Pewnie zastanawiasz się, dlaczego taki tytuł? Z prostej przyczyny. Kiedyś słyszałem to hasło gdy MG, po wyczerpującym boju kazał oddać kartę postaci jednego z bohaterów (a swoją drogą, z tego co wiem, jest to ulubione powiedzonko jednego z ludzi w AM - pozdrowienia :)). Nie zamierzam jednak zwracać uwagi na zawartość merytoryczną tego jakże lapidarnego zwrotu. Moją uwagę przykuł momentalny brak klimatu, jaki dał się odczuć. No bo niby poważna scena - śmierć dotknęła kosą jednego z bohaterów, a mimo wszystko cała magia prysła wraz ze śmiechem pozostałych graczy.
I w ten oto sposób dotarłem do tematu niniejszego artykułu. Kto się domyśla? Pewnie nikt. Więc mówię - artykuł będzie o tym jak, dosadnie mówiąc, spieprzyć na całej linii klimat sesji.
A sposobów jest wiele. Od oklepanych, niczym dziewczyna na wiejskiej dyskotece, przez bardziej wyrafinowane, przechodząc w końcu do prawdziwych majstersztyków kpiarstwa i złośliwości.
Idźmy po kolei. Pierwsze i najprostsze - rozmowa. Ale nie taka, jaką się prowadzi w karczmie. Bynajmniej. Zasada jest prosta - cokolwiek, byle nie na temat. Przykład:
MG: Znajdujecie się w wąskim korytarzu. Jest ciemno. Ściany porasta wilgotny, prawdopodobnie śliski w dotyku mech. Z daleka dobiega szum wody...
G1 (do G2): A oglądałeś wczoraj słoneczny patrol?
Jak to nie poskutkuje, można wytoczyć artylerię dużego kalibru.
G1: To ja wyciągam UZI i rozmazuję tego durnego goblina na ścianie.
Takie pomieszanie fantasy i sf (uwaga! - zależy od systemu) doprowadzi do białej gorączki każdego Mistrza Gry. A jeśli nie, można zaaranżować w odwodach kilka innych arcydzieł. Taka, powiedzmy, potrzeba fizjologiczna.
G1: Podchodzę do Dragonfista i... wybaczcie, muszę do toalety.
Dekoncentruje, szczególnie gdy wychodzi się kilka razy. Można też po drodze zahaczyć o kuchnię i przynieść coś do jedzenia. Najlepiej chrupiącego. Efekt murowany. Jak MG nie rzuci wszystkiego w diabły, lub przynajmniej nie wywali za drzwi - to ma mocne nerwy :).
Ale nie bój nic - jest jeszcze światło. Pół biedy gdy gracie w dzień - wystarczy odsłonić okno. Dwa w jednym - wybija z klimatu i oślepia. Gorzej gdy gra się w zimie, albo wieczorem. Trzeba wymyślić coś innego. Można przyświecić lampą, bądź, jeśli sesja jest rozgrywana przy świecach, gasić je przy każdej okazji. Skuteczne i frustrujące. A gdyby, nie daj Boże, MG protestował - nie zwracaj uwagi. Ignorancja to podstawa. Niech sobie gada zdrów. I tak nic nie poradzi.
Na koniec perełka. Jeśli MG puszcza muzykę z wieży, lub innego sprzętu grającego, to masz szczęście Drogi Czytelniku. Możesz zrobić przekręt stulecia. Wystarczy pożyczyć drugi pilot i puścić boskiego Enriqe w kluczowym momencie sesji. Zabieg ten sprawi, że Mistrzuniu zacznie rzucać takim mięchem, że gdyby ktoś chciał to ocenzurować, to byłby tylko pięciominutowy pisk.
Po wygarnięciu w niewybrednych słowach, co o tobie myśli, powinien jedynie trzasnąć drzwiami i wyjść. Podobnie jak reszta drużyny...
GregoriusPS. Tak naprawdę jest to tekst o tym, czego pod żadnym pozorem nie wolno robić na sesji, jeśli tylko chcesz, aby była udana. A że pisałem go pierwszego kwietnia, nic tu nie oznacza. Wyszło, jak wyszło :).