Polish psychoz...
Warning! Ten tekst został spłodzony w celach humorystyczno-terrorystycznych ;),
jakiekolwiek kopiowanie, nielegalna dystrybucja lub publiczne odczytywanie może
spowodować nagły deficyt intelektualny u osób bezpośrednio wystawionych na
poniższy tekst. Lotne Brygady Lekarzy Szybkiego Reagowania zalecają: spalić
przed przeczytaniem, chronić przed dziećmi i mrozem, przed użyciem wstrząsnąć.
Zostaliście ostrzeżeni! ;)
"Meaningless life of a dumb white boy" odcinek nr 666 pt. "Silence of the
silencer."
W poprzednim odcinku: Rodzice mówią dzieciom, że mają odpowiednio wcześnie
wrócić z imprezy oraz: Lucecita oznajmia Jose[czyt. hose] Armando, że jest w
ciąży, Jose Armando ogłasza, że jest impotentem, w takim wypadku Lucecita mówi
Jose don Perier'owi, że to on jest ojcem jej dziecka, Jose don Perier wyznaje,
że "kocha inaczej", i że sam jest w ciąży z Jose don Perinion'em. And now the
saga countinues...
W dzisiejszym odcinku: Idanow wraca trochę późno z imprezy co za sobą pociągnie
nieciekawe reperkusje na rynku jedwabników pospolitych a także podciśnieniowych
burbatorów alkoholizujących.
Do hacjendy ukradkiem wchodzi senior Jose Pablo Enrique Armando Alfonso
Almodovar von Idanow. W skrócie narrator będzie go nazywał......................
Idanow. He he he już ja wiem co myśleliście, że napisze, wy zboczeńcy.
Kontynuując opowieść, do przestrzennej kuchni wchodzi jak pan i władca senior
Idanow. Skupiając się maksymalnie przygryza cygaro, siła z jaką zaciskał zęby
wystarczyłaby do przegryzienia stali. Drżącymi rękami zsunął z głowy swoje
sombrero(jednak nie jest z niego taki pan_i_władca). Jego stan mógł wskazywać
tylko jedną (straszliwą) rzecz, mianowicie: z przyczyn czysto
czasoprzestrzenno-ideologicznych (nogi waszmościa miały konflikt natury
politycznej tzn. jedna szła w prawo a druga w lewo, więc on jako umiarkowany
liberał wykładał się centrofacjatowo) "lekko" nagiął czas powrotu do domu.
Przechodząc przez próg kuchni, nad którym wisiała tabliczka z napisem "Client is
always wrong", usłyszał głos tego, którego głosu nie chciał usłyszeć o tej
(po)rannej porze. Idanow wydał z siebie odgłos, który towarzyszy osobom, które
"wpadły po uszy w qpe" a mianowicie:
- Shit - elokwencja naszego bohatera jest wprost zadziwiająca.
Rozluźniając lekko szczękościsk na cygarze zdobył się na próbę inteligentnego
wytłumaczenia swego spóźnienia i wybełkotał :
- Eeee bzzffgzzz [Burp!] autobus mnie siem spóźnił? -
Herr Ojczulek wydał z siebie odgłos przypominający opętańczy śmiech połączony z
kaszlem nałogowego palacza, po czym odpowiedział.
- Khhhyyyy khhhyyy khhhyyy ty przeklęty qoH*! Można się spóźnić 2 albo 3
godziny, ale 15 minut!!!!!? - trzeba przyznać, że herr Ojczulek miał specyficzne
poczucie humoru.
Przez niezwykle pustą makówkę naszego partyzanta przebiegła myśl(a raczej
pytanie): "Dlaczego kromka chleba z masłem zawsze spada masłem na dół, dlaczego
Cristina Augliera zmieniła image i teraz wygląda jak dama lekkich obyczajów i w
końcu skąd mój ojciec zna klingoński* i na drugi koniec dlaczego kuchnia wygląda
jak wnętrze mostka na klingońskim Bird of Prey*(czyt. ciemno, duszno i
zadymione)? Jednak w nanosekundę później przypomniał sobie, że kuchnia zawsze
tak wygląda kiedy herr Ojczulek wypali kilka paczek papierosów marki
"sianobeztytoniaste" przy zgaszonym świetle, co do kromki nie miał żadnego
pomysłu. Image Krystyny to temat na całkiem inną bajkę.
- Twój wspólnik został schwytany - powiedział unterleutnant włączając światło
swą świecącą w ciemności szpicrutą. Po włączeniu światła,
ten_którego_głowa_waży_tonę zauważył, że imperator Palaczpatine był w swojej
czarnej piżamie, perfidniak czekał na niego.
- Wiedziałem, że przyjdziesz spóźniony - co jest dziwne, On naprawdę to
wiedział.
Zbliżenie na twarz Idanowa.
- Niby skąd?!- biedaczek był tak spięty, że zapomniał o tajemniczych
beletrystyczno-profetycznych zdolnościach jego rodziców.
- Niedoceniasz potęgę Mocy Jogurtów Owocowych.
- Ten zwiadowca, którego wysłałeś, ona została przechwycona i po krótkich
torturach wyznała całą prawdę i tylko prawdę tak jej dopomóż Allah - eeee tam
zdolności profetyczne raczej zdolności nabyte podczas pracy dla CIA.
Kolejne zbliżenie, teraz widzimy jedynie sekcję nosowo-czołową twarzy Idanowa.
- Dzizas, specjalnie wysłałem swoją siostrę na śmierć - wycedził Idanow poprzez
swe ubogie uzębienie.
- Ha Ha Ha! Przecież już robiłeś gorsze rzeczy, czyżbyś nie pamiętał jak to
wypatroszyłeś swojego chomika i wsunąłeś jego wątróbkę popijając Chianti!?-
celnie przyładował herr Ojczulek w nadwątloną psychikę Idanowa.
Następne zbliżenie na twarz naszego bohatera (teraz możemy dokładnie przyjrzeć
się jego z lekka przetłuszczonej skórze i z ciężka przekrwionych oczach).
- Musiałem, to było silniejsze ode mnie! On ciągle śpiewał "di di di di du di
da" i nie chciał przestać skakać w górę i w dół, w górę i w dół, w górę i w dół.
Kurde zresztą kurde, to zły kurde chomik był(kurde) -
- Ale przecież ten chomik był wyimaginowany ty psycholu! - zauważył herr
Ojczulek.
- Trąbka - ? (reakcja narratora)
- Jaka trąbka?!! - zmieszał się Ojczulek.
- Jaki wyimaginowany chomik? - tym szybkim, misternym i błyskotliwym zagraniem
Idanow mógł przejść do (niby) kontrataku.
- Jakie są twe plany wobec mnie, o mój master? - wazeliny nigdy za dużo.
- Wszystko dokładnie zaplanowałem, wieprzu - Idanow nigdy nie lubił być
porównywany do żywego inwentarza a zwłaszcza do trzody chlewnej.
Tu dla odmiany nagłe oddalenie od osoby senior Idanowa byśmy mogli zobaczyć jak
poprawia swą skórzaną kurtkę i zdejmuje przyciemniane okulary a'la Top Gun,
odrzuca je na bok i zaciska pięści.
- Może przedstawię okoliczności łagodzące? - jak zwykle tonący brzytwy się
chwyta.
- Ja nie pertraktuje z terrorystami - krótko skwitował Palaczpatine daremne
próby Idanowa na wyjście z tej kiepskiej sytuacji.
- Krótko mówiąc, nie masz tutaj nic do gadania, prosiaku - dodał Herr Ojczulek,
najwyraźniej miał na celu maksymalne wkurzenie spóźnialskiego delikwekwenta.
Kolejne zbliżenie na facjatę Idanowa, która zaczęła przybierać kolor
sinokoperkowy-metalik. Przy takim zbliżeniu możemy przeliczyć elementy
światłoczułe w jego źrenicach.
- Show repentance and thee shall be saved!** - Amen bracie!! (ups narratorowi
się wypsnęło)
- Aj łil newer dżojn ju ** - zawieśniaczył Idanow, gdzieś już chyba słyszał ten
tekst, bo sam by go przecież nie wymyślił.
- We'll see about that, ty synu nie swojego ojca - powiedział herr Ojczulek
przyjmując postawę bojową - Khhhhhhyyy you will join me or die** - po takim
ultimatum każdy rozsądny człowiek złożyłby broń.
- Kamon mejk maj dej, ty eeee... ty bździągwo!
Po jakże nędznej próbie obrażenia swego oponenta Idanow rzucił się do walki.
Rozgorzała bitwa pomiędzy Idanowem a herr Ojczulkiem, serie z dwóch Uzi Idanowa
wyciągniętych z kalesonów (te Uzi nosił "tak na wszelki wypadek") oraz z broni
herr Ojczulka, która była sprytnie zakamuflowana jako popielniczka, kompletnie
zdemolowały kuchnię. Gdy Idanow wypuścił ostatnią serię kul pokrytych teflonem,
tytanem, chromem (alufelgi gratis), uchylił się przed komunistyczną amunicją
śmierci wystrzeloną z karabinu wyprodukowanego przez chińskich więźniów
politycznych, dzierżonego przez faceta w czerni(przyp. narratora: Jezu facet ale
piszesz długie zdania), gdy tak się uchylał to usłyszał od swego oponenta:
- You're out(of ammo, ma się rozumieć)** - lata pracy w służbie jej królewskiej
złości procentowały perfekcyjną znajomością angielskiego.
Idanow skwitował to krótkim:
- Soł az ju - przepięknie zawieśniaczył Idanow swym góralsko-zaściankowym
akcentem.
Tutaj nasi wojownicy odrzucili swoje puste NZBB (Narzędzia Zadawania Bólu
Bliźnim) by przejść do śmiertelnego Danse Macabre tudzież do walki wręcz.
Natężeniem walki można by obdzielić kilka filmów akcji z Jackie Chanem i Woodym
Allenem czy też komiksów z LOBO. Iluż stylów ci panowie używali! To wprost
niemożliwe do opisania! Niektóre z tych stylów to: modliszki, kung-fu,
tchai-chi, feng-shui, khe sanh, dien-bien-phu, tygrysa, irysa, metysa, pijanego
mistrza, pijanego adepta szkoły baletowej, pijanego koczkodana, a także
strasznie niszczycielski styl znany jedynie przez niewielu mnichów z klasztoru
Shao-Lin, a mianowicie misie-patysie. Rozgorzała straszliwa bitwa, niczym
nieprzerwany festiwal przemocy. Nagle do (resztek) pomieszczenia wpadła jakaś
postać. Pierwszy z morderczego amoku ocknął się herr Ojczulek i krzyknął:
- Żona san! - próbował dobiec do "Najukochańszej z Żon" jednak spanikowany
zaplątał się w swoje czarne kimono i po zakreśleniu w przestrzeni kilku bliżej
niezidentyfikowych figur znalazł się na podłodze w pozycji horyzontalnej
leżąco-olewającej. Krótko mówiąc stracił przytomność.
- Mama san! - Idanow nie był daleko w tyle (błyskotliwość bywa dziedziczna).
- Czy ktoś może mi powiedzieć CO TU się stało(oczywiście "ktoś san")!!?- Mama
san grzmiała niczym sam Pan Bóg (ew. Allah/Budda/ lub towcoaktualniewierzysz) po
ujrzeniu Sodomy i Gomory. Po ujrzeniu S&G Allah&co. też pewnie miałby ubaw po
pachy.
Wracając do sprawy, pierwszy do zeznań zebrał się Idanow i szybko przemieścił
się do pozycji czołobitnej.
- O Jaśnie Wielmożnie Oświecona Mamo san, tata powiedział mi, że chce mi skopać
tyłek, bo trochę późno wróciłem z imprezy - słowa Idanowa były ledwie
rozpoznawalne, bo mówił lekko błagająco-płaczliwym tonem, pod koniec zdania
rozpłakał się czując na sobie każące spojrzenie sprawiedliwości.
- A co mnie obchodzą twoje mafijne porachunki z ojcem! Ja się pytam czemu
rozpierniczyliście mi kuchnię!? - odpowiedzią była niesamowita cisza.
Ten_który_ma_przewalone_jak_w_ruskim_czołgu rozpaczliwie poszukiwał jakiegoś
wyjścia z tej wyjątkowo nieciekawej sytuacji i w końcu przypomniał sobie, że
jako jeniec wojenny ma jakieś prawa.
- Veni , Vidi, Viemjusz! - skacowany przygłup najwyraźniej na coś wpadł.
- Mam swoje prawa! Żądam adwokata! - po usłyszeniu tego Mama san zagrzmiała:
- I AM THE LAW!!!!!** - Po czym uniosła swą broń by wykonać wyrok za
zdemolowanie jej kuchni. Idanowkowi przed oczyma pojawił się masowo produkowany
w Chinach karabin AKG-58 (AKG-Ale Kurde Giwera).
-----------------------Przerwa na
reklamę----------------------------------------------------
Ta iście szatańska broń kal.10mm z wbudowanym granatnikiem, bagnetem, nożem do
owoców i warzyw, latarką, suszarką oraz pilnikiem do paznokci wyprodukowana
przez głodujące północno-koreańskie dzieci, którym płacimy 25 centów
miesięcznie, jest dostępna tylko w telesklepie dla nadpobudliwych,
socjopatycznych, znudzonych życiem kury domowej kobiet! Tylko u nas za jedyne
666,99$ + vat!! Każda pani domu powinna go mieć pod ręką!! Nasz produkt idealnie
nadaje się do wszelkiego sprzątania tudzież mokrej roboty oraz prac
wykończeniowych!!
-----------------------Koniec
reklamy--------------------------------------------------------
Idanow już zaczął się modlić i szykował się by odejść do krainy wiecznych łowów,
gdy Mama san vel "Egzekutor" przemówiła:
- Czytujesz może Biblię, synu? - Idanowa kompletnie zatkało przez co z głowy na
hinduskie kadzidełka spadła mu jego jarmułka a z rąk wysunął się Koran.
- Tak - tu Idanow skłamał, że czytał, bo oglądanie obrazków czytaniem raczej nie
jest.
- Bo wiesz przypomniał mi się fragment, który jak ulał pasuje do obecnej
sytuacji, Księga Ezechiela rozdział 25 werset 17.
-????!- Reakcja Idanowa.
- The path of the righteous man is beset on all sides by the inequities of the
selfish and the tyranny of evil men. Blessed is he, who in the name of charity
and good will shepherds the weak through the valley of darkness, for he is truly
he's brother's keeper and the finder of lost children. And I will strike down
upon thee with great vengeance and furious anger, those who attempt to poison
and destroy my brothers. And you will know my name is the Lord, when I lay my
vengeance upon thee*** - powiedziała chłodno Mama san.
- Czy przyznajesz się do winy? - sarkazm aż kipiał z tonu wypowiedzi
jednoosobowego składu ławy
przysięgłych/sędziego/kata/woźnego/cholerawieczegojescze.
- Z perspektywicznego punktu widzenia nie skomentuje tego wydarzenia, albowiem
swe zeznania musiałbym wpierw skonsultować z mym obrońcą - Idanow zaczął
wystukiwać w swej komórce numer najlepszej kancelarii w mieście 555-DAWAJ-KASE
- Wiedziałam, że to powiesz - rada od narratora: Nie kłóć się z kobietą, ona
zawsze ma rację, nawet gdy jej nie ma.
- Poczekaj Mama san, dlaczego reagujesz tak impulsywnie?! - gadaj zdrów i tak
jesteś już martwy.
- Dlaczego!? W imię zasad skurkobańcu! Mówiłam ci, że jeszcze raz zdemolujecie
mi z ojcem kuchnię a spotka was sroga pomsta! - po tych słowach Mama san
wypuściła całą zawartość magazynku w wodogłowie tudzież w ciało naszego (już
byłego) bohatera i tym samym wkomponowała jego nędzną personę w oddaloną o kilka
metrów ścianę.
Herr Ojczulek właśnie dochodził do siebie gdy nad jego bolącą głową przeleciały
zwłoki jego syna poprzedzone rzeką ołowiu. Popatrzył na raczej nieciekawe
widowisko i cicho zarapował:
- [umcyk] [umcyk] Ręka noga, mózg na ścianie, oczy na widelcu, flaki na
tapczanie - i to był jego wieeeeelllki błąd. Te rymy częstochowskie usłyszała
Żona san i ruszyła w jego stronę. Ojczulek zaczął uciekać ile sił w nogach. Na
(nie)szczęście, na drodze jego ucieczki stała lita ściana. Jak mówi przysłowie:
"Głową muru nie przebijesz", więc herr Ojczulek przygrzmocił z całym impetem w
ścianę. Biedaczek wyłożył się tak jak stał. Żona san z iście kocią zręcznością
przedarła się przez pobojowisko i dopadła swego małżonka.
- Pamiętasz może, kochanie, co ci powiedziałam ostatnim razem gdy nasz synek
zdemolował mi kuchnię? - zapytała Żona san sięgając do głębokiej kieszeni w swym
kevlarowym fartuszku.
- Powiedziałaś, że ma natychmiast ładnie przeprosić i posprzątać ? - uuu ktoś tu
ma najwyraźniej przechlapane.
- Nie, powiedziałam, że jeśli jeszcze raz ktoś zniszczy moją kuchnię to
porozmawiam z nim jak dorosły z dorosłym, a potem zakopię go w lesie - gdy
skończyła mówić wymierzyła herr Mężusiowi (zmiana na banana:) w czoło z naprawdę
wielkiego gnata.
- Najukochańsza Żonko mam nadzieję, że nie masz zamiaru zrobić czegoś, czego
byśmy oboje, a zwłaszcza ja, żałowali w przyszłości - zaczął grać na czas Mężuś.
- Kochanie, to co właśnie trzymam wycelowane w środek twojej głowy to Magnum
.44, najpotężniejszy rewolwer na świecie, którym z pewnością odstrzelę ci głowę.
Pewnie zastanawiasz się czy jest naładowany. W tej chwili raczej powinieneś
zadać sobie pytanie: czy czuję, że mam farta? -
- Więc masz go? - w jej głosie nie było grama uczuć ani wątpliwości.
Mężuś myśli.
- Chyba tak - odpowiedział Mężuś, a nuż widelec uratuje swą skórę.
Żona san uśmiechnęła się i wstała od siedzącego pod ścianą Mężusia. Odwróciła
się, zrobiła kilka kroków oddalając się od męża. Gdy była w odległości około
sześciu metrów odwróciła się, uśmiechnęła ponownie i wypaliła niesfornemu
Mężusiowi prosto w twarz. Gdy bezgłowe ciało osunęło się na podłogę, rzuciła
chłodno:
- Powiedziałeś "chyba" - krótko mówiąc "Jupi ka jej wydymańcu"(narrator
naoglądał się zbyt dużo filmów).
Pogrzeb Idanowa i herr Ojczulka odbył się na pobliskim wysypisku odpadów
radioaktywnych ku sprzeciwie tamtejszych mieszkańców. Wszyscy żyli długo i
nieszczęśliwie w swych związkach bez przyszłości.
Mam nadzieję, że nie czekaliście na happy end ;)
Da unhappy Fin.
Reasumując:
-Panowie słuchajcie tego co mówią do was wasze panie, bo pewnego dnia może się
zdarzyć, że scenariusz przedstawiony powyżej to będzie wersja "soft" ;) W
sytuacjach ekstremalnych ratujcie się zwrotem: "Przebacz!!! Jestem tylko
mężczyzną!"
-Drogie panie nie stresujcie się irracjonalnym postępowaniem mężczyzn, w końcu
są "tylko mężczyznami" :)
-Drogie dzieci(tudzież droga młodzieży), po pierwsze nie przyjmujcie słodyczy od
obcych, a po drugie odpuśćcie trochę swoim starszym, bo w akcie desperacji mogą
zacząć interesować się tym samym co wy (czytanie AM-u, programowanie itp.) i
wasz dostęp do komputera zostanie odcięty ;)
autor: Idanow
Objaśnionka:
* Tak, niestety, moi drodzy to Star Trek ;)
** Uczta się języków ;P
*** Obejrzyjcie Pulp Fiction :)
Jeśli chcecie mnie zbesztać lub dowiedzieć się czegoś (np. kto to jest ten Star
Trek;) to uderzajcie:
dexthor@wp.pl