Czy "Władca" rządzi? by =rH=

Istnieją kręgi zainteresowań, które ostatnimi czasy bardziej otworzyły się dla świata. Ich członkowie wnikają w świat codzienny ze swoim dorobkiem kulturalnym, pozwalając równocześnie poznawać ich świat osobom "z zewnątrz". Niewątpliwie takim kręgiem stało się niedawno społeczeństwo fantasy. Trzeba jednak zadać sobie pytanie: czy warto integrować się za wszelką cenę? Ekranizacja "Wiedźmina" na podstawie ksiąg Sapkowskiego wzbudzała jedynie irytację tak jednych, jak i drugich. Fantaści narzekali że film robili nie-pasjonaci i całkowicie zgubili klimat świata stworzonego przez ASa, a osoby z drugiej strony przez mierność obrazu utwierdzili się tylko w błędnym przekonaniu że fantasy to nadal pożywka dla naiwnych dzieci… Na szczęście kultura fantasy została teraz wzbogacona o wielko ekranowe Dzieło, które zasługuje na miano początku Tolkienowskiej Trylogii.

Pierwsze na co zwraca się uwagę podczas oglądaniu obrazów wielko ekranowych to fabuła. Aktorzy mogą się starać jak tylko są w stanie, muzyka idealnie pasować, ale jeśli treść jest nieodpowiednia to nie ma co liczyć na udany projekt. Nie ma jednak takich obaw co do "Władcy". Pod względem fabularnym jest to film wybitny, jak zresztą wszystkie papierowe Dzieła Mistrza. Potęga treści ujawnia się już na samym początku ekranizacji poprzez ww. "inwokację" o Jedynym. Dalej jest tak samo udanie. Treść wciąga, wzrusza i daje się podziwiać. W odpowiednim momencie jest walka, w odpowiednim rozmowy, w odpowiednim pozostała część przygód Drużyny. Twórcy doskonale zdawali sobie sprawę z tego że jeśli by to spaprali to środowisko fantastów spowodowałoby olbrzymi bojkot. Wiedzieli też chyba że nie mogą zawieść śp. Tolkiena i starali się uczcić jego wkład w piękno literatury. Wszystko współgra ze sobą fantastycznie, cóż więcej dodawać..?

Drugim aspektem stojącym na bardzo wysokim poziomie jest gra aktorów. To była chyba ręka Boska, że dobrano młodych, pełnych werwy i talentu ludzi zamiast wysłużonych gwiazdorów. Widz przez to zauważa inne cechy filmu, a nie tylko tyłek-wielkiego-Mela. Taka ekipa aktorska pozwala skupić się na prawdziwym przesłaniu ekranizacji, a do tego interesuje obserwatorskie oko. Osobę oglądającą ciekawi jak w tak wymagających rolach spełnią się "młode wilczki". Ale jak już wspomniałem absolutnie nie przeszkadza to w oglądaniu omawianego aktualnie obrazu. Myślę że omówienie również odgrywania ról przez poszczególnych aktorów jest jak najbardziej na miejscu, gdyż warto o tym wspominać. Sir Ian McKinley grający Gandalfa zachwycił mnie najbardziej. W tej roli wyszedł niesamowity talent i doświadczenie filmowe owego człowieka. Gandalf jest mentorski, czasem szorstki, zawsze sympatyczny, troskliwy i ma to coś. Czarodziej jest dosłownie taki jakim go stworzył Tolkien. Nie trzeba chyba lepszej rekomendacji? Viggo Mortensen w roli Aragorna również sprawił się wyśmienicie. Aragorn był prawdziwy, a to największy komplement dla artysty. Bilbo (Ian Holm) i Frodo (Elijah Wood) i Sam (Sean Astin) wyraźnie wyróżniali się z tłumu. Reszta hobbitów pełniła raczej marginalne znaczenie, ale w odpowiednich momentach potrafili zabłysnąć i pokazać "charakterek". Dowodem na to jest chociażby akcja z petardą na przyjęciu urodzinowym Bilba :). Legolas w postaci Orlando Blooma daje z siebie wszystko i wychodzi mu to pięknie. Z Galadrieli, czyli Cate Blanchet, emanuje wręcz niespotykana energia i IMHO przebija tą elfkę opisaną przez samego Mistrza! Christopher Lee (Saruman) odwala kawał solidnej roboty, z czego wypada jedynie się cieszyć. Trochę zawiódł mnie mój ukochany Gimli, ale w Morii pokazał krasnoludzki pazur (Raughhhhh :PPP). Gdybym mógł, z chęcią przyznałbym Oscara całej ekipie grającej w filmie, absolutnie się im to należy.

Bardzo mocnym punktem filmu jest muzyka. Towarzyszy nam cały czas (!) i doskonale komponuje się z resztą filmu. "Władca" bez muzyki nie byłby tym samym filmem… Jest majestatyczna, doniosła, rzucająca się w ucho, a jednak nie przeszkadzająca w odbiorze tego co widać na ekranie. Niesłychaną pracę musieli wykonać kompozytorzy i opłaciło im się. Rzadko kiedy w filmach dostrzega się w ogóle istnienie muzyki, a tutaj przebija wszystko co do tej pory było znane. Nie byłbym sobą, gdybym nie wspomniał że idealnie pasuje na pokład muzyczny do sesji :).

Charakteryzacja aktorów budzi natomiast małe kontrowersje. Osobiście spotkałem się z terminem "sterylnego brudu" na postaciach. Oznacza to tyle, co to że gdziekolwiek znajdują się bohaterowie są zbyt czyści i wyidealizowani. Mi jednak nie przyszło nawet to do głowy. Podczas zbliżeń na ręce Froda, Bilba widać spore zakurzenie i zapiaszczenie. Gandalf wygląda jak "hipis" (tak skwitował to mój ojciec :)) i w tym przypadku jest to zarzut absolutnie bezpodstawny. Walki natomiast okraszone są solidną dawką widocznej krwi, a poza tym postacie wyglądają naturalnie. Wygląd zaś wszelkich budowli jest porażający, a świetne panoramy Irlandii robią spore wrażenie.

To wszystko składa się na niepowtarzalne Dzieło dzisiejszych czasów. Ekranizacja Lotra jest obrazem kultowym już teraz, nie tylko w społeczności znawców filmowego i naszego (czyli fantasy) gatunku. Jeśli "Dwie wieże" będą reprezentowało co najmniej taki poziom to nie ma żadnych wątpliwości - "Władca" nadal rządzi.

=red HAMter= Członek SMMF
Mitologia oddaje kształty, przez które bezkształtny
kształt kształtów może być poznany. (J. Campbell)
http://ixds.p.lodz.pl/~gmork & http://rpg.net.pl/smmf