*** Muza... ***
Co tu ukrywać nadchodzi koniec ferii... Znowu trzeba wrócić do szkolnych ław. No ale nie o tym będę pisać. Skoro musze już za kilka dni wrócić do szkoły postanowiłem wybrać się do kina.
Miłośnikiem literatury jestem od nie wiem już jak dawna. Na ekrany kin wszedł właśnie "Władca Pierścieni". Mówię wam film powala na kolana. Wszystko jest bez zastrzeżeń, muza doskonała, efekty wyśmienite, gra cudowna..... Jeszcze teraz mam szeroko otwarte usta z wrażenia. Tego nie da się opisać.... to widowisko wgniata w fotel..... Polecam wam, lećcie do kin jeśli jeszcze nie widzieliście tego dzieła.
Nie o filmie pisać będę ( a tak nawiasem mówiąc, żądam co najmniej kilkunastu Oskarów dla kochanego, cudownego, najlepszego, odlotowego dzieła ; PP )
Co znaczy muzyka w naszym życiu? Niby niewiele a jednak.... Na przykład taki "Władca...." bez tego podkładu byłby niczym. Nie miałby tego niepowtarzalnego klimatu. ( o przepraszam, muszę na kfilkę przerwać, bo mama każe mi zawiesić firany..... plese wait.... ) :P
Heh... tak mnie to wieszanie zmęczyło, że musiałem się przespać i nadszedł kolejny dzień, ale już jestem. Mamy całą masę gatunków: pop, rock, rap, techno, metal....... tak można wymieniać w nieskończoność.
Zdarzały się wam momenty gdy słysząc jakąś konkretną piosenkę czuliście, że możecie przenosić góry? Ja miewam takie chwile. Gdy leci mój ulubiony kawałek to po prostu energia mnie rozpiera. Odzyskuję wtedy wiarę w siebie, nie jestem wtedy taki przybity, zaczynam wierzyć, że wszystko będzie dobrze. Szkoda tylko, że te moje odczucia są wtedy złudne. Tak czy inaczej muzyka stanowi bardzo ważną część naszego jakże krótkiego życia.
Muzyka łagodzi obyczaje? Nie do końca to jest prawda. Można przyznać że te cale basy bity i inne dźwięki mają wielki wpływ na naszą psychikę. Kto się ze mną nie zgadza to niech lepiej się nie odzywa... ; ))
Utarło się takie głupie stwierdzenie, że ludzie słuchający np. metalu noszą glany, mają czarne ciuchy, długie włosy ( nie myją się? ; )), albo, że taki przeciętny słuchacz hip-hopu to skate, czyli chodzi w rozwiązanych butach i szerokich ubrankach. Głupota przez duże G!!! To w takim razie jak ma wyglądać osoba, która słucha kilku gatunków muzyki? Weźmy na przykład mnie. Słucham Nightwisha, Gregoriana, Dido, Queenu, Linkin Parku.... i całej masy innych zespołów i solistów. To jakiej muzy słucham nie powinno określać mojego ubioru. Przynajmniej tak mi się wydaje. Oczywiście nie zabraniam wam ubierać się jak chcecie w końcu nie mam do tego prawa . ( a szkoda ;) wtedy wszyscy chodziliby w mundurkach z zielonymi pomponikami buheheeh ; ))
Dla wielu muza jest sposobem na życie. Nie mam nic przeciw temu. No ale bez przesady. Techno.... słucham. Według mnie to jest jedyna muza przy, której naprawdę można się dobrze bawić. Takie jest moje zdanie, do którego wyrażania mam bodajże prawo, tak chyba jest w naszym kraju.
Wielu ludzi gardzi innymi odmianami dźwięków. To jest złe zjawisko, ale mi czasami też jest trudno powstrzymać się od bluzgania na disco polo. Nie zrozumcie mnie źle, nie mam nic do tego gatunku, ale gdybyście mieszkali w moim domu... Za płotem mam sąsiadkę, która strasznie kocha zespół Boys. Mówię wam to jest straszna udręka słuchać mimo woli któryś raz z rzędu przeboju "Jesteś Szalona" Tego by chyba nie wytrzymał największy stoik na świecie. Dobra nasze rodzime disco też czasami jeszcze ujdzie ale tych niemieckich "zicpolek"(szlagiery) jak to u mnie się mawia, to nie potrafię przetrawić. Kto słucha tego chłamu proszę się zgłosić do mnie na krótką terapię....... Dobra a teraz trochę bardziej na poważnie ( a czy ja kiedyś byłem poważny.... ; )), denerwują mnie ci co nigdy nie słyszeli np. prawdziwego rocka a bluzgają na niego bo tak robią kumple..... No cóż, są przecież ludzie, młotki, kowadła, ćwieki, gwoździe wkrętaki, kołki rozporowe, gumowe wiertła......
Niektórzy twierdzą, że głośne słuchanie muzyki jest lepsze. Powiedzmy, że tak ale tylko w określonych wypadkach. Taka Dido na przykład, jej słuchać radzę tylko przy umiarkowanej głośności. Słuchanie techno na przyciszonej skali głosu jest według mnie grzechem. A chodzi mi o to, że głośność powinna zależna od gatunku. Oczywiście możecie się ze mną nie zgadzać.
Namnożyło się kiedyś takich "artystuf", co robili utwory na przeróżnych rzeczach, począwszy od szklanek, na sedesie skończywszy. Co to, to, to nie!!! To jest całkowita kicha. Można do utworów wmieszać jakies dźwięki robione na niekonwencjonalnych instrumentach, ale żeby zaraz komponować cały kawałek? Tak w ogóle to jest niezbyt smaczne słuchać "muzyki" jakiegoś gościa co dmucha w wylot sedesu.
Widzieliście kiedyś starego "kaszlaka" ze sprzętem kilkakrotnie droższym od niego? Zabawne. A gdy z jego wnętrza wydobywa się jeszcze te charakterystyczne umca! umca! Wtedy myślę sobie, że dla takiego co kieruje tym autem to ratunku chyba już nie ma. Czy jest normalne, gdy ktoś nagrywa na taśmę jedna tylko piosenkę od początku do końca? Mam takiego znajomego co non-stop słucha jednego utworu. Rozumiem, że to mu się podoba, ale to działa na nerwy gdy się jedzie z nim w tym jego kaszlaku. No, ale w końcu to jego sprawa.
Muzyka jest tworzona przez ludzi i dla ludzi. Trzeba z niej jak najlepiej korzystać. Tym oto optymistycznym, akcentem będę kończyć tego jakże "mondrego" artykuła.
PS. Słuchajcie czego chcecie!!!! Ale najlepiej gdybyście słuchali Dido i Queenu....... ; )))
PSS. Cieszysz się Misiu? Nie jesteś sam. : )