W numerze 23 Action Maga został zamieszczony artykuł Pasibrzucha, w którym twierdzi on, że ewolucja nigdy się nie dokonała, a świat, faunę i florę stworzył Bóg. Po pierwsze zaznaczę, że zdziwił mnie ten człowiek i to niemało. Jest on chyba bardzo radykalnym chrześcijaninem, gdyż kościół katolicki (nie wszyscy jego przedstawiciele) przychyla się do ewolucji, tłumacząc ją jako będącą w całości kontrolowaną przez Boga. Ale to nic, przedstawię mój pogląd na genezę organizmów żywych.

Ewolucja - stopniowe przekształcanie się organizmów żywych (...) od form najprostszych do coraz wyżej uorganizowanych, bardziej wyspecjalizowanych i coraz liczniejszych (...).
Podane za Małą Encyklopedią Powszechną PWN, wyd. z roku 1970.


Z powyższej definicji wynika, że ewolucja to ogół procesów, dzięki którym rośliny i zwierzęta przystosowują się do środowiska, aklimatyzują się w nim i uczą się wykorzystywać jego właściwości jednocześnie rozmnażając się i zajmując w nim coraz większą powierzchnię, a więc przystosowując je do własnych potrzeb. Takie zjawisko zachodzi i zachodziło zawsze, a jego przykłady widać wszędzie, choćby na przykładzie człowieka. Jak wiadomo, człowiek przed dotarciem na obecny szczebel rozwoju był uzależniony od - dziś niemal nieistotnych - czynników, takich jak pogoda, pora roku czy obecne na jego terenie dzikie zwierzęta. Będąc przez nie zagrożonymi i ograniczanymi, ludzie wynajdywali nowe techniki walki, uzdatniania gleby do hodowania roślin czy też budowali schronienia coraz to bezpieczniejsze i mogące pomieścić więcej osób. Tworzyli nowe narzędzia ułatwiające im życie itp. Takie "drobne" odkrycia jak np. ogień przyczyniły się do poczynienia kolejnych kroczków pchających technikę do przodu. Człowiek uczył się, zmieniał, EWOLUOWAŁ. Kiedyś nie znano pisma ani nie umiano liczyć, dziś mamy komputery. To chyba jest dowód na stopniowe przekształcanie się organizmów żywych (...) od form najprostszych do coraz wyżej uorganizowanych, prawda?
Z tą całą ewolucją nie jest tak, że "jedna roslinka zmutowala, wyszla (?) na lad i powiedziala reszcie, ze tam jest fajniej" (cyt. by Pasibrzuch). Zmiany nie następowały nagle i bezcelowo, nie były również samoistne. Powodowało je wiele innych czynników. Załóżmy, że w środowisku wodnym następuje wzrost populacji zwierząt żywiących się określonym gatunkiem roślin. I nie jest to wzrost gwałtowny, lecz stopniowy, trwający wiele lat. Rośliny, kierowane odruchem obronnym, wychylają swe pnącza w stronę, skąd zwierzęta przychodzą najrzadziej, czyli w stronę lądu; tam też rozpylają nasiona. Jako że rosną blisko dna i rozsiewają je na odległość kilkunastu centymetrów, prądy morskie nie mają większego wpływu na ich wędrówkę. Dzięki temu po kilku/kilkunastu/kilkudziesięciu latach są niemal na plaży. Odczuwając większy wpływ słońca i będąc wymywane na ląd roślinki wytwarzają nowy rodzaj pnącza (np. w wyniku zmian wywołanych nowym otoczeniem), które kieruje się w głąb lądu. Następnie rośliny całkowicie wychodzą z wody, jako że na lądzie mają lepsze warunki. W wyniku tego zwierzęta żywiące się nimi także muszą zmienić menu. Obserwując zanik ulubionych liści, przerzucają się na inne, lecz nie od razu tylko stopniowo, próbując nowych rzeczy i wybierając te, które sprostają ich wymaganiom. Zachodzi proces EWOLUCJI.
Na tym przykładzie widać chyba, że ewolucja istnieje, i że nie jest to natychmiastowe przeobrażenie wróbla w sokoła, ale proces powolny. Patrząc na niego regularnymi okresami czasu (np. od 1089654 r. p.n.e. do 756352 r p.n.e.) zakres zmian nie wydaje się wielki, ale jeśli spojrzymy na to od momentu powstania najprostszych organizmów, jest jednak nieco inaczej.

Military Police from Sosnowiec