Historia Miłosna
Idę sobie na przerwie, patrzę kto tam dyżuruje, a tu anioł,
dziewczyna piękna jak złoto. Kurde, nie mogę zwalić takiej
znajomości, więc najpierw podchodzę i mówię że by kogoś
tam zawołała z nauczycieli. Chcę się jej bliżej przyjrzeć.
A że to moja rowieśniczka z 2c to jest OK. No dobra, trzeba ją
poznać, albo coś wysłać. Walentynki są, więc wysyłam jej
kartkę, coś tam wiersz jakiś i że mi się podoba i że chcę
ją poznać, takie tam pierdoły :). Problem w tym że nie wiem
jak ma na imię :). Pytam maxymalnego plotkarza w klasie, zna
wszystkich, a jednocześnie nikt nie chce go znać (xywa Fisto :)
jak laseczka ma na imię. Paulina, no dobra wysyłam. 2 dni
czekam, zero odzewu, total porażka. A więc myślę se że
podejdę i zagadam. Straszna trema, bo takiej znajomości nie można
schrzanić. Podchodzę po 5 minutach gapienia się i poganiania
przez kumpla. Dialog:
-Klaudia? (qmpel mi drugi powiedział że Klaudia)
-Nie, to ona jest Klaudia.
-Acha, Paulina?
-Nie...
-Jak masz na imię?
-....
-eee
-Ania
-Możesz podać mi swój numer telefonu w celu umówienia się?
-Słucham? Może byś mnie najpierw zapytał?
-(Nie kumam o co chodzi?)
-Podaj, porozmawiamy przez telefon bo się śpieszę.
(Coś tam pisze)
i imię, żebym pamiętał.
No to cześć.
-Cześć.
Dzwonię w Sobotę, nie może, dzwonię w Niedzielę, uczy się.
Mówi że porozmawiamy w szkole, w Poniedziałek. No dobra, gadam
w Poniedziałek. Najpierw nawija, że ma chłopaka, potem że nie
przeczytała książk (Władca Pierścieni). Myślę, dała mi
kosza, life is brutal. Przechodzę obok ich klasy, kolesie w śmiech.
:)
Chyba już nigdy nie spojrzę jej w oczy. Nie polecam miss szkoły
podrywać. Może być kiepsko...
Gibbon