Królik
Królik to porządny
zwierz. Nie to co jakieś tam głupie rybki, czy inne stworki... I nie mówie tego
tak sobie. Ot, przede mną siedzi królik. Jest to miniaturka, angorek, czyli
takie małe z długą sierścią. Uszy ma dość krótkie jak na królika, ale to młody
samczyk (ponad pół roku), sierść koloru beżowo-rudego z białą "krawatką" i
białymi "skarpetkami" oraz z całym białym brzuniem, krótki i uroczy pyszczek.
Nie powiem... przystojny jak cholera. Jak bym był samiczką to bym się zakochał.
Ale, że nie jestem samiczką i do tego nie jestem królikiem, to jest to mój
kumpel - tyle, że królik. Oczywiście jak przystało na półrocznego królika
ma swoje imię - Bunio (ja go nie nazywałem), ale ja nazywam go Zbuniek. Bo taki
jest i taki ma być. I nie chwaląc się, sam przyczyniałem się do jego
tresury, aby nieźle zbuniował. I owszem... całkiem nieźle to robi. Ale
musze zaznaczyć, że jest to mimo wszystko całkiem kulturalny gość.
Nauczony jest załatwiać się w łazience. Rzecz jasna nie korzysta jeszcze z
sedesu, ma swój kącik przy wannie - przystosowany do jego potrzeb. Nie sklina,
nie beka i nie pierdzi (czasem tylko strzeli "tajniaczka") - pełna
kulturka! I do tego nie jest specjalnie wymagający. W ogóle to
najlepszy zwierzak oprócz psa (a w niektórych przypadkach nawet lepszy), jakiego
można mieć. Zbuniek mieszka w klatce, to znaczy to jest jego sypialnio-jadalnia,
bo klatka jest cały dzień otwarta i łazi sobie po prawie całym mieszkaniu. Ma to
w tej chwili dwa minusy: trzeba uważać, żeby na niego nie nadepnąć oraz
wszystkie kable muszą być zabezpieczone przed przegryzieniem. I zanim przejdę do
szczegółów jego zbuniowania powiem krótko jak żyje sobie Zbuniek.
Taki oto Zbuniek wstaje sobie rano i jak
to o tej porze bywa ma pełny pęcherz (długo potrafi wytrzymać). Na noc zazwyczaj
zamyka sie Zbunia, bo szlag wie gdzie po ciemku polezie. Dlatego na znak, że już
wstał ciągnie ząbkami drzwiczki od klatek dając do zrozumienia, że chce wyjść i
pierwszy pójść do łazienki. Gdy już go sie wypuści pędzi do łazienki,
a gdy drzwi są zamknięte czeka nerwowo pod nimi spoglądając na klamkę. Po
ich otworzeniu daje nura do środka, zabawia tam jakieś dwie minutki (chyba, że
jest wcześnie rano, to bywa, że sadząc tam kupę przysypia). Po
załatwieniu swoich spraw wybrykuje z niej uradowany. I po porannej toalecie
od razu chce sie bawić, na jedzenie ma ochotę później. Rano jest najbardziej
żywiołowy, biega i skacze jak opętany. Po takim rozruszaniu kości ma ochote na
śniadanie. Pałaszuje je z rozkoszą (zazwyczaj jest to specjalna
mieszanka zbożowa) ze swojej glinianej miseczki. Miseczka musi być
ciężka, bo ten mały nicpoń lubi taką miseczkę wziąć w pyszczek i wywalić ją z
zawartością na siebie. Potem chce być chrapciany za uszkami i w ogóle pieszczony
(on chciałby tak niemal przez cały dzień). Bawi się do obiadu, zjada obiad
następnie dokładnie się myje (wprost uroczo to robi...) . Potem znów się bawi,
zje coś czasem, a w między czasie korzysta z uchylonej dla niego łazienki.
Często też robi sobie przerwy w zabawie wylegiwując się w jakimś przytulnym dla
niego miejscu, lubi przy tym mieć domowników na oku (ma nadzieje, że bedzie go
ktoś chrapciał), dlatego trzyma się dość blisko. I tak ogólnie do późnego
wieczora. A w następny dzień wszystko od nowa.
Zbuniek, jakkolwiek
to tylko mały gryzoń, ale nie jest wcale taki głupi i ma charakterek. O tak...
charakter to on ma. Oczywiście jak był mały to był nie wiele mądrzejszy od
mojego lewego buta. Ale teraz taki but to już z nim nie pogada, chociaż
Zbuniek z moim kapciem nie źle się kumpluje. Mniejsza o kapcia. Zbuniek to
przede wszystkim przylepek, gdy weźmie się go na ręce i przytuli do twarzy
to będzie dawał buziaczki i to z języczkiem, on w ogóle lubi
lizać. Kapeć też jest często wylizany. Ma oczywiście kostkę soli oraz
wapienną kostkę do gryzienia. Gdyby nie to wgryzałby się w ścianę. I tak to
czasem robi... Zbuniek w ogóle myśli sobie, że jest najważniejszy i na wszystko
mu wolno, no prawie... bo pewne rzeczy udało mu się wbić do tego jego
małego łebka (m.i. łazienka). Przede wszystkim, chce aby się z nim bawić
zawsze kiedy ma na to ochotę, a drapać go za uszkiem - to już obowiązek.
Często, gdy czytam jakieś czasopismo leżąc na łóżku wskakuje na nie,
przytruptuje do mnie i widząc, czym jestem zajęty postanawia pozbyć się obiektu
mojego zainteresowania. Bierze owe czasopismo w ząbki i zsuwa je z łóżka patrząc
czy poleciało sobie w cholere. Następnie pcha się pod moją rękę, aż moja dłoń
znajdzie się w okolicach jego uszów i jakby nigdy nic czeka sobie
bezczelnie leżąc, aż zajmę się chrapcianiem. Gdy pierwszy raz to zrobił
byłem oczywiście wniebowzięty i podobało mi się jego zbuniowe podejście do
sprawy. I oto przecież chodziło, ale zrzucając mi gazetkę czy cos podobnego
często uszkadzał kartki drąc je przy szarpaniu ząbkami, a poza tym ile
można chrapciać tego gałgana. Nigdy mu nie zapomnę dnia, w którym przegryzł mi
kable od głośników (chociaż w konsekwencji wyszło to na dobre). Otóż, gdy
chciałem pooglądać sobie pewien film na jaki czekałem od pewnego czasu, po
krótkim wyjściu do sklepu Zbuniek dobrał się do kabli głośników. Akurat wtedy
komputer był moim telewizorem (mam kartę telewizyjną). Szlag trafił głośniki!
Nie wiem co ten Zbuniol zrobił i jak z tego bez szwanku wyszedł, ale
poprzegryzał też kable od zasilacza tych głośników, które w cholere sie spaliły.
Musiałem kupić nowe, tamte nawet były cienkiej jakości, to kupiłem już znacznie
lepsze. No... w sumie dzięki niemu mam lepsze głośniki, ale filmu wtedy sobie
nie pooglądałem. Od tamtej pory wszystkie kable zostały w miare dobrze
zabezpieczone przed jego wścibskim pyszczkiem.
Zbuniek nie da sobie
w kasze dmuchać i wcale sie aż tak nie boi jak przysłowiowy zając. Gdy chce mu
sie dać klapsa za coś co źle zrobił (dla oduczenia go), to sie stawia i jeszcze
próbuje atakować. Ale jego atak jest co najwyżej zabawny, nie ma się
co go bać. A wygląda to tak: po klapsie odskakuje odwracając się pyszczkiem do
ręki. Wbija w nią swój wzrok, stawia swoje małe uszy do przodu jak jakiś byk i
nie spuszczając wzroku z ręki śledzi ją i czeka. Gdy wykona się jakiś
niepokojący ruch ręką rzuca się na nią. I mógłbym go nawet pochwalić
za zbuniowe nastawienie, gdyby nie to, że to rzucanie sie na rękę polega na
doskoku tuż przed nią, a następnie nawet nie dotykając swojego atakującego
obiektu odwraca się i czym prędzej spieprza chowając się na przykład pod łóżko.
Po czym wystawia łepek i patrzy się czy wystarczająco strasznie przestraszył
atakującą go wcześniej rękę.
Trzeba też
zaznaczyć, że Zbuniek to samczyk i to ponad półroczny samczyk. A to oznacza, że
ma swoje potrzeby seksualne. I z tym jest cały problem... Nie ma on swojej
samiczki, więc wyżywa się na domownikach. He he... ręka, noga... oto główne
obiekty seksualne zbuniowego królika (jak pies, tylko bardziej niewyżyty).
Ostatnio kupiona mu została maskotka-królik, która miała pełnić rolę dmuchanej
lali. Kręcił się koło niej i kręcił, ale do niczego nie dochodziło. Po
prostu nieruchoma maskotka na niego nie działała, trzeba było pokokietować go
troche. I to juz lepiej na niego działa, ale ile można... Czasem był aż tak
natrętny, że pomyślano o kastracji królika. Biedny Zbuniek... Na szczęście pani
weterynarz stwierdziła, że to może złagodzić temperament Zbunia i przez to może
stać się bardzo spokojny. No a cóż to za Zbunio bez zbuniowej natury!? Dlatego
zrezygnowaliśmy z tego zabiegu.
Zbuniek w miare
dobrze wywiązuje się ze zbuniowania, ale jeszcze wiele muszę go nauczyć.
Ostatnio nawet podkrada mi moje picie, za co w gruncie rzeczy muszę go
pochwalić. W końcu to Zbuniek jest... I na pewno bedzie też dobrym
kumplem do picia. Myślę też, że powiniem go wytresować na królika obronnego.
Jeśli więc będziecie za jakiś czas widzieć królika, który będzie uganiał
się za kotem czy psem, to z pewnością będzie to Zbuniek.
JakBym