Prawo do decyzji.
I kto ma decydować o decydowaniu?
24.03.2002


Mam przyjemność jeszcze raz gościć na łamach AM. I jeszcze raz wracam do tematu krwi, a konkretniej do tego kto ma decydować o metodach leczenia dzieci. Trochę o tym ostatnio było, ale opinie swoje dorzucili ostatnio: Eryk i Lecter666. Wreszcie coś wyważonego i na poziomie. Rozumiem odczucia jakie wchodzą w grę gdy mowa o ratowaniu życia. Zastrzeżenia co do postawy Świadków Jehowy mogę chyba przedstawić dwoma cytatami wspomnianych już autorów.

"Jak leżysz na stole operacyjnym sam, to odmawiaj sobie czego tylko chcesz! Twoja wola Baribalu. Ale, gdy na stole leży ktoś inny, dla przykładu twoja córka, to jakim prawem ty chcesz decydować o jej życiu? Czy jesteś Bogiem? Uważasz, że jak ją spłodziłeś, to możesz jej także odmówić życia?" - Eryk

"Ty wychodzisz bez szwanku twój brat stracił wiele krwi i leży na ulicy w agonalnym stanie, przybyły na miejsce lekarz mówi, że niezbędna jest natychmiastowa transfuzja, a dziwnym zbiegiem okoliczności okazuje się, że masz taką samą grupę krwi jak twój umierający na drodze brat - i co wtedy, czy w imię poglądów pozwolisz bratu umrzeć!?" - Lecter666


Wszystko sprowadza się do kwestii: Czy rodzice mogą decydować o nie podaniu krwi swojemu dziecku, czy mają do tego prawo? Czy uszanować czyjąś wolę o samostanowieniu?
Oburzenie we wszystkich przykładach wynika chyba z przejaskrawionych sytuacji kiedy to uciekającą krwią można by gasić pożar. Ale niech i tak będzie, przyjmijmy taki najgorszy scenariusz.
Więc przede wszystkim powtórzę: odmowa transfuzji krwi przez Świadków Jehowy nie oznacza że chcemy umierać i decyzja taka nie jest równoznaczna ze skazaniem na śmierć. Jest to podjęcie ryzyka. Dlaczego Świadkowie Jehowy je podejmują? Bo głęboko wierzą że jakimkolwiek użyciem krwi występują przeciw zasadzie o jej świętości w oczach Boga (Wiem że macie na ten temat swoje zdanie, ale to nie oznacza że ktoś inny nie ma prawa w to wierzyć, albo że jest to głupotą tylko dlatego że tak myślicie). W grę wchodzi wiara w Boga i uznawanie jego prawa o decydowaniu co jest dobre a co złe, może więc dlatego że jesteście ateistami ciężko wam wczuć się w taką sytuację. (Chociaż myślę że potraficie wyobrazić sobie takie oddanie jakiejś sprawie - czytacie o tym w książkach i oglądacie na filmach)
Zamierzam dalej posłużyć się cytatami z pism medycznych i wypowiedzi lekarzy, więc wyjaśnię Erykowi (i innym pewnie też) skąd je biorę. Ponieważ Ś.J. w omawianej kwestii są od lat nie rozumiani więc interesują się wszystkim co na ten temat znajdą a co może pomóc wyjaśnić ich stanowisko. Po prostu zbieram takie materiały ukazujące się na przestrzeni lat. Są one też gromadzone przez wydawnictwo Świadków Jehowy i udostępniane czytelnikom. Jeżeli wnoszą coś do sprawy lub pomagają zrozumieć naszą postawę są publikowane. Korzystam również z takich publikacji.

Wracam do głównego wątku. Osoby upierające się przy transfuzji krwi nie rzadko ignorują fakt, że Świadkowie Jehowy nie uchylają się od wszelkiej pomocy lekarskiej. Odrzucają tylko jedną metodę, i to taką, która zdaniem specjalistów jest najeżona niebezpieczeństwami. Większość problemów medycznych można rozwiązywać na różne sposoby (podać taki czy inny lek, zastosować taki lub inny zabieg). Z jednymi wiąże się takie zagrożenie a z drugimi inne. Czy sąd albo lekarz, albo ty czytelniku masz prawo autorytatywnie orzec, które ryzyko leży w najlepszym interesie pacjenta? Tylko pacjent może to osądzić. Świadkowie Jehowy nie chcą żeby decydował za nich kto inny, ponoszą za to osobistą odpowiedzialność przed Bogiem.
Gdyby ktoś narzucił ci jakiś odrażający zabieg, jakby się to odbiło na twoim sumieniu i psychice? Pamiętam (chyba z telewizji) informację o kobiecie której jakieś poważne rany lekarz postanowił leczyć larwami much (jest taka skuteczna i bezpieczna metoda) bez jej wiedzy. Gdy się o tym dowiedziała podała go do sądu - chociaż zabieg był udany - bo było to dla niej odrażające.
Po za tym pomyślcie o ludziach którzy nie zgadzają się żeby po ich śmierci albo po śmierci ich bliskich, pobrano ich zdrowe narządy do przeszczepu. Nie życzą sobie tego chociaż komuś może to uratować życie. I chociaż w Polsce jest prawo które mówi że jeśli na to się nie zgadzasz to musisz to zastrzec za życia, to i tak lekarze często tego nie wykorzystują i nie pobierają narządów (chociaż nie były zastrzeżone), bo uwzględniają odczucia rodziny.
Dr Konrad Drebinger napisał w Der Praktische Arzt (z lipca 1978): "Nie ulega wątpliwości, że zmuszanie pacjenta do wyrażenia zgody na leczenie sprzeczne z jego sumieniem, prowadzące wprawdzie do fizycznego wyzdrowienia, ale zadające cios psychice, było by przejawem spaczonej ambicji lekarskiej".

Skąd jeszcze biorą się w tej sprawie emocje? Bo mamy dziś do czynienia z masą przypadków zaniedbań dzieci i ich maltretowaniem. To jest tragiczne i powinno się interweniować, żeby chronić zaniedbywane dziecko. Ale proszę zauważyć że odmienna jest sytuacja, gdy troskliwi rodzice domagają się starannej opieki medycznej bez podania krwi. Wszyscy rodzice podejmują decyzje, od których zależy bezpieczeństwo i życie ich dzieci. Czy zabrać dziecko w daleką podróż i którędy jechać? Czy pozwolić mu popływać? Czy pozwolić mu pojechać na kolonię? Itd.. Za każdym razem w grę wchodzi jakieś ryzyko, czasem ryzyko utraty życia. Polegamy na rozsądku rodziców i dlatego właśnie to oni mają najwięcej do powiedzenia w prawie wszystkich sprawach dotyczących ich dzieci.
W roku 1979 Sąd Najwyższy Stanów Zjednoczonych oświadczył: "Pojęcie rodziny w rozumieniu prawa opiera się na założeniu, że rodzice mają to, czego brak dziecku pod względem dojrzałości, doświadczenia i rozeznania potrzebnych do podejmowania trudnych decyzji życiowych. (...) Sam fakt, że decyzja któregoś z rodziców [w kwestii medycznej] wiąże się z ryzykiem, nie przenosi automatycznie rodzicielskiego prawa do decydowania na jakąś instytucję bądź urzędnika państwowego". W tym samym roku nowojorski Sąd Apelacyjny orzekł: "Najważniejszym czynnikiem przy określaniu, czy dziecka nie pozbawiono należytej opieki lekarskiej, (...) jest fakt, czy po uwzględnieniu wszystkich współistniejących okoliczności rodzice zapewnili mu możliwe do zaakceptowania leczenie. Nie chodzi o ustalenie czy zadecydowali 'dobrze', czy 'źle', ponieważ obecny stan praktyki medycznej, mimo jej znacznych postępów, bardzo rzadko pozwala na sformułowanie tak stanowczych wniosków. Sąd nie może też występować w roli rodziców zastępczych".
W instrukcji "Wskazówki dla sędziego w sprawie rozporządzeń medycznych dotyczących dzieci" napisano: "Rozwój wiedzy medycznej nie osiągnął jeszcze takich wyżyn, żeby lekarz mógł z rozsądną miarą pewności siebie orzec, czy jego pacjent przeżyje, czy umrze (...). Jeżeli istnieje możliwość wyboru - na przykład gdy lekarz zaleca metodę leczenia, która w 80 procentach gwarantuje powodzenie, ale rodzice się na nią nie zgadzają, natomiast nie mają zastrzeżeń do takiej, która daje zaledwie 40 procent szans - to lekarz musi się podjąć działania bardziej ryzykownego z punktu widzenia medycyny, ale zgodnego z wolą rodziców".

Odmawiając transfuzji krwi sobie lub swoim dzieciom Świadkowie Jehowy podejmują ryzyko, ale nie odmawiają leczenia, nie skazują nikogo na śmierć. Mają do tego prawo. Jeżeli trzeba podjąć decyzję czy przetoczyć krew mojemu dziecku które wychowuję i o które się troszczę, lub bratu który postanowił że nie przyjmie krwi, to kto ma ją podjąć? Mam to zrzucić na pana X?

Wygląda to więc tak: Jestem Świadkiem Jehowy i wyznaje określone zasady więc uczę też tego swoje dzieci, uczę je więc zgodnie z tym w co wierzę że krew jest święta w oczach Boga a On zabronił jej używania. Zaszczepiam swojemu dziecku to samo w co wierzę (Większość z was została tak wychowana). I nagle wypadek, potrzeba krwi i powstaje kwestia sumienia które nie pozwala mi zgodzić się na transfuzję, postępuję zgodnie z tym w co wierzę i czego uczyłem moje dziecko. Mam teraz iść po decyzję do kogo? Co mam powiedzieć dziecku jeśli przetoczą mu krew? Dzieci też czują, a wyrządzone im krzywdy emocjonalne odbijają się na ich późniejszym życiu. Jeżeli uczyłem je że przyjmując krew łamie zasadę biblijną, to co ono myśli teraz o sobie? (nie mówcie że nie myśli i szybko zapomni - to nie prawda). Powiem: tak uczyłem cię że to złe ale jestem hipokrytą. Od dzisiaj religii będzie cię uczył sąsiad? Czy więc mam prawo uczyć dzieci tego w co sam wierzę, a potem zgodnie z tym postępować?

I jeszcze coś na temat stawiania siebie na miejscu Boga w kwestii decydowania o życiu lub śmierci swego dziecka. Eryk uważa, że rodzic nie zgadzający się na zabieg z użyciem krwi czyni siebie takim Bogiem. Kim wobec tego staje się lekarz, który w tej samej kwestii życia lub śmierci domaga się podjęcia innej decyzji, lub potajemnie ją zmienia podając krew bez zgody i wiedzy rodziców? Albo: czy sąd, który zmienia decyzję rodziców i nakazuje podanie dziecku krwi nie staje na pozycji Boga orzekając w sprawie życia lub śmierci? A Ty sam Eryku: czy nie wypowiadasz się właśnie w kwestii życia lub śmierci stanowczo orzekając jak należy postąpić? Czy sam nie stawiasz siebie właśnie na pozycji Boga? (z tą tylko różnicą, że ja nie chcę użycia krwi co może, ale nie musi zaowocować śmiercią, natomiast Ty chcesz użycia krwi z zamiarem nie dopuszczenia do śmierci - co wcale nie znaczy że jej zapobiegnie a do tego stwarza zagrożenia zdrowia) Czy nie jest to decydowanie o życiu lub śmierci? Czy też chcesz stać na pozycji Boga by decydować? W rzeczywistości wypowiadamy się w tej samej kwestii życia lub śmierci i robimy to z równym zdecydowaniem i stanowczością - zajmujemy jedynie krańcowo różne stanowiska: Ty mówisz "dać", ja mówię "nie" (aż chce się dodać: jak Bogowie...).

Myślę że pisane zastrzeżenia co do postawy Świadków Jehowy są nie przemyślane, pisane na szybko bez rozważenia wielu czynników. Przede wszystkim autorzy stawiają się w sytuacji w której nie byli. Niejednej postawy ludzi czy oddania się jakiejś sprawie nie rozumiemy, ale nie znaczy to że możemy decydować za nich. Chyba dobrze pokazuje to przykład pierwszych Chrześcijan którzy byli gotowi oddać życie za swą wiarę. Los Chrześcijańskich rodziców był też udziałem ich dzieci. Czy nie mieli prawa uczyć takiego oddania swoich dzieci? Dziś ich podziwiamy za ich wiarę i oddanie chociaż ich wierzenia groziły im, że stracą życie oni i ich dzieci. Czy należałoby im zabronić uczenia swoich dzieci tego w co sami wierzą albo kazać zrezygnować ze swej wiary bo można było zginąć?
Dlaczego nie potępiono rodziców których dzieci brały udział np. w Powstaniu Warszawskim i zginęły? Mogły żyć. Ale dzisiaj to mali bohaterzy na których patrzy się z uznaniem.
Czy Świadkowie Jehowy nie maja prawa podjąć ryzyka stając w obronie tego w co wierzą? Niejeden z was zrobiłby wszystko żeby chronić życie, a jednocześnie podjąłby ryzyko utraty życia żeby bronić swoich poglądów, wierzeń i wolności. Niejeden z was zrobiłby to będąc dzieckiem lub kochającym rodzicem.

(Eryk napisał jeszcze: "Nie ma znaczenia jakie masz poglądy, w co wierzysz. Lekarz ma obowiązek Cię uratować. I jeżeli do ratowania twojego życia jest mu potrzebna krew, to jej użyje" - więc przy okazji weźcie pod uwagę wypowiedzi lekarzy którzy na prośbę nie użyją krwi.)

W całej sprawie nie chodzi o skazywanie na śmierć lub udawanie Boga decydującego o życiu lub śmierci, ale o prawo do decyzji o podjęciu ryzyka. Prawo do postępowania w zgodzie z sumieniem i wierzeniami. Tych decyzji nie da się podjąć za kogoś.
Dr med. J. Lowell Dixon napisał (Przedruk z New York State Journal of Medicine, 1988 - Krew - czyj wybór i czyje sumienie?): "Gdy pacjent jest Świadkiem Jehowy, to oprócz kwestii wyboru wchodzi w grę sumienie. Nie można brać pod uwagę tylko sumienia lekarza. A co z sumieniem pacjenta? Świadkowie Jehowy uważają życie za dar Boży, którego symbolem jest krew. (...) Gdyby więc lekarz bez skrupułów ranił takie głęboko zakorzenione przekonania religijne swego pacjenta, mogłoby to mieć tragiczne następstwa. Papież Jan Paweł II powiedział, że zmuszanie kogoś do działania wbrew sumieniu to "najboleśniejszy cios wymierzony godności ludzkiej. W pewnym sensie jest to gorsze niż zadanie śmierci fizycznej". (...) "Co pan robi, gdy czyjeś przekonania religijne nie dopuszczają jedynej możliwości leczenia? (...) Według naszego głębokiego przekonania ten człowiek popełnia błąd. Ale Świadkowie Jehowy wierzą że przyjęcie transfuzji krwi (...) [może] się skończyć wiecznym potępieniem. Jesteśmy przyzwyczajeni do analizowania w medycynie ryzyka i korzyści, ale gdy resztę życia na ziemi przeciwstawia się wiecznemu potępieniu, analiza ta przybiera inny wymiar". Uszanowanie religijnych nakazów sumienia Świadków będących naszymi pacjentami może być dla nas sprawdzianem umiejętności. Jeśli nie cofamy się przed nim, bronimy cennych i drogich nam swobód. John Stuart Mill słusznie napisał: "Żadne społeczeństwo, w którym w pełni nie respektuje się tych swobód, nie jest wolne, i to niezależnie od ustroju (...) Każdy jest najlepszym stróżem swego zdrowia cielesnego, psychicznego i duchowego. Ludzie więcej zyskują, gdy pozwalają każdemu żyć według jego uznania, zamiast go zmuszać, aby się dostosował do upodobań ogółu"."

Spójrzcie na to z szerszej perspektywy! Pomyślcie czego sami jesteście gotowi bronić, jak bardzo zaryzykujecie nawet za cenę życia i uznajcie że inni też mają do tego prawo. Nie decydujcie za nas tylko dlatego że kierujecie się innymi zasadami i i uznajecie co innego za święte i nienaruszalne !

Baribal