*** Red Hot Chili Peppers - "Californication" ***


Jak już podkreślałem w arcie pt. "Rock czy jakoś tak" postaram się przełamać to, że w Kąciku Muzycznym jest głównie metal, jeżeli nie tylko metal. Napiszę więc o płycie pewnego znanego zespołu muzycznego jakim jest Red Hot Chili Peppers. Pamiętam, zaczęło się to jakieś pięć lat temu. Wtedy w ogóle zacząłem słuchać rocka (głównie Queenu i Kultu - ponieważ stawiam dużo nawiasów w tekstach, postanawiam je liczyć, aby w następnej recenzji było ich mniej, tak więc - pierwszy nawias). Usłyszałem w radiu "Under The Bridge" Peppersów. Świetna piosenka, po prostu świetna. Pochodziła z płyty "Blood Sugar Sex Magic" - bardzo chętnie bym się z nią zaznajomił. Po tej płycie, na której według wielu (mnie też - drugi nawias) osiągnęli już swój szczyt muzyczny. Nawet w artykule opisującym dziesięć lat jakiegoś magazynu muzycznego, wymieniano pięć najlepszych płyt każdego roku. I w 1991 "Blood Sugar Sex Magic" (może coś mylę w tym tytule - trzeci nawias) znalazła się obok takich kultowych płyt jak "Nevermind" Nirvany i czarnego albumu Metalliki. Potem odszedł John Frusciano(czy jakoś tak-czwarty nawias)i spadli. A dwa lata temu znów usłyszałem w radiu Peppersów, znów z Johnem, i znów we wspaniałej formie. Była to akurat łagodna "Scar Tissue" i pamiętam ją do dziś. Bo z Red Hot Chili Peppers to ja tak mam, że jak usłyszę ich piosenkę, to od razu mi się cała przypomina, a potem za cholerę nie mogę sobie jej przypomnieć, jedynie wiem, że była świetna (tak jest też ze świetnym - tak mi się wydaje, bo akurat teraz tego nie słucham -"Under The Bridge" - piąty nawias). Zaś ze "Scar Tissue" było inaczej. Pamiętam ją do dziś. Niedawno mój kolega mówi do mnie: "Ja nie wiem jak ty możesz lubić tych Red Hot Chili Peppers, takie gówno, i do tego mój brat tego słucha". Na to ja się pytam, czy ma jakąś ich płytę, a on, że jakąś tam ma. Pomyślałem, że może "Blood Sugar Sex Magic"? Przyniósł ją za kilka dni. "Californication", czyli ta ze "Scar Tissue", poza tym znałem z niej jeszcze "Around The World" i tytułową piosenkę. Oczywiście nie pożyczył mi jej za darmo, tylko na wymianę za Kingpina z czynastego CD Action. Zawiera aż piętnaście piosenek. Najlepszymi nadal zostały dla mnie "Scar Tissue" oraz "Californication" z powolną zwrotką i wybuchem w refrenie. "Around The World" zaczyna się tak, że na początku myślałem, że to Led Zeppelin, potem funkowa zwrotka i rockowy refren. Dalej jest "Parallel Universe", które już nie tylko na początku jest szybkie i rockowe, ale też tak zostaje. Trzecia jest wspominana "Scar Tissue": taka sama, jaką słyszałem w radiu i w telewizji (polecam teledysk - szósty nawias). Najlepsze na ich najlepszej płycie (dla mnie nawet lepszej od "BSSM" - siódmy nawias) są powolne, z początku nudne utwory, potem jednak okazują się naprawdę ciekawe. Takie było "Californication", takie są też "Other Side" i ostatnia "Road Trippin'". "Get On Top" to znowu powrót do funku. Dalej też jest świetnie. Nie warto opisywać wszystkich utworów, ale wspomnę tylko o dwunastej kompozycji, czyli "Savior". Najpierw jest przeeedłuuużooonee, a potem dwa głosy śpiewają to samo, tylko w innym czasie, przez co brzmi to fajnie. Inna sprawa to tytuł płyty. Jest to połączenie słów California (Kalifornia - ósmy nawias) i fornication (cudzołóstwo - dziewiąty nawias). Dodać muszę także, że płyta "Californication" także była uznana za jedną z pięciu najlepszych w roku 1999 w ww. piśmie. A tak właściwie, to pewnie dałbym jej może dziesiątkę, gdyby się nie zacinała (a zacinały się akurat najlepsze: "Californication", "Around The World", "Scar Tissue" i "Road Trippin'" - dziesiąty nawias). I jutro przychodzi dzień, w którym muszę oddać tą płytę. Boże, nieeeeeee!

Subiektywna cena: 9+/10

PS. Naliczyłem tylko dziesięć nawiasów. Robię postępy.
PS2. Słuchajcie Queenu i Red Hot Chili Peppers.


© Miki <mikus87@net.e.pl>