EWOLUCJA - fakt naukowy, czy nadal tylko teoria?

    Nietrudno zauważyć, że coraz więcej osób traci wiarę w istnienie Boga, a co za tym idzie, rośnie rzesza wyznawców ewolucjonizmu. Dlaczego? Ponieważ człowiekowi jakoś strasznie trudno się żyje jeśli nie padnie odpowiedź na pytanie: Skąd się tutaj wzięliśmy? Jeśli nie Bóg, to "Kto", lub "Co"? Pomijając przyczynę tej utraty wiary w istnienie Boga, ta wewnętrzna potrzeba wiedzy o pochodzeniu człowieka, skłania wielu do uwierzenia w ewolucję jako jedyną alternatywę. Lecz zazwyczaj osoby takie przyjmują tą dotychczas obcą "wiarę" bez dostatecznego zbadania dowodów. Bo ilu z tych wszystkich nowo nawróconych stawia sobie pytanie: Czy ewolucja to dowiedziony fakt naukowy, czy nadal tylko teoria?
    Ja osobiście mam mnóstwo wątpliwości co do twierdzeń ewolucjonistów, ale istotniejsze niż moje, są wątpliwości ludzi ze świata nauki. Postanowiłem zatem zwrócić uwagę wszystkich "wierzących" (w ewolucję oczywiście) na kilka z wielu powodów do zastanowienia.

    Rzeczą chyba pierwszą, o której należałoby wspomnieć, jest ta, że wszechświat miał swój początek - nie istniał zawsze. Oto naukowy dowód: kiedy światło docierające z jakiejś galaktyki przepuści się przez pryzmat, otrzymamy widmo wskazujące na wydłużenie fal świetlnych, co świadczy o bardzo szybkim ruchu źródła światła w przeciwnym nam kierunku. Im odleglejsza jest galaktyka, tym szybciej zdaje się oddalać. W roku 1995 naukowcy zwrócili uwagę na nietypowe zachowanie najdalszej z odkrytych dotąd gwiazd (SN 1995K), która wybuchła jako supernowa w swej galaktyce. Podobnie jak supernowe w pobliskich galaktykach, stała się bardzo jasna, a następnie powoli zaczęła przygasać, ale wolniej niż to obserwowano dotychczas. W czasopiśmie New Scientist ukazano to na wykresie i opatrzono komentarzem: "Kształt krzywej jasności jest rozciągnięty wzdłuż osi czasu dokładnie w takim stopniu, jakiego należało się spodziewać, jeśli galaktyka oddala się od nas z szybkością bliską połowy prędkości światła. Jest to najlepszy z istniejących dowodów, że Wszechświat się rozszerza!" Co z tego wynika? Większość uczonych w swych rozważaniach nad przeszłością wszechświata cofa się do chwili, gdy ich zdaniem był on bardzo małym i gęstym punktem (osobliwością) i dochodzą do wniosku, że nie można pominąć kluczowej kwestii: "Jeżeli w którymś momencie przeszłości Wszechświat był bliski stanu osobliwości o nieskończenie małych wymiarach i nieskończonej gęstości, to musimy zapytać, co było wcześniej i co się znajdowało poza Wszechświatem. Musimy zająć się problemem Początku" (sir Bernard Lovell).
    A zatem: co, lub kto jest źródłem owego początku? Musiała istnieć jakaś potężna siła, wystarczająca do pokonania ogromnego przyciągania grawitacyjnego, pochodzącego od całej materii we wszechświecie. Co, lub kto jest źródłem tak gigantycznej energii? Jednak chodzi przy tym jeszcze o coś więcej. Oprócz energii niezbędna była też inteligencja i zdolność przewidywania, gdyż parametr określający tempo ekspansji wszechświata wygląda na precyzyjnie dobrany. "Gdyby Wszechświat rozszerzał się o jedną bilionową szybciej" - wyjaśnia Lovell, "to wszelka materia uległaby do dziś rozproszeniu. A gdyby rozszerzał się o jedną bilionową wolniej, to pod wpływem oddziaływania grawitacyjnego zapadłby się w ciągu pierwszego miliarda lat istnienia. W takim wypadku nie powstałyby długo żyjące gwiazdy ani żadna forma życia."

    Rzeczywistość jest taka że teoria samorzutnego powstania świata to więcej pytań niż odpowiedzi. W 1953 roku naukowiec Stanley L. Miller przeprowadził próbę stworzenia życia w laboratorium. Pierwsze efekty jego pracy wlały nadzieję do świata nauki. Jeden z profesorów chemii powiedział nawet: "Wyjaśnienie pochodzenia najprostszych żywych organizmów za pomocą mechanizmów ewolucyjnych jest już w zasięgu ręki." Około 40 lat po tamtym eksperymencie profesor Miller powiedział: "Problem powstania życia okazał się znacznie trudniejszy niż ja oraz większość innych ludzi przewidywaliśmy" ("Świat Nauki" - przedruk "Scientific American"). Po pierwszych badaniach Millera, uczeni podjęli próby uzyskania białek i DNA, które są konieczne do życia na ziemi. Próby te zakończyły się całkowitą porażką. "Dopiero współpraca tych dwóch rodzajów cząstek umożliwia istnienie życia na ziemi" - podano w "The New Encyclopedia Britannica". Jak zaznaczono dalej "jest to kluczowy i nierozwikłany problem biogenezy." To są tylko przykłady pokazujące, że zajęcie się poszczególnymi etapami rozwoju ewolucyjnego przynosi naukowcom więcej pytań i wątpliwości niż odpowiedzi.

    Co ciekawe, im więcej badań i faktów naukowych, tym więcej pojawia się dowodów świadczących przeciwko ewolucji. Weźmy pod uwagę choćby zwykłe prawdopodobieństwo matematyczne.
    Aby mogło istnieć życie, potrzebne jest białko. Żeby powstało białko muszą się połączyć odpowiednie aminokwasy. Jak wiadomo istnieje ponad 100 aminokwasów, z których tylko 20 jest potrzebnych do budowy protein, czyli białek prostych, będących składnikami żywych organizmów. Występują one w dwóch postaciach: Jedne cząsteczki są "prawoskrętne", a drugie "lewoskrętne". Gdyby powstały przypadkowo wtedy jedna połowa z nich byłaby prawoskrętna, a druga lewoskrętna. A wszystkie 20 aminokwasów, z których składają się proteiny w żywych organizmach, są lewoskrętne - nie inaczej. Jakie jest prawdopodobieństwo żeby połączyły się przypadkowo akurat te potrzebne odmiany?
    Przytoczę przykład, który pokazuje o co chodzi. Załóżmy że mamy duży kopiec nasion fasoli czerwonej i białej i należą one do stu różnych odmian. Oba rodzaje są w równych ilościach i wymieszane ze sobą. W takim kopcu zanurzamy szufelkę z zamiarem naczerpania tylko tych nasion które wyobrażają podstawowe składniki protein. Czyli na szufelce musiałyby się znaleźć same czerwone - ani jednego białego - nasiona fasoli. Do tego musiałoby to być 20 różnych odmian czerwonej fasoli ułożonych na ściśle określonym miejscu. Żeby nie wiadomo ile razy czerpać z takiego kopca nie uzyskałoby się właściwej kombinacji. Tu z pomocą przychodzi stara, dobrze wszystkim znana metoda naukowa - matematyka. Prawdopodobieństwo przypadkowego powstania nawet całkiem prostej cząsteczki wynosi 1 do 10113 (jedynka ze 113 zerami). Matematycy uważają że zdarzenie którego prawdopodobieństwo wyraża się liczbą 1 do 1050 nigdy nie nastąpi.
    Poza tym jedne proteiny służą za budulec a drugie za enzymy. Te ostatnie przyśpieszają konieczne reakcje chemiczne w komórce, która bez nich by zginęła, a do jej funkcjonowania potrzebnych jest 2 tysiące protein służących za enzymy. Brytyjski astronom sir Fred Hoyle powiedział o tym tak: "Wielkim problemem biologii nie jest sam oczywisty fakt, że białko to łańcuch aminokwasów połączonych ze sobą w ściśle określony sposób, lecz raczej okoliczność, że ich kolejność nadaje temu łańcuchowi szczególne właściwości. Gdyby aminokwasy zostały połączone przypadkowo, rezultatem byłaby ogromna liczba kombinacji nieprzydatnych żywej komórce. Kiedy się rozważy, że typowy enzym jest łańcuchem złożonym z jakichś 200 ogniw i że dla każdego ogniwa istnieje 20 możliwości, to łatwo zauważyć, iż liczba bezużytecznych kombinacji jest kolosalna, większa od liczby atomów we wszystkich galaktykach dostrzegalnych przez największe teleskopy. Tak wygląda sytuacja w wypadku jednego enzymu, a przecież jest ich przeszło 2 000 i służą na ogół bardzo różnym celom. Jakim więc sposobem wszystkie one zaistniały?" Prawdopodobieństwo że te enzymy powstały przypadkowo w bulionie pierwotnym wynosi około 1 do 1040 000. Przedstawiając to inaczej - prawdopodobieństwo to jest tak małe, jak szansa wyrzucenia kostką do gry raz za razem 50 000 szóstek. A chodzi tu zaledwie o 2000 spośród 200 000 protein potrzebnych żywej komórce. Przypadkowe powstanie wszystkich białek prostych jest tak nieprawdopodobne, jak następne wyrzucanie za każdym razem 5 000 000 szóstek. Dlatego sir Fred Hoyle dodał na koniec: "Zamiast akceptować znikomo małe prawdopodobieństwo pojawienia się życia za sprawą ślepych sił natury, lepiej jest chyba założyć, że powstało ono w wyniku celowego, rozumnego działania."
    Pod wpływem zdobytej wiedzy, biolog Edwin Conklin użył porównania ukazującego złożoność procesu powstania życia: "Prawdopodobieństwo przypadkowego powstania życia można przyrównać do prawdopodobieństwa powstania obszernego słownika w wyniku eksplozji w drukarni." Podobnego przykładu użył Fred Hoyle. Jego zdaniem jest to podobne do prawdopodobieństwa powstania Boeninga 747 na skutek tornada szalejącego na złomowisku z częściami samolotowymi.

    Ponadto - co dostrzegają uczeni - istnieje bezdenna bariera między materią nieożywioną a ożywioną. Jak to się stało, że zlepek różnych cząstek ożył? Kto zadowoli się wyjaśnieniem, w rodzaju: Przed miliardami lat w jakiś nieprawdopodobny sposób, pierwsza komórka ożyła? Po prostu ożyła!? To wspaniale, ale gdzie jest naukowy dowód tego zdarzenia? Ewolucjoniści powiedzą: Przecież żyjemy, więc to musiało nastąpić... Świetnie, ale ja proszę o naukowy dowód, że to się stało przypadkowo i bez udziału jakiegoś inteligentnego Stwórcy.
    Kiedyś - w średniowieczu - dość powszechnie wierzono w samorództwo. Jednakże w XVII wieku włoski lekarz Francesco Redi udowodnił eksperymentem na larwach much, że pojawiają się one na zepsutym mięsie tylko wtedy, gdy muchy złożą na nich jajka, nie rozwijają się zaś na takim, do którego muchy nie mają dostępu. Później podobną kwestią zajął się Ludwik Pasteur. Przeprowadził doświadczenie dotyczące drobnoustrojów mające rozstrzygnąć, czy mogły one powstać samorzutnie. Wykazał, że nawet mikroskopijne bakterie nie pojawiają się w wodzie, którą wyjałowiono i zabezpieczono przed skażeniem. W roku 1864 ogłosił: "Ten prosty eksperyment zadał teorii samorództwa śmiertelny cios, po którym już nigdy się nie odrodzi." Zgodnie z tym twierdzeniem, nigdy w żadnym doświadczeniu nie udało się stworzyć życia z materii nieożywionej. Gwałtowny rozwój nauki w ostatnich czasach jeszcze bardziej pogłębił przepaść dzielącą materię nieożywioną od istot żywych.

    Wygląda na to, że już na samym początku pojawia się przeszkoda nie do przebrnięcia. Ale teoria ewolucji ma jeszcze wiele innych słabych punktów. Jednym z nich jest brak ogniw pośrednich łączących gatunki. W książce, z której fragmenty cytuję, poświęcono na ten temat trzy rozdziały. Ponad sto lat temu sam Darwin po licznych badaniach zastanawiał się: "Dlaczego każda formacja geologiczna, każda warstwa nie jest przepełniona takimi ogniwami pośrednimi?" Zapis kopalny rozczarował Darwina jeszcze pod innym względem. On sam tak to wyjaśnił: "Nagłe pojawienie się całych grup gatunków w pewnych formacjach uważane było przez niektórych paleontologów za niezbity dowód przeciwko przeświadczeniu o przekształcaniu się gatunków." Darwin oraz wielu innych spodziewali się, że w miarę upływu czasu spędzonego na badaniach takie ogniwa pośrednie się odnajdą.
    Po 40-letniej pracy badawczej botanik Heribert Nilsson tak opisał sytuację: " Na podstawie danych paleobiologicznych nie da się naszkicować nawet karykatury ewolucji. Materiał kopalny jest teraz tak kompletny, że braku ogniw pośrednich nie można już tłumaczyć jego szczupłością. Luki rzeczywiście istnieją i nigdy nie zostaną wypełnione."
    Przeanalizowanie różnych faktów skłoniło biochemika D.B. Gowera do takiej wypowiedzi (zamieszczonej w "Times"): "Biblijnej relacji o stwarzaniu nie da się pogodzić z teorią ewolucji. Jedno musi być prawdziwe a drugie fałszywe. Zapis kopalny zgadza się z treścią Księgi Rodzaju. W najstarszych skałach nie znajdujemy długiego szeregu skamieniałości, które by wskazywały na stopniowe zmiany od stworzeń najprostszych do form rozwiniętych. Natomiast nagle pojawiają się w tych skałach już rozwinięte gatunki. Nie ma żadnych skamieniałych ogniw pośrednich."
    Londyńskie Towarzystwo Geologiczne oraz Stowarzyszenie Paleontologów Wielkiej Brytanii przeprowadziło zakrojone na szeroką skalę badania, o których wyniku profesor nauk przyrodniczych John N. Moore napisał: "około 120 uczonych, samych specjalistów, opracowało monumentalne, liczące 30 rozdziałów i 800 stron dzieło, w którym przedstawiono zapis kopalny mniej więcej 2 500 grup roślin i zwierząt. Wykazano, że każda główna forma lub odmiana roślin czy zwierząt ma własną, oddzielną historię! W zapisie kopalnym grupy roślin jak i zwierząt, pojawiają się nagle. Od chwili pierwszego pojawienia się: wieloryby, nietoperze, konie, naczelne, słonie, zające, wiewiórki itd. różnią się między sobą tak samo jak obecnie. Ani śladu wspólnego przodka, a tym bardziej ogniwa łączącego je z którymś gadem, ich domniemanym protoplastą. W zapisie kopalnym nie znaleziono żadnych form pośrednich najprawdopodobniej dlatego, ze skamieniałości takich form w ogóle nie ma. Najwidoczniej nigdy nie było żadnych form pośrednich między gatunkami zwierząt i (lub) form pośrednich między gatunkami roślin."
    W "The Neck of the Giraffe" Francis Hitching pisze: "Luki w skamieniałościach wykazują ciekawą prawidłowość: szczątków kopalnych brakuje wszędzie tam, gdzie byłyby bardzo potrzebne" (to tylko kilka przykładów).

    Dlaczego więc tak wielu uczonych "wierzy" w ewolucję? W przedmowie do książki Johna Readera "Missing Links" (Brakujące ogniwa) David Pilbeam zwraca uwagę na to, iż wnioski uczonych nie zawsze są oparte na faktach. Jest tak - twierdzi Pilbeam - między innymi dlatego, że uczeni "też są ludźmi, a grają o wysoką stawkę, bo jest nią ponętna nagroda w postaci sławy i popularności." W książce tej przyznano, że ewolucjonizm jest "nauką, której siłą napędową są osobiste ambicje, co czyni ją podatną na wpływ wszelkich z góry powziętych przekonań. Współcześni ewolucjoniści są skłonni do obstawania przy błędnych danych, jeśli przemawiają one za słusznością ich przedwczesnych opinii w nie mniejszym stopniu niż dawni badacze, odrzucali bowiem obiektywne oceny i trzymali się wyobrażeń, w które chcieli wierzyć." Profesor J.D. Bernal W książce "The Origin of Life" (Pochodzenie życia) napisał: "Gdyby do tego zagadnienia [samoistnego powstania życia] ściśle zastosować reguły metody naukowej, w kilku miejscach tej historii można byłoby w gruncie rzeczy wykazać, jak życie powstać nie mogło - nieprawdopodobieństwo było zbyt wielkie, a szanse pojawienia się życia zbyt nikłe." Następnie dodał: "To niestety prawda, ale przecież życie na Ziemi istnieje w całym swym bogactwie form i przejawów aktywności, toteż trzeba nagiąć argumentację, by poprzeć jego istnienie."

    Nic dziwnego, że ten sposób podejścia do sprawy doprowadził do powstania wielu fałszerstw. Np. pragnienie znalezienia dowodów istnienia "małpoludów" popchnęło niektórych uczonych do oszustwa w związku z człowiekiem z Piltdown. Przez mniej więcej 40 lat większość ewolucjonistów uznawała ten okaz za autentyczny. Ostatecznie w roku 1953 fałszerstwo zostało wykryte, gdy po zastosowaniu nowoczesnych metod badawczych okazało się, że po prostu zestawiono sztucznie postarzone kości ludzkie i małpie. Fragmenty szczęki i uzębienia orangutana zestawiono z kawałkami czaszki ludzkiej, a resztę stanowił gips (ponad 60% całości!).
    W brytyjskim dzienniku The Guardian doniesiono o innym oszustwie: "Przez 116 lat Państwowe Muzeum Walii w Cardiff szczyciło się skamieniałym szkieletem żyjącego jakieś 200 milionów lat temu drapieżnika, który pływał w oceanach w okresie jury. Kiedy pracownicy muzeum uznali, że skamielinę ichtiozaura - wodnego mięsożercy - należy wyczyścić, wykryli oszustwo. Pod pięcioma warstwami farby znaleźliśmy dowody misternego fałszerstwa - oznajmiła konserwator Caroline Buttler. Okazało się, iż eksponat powstał w wyniku połączenia dwóch rodzajów ichtiozaurów oraz sprytnie spreparowanych elementów."
    Może jeszcze jeden przykład. Jednego z czołowych archeologów japońskich, którego ze względu na rzekomo rewelacyjne osiągnięcia nazywano genialnym odkrywcą, przyłapano na oszustwie. Dziennikarze gazety Mainichi Shimbun zainstalowali kamerę wideo, która zarejestrowała, jak ów badacz przed przybyciem reszty pracowników zakopuje kamienne przedmioty na stanowisku archeologicznym. Ponieważ nie mógł podważyć obciążających go dowodów, przyznał się, iż zakopał eksponaty pochodzące z jego własnej kolekcji. Teraz wszystkie wyniki jego 30-letniej pracy są weryfikowane. Wydawcy spodziewają się, że z tego powodu trzeba będzie zrewidować opracowania archeologiczne i podręczniki szkolne."
    Podsumowując krótko: jak miałbym zaufać ludziom w tak ważnej kwestii jak pochodzenie życia (co przecież rzutuje na jego sens) skoro raz po raz posuwają się do oszustwa, gdyż brak im rzeczywistych dowodów? Jeżeli ja nie umiem czegoś wytłumaczyć, to uczciwie mówię: nie wiem. A jeśli wbrew faktom i innym dowodom fałszuję jakieś dane, to kim jestem? Jeżeli coś jest prawdą, to czy trzeba to udowadniać przy pomocy oszustwa? Zastanawiające... prawda?

    W pewnej sprzeczności z założeniami ewolucji pozostają także cechy człowieka. Jedną z nich jest gotowość niesienia pomocy innym ludziom. Skoro założeniem procesu ewolucji jest przetrwanie osobników lepiej przystosowanych, to dlaczego pomagamy słabszym? Dlaczego troszczymy się o niepełnosprawnych, ciężko chorych, starych, o ofiary klęsk żywiołowych, itd. itd? Dlaczego silni dbają o słabych i są gotowi nawet poświęcić swoje własne życie? Np. strażacy, którzy zginęli pod gruzami WTC w Nowym Jorku - z pewnością nie wiedzieli, że tego dnia zginą, niemniej narazili swoje własne życie po to, by ratować je innym. Nadal czyni tak mnóstwo ludzi z różnych służb i organizacji. Doskonale wiedzą, że mogą stracić własne życie ratując je drugim, jednak narażają je i to nie dla jakiegoś chwilowego dreszczyku emocji - wiec dlaczego?
    Ponadto, dlaczego mamy poczucie zła i niesprawiedliwości? Skoro ewolucja to bezlitosna walka o przetrwanie silniejszych, to dlaczego każdy naród na ziemi ma ustalone prawa i normy moralne - normy dobra i zła? Czy można ustalać zasady bezwzględnej walki o przetrwanie? A poza tym, skąd wiemy, że TO jest złe a TAMTO jest dobre? Jak wykształciły się w nas te kryteria oceny? W myśl założeń ewolucji taki kodeks moralny jest raczej przeszkodą, nie jest nam potrzebny. Nikt nie powinien mieć nawet prawa nas ograniczać i przeszkadzać nam żyć tak jak chcemy bo przecież przetrwa najlepiej przystosowany i najsilniejszy. Zatem, dlaczego oburza nas istnienie zła i cierpienia? Co nas obchodzi, że cierpią "niewinni"? Dlaczego ewolucja doprowadziła do powstania tej "konstrukcji" zagrażającej dalszemu procesowi doskonalenia? Nasze "uczucia wyższe" są w rzeczywistości zaprzeczeniem idei ewolucji.
    A oto jeszcze kilka dodatkowych wątpliwości: dlaczego człowiek lubi podróżować i zwiedzać różne zakątki ziemi? Dlaczego zabiega o to, by poznawać innych ludzi, inne kultury, dlaczego zajmuje się sztuką i zachwyca się pięknem, dlaczego bada swoją przeszłość - chociaż wiele z tych rzeczy nie wywiera żadnego wpływu na nasze przetrwanie? Dlaczego człowiek bada zapis kopalny (naciąga przy tym fakty), dlaczego stara się tak bardzo udowodnić, że nasze życie nie ma sensu? Dlaczego mimo to pragniemy wierzyć, iż nasze życie ma jednak jakiś głębszy sens?

    To tylko część pytań i wątpliwości dotyczących przypadkowego powstania otaczającego nas świata i pojawienia się życia w jego bogactwie form.

    Czasem ktoś dochodzi do wniosku, że Boga nie ma, bo nie widać, żeby był. Niektórzy mówią np: "gdyby naprawdę był taki miłosierny, to nie pozwoliłby na wszechobecne zło i cierpienia." Czy to automatycznie dowodzi, że Bóg nie istnieje? Czy nie ma już żadnych innych możliwości? A może ów Bóg ma uzasadnione powody, aby przez jakiś czas tolerować taką sytuację? Co jest łatwiejsze: szukać odpowiedzi, czy bez głębszego zastanowienia, bez zbadania dowodów i wątpliwości uwierzyć w ewolucję? (swoją drogą, osoby takie dokonują ciekawej zamiany: odrzucają istnienie Boga z powodu brutalności życia, przyjmując jednocześnie wiarę w ewolucję opartą właśnie na tej brutalności - jednak owa brutalność nadal ich oburza. Dziwne, że wierząc w ewolucję, oburzają się na podstawowy czynnik decydujący o istnieniu tego procesu - będącego przecież walką o przetrwanie najsilniejszych i najlepiej przystosowanych...)

    Cytowany wcześniej podręcznik opisując metodę naukową, podaje tak: "Obserwuj zachodzące zjawiska; na podstawie tych obserwacji sformułuj teorię, która by mówiła, co może być prawdą; potem sprawdzaj tę teorię przez dalsze obserwacje i eksperymenty; obserwuj uważnie, czy potwierdzają się przypuszczenia oparte na tej teorii."
    Panowie i Panie - biorąc pod uwagę działanie według metody naukowej: ewolucja nie jest udowodnionym faktem naukowym, lecz w dalszym ciągu tylko nie potwierdzoną teorią.

    I na zakończenie jeszcze jedna ciekawa wypowiedź Roberta Jastrowa: "Naukowcy nie mają żadnego dowodu, który by potwierdzał, że życie nie powstało w wyniku aktu stwarzania."



PS - do Phnom Penh - brzmi znajomo?   Pomyślałem, że nie będziesz mieć nic przeciw temu...    Pozdrawiam.

       Jabba