W obronie techno-polemika, czyli o wbijaniu gwoździ.

W kwietniowym numerze Kącika Muzycznego przeczytałem tekst Sanko “W obronie techno”. Całkowicie nie zgadzam się z jego treścią, co skłoniło mnie do napisania tej polemiki. Jest to mój pierwszy art, więc nie jest zbyt długi ani pewnie ciekawy. Ale na pewno znajdzie się ktoś, kto go przeczyta (dla niego składam wyrazy współczucia :-)). Więc zaczynam (Kolor czarny-mój tekst, niebieski-tekst Sanko, zielony-tekst Nomada).

>Muzyka ta opiera się głównie na dźwiękach typu: "tupti–tupiti;{co to może być? :)}; ts–ts;{to jest hihat...}; łup–łup"{...a to basic kick}; i tym podobnych.
I co z tego? Przeszkadza Ci, że tak niewiele trzeba, żeby stworzyć dobrze brzmiący kawałek, przy którym można się nieźle bawić? Można oczywiście opierać się na hihatach, to nawet jest obowiązek – wszystko musi brzmieć w miarę dobrze i dlatego stosuje się różne ozdobniki w celu poprawienia brzmienia. To wszystko można porównać do wypieku ciasta: jeśli nie doda się mąki, drożdży lub wody, nie da się tego strawić. Tak samo jest z dźwiękami, o których piszesz – bez nich utwór jest suchy i słucha się go fatalnie.
Dobrze brzmiący kawałek? Równie dobrze brzmi wbijanie gwoździ młotkiem. Jak przy takim czymś można się dobrze bawić? Przecież te ciągle powtarzające się odgłosy mogą jedynie sprowadzić na kogoś ból głowy. Przy piosenkach takich zespołów jak: Queen, Black Sabbath, Deep Purple, AC/DC czy Nirvana nie słychać żadnego łup-łup ani ts-ts, a słucha się ich świetnie.
Jest jeszcze jedna istotna sprawa. Jak już wspominałem, większość ludzi, którzy mają niewiele wspólnego z techno, nie potrafi odróżnić techno od innych podgatunków. Według nich to, w czym słychać umpa umpa, należy zaklasyfikować jako techno. A to jest błąd. Podobne sample wykorzystuje się w muzyce house, trance, rave, acid, techno, dub, a nawet italo. Mimo podobieństw występują duże różnice w tempie, brzmieniu i kilku pomniejszych kategoriach.
To tak samo jak przy wbijaniu gwoździ. Też są różnice w tempie i brzmieniu. Ale nikt tego nie dzieli na żadne kategorie. A po za tym po co ktoś, kto nie słucha danego rodzaju muzyki ma się na niej znać? Czy jeśli ktoś nie lubi np. metalu musi wiedzieć czym rożni się power od black albo death? Nie, bo ta wiedza jest mu na tyle potrzebna, co mnie składanka przebojów disco-polo. A więc co ludzi mających niewiele wspólnego z tECHNO mają obchodzić jego podgatunki? Następnym razem zastanów się zaczym coś napiszesz.
Najgorsze jest jednak to, że techno zaczynają słuchać ludzie, którzy wcześniej słuchali na przykład: undergroundowego punka, punk–rocka, hard–core'u, czy powiedzmy jakże kultowego Kultu;) Ta już prawie religia pochłania coraz to nowe umysły. Ha! Zabolało, co? Według mnie wcale nie jest to najgorsze, ja sam słuchałem kiedyś polskiego rocka, ale się nawróciłem :). Teraz słuchając tych przebojów myślę tylko, jak by tu je zremiksować :). Byłoby to całkiem możliwe do wykonania, bo takie rzeczy popełniają niektórzy artyści, np. DJ. Balloon w utworze Technorocker wstawia rockowy sample, a Monstersound to już niemal cover Nirvany. Podobnie czyni Black Spider w Save Your Life, gdy wykorzystuje motyw Van Halena. Zdarzają się również inne ciekawe produkcje, np. Opera Dance Mix Pucciniego – muzyka klasyczna w rytmie dance. Sądzę, że niewiele się pomylę, gdy stwierdzę, że w aranżacji techno można przedstawić większość utworów światowego dorobku muzycznego w taki sposób, aby wielbiciele tekno byli usatysfakcjonowani.
Po co zmieniać coś co jest dobre? Co twoim zdaniem jest złego w tej muzyce? Jak dodawanie do niej odgłosów wbijanych gwoździ może ją ulepszyć? I jak można nazwać artystą kogoś, kto dodaje do fajnej muzyki takie odgłosy? Chyba tylko ty potrafisz odpowiedzieć na te pytania. I co ma znaczyć słowo “przebojów” napisane kursywą? Jeśli jest to wyraz pogardy dla polskiego rocka, to mogłeś wyjaśnić dlaczego. I nie ma czegoś takiego jak muzyka klasyczna w rytmie dance. Mówi sie na to szajs (żeby nie było niejasności, to nie mam nic przeciwko muzyce klasycznej). To tak jakby do muzyki ludowej dodać dźwięki gitary elektrycznej. To już przecież nie będzie muzyka ludowa. Znowu nie napisałeś nic mądrego.
Czynnik ludzki ma ogromny wkład w tworzenie techno. Komputer, samplery, czy gramofony z mikserem, są po prostu instrumentami muzycznymi. Kontrolę nad wszystkim sprawuje jedna osoba – DeeJay. Jeśli sądzisz, że maszyny grają kluczową rolę w procesie powstawania tecno, spróbuj sam coś sklecić na Mjuzyk Maklerach i daj do posłuchania swojemu bratu. Chciałbym usłyszeć jego śmiech...:)
Jego śmiechu może nie usłyszysz, ale za to zobaczysz mój: :-DDDDDDDDDDDDDDDDD (śmieję się z ciebie i twojej wspaniałej muzyki, jakbyś nie wiedział). A np. mój brat śmieje się z tECHNO bez względu na to kto je stworzył. Pewnie i tak by nie zauważył jeśli byłoby zrobione przeze mnie. W końcu tECHNO to zawsze tECHNO, tak jak wbijanie gwoździ młotkiem to wbijanie gwoździ młotkiem. A teraz porównaj sobie zaznaczenie w komputerze kilku sampli (czy jakoś tak) z grą na gitarze. To pierwsze umiałby prawie każdy, a na to drugie potrzeba wielu lat nauki. Do tworzenia tECHNO nie trzeba mieć prawie żadnego talentu. Nie potrzebny jest nawet komputer. Wystarczy dyktafon, kaseta, deska, kilka gwoździ i młotek. Może niedługo napiszę poradnik jak z tych przedmiotów stworzyć ogromny przebój.
I to już koniec tej bardzo krótkej polemiki. Idę powbijać gwoździe. Jeśli rzeczywiście będę się przy tym świetnie bawił, to przeproszę Sanko i wszystkich innych fanów tECHNO. Swoje uwagi po wbijaniu gwoździ możecie wysyłać na frodok@wp.pl. Żegna was Frodo^^.

Podczas pisania tego tekstu słuchałem:
Keep Passing the Open Windows,
Breakthru,
Rain Must Fall,
Scandal (tego utworu powinien posłuchać każdy fan dobrej muzyki, pozostałych zresztą też),
My Baby Does Me,
Was It All Worth It QUEENU. A skoro już mówię o Queenie, to chciałbym pozdrowić Eryka i Mumina.

PS. Już wróciłem. Wbiłem mnóstwo gwoździ i nic. Jedynie przytukłem sobie palca młotkiem. I to wcale nie było zabawne. Więc wszyscy fani tECHNO mogą się czuć przeze mnie obrażeni :PPPP. I teraz to już naprawdę koniec. Jesteście wolni (już widzę ten wyraz ulgi na waszych twarzach :-)).