaj wysuwają takie argumenty "przeciw":
- używki - no cóż tutaj nic nie usprawiedliwia "upiększania sobie" rzeczywistości przez hip-hopowców, ale co to ma do rapu(hip-hopu)?! To, że artysta jest narkomanem nie powinno przekreślać muzyki którą tworzy, przecież co trzeci/czwarty (hollywoodzki) aktor to osobnik nadużywający alkoholu i narkotyków. A gwiazdy muzyki(tutaj nie skupiam się na żadnym gatunku)? Przecież co jakiś czas słychać jak "po kolejnej libacji artysta znalazł się na detoxie".
Tutaj taka mała dygresja, musimy także pamiętać, żeby oddzielić to o czym mówimy, o HH polskim czy zagranicznym. Jako osoba neutralna sam musze przyznać(tutaj się narażę kupie osób), że 3/4 polskiego HH to takie dno, że uszy(całokształt muzyczny) i oczy(niesamowicie monotematyczne i denne teledyski) więdną. Polski rap raczkuje i nikt temu nie zaprzeczy, ale nie gańmy dziecka zbytnio za młodu, bo może nabawić się kompleksów :)) Koniec dygresji.
- ulubiony(chyba) temat krytyków "bluzgi w tekstach" - może przedstawię tutaj swoją teorię, którą wysnułem na ten temat. -Dygresja: Rap (czyli "nawijanie") jak większość grzecznych dzieci wie, pochodzi z kraju imperialistycznych świń zwanego USA ;) i gdyby nie Ci przeklęci Amerykanie nie byłoby tego znielubionego przez wiele osób hip-hopu ;). Można by nawet sięgnąć głębiej do historii Ameryki, przed wojną secesyjną gdzie czarnoskórzy niewolnicy pracujący na plantacjach białych śpiewali pieśni podczas pracy(chociaż nie jestem pewien czy to ma jakikolwiek związek z tematem). Rapować zaczęli czarnoskórzy mieszkańcy z najgorszych dzielnic Nowego Jorku tj. Brooklynu, Bronxu czy Queans oraz przedmieść Los Angeles (czas: okolice lat 70-tych). Tam mieli do wyboru: wstąpić do gangu i zginąć z ręki gangstera w wojnie gangów lub żyć z dnia na dzień i zostać zabitym za te 25$ w portfelu z ręki rabusia. Zaczęli w formie wierszy składać to co ich trapi, co boli. Czarna młodzież otrzymując o wiele gorsze wykształcenie od białych, lub nawet nie mając go wcale, żyła w wielomilionowym mieście starając się przeżyć. Całe rzesze młodych ludzi przychodziło na "koncerty" na świeżym powietrzu gdzie (m.in. pionier gatunku Grand Master Flash) "na żywo" miksowali na płytach winylowych kawałki ówcześnie popularne. Dorzucono tekst pod taki podkład i voila! Koniec dygresji- Wulgaryzmy to wynik braku wykształcenia oraz kiepskiej sytuacji finansowej i socjalnej. One (wulgaryzmy) czasem mają podkreślić "moc" naszej wypowiedzi, jednak nadużywane stają się znakiem przestankowym. Częstotliwość ich używania spowodowała spowszednienie wulgaryzmu. Czy gdy rap został przeszczepiony do Polski(początek lat 90) to w naszym kraju nie było podobnie? "Właśnie" upadł komunizm, powstaje biedna III RP. Panowie z licznych blokowisk byli w dość podobnej sytuacji (może oprócz gangów i zabójstw za parę złotych). Brak perspektyw to wróg rozwoju. Ktoś posłuchał raperów z USA i ich "fuck" "dick" "whore" "motherfucker" i zaczął używać w swej twórczości "chuje" "dziwki" "kurwy", tworząc przy tym obraz twardziela dla którego (C)HWDP to pierwsze (i jedyne) przykazanie itd. Osobnik używa w swej twórczości takiego języka jakiego używa na co dzień (niestety).
- kolejny (czasem używany) argument to nieznajomość angola - tutaj wszystko jasne, jeśli nie szprechasz to nic nie kapujesz. Proste. Amerykańscy raperzy(np. Snoop Dogg czy Wu-Tang Clan) mają naprawdę zakręcone texty z mnóstwem slangu nowojorskiego czy z L.A. , ze środkowych stanów i_Bóg_jeden_wie_skąd_jeszcze, więc trzeba naprawdę nieźle operować angielskim by ich zrozumieć. Częściej niż rzadziej rapują o czymś innym niż jaranie marihuany (np. o swoich wiellllkich domach i piiięknych kobietach ;). Piszą teksy o swoich codziennych bolączkach, pragnieniach, "nieciekawej" rzeczywistości ich otaczającej. Szkoda tylko, że w dzisiejszych czasach trudno jest znaleźć popularnego rapera, który byłby biedny.
Czas zająć się drugą stroną barykady. Czepiając się i generalizując można powiedzieć, że co najmniej w 3/4 tematyka utworów metalowych to : śmierć, zniszczenie, zagłada, nadejście antychrysta ew. Szatana no i oczywiście zabijanie. Można też mówić o zniewieściałych i anorektycznych wokalistach jęczących o tym jak to go jakaś kobita nie kocha. "Typowy" hip-hopowiec zobaczy taki teledysk HIM'a na Vivie, czy po raz kolejny usłyszy w wiadomościach, że "pod wpływem satanistycznej(czyt. metalowej) muzyki grupa nastolatków zdemolowała cmentarz" i co sobie pomyśli? "Nie dość, że ci poje**ni metale to pier***one pedały, to jeszcze szataniści rozpie****ający nagrobki". Pierwsze wrażenie jest raczej kiepskie i lepsze się nie stanie gdy nasz hip-chłopak/dziewczyna zacznie bluzgać na metali. Myślę, że opinię o obu grupach psują właśnie osobnicy, którzy we wszystkim co robią są "pseudo". Pozerzy pseudo-raperzy i metale(tutaj też chyba powinno być pseudo) pozujący na "wielkich i strasznych satanistów" zaogniają konflikt, który w ogóle nie powinien mieć miejsca.
- "Nie lubisz mojej muzyki? A co Ci się w niej nie podoba? Acha, acha, tak , no rozumiem, tak ale wiedz, że taka jest akurat specyfika i mentalność tego co słucham. Coś jeszcze? Nie, to spoko, dzięki za szczerość. Musisz wiedzieć, że ja za twoją muzą też nie przepadam. Pewnie chcesz widzieć co mi się nie podoba? Wiesz nie przepadam za tym i za tym, w tym trochę przesadzacie a to czasem mnie mierzi" - Czemu fani obu gatunków nie mogą szczerze i racjonalnie podyskutować o tym co im się w danej muzyce nie podoba?! On gra głośno i ubiera się na czarno, spoko co mi do tego. On rymuje i nosi luźne spodnie, też spoko, skoro mu tak wygodnie. Czemu w naszym życiu jest tak mało tolerancji?! Jak ktoś kiedyś powiedział: "zmianę świata na lepsze, zacznij od siebie". Zacznij tolerować muzykę innych a z pewnością ktoś odwdzięczy Ci się tym samym. Nie trzeba od razu zacząć słuchać danego (nie lubianego) gatunku muzycznego, wystarczy, że nie będziesz spluwać za każdym razem gdy usłyszysz jego nazwę ;)
Skoro w środowisku twórców obu gatunków dochodziło do krwawych konfliktów (hip-hop: Tupac Amaru Shakur zabity przez Suge Knight'a; metal: historia grupy Burzum - Christian Vikerness vel Warg zabił Euronymousa) to fani obu gatunków (dla własnego dobra) powinni się polubić ;)
Przecież wszyscy wiemy, że metal nie ogranicza się tylko do "death and destruction" a HH to nie tylko "marihuana i madafakanie", więc nie generalizujmy i od czasu do czasu uruchamiajmy ośrodek tolerancji.
Jeśli chcecie wykazać mi moją niewiedzę lub przesłać jakieś spostrzeżenia to uderzajcie: dexthor@wp.pl
PS. Może temat metalu potraktowałem trochę krócej, jest to spowodowane tym, że hip-hopowcy nie dostarczyli (jeszcze) sensownych argumentów "przeciwko" ;)