RADIANCE





Radiance figuruje na tracklisting'u składanki V.A."Basic Channel". Odkąd to usłyszałem, rzadko słucham czegoś innego.
Już od pół roku napełniam tym swoje uszy i chyba jeszcze to potrwa :) . Radiance oryginalnie zostało wydane w 1994 roku przez niedziałającą juz (dlaczego :((() qltową berlińską tłocznię BASIC CHANNEL na vinylu ("Buy vinyl!"). Składa się z 3 kompozycji, kolejno i.ii.iii (skomplikowane, nie ;)). A teraz fakt który was zszokuje : nie mam pojęcia kto kryje się za xyfką Radiance i mimo poszukiwań w necie prawdopodobnie nigdy się tego nie dowiem.W ogóle berlińska scena elektroniczna (wytwórnie: din, m, Chain Reaction, imbalance) ma to do siebie. Jest anonimowym manifestem ;) Ale trudno, najważniejsza jest muzyka. A w sumie jest jej około 17 minut.
Radiance I
kompozycja oparta na dziwnym basie (ten dżwięk nie kojarzy mi się z czymkolwiek) plus szumy i zdziczały beat ;)
Znakomite (szczególnie ostatnie 2 minuty - odjazd na max ;))
Radiance II
Wytentego utworek, coś koło 9 minut jazdy na kilku dżwiękach wspomaganej echem i filtrami. Utwór jest uczymany w dośc leniwym nastroju, a pogłos pozwala poczuc się jak w starej hurtowni :). Po ok. 3 minutach dochodzi rytm (wspaniale wpółgrający z basem), co nieco go ożywia. Swoim chłodem utwór ten dobija prawie do Monolake (ciekawe czy ktoś zna |-) czyli post-techno w najczystszym wydaniu.
RADIANCE III
Oba poprzednie utworki są wy!#%&*te ale nie tak jak trójeczka. Tego nie da się opisać słowami. Żaden przymiotnik nie jest w stanie określić jej piękna. Ten utwór (obok Maurizio'wskiej Dominy i Mills'owskiego Phase4) wywarł na mnie ogromne wrażenie. Jego cząstka jest teraz w mojej psychice. Zawsze jak zapuszczam (mieszkanie... :)) ten utworek, dostaję zastrzyku optymizmu -polecam każdemu z ciągotkam samobójczymi {chyba że kompletnie nie trawi elektroniki - moze to być impulsem do samozabójki ;)}.Takiego ładunku pozytywnych wibracji to się często nie spotyka. Może na "intermission" z Plug research, ale to temat na inną reckę. Ewidentnie te kilka dźwięqw ma coś w sobie i trzeba nie lubić avangardowego 'techno' (nie lubię używać nazwy 'techno' ponieważ jest kojarzona dosyć jednoznacznie :)) żeby tego nie widzieć. 3:48 min muzyki na najwyższym poziomie.

Tak jak niektórym serce bije szybciej przy słuchaniu "przewalania kartofli" by D.Lombardo (ciekawe do kogo ta aluzja? ;)))
tak mnie uginają się nogi przy dżwiękach radiance. Jestem odurzony tymi kawałkami. Niemiłosiernie :)
Ciekawi mnie tylko co by klasyczny metal pomyślał o techno gdyby usłyszał Radiance. W niewiedzy żyjecie... ech...



Dam/2309