MATRIX NA ŻYCZENIE ------------------------------------------------------------------- Obudziłeś sie rano, jak każdego dnia. Przyszło ci to trudno, żal opuścić ciepłe łóżko. Poza tym masz dziś matmę. Jak ty nie lubisz tego przedmiotu i tej głupiej baby! Chcąc nie chcąc wleczesz się do szkoły. Godziny ciągną się niemożliwie, a na matematyce każda minuta wydaje się wiecznością. Pięć minut do dzwonka, a tu ups!, musisz maszerować do tablicy. Z wielkim bólem wymęczyłeś trzy plus. Dobrze że już koniec. Wracasz do domu. Odrabiasz lekcje na następny dzień. Tak żeby było, bez zbędnych starań. Może by gdzieś wyjść? Niewielu masz kumpli, zbyt towarzyskim typem nie jesteś. Jakoś nie miałeś szczęścia do kolegów, jedni potrafią mówić tylko o tym, ile piw wczoraj wypili albo zaliczyli już panienek, inni o sprawach, które zupełnie cię nie interesują. Przydałaby się w końcu dziewczyna, ale nie możesz jej znaleźć, nie chcesz, czegoś się boisz. Tak mijają dni, a ty, nie wiedzieć czemu, nie robisz nic aby było inaczej.Tylko chodzisz spać z poczuciem, że coś byś jednak tutaj zmienił... ------------------------------------------------------------------- Uzależnienie od komputera to temat tak stary jak sam komputer:) Dużo razy w AM była o tym mowa. Wydaje mi się jednak, że chyba nikt nie zastanawiał się nad przyczynami uzaleznienia. Jak to jest, że coś przyciąga ludzi do tej blaszanej puszki? Co znajdują w graniu i surfowaniu po sieci? Do czego to może doprowadzić? Niektórzy mogą spędzać przed komputerem długie godziny po prostu dla zabicia czasu, z nudy, nie mając nic lepszego do roboty. Inni robią to z lenistwa, braku chęci do wykonania czegoś pożytecznego. Ciężko zabrać się do czytania nudnej lektury, wyjść się nigdzie nie chce, ale tyle siły, żeby wcisnąć "power" można jeszcze z siebie wykrzesać:) A może jest też grupa osób, którzy w grach, rozmowach przez Internet znajdują coś, czego daremnie szukają w realnym życiu? Postawmy się na miejscu kogoś właśnie takiego. Tutaj posłużyłem się przykładem nastolatka. Załóżmy że ów hipotetyczny ktoś prowadzi właśnie takie życie, jak opisałem wyżej - szare, monotonne, nieciekawe, bez wielu znajomych, bez dziewczyny. Nie ma jakoś energii i odwagi, by coś w nim zmienić, wydaje się być zagubiony, czuje że rzeczywistość go przerasta. Pewnie niektóre jego cechy charakteru, jak nieśmiałość i brak zapału sprawiają, że właśnie takie życie wiedzie. Może zaczać szukać "spełnienia" gdzie indziej,a jeśli nie lubi się wychylać, to komputer i sieć są dla niego idealne. ------------------------------------------------------------------- Następny dzień to sobota. Wiesz, co będziesz robił. Masz przecież Internet. Taaaaaak! Czujesz wręcz euforię gdy zasiadasz do komputera. Kiedyś grałeś całymi dniami, byłeś rzymskim generałem w Settlersach, radzieckim żołnierzem w Red Alercie, zdobywałeś Amerykę jako wojak Wehrmachtu w Panzer General, wcielałeś się w jednego z ostatnich sprawiedliwych w Knights and Merchants, zawsze wielki, zawsze zwycię- ski. Tylko gdy wyciagałeś płytki z grami z napędu, dopadała cię myśl, że to jedynie iluzja. Aż wreszcie odkryłeś tę cudowną rzecz - Internet. Teraz masz wszystko na wyciągnięcie ręki. Wiadomości, filmy, muzykę... Poczta tradycyjna to przeżytek, przecież jest e-mail!. No i czat!!! Cóż to za wspaniały wynalazek. Zaraz bierzesz na stronę kilka panienek, wciskasz im miłe kity jaki to nie jesteś macho. Jakiś koleś odważył się powiedziec coś złego na temat twojego nicka. No to dawaj na niego! Co ci może zrobić! Jesteś panem sytuacji, jesteś wszechmocny, masz wszystko w swoim zasięgu! -------------------------------------------------------------------- Komuś takiemu Internet szybko przypadnie do gustu, pozwala poczuć się pewnie, daje uczucie władzy nad innymi. Ktoś kto boi się lub nie ma ochoty zmieniać się w realnym świecie, rzuca się w ten blichtr anonimowości, wydaje mu sie że żyje pełnią życia. Nieświadomie staje się innym człowiekiem. Jak to uczucie jest zgubne i fałszywe, przekonałem się sam. Kiedyś gdy Net był dla mnie nowością, lubiłem przesiadywać na czacie. Pewnego dnia rozmawiałem z przyjaciólką (która mieszka w tym samym bloku i to ZA ŚCIANĄ!!!!! Czyż to nie paranoja? Ale mniejsza z tym). Pojawił się wtedy ktoś, kto wtrącił się do rozmowy. Odebrałem to jako atak na siebie i zbluzgałem gościa niemożliwie. Potem okazało się, że został chłopakiem tej mojej znajomej. Widziałem go wiele razy i nie wiedziałem że to ten sam człowiek, którego kiedyś zwymyślałem. W końcu dowiedziałem się prawdy. Przeprosiłem go, on obrócił całą sprawę w żart, teraz się z tego śmiejemy, ale do dziś gdy o tym pomyślę, bardzo mi głupio. Przez moment stałem się kimś zupełnie innym, chamem najeżdżającym na ludzi za nic. A wszystko przez szajbę i anonimowość. A gdy świat realny zetknał sie z wirtualnym (czyli gdy dowiedziałem się prawdy) było to dla mnie bolesne. Dobrze, że ów gość miał wyważone podejście do tych spraw. I ja takowe posiadam. Dzisiaj.... -------------------------------------------------------------------- Tak jest, Internet to jest to! Jesteś w swoim żywiole, wiesz po co się urodziłeś! Tylko ciężko przychodzi ci wyłączenie komputera. Trudno wyjść w życie po przebywaniu w sieci. Tam wszystko jest szare i nic się nie udaje. A przecież mozna te problemy zostawić za sobą. Można być kimś innym, kimś z własnych marzeń! I to tak łatwo. I często tam wracasz, do tego lepszego świata, gdzie wszystko ci się udaje, gdzie nie musisz z niczym walczyć, gdzie wszystko przychodzi gładko. Właściwie to nie miałbyś chyba nic przeciwko temu, by zostać tam na stałe... -------------------------------------------------------------------- I z czasem Internet staje się całym życiem dla takiego człowieka. Zostawia on realny świat za sobą, ucieka od jego problemów w zakamarki sieci. Przychodzi uzależnienie od Internetu. W pewnym okresie ja również zapałałem zbytnią "miłością" do peceta, zwłaszcza po zasileniu szeregów internautów. Zaraz zaraz, czy ja przypadkiem nie siebie tam wyżej opisuję? Nie nie, mam dużo znajomych, paru przyjaciół, jestem rozrywkowym facetem, czasem nawet za bardzo :) Na przykład: w tym roku zrobiłem sobie taki ostatni dzień karnawału, że przez cały Popielec zjadłem dwie mandarynki, taki miałem wstręt do jadła:) Ale w końcu z Środę Popielcową się pości. A jak smakowały! Kwaśny to w "takich" sytuacjach najprzyjemniejszy smak świata, bez dwóch zdań. Koniec dygresji. Może podczas owego romansu z kompikiem pasowałem w jakimś stopniu do tego opisu, ale u mnie wzięło się to raczej z lenistwa, były trzymiesięczne wakacje, Internet był nowością.... Ale miał byćkoniec dygresji :) Robiłem kilka razy test Smugglera, wychodziło mi jakieś 40 - 50 punktów, aż kiedyś nagle nabiłem blisko 100. Dobra,będzie tych biadoleń, to miał być oryginalny tekst na ów temat, a zaczyna zatrącać sto razy już w AM czytaną starą śpiewką o nałogu:) Niedawno obejrzałem "Matrixa". Nie przepadam za science-fiction, ale zdecydowałem się oglądnąć ten film z uwagi na panująca opinię o nim. Faktycznie, nigdy nie spotkałem się z tak oryginalną fabułą. Oczywiście to jest bajka, ale zacząłem zastanawiać się, czy uzależnienia od Netu, w ogóle od kompa, nie można czasem nazwać stworzeniem sobie własnego małego matrixa. Odejdźmy od filmu, umówmy się, że tu przez "matrix" rozumiemy świat nieprawdziwy i na tym analogie z obrazem się kończą. A zatem ów nierealny świat, w którym bardzo łatwo można być KIMŚ, może przesłonić rzeczywistość takiej grupie ludzi. Może się okazać, że dla nich będzie ona tylko "pustynią". Będą od niej uciekać, spychać problemy w podświadomość, starać się być kimś innym, żyć w wymyślonym świecie. Sam znam kilka takich osób. Międy tym tutaj "matrixem", a tym filmowym jest zasadnicza różnica. Tamten działał wbrew woli ludzi, a czasem przy ich sprzeciwie (tych uświadomionych), tego tworzy się samemu, z własnej woli. Jednak efekt działania obu jest taki sam -człowiek staje się niewolnikiem, tam maszyn, tu - owej "wolności" iluzji, fikcji. Z czasem ucieka od rzeczywistości bardzo daleko. Może w sposób taki, jaki ukazałem, rodzi się część uzależnień od Internetu czy w ogóle komputera. Sam byłem na jak najlepszej drodze, ale uświadomiłem sobie, ze mam powody, aby nie fundować sobie matrixa na życzenie. Stówa w teście Smugglera to ostatecznie nie jest tak dużo (w porównaniu do niektórych "rekordów"), ale wystarczyło, żebym sobie uświadomił, że to komputer zaczyna posiadać mnie zamiast na odwrót. I dziś znów jestem całkowicie wolnym człowkeiem :))) A komputer i sieć są dla mnie jak dawniej narzędziem do nauki i rozrywki, a nie substytutem wszystkiego. Donald niedoszły komputeroholik :) 24 marca 2002