Podziwiam feministki! Na prawdę! Nawet nie zdajecie sobie sprawy jak wiele zawdzięczamy feministkom. To one, kobiety przez lata znajdujące się niżej w hierarchii społecznej walczą z niesprawiedliwością. Należy zauważyć, że nie walczą one jedynie o prawa kobiet, ale także o szeroko pojmowane prawa człowieka. Przez lata były gnębionebione (no, nie tak dosłownie), ale nie użalały się nad sobą. Wyszły na ulice, nie bały się zaryzykować, późnej (znaczy jak im faceci pozwolili) walczyły na arenie politycznej. Do tej pory organizacje zrzeszające kobiety zaskarżają (w zdecydowanej większości słusznie, ale z moich obserwacji wynika, że zdarzło się kilka wręcz absurdalnych oskarżeń) niesprawiedliwe społecznie i dyskryminujące kobiety ustawy. Feministki! Jednoczcie się, a ja choć mężczyzna z wami jestem!
To wyżej traktujcie jako wstęp, a to niżej traktujcie jak chcecie, ale się nie śmiejcie (ze mnie) :)
No, to przechodzimy do części właściwej. Ostatnio zauważam taką jakąś dziwną tendencję. Wszędzie gdzie się nie ruszę są jakieś kobiełki, które czepiają się dosłownie wszystkiego. No, prawie wszystkiego, bo w końcu nie wszystko, wszystko co z facetami związene (zdanie nie ma sensu, więc może kilka słow wyjaśnienia - panie czepiają się wszystkiego co z płcią brzydszą związane). I tak np. autorzy gier stali się "męskimi szołwiministycznoinmiymi (qrde, chyba nigdy nie wymyślę wyrazu dłuższego niż xwka Archwicośtama) świniami", sportowcy też są wyżej wymienionymi, gdyż w osobnych drużynach grają mężczyźni a w innych kobiety (cóż za przejaw dyskryminacji!). Dziewczyny bluzgają wszędzie i na wszystkich. Oczywiście robią to z poczucia kobiecego obowiązku i w poczuciu potrzeby sprawiedliwości. Najgorsze jest chyba to, że pseudofeministki nigdy do niczego nie doszły same (ostatnio wyszło mi, że szpaner=lamer, a może feministka=lamerka?). Mają wszystko i potrafią ciągle tylko krytykować.
Oczywiście zgadzam się z tym, że jest wiele feministek, które rzeczywiście próbują coś zmieniać, ale stale przybywa pseudofemin. Zgadzam się także z nieuniknionym. Polskie prawo i kodeks pracy trzeba zreformować. Ale nie popadajmy w histerię! Nie każda ustawa jest skierowana przeciwko kobietom. Tak na prawdę, to męska część polskiego społeczeństwa musi wreszcie zrozumieć, że kobieta może być o wiele lepsza od ciebie np. w programowaniu, a ty w gotowaniu (co bardzo prawdopodobne, gdyż z już chyba nienajnowszych (nieszkodzi) badań jasno wynika, że 53% kobiet ma umysły ścisłe, tylko ich wrodzona kobieca wrażliwość sprawia, że lubią romansidła i umiom pisać wypracowanka). Nie rozumiem dlaczego niektórzy faceci po prostu WSTYDZĄ SIĘ, że oni wychowują dzieci i opiekują się domem, a ich partnerka zajmuje się workowaniem (znaczy pracą, a nie produkcją worków:)). Przecież opiekowanie się domem (co zresztą kobiety już do bólu podkreślają i jak mi mój młody instynkt mówi podkreślać będą. A faceci będą podkreślać jak to zaharowują się w firmie pełnej seksretarek :)) uważają za wsztyd? Bo im tak kumple w pubie wmawiają przy "męskich" dyskusjach. Panowie nie dajmy się zwariować, dajmy żonom poszaleć w biznesie :)
Dobra, kończe - wy już chyba przysypiacie, ja opisałem już chyba wszystko co chciałem, a jutro klasówka za klasówką, do szkoły zasuwam taxówką. Ale ze mnie idiota nie?
Buniol - [drugi człon tymczasowo
pozostaje utajniony]
Listy przyjmuję i od feministek
i od szowinistów także