Spowiedź skandalisty by =rH=
Na świecie jest wiele kontrowersyjnych rzeczy. Na świecie jest także wiele kontrowersyjnych ludzi. Co to znaczy być kontrowersyjnym? Być tym jedynym szczerym, podczas gdy wszyscy inni owijają coś w bawełnę? Czy może być człowiekiem, któremu nic się w życiu nie podoba i ma czelność to wygłaszać wszem i wobec? Spójrzmy trzeźwym okiem. Kontrowersja nigdy nie była słowem zbyt chwalebnym, więc i osoba mogąca się „poszczycić” takim mianem nie ma powodów do zadowolenia. I następne pytanie, na które będę odpowiadał w całej tej pracy. Czy ja jestem skandalistą?
Jestem. Rodzice od maleństwa wpajali mi pojęcie szczerości. Ja jednak znacznie je zmodyfikowałem i bynajmniej nie na lepsze. Szastam na prawo i lewo słowami, które powinny pozostać tylko w mojej świadomości. Szczerość jest dobrą cechą, jeśli się ją wykorzystuje do właściwych celów. Wskazać komuś drogę, przemówić do świadomości, ogólnie ukierunkowywać, mówić prawdę gdy ją ktoś wymaga, ale nie ubliżyć komuś, wywołać niepotrzebny skandal, czy mówić przykre (choć prawdziwe) rzeczy osobie, którą nie lubimy. Ja niestety potrafię w tak bezczelny sposób wypowiedzieć się. Kto mnie miewa okazję czytać ten wie…
Po co to piszę – na pewno zadacie takie pytanie. „Po jakiego grzyba ja teraz czytam durnia, który napisał coś takiego do AM?”. Prawda. Nie jest to text poruszający jakieś odpowiednie tematy dla Qn’ikowego zina, ale zwykła spowiedź, zwykłego skandalisty, który tym sposobem próbuję sobie samemu przemówić do rozsądku. Ileż to jush było textów traktujących o dylematach osób piszących? Wiele. Czy był jednak text, który mógł poprowadzić do metamorfozy tak kontrowersyjnego człowieka jak chociażby ja? Nie przypominam sobie. Wszystkie texty były suchym oznajmnieniem stanu danego człowieka. Nawet nie próbowano w nich polemizować z samym sobą – „a co by było, gdybym się tak nie zachowywał?”. Wyznaczam więc nową drogę, nie wyklinajcie mnie za to… Jestem tylko człowiekiem, który widzi swoje błędy. A że dużo rzeczy przelewam na papier (tudzież ekran monitora), więc i to spiszę. Może komuś pomogę…
Czego jak czego, ale właśnie szczerości odmówić mi nie można. Gorzej bywa jush z dobrymi intencjami, chociaż potrafię okazać człowieczeństwo. Zastanawiałem się ostatnio czemu ja się muszę do wszystkiego przyczepić? Czy nie dobrze mi w takim świecie jaki jest aktualnie? Dobrze. Czy chcę być samarytaninem przez całe życie? Nie. Czy nie lepiej więc byłoby powstrzymać język na wodzy i uwolni ludzkość od moich parszywych poglądów? No nie wiem… Matko, znowu moje fobie wychodzą na wierzch! Ciężko jest się zmieniać, szczególnie jeśli całe życie spędziło się na pielegnowanie mojej „szczerości”. Widzę problem, chcę się go pozbyć, wiem jak, ale nie mogę… Coś mnie chamuje. Mam silną wolę, to pewnie ona. Definicję silnej woli też zmieniłem na swój użytek. W moim przypadku nie jest to jush racjonalne dąrzenie do celu poprzez myślenie, ale ośli upór. Dlatego jestem konfliktowy. Wszędzie muszę wtrzebiać nosa. Nic nie może umknąć mojej uwadze. Zaraz jak znajdę text osoby, która twierdzi inaczej niż ja szykuję polemikę. Czyżby chora ambicja? Jeśli tak to naprawdę chora. Jakbym przecież nie miał jasno postanowionego celu w życiu. Tak to wygląda. Nie tracę widoku swojej ścieżki i idę do przodu, ale z zakrętami i przystankami na szlakowe bitwy. Jednak staczanie wojen na argumenty nie jest tym co chciałbym w życiu robić. Nie poczuwam się także do obowiązku zbawiania świata, więc skandale wywoływane przeze mnie nie można włączyć w szeregi ambicji. Echhhhh, sam nie wiem na czym mi zadek jeździ…
Pożar najłatwiej ugasić przez wycelowanie strumieniem wody w jego źródło, tak i ja postanowiłem zrobić ze sobą porządek. Ugaszę głupoty w samym epicentrum, spróbuję pomyśleć racjonalniej, a idiotyzmy, które jeszcze nie narodziły się w mojej głowie będę powstrzymywał w zarodku. Tylko czy dam radę? Chociaż mam ww. „silną wolę” to tylko do pewnych rzeczy. Twardo stoję na nogach, idę zawsze do przodu i nie oglądam się, ale czasem nie starczy mi przez to uporu do kończenia nowo-podjętych spraw. Prawdopodobnie więc i tej nie dokończę. I na świat wyjdzie zupełnie nieludzka istota… Trzymajcie za mnie kciuki, proszę. Póki jest się elastycznym i zmiennym (to przez młodość) trzeba próbować różnych wariantów. Zawsze znajdzie się ten najodpowiedniejszy. Człowiek może wszystko kiedy bardzo tego pragnie, ale ta sama silna osoba może się równie dobrze wywrócić na pierwszym-lepszym zakręcie. Na błędach trzeba się uczyć, spójrzcie na mnie! Gdybym od początku postępował właściwie dzisiaj nie musiałbym manewrować w owych zakrętach.
Doskonale znam rozdział, w którym aktualnie egzystuję. Wiem jednak że jeszcze się nie zakończył. Zakończy się wtedy, kiedy albo opadnę z sił i zaprzestanę walki ze sobą, pogodzę się z własnym ego, albo wtedy, kiedy padnę z wyczerpania, ale towarzyszyć mi będzie satysfakcja. Jestem więc skandalistą, ale się leczę. W dodatku sporządziłem tą polemikę z samym sobą, aby inni, podobni do mnie, przestali się wreszcie oszukiwać. To nie świat jest do chrzanu, to wy jesteście „inni”…
=red HAMter= Członek SMMF
Mitologia oddaje kształty, przez które bezkształtny
kształt kształtów może być poznany. (J. Campbell)