*** Turbo - "Awatar" ***


Pewnego razu wybrałem się do muzycznego by sprawdzić, czy mają jakieś fajne płytki. Nagle moją uwagę zwróciła pewna okładka, przedstawiająca cztery groby z nazwiskami muzyków, grających na krążku oraz wielką ognistą czaszką, która przed chwilą wydostała się z ziemi. Owa okładka zdobi nowe wydawnictwo reaktywowanego Turbo. "Awatar", bo tak zwie się ta produkcja, została wydany w dwóch wersjach. Pierwsza zawiera 9 utworów, natomiast w drugiej możemy znaleźć cztery bonusowe piosenki. W planach Metal Mindu było jeszcze zamieszczenie video do utworu "Armia", lecz z nie wiadomych mi względów po wsadzeniu CD do napędu komputera, takowego nie znalazłem. "Awatar" można zakupić tak jak wszystkie płyty grupy również w wersji angielskojęzycznej. Płyta została nagrana w składzie: Wojciech Hoffmann - gitara, Grzegorz Kupczyk - wokal, Bogusz Rutkiewicz - bas oraz Mariusz Bobkowski - perkusja. Sesja nagraniowa odbyła się w studiu "Q" w Pile.

Pierwszy utwór to "armia". Jest dość szybki, oparty na dobrym riffie dobrze dobrany na początek krążka. Refren jest melodyjny, spokojny wręcz przebojowy, idealny do darcia mordy z wokalistą. Kolejna tym razem spokojniejsza kompozycja to "Upiór w operze". Kawałek wyróżnia się jedynie posępnym (na początku) nastrojem wywołanym przez Kupczyka jego interpretacją wokalną tekstu. Następnie słyszymy "Sen", zaczyna się krótkim intrem basu, by potem zaczęło się łojenie, aż miło słuchać. W połowie utworu tempo zwalnia, Hoffmann gra solo, utwór znowu jest w średnim tempie i nagle kszyk Kupczyka i zespół rusza z kopyta. "Granica", zaczyna się podobnie grą basu jak "Sen", lecz jest znacznie szybsza, no i te chórki w refrenie. Lubię takie kawałki. Potem zaczyna się "LSD". Kolejna dobra kompozycja, z udaną solówką Hoffmanna. "Katatonia" bardzo dobry kawałek. Zaczyna się cichym "brzękaniem" na gitarze, nagle wchodzi bas - powoduje uczucie zwiększenia tempa oraz niepokoju, znienacka atakuje perkusja - Bobkowski wymiata (choć nie aż tak jak np. Lombardo). Wszystko cichnie, zaczyna się motyw z początku, Kupczyk atakuje kolejne wersy refrenu, gitara brzęczy (jak ja to lubię). We tle słyszymy dźwięki wydawane przez uderzający młot - aż chce się żyć i wyć zwrotkę z książeczką w ręku. Następny numer to tytułowy "Awatar", na początku słychać gitarę towarzyszącą werblowi by po chwili zaczęło się melodyjne uderzenie, solówka i znów kochane łojenie. Po "Awatarze" jest bardzo szybki (choć do takiego Vadera to jeszcze im dużo brakuje) "Embrion". Gitara powtarza ciągle jeden riff, bas z perkusja jej wtórują, a wokalista śpiewa w stylu, przypominającym death/black metalowy growling. Ten zmasowany atak przerywa chyba najlepsza na płycie solówka Hoffmana, małe zwolnienie tempa i no właśnie. Tekst śpiewa równocześnie Kupczyk z jakimś drugim wokalistą. Powiem szczerze, że nie wiem, kto śpiewa z Kupczykiem, choć stawiam na Hoffmana, który na demie "One way" był śpiewającym gitarzystą. Potem jeszcze jedno solo i koniec. Ostatni kawałek na CD to "Fałsz". Turbo lubię za piosenki melodyjne, grane z wypierdem w szybkich i średnich tempach, natomiast ten utwór do mnie zupełnie nie przemawia. W niektórych momentach słyszę tylko stare dobre Turbo, a reszta jest zbyt szybka, monotonna, niemiła dla ucha. Moim zdaniem Turbo pasuje do bardziej klasycznego ciężkiego repertuaru. Choć dobrze wspominam "Dead end", na którym zespół zagrał czysty death metal z Litzą (tak tym z Kwasożłopów) na pokładzie. W edycji specjalnej można wysłuchać jeszcze: "burn", "lęk", "when a blind man cries" oraz "neon knight". Powiem szczerze, że ani ja ani moi znajomi nie posiadają płyt z tymi utworami w wersji oryginalnej, przez co nie mogę podać różnić w stosunku do oryginałów. "Burn" jest po prostu porywające, ach znowu na tej płycie słychać wspaniałe solówki. Około rok temu w czasie swojego koncertu w Polsce Glen Hughes (ex-Deep Purple), czasie bisów zaprosił na scenę Kupczyka, poczym razem wykonali właśnie "Burn". "Lęk" jest typową balladą na samotne :-( wieczory. Nie wyróżnia się niczym od setek podobnych powstałych w przeszłości. "When a blind man cries" to klasyk (i zarazem killer), który na pewno zna każdy. Szczególnie w tym utworze swoje możliwości wokalne pokazuje Kupczyk. Na zakończenie pozostaje szybkie "neon knight" sabbsów. Nie słyszałem oryginału, lecz w tej wersji zdecydowanie na początku nie podoba mi się linia basu, która jest zbyt wyeksponowany i zagłusza resztę instrumentów. Po około minucie jednak bas trochę cichnie i rozpoczyna się jazda.

Kończę słowami Rutkiewicza (bas) "Jeszcze Turbo nie umarło!!!", więc drodzy bracia i siostry, którzy słuchacie ciężkiej muzyki do sklepów po nowy album Turbo!

Moja Ocena: 85/100


© FATMAN (np. Acid Drinkers - Vile Vicious Vision)